Najbardziej rozczarowujące gry video

Lata oczekiwań, potężna kampania marketingowa i ogromne obietnice… i wszystko to na nic.
Autor Bartosz Chichłowski

Czasami bywa tak, że niektóre gry, nawet najbardziej obiecujące, cieszące się ogromnym zainteresowaniem i rozwijane dzięki potężnym budżetom, okazują się zwyczajną klapą. Oczywiście nie należy spodziewać się, że każda produkcja będzie światowym hitem, ale w pewnych przypadkach wystarczy, żeby dana gra była „tylko” dobra, by zawieść użytkowników. W niektórych przypadkach jednak dochodzi do takiej katastrofy, której skutki odczuwa się przez wiele lat…

Prezentujemy listę najbardziej rozczarowujących gier w historii, które obiecywały nam prawdziwy przełom albo perfekcyjną, ponadczasową rozgrywkę, a ostatecznie wylądowały na śmietniku historii. W jednym przypadku nawet dosłownie! I rzeczywiście, te tytułu przyniosły pewnego rodzaju rewolucję na rynku gier, ale w negatywnym sensie.

E.T. the Extra-Terrestrial
E.T. the Extra-Terrestrial © Atari

E.T. the Extra-Terrestrial

Wokół tego potworka narodziła się prawdziwa legenda. Wszystko zaczęło się od chęci szybkiego wzbogacenia się na fali popularności kultowego filmu E.T. w reżyserii Stevena Spielberga. Atari, zdobywszy odpowiednią licencję, postanowiło o wydaniu gry na święta 1982 roku. Sęk w tym, że twórca, Howard Scott Warshaw, dostał mniej niż sześć tygodni na opracowanie gry. Amerykanin dotrzymał terminu, ale jego produkcja była fatalna w każdym aspekcie. Mimo to Atari było tak pewne swojego sukcesu, że analitycy spodziewali się sprzedaży na poziomie 5 milionów kartridży. Ostatecznie sprzedano zaledwie 1,5 miliona sztuk (co i tak jest niezłą liczbą patrząc z dzisiejszej perspektywy), a reszta egzemplarzy kurzyła się w magazynach. E.T. został tak zmieszany z błotem, że Atari wolało pozbyć się reszty niesprzedanych kartridży w sekrecie zakopując je na pustyni Nowego Meksyku. Wydarzenie to stało się miejską legendą, ale w 2014 roku udało się zlokalizować i odkopać ukryty „skarb”. Mówi się, że katastrofa tej gry stała się ostatecznym powodem dla tzw. Szoku Atari, czy też wielkiego krachu amerykańskiej branży gier video zapoczątkowanego w 1983 roku.

Spore
Spore © Electronic Arts

Spore

Spore nie był złą grą. Wręcz przeciwnie. Prawdopodobnie najbardziej ambitna produkcja amerykańskiego studia Maxis była dobra, o czym świadczą średnie oceny oscylujące w granicach 80%. Problemem było to, że mimo wszystko Spore nie spełnił oczekiwań graczy. Obiecywano rewolucję branży na niespotykaną dotąd skalę, rozgrywkę o niesamowitej skali i głębię, która miała przyćmić wszystko, co do tej pory znaliśmy. Ci, których jakimś cudem ominęła kampania marketingowa, byli generalnie zadowoleni ze Spore, ale Internet nie zapomniał nagromadzonych wcześniej materiałów prasowych i ogromnych obietnic. Gdyby tego było mało, to Spore musiał borykać się z aferą związaną z kontrowersyjnym systemem zabezpieczeń SecuROM, przez który wydawca gry, Electronic Arts, popadł w niesławę i zraził do siebie setki tysięcy, a może nawet miliony graczy.

Duke Nukem Forever
Duke Nukem Forever © 2K Games

Duke Nukem Forever

Ten tytuł zapowiedziano już w 1997 roku, ale w wyniku licznych zawirowań trafił na rynek dopiero 15 lat później. Z tego powodu gracze, którzy śledzili Duke Nukem Forever przed premierą dzielili się na dwa typy. Pierwsi byli przekonani, że twórcy, mając tyle lat na dopieszczenie swojego produktu, wydadzą prawdziwe arcydzieło. Drudzy natomiast byli pewni, że tak długi okres prac nie wróży niczego dobrego. Rację mieli sceptycy. Do dziś ciężko stwierdzić, czy gracze rzeczywiście czuli olbrzymi hype przed premierą Duke Nukem Forever, czy był to raczej efekt internetowych memów, które w pewnym momencie wyrwały się spod kontroli i zaczęły być traktowane na poważnie. Ostatecznie gra nie była nawet średniakiem, a nawet najwięksi pesymiści oczekiwali czegoś lepszego. Wiadomym było, że DNF nie spełni tak wygórowanych oczekiwań, ale grając odnosiło się wrażenie, że twórcom nawet nie chciało się próbować; byleby w końcu mieć problem z głowy. Porażka ta dziś wykorzystywana jest przez sceptyków jako argument w dyskusjach o Half-Life 3, by ochłodzić rozentuzjazmowanych graczy. Według nich, jeśli ta gra kiedykolwiek powstanie, to podzieli los Duke’a i bez względu na swoją jakość i tak nie spełni oczekiwań fanów. Miejmy nadzieję, że jednak Valve kiedyś wyda trzecią część przygód Gordona Freemana, a czarny scenariusz się nie ziści...

Aliens: Colonial Marines
Aliens: Colonial Marines © Sega

Aliens: Colonial Marines

Bohaterem tej opowieści po raz kolejny jest studio Gearbox odpowiedzialne za ostateczną klapę Duke Nukem Forever. Tym razem jednak chodzi o Aliens: Colonial Marines. Wydawało się, że ta gra będzie strzałem w dziesiątkę. W końcu strzelanka z elementami horroru osadzona w uniwersum Obcego to coś, co tygryski lubią najbardziej. Jak się jednak później okazało, gra była praktycznie skazana na porażkę. Anonimowe źródła doniosły bowiem o przekrętach zarządu Gearbox, które robiąc grę na zlecenie Segi w sekrecie przenosiło otrzymane środki na produkcję dwóch innych tytułów: wspomnianego Duke’a i Borderlands 2. Twórcy składali raporty o stałym postępie prac i osiąganiu kolejnych celów, ale pomniejszona ekipa developerska w rzeczywistości nie była w stanie dotrzymać żadnego terminu. Gdyby tego było mało, wydawcy nie wiedzieli nawet o outsource’owaniu części prac do mniejszych studiów. Wedle tego samego źródła Sega, po wykryciu nieprawidłowości miała surowo ukarać Gearbox, a nawet wstrzymać projekt w 2008 roku. Gry nie udało się dopieścić przez kolejnych pięć lat, a w efekcie użytkownicy otrzymali grę brzydką, niekompletną, nieprzemyślaną, pełną błędów i najwyżej przeciętną. Ostatnim gwoździem do trumny Aliens: Colonial Marines był proces sądowy, którego przedmiotem było wydanie produktu niezgodnego i niepodobnego do wcześniejszych materiałów prasowych czy wersji demonstracyjnych. Ostatecznie proces zakończył się polubownie, a Sega zapłaciła powodom ponad milion dolarów.

No Man's Sky
No Man's Sky © Hello Games

No Man’s Sky

Największe rozczarowanie w historii gier video? Być może. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na to, że No Man’s Sky miało swoją premierę zaledwie kilka miesięcy temu i dla wielu graczy to wciąż drażliwy temat. Doskonale pamiętamy niesamowity hype, który narastał z każdym dniem, tygodniem i miesiącem oczekiwania. Doskonale pamiętamy ambitne plany twórców ze studia Hello Games. I, niestety, doskonale pamiętamy kubeł zimnej wody, który został wylany na głowy użytkowników gdy ci odkryli, że większość obietnic nie została dotrzymana. Okazało się, że gra jest szeroka jak ocean, ale płytka jak kałuża. Choć użytkownicy rzeczywiście mogli zwiedzić monstrualnych rozmiarów galaktykę, to każda kolejna napotkana planeta nie różniła się zbytnio od poprzedniej. Fauna i flora nie była tak zróżnicowana i ciekawa, jak prezentowano przed premierą. Zabrakło wspominanego między wierszami trybu multiplayer, rozbudowanych wojen frakcji, różnorodnych statków kosmicznych, systemu ekonomii z prawdziwego zdarzenia i wielu, wielu innych elementów. W odbiorze No Man’s Sky nie pomogła nawet aktualizacja Foundation Update, która pozwoliła na budowę bazy planetarnej, ale to było zbyt mało i zbyt późno, by odzyskać choć odrobinę szacunku graczy. Choć gra ta została znienawidzona przez społeczność gamingową, to i tak zarobiła niemałe pieniądze. No Man’s Sky w dniu premiery podbiła wszelkie listy bestsellerów, ale spadła z nich z potężnym hukiem. To już podręcznikowy przykład na to, że nie warto ślepo ufać w obietnice marketingowe i że lepiej unikać pre-oderów...

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, zdjęciami i filmami, z dyscypliny która interesuje Cię najbardziej? Zapisz się na newsletter już teraz, a na pewno nie przegapisz najlepszych newsów.

read more about
Next Story