Wywiad: Zambon

Rozmowa z wydawcą o złotym dotyku i szefem dwóch wytwórni, które robią międzynarodowy szum.
The Very Polish Cut Outs
Autor Paweł Klimczak

Zambon wierzy w winyl i to właśnie na tym nośniku odnosi sukcesy. Jako szef The Very Polish Cut Outs rozsławił polskie piosenki w nowych wydaniach, sterując Transatlantykiem stawia na młodych, oryginalnych artystów. Rozmawiamy z nim między innymi o przyszłości obu wytwórni i miłości do czarnej płyty.

Red Bull: Jak myślisz, co jest takiego szczególnego w polskiej muzyce? Zarówno tej starszej, którą wyciąga z mroków The Very Polish Cut Outs, jak i tej nowszej, którą wydajesz w Transatlantyku?

Zambon: Stara polska muzyka zdecydowanie ma charakterystyczne rysy - ja czuję w niej jakąś słowiańską nutkę melancholii i kiczu. Brzmieniowo rzeczy wydawane w PRL-u też mają swoje charakterystyczne cechy np. nie słyszałem, żeby na jakimkolwiek albumie reggae’owym gitary brzmiały tak, jak na albumach Izraela. Dziś - w zglobalizowanym świecie internetu - mam wrażenie, że wiele z tych cech się ulotniło, na co z pewnością wpływ ma wiele czynników takich, jak chociażby mocne zapatrzenie się przez nas na to, co dzieje się na Zachodzie. Myślę jednak, że niedługo moda na „swojskie” powróci i może wypracujemy swój własny sound, jak kiedyś Norwegowie, bądź całkiem niedawno Kanadyjczycy z Vancouver. Uwielbiam Ptaki za to, że swoje utwory nazywają po polsku… do czego ciężko zmusić jest innych producentów.

Czy mamy do czynienia z wyjątkowym czasem dla polskich produkcji? TVPCO i Transatlantyk rosną w siłę, nie brakuje nowych inicjatyw w rodzaju Father & Son, Records & Tapes Maćka Sienkiewicza, wciąż aktywnie działa S1 Warsaw, a Ptaki są już niemal gwiazdami - także za granicą.

Zdecydowanie uważam, że jest coś na rzeczy - patrząc nawet na to, ile materiału mam do wydania. Ostatni rok czy dwa, to prawdziwy wysyp nowych talentów takich, jak: Selvy, Mattat Professional, Freux (nota bene cała trójka wywodzi się z poznańskiego kolektywu I’m So Addicted), Ptaki, Naphta, Jazxing, Karol Aleksander, Das Komplex, Chino, Zamilska… można dalej wymieniać. Zdecydowanie mamy dziś do czynienia ze złotą erą polskich produkcji w muzyce elektronicznej. Do tego wydaje mi się, że sukces TVPC zachęcił w Polsce kilka osób do spróbowania swoich sił w płytowym biznesie.

Niedawno żartowaliśmy, że w krótkim czasie ukazały się trzy polskie płyty z instrumentami w rodzaju marimby w roli głównej (SLG, Selvy, Daniel Drumz). Wydawnictwa Transatlantyku również mają pewnego rodzaju egzotyczny vibe. Skąd bierze się ta tęsknota za tropikami w polskiej muzyce elektronicznej?

Myślę, że to bardziej wynik ogólnego trendu w muzyce house, gdzie w tym momencie słówko „tropical” jest bardzo modne. Young Marco, Telephones, Fantastic Man i sporo innych producentów z zagranicy wplata sporo egzotyki do swoich produkcji i ten trend odbija się chyba w produkcjach rodzimych artystów. Nie można również pominąć popularności na edity czy samplowanie starych numerów z Turcji i Bliskiego Wschodu á la Acid Arab, Kozmonot, Mehmet Aslan. Widać, że dużo producentów szuka sampli czy inspiracji właśnie w bardziej odległych geograficznie regionach.

Widzisz jakąś ewolucję u polskich producentów względem czasu, kiedy TVPCO zaczynało działalność?

Z mojej perspektywy ogromną. Z zamiarem wystartowania z pełnoprawnym labelem, wydającym oryginalne produkcje, nosiłem się już dwa, trzy lata temu, ale niestety w tamtym momencie nie mogłem znaleźć prawie żadnych polskich producentów, którzy produkowaliby muzykę, którą chciałem wydawać. Dziś, jak wspomniałem wcześniej, mam więcej materiału, niż jestem w stanie na ten moment wydać - więc progres jest ogromny.

Mieszkasz w Berlinie i z tej perspektywy obserwujesz odbiór polskiej muzyki na Zachodzie. Jak ci się wydaje, skąd takie ciepłe przyjęcie polskich produkcji, szczególnie sygnowanych marką TVPCO?

Po pierwsze dla zachodnich słuchaczy są to rzeczy dosyć egzotyczne, szczególnie w warstwie językowej, a do tego totalnie nieznane. Po drugie lubię uważać, że jest to po prostu dobra muzyka, która broni się sama. Po trzecie na Zachodzie od kilku lat panuje pewien rodzaju snobizmu na granie nieoczywistych rzeczy z dziwnych krajów. Myślę, że te trzy czynniki sprawiają, że TVPCO tak się wybiło.

The Very Polish Cut Outs © Materiały promocyjne

Nie da się ukryć, że na polskiej scenie klubowej oryginalna muzyka wciąż przegrywa z generyczną, kwadratową sieczką - promotorzy nie garną się do zapraszania twoich artystów, odsłuchy na serwisach typu SoundCloud raczej pochodzą od zagranicznych słuchaczy, branżowe media poklepują artystyczne miernoty. Jak ci się wydaje, z czego to wynika? To typowo polska bolączka?

Nie wydaje mi się, żeby to była jakaś typowa polska bolączka i z mojego doświadczenia wynika, że tak jest w całej Europie (oprócz kilku miast jak Berlin, Amsterdam czy może Londyn). Zdaję sobie również sprawę z tego, że muzyka, którą sam się zachwycam, którą wydaję i którą gram na imprezach, trafia niestety do bardzo wąskiego grona świadomych słuchaczy - z powodów, których pewnie nigdy nie zrozumiem, bo uważam, że nic jej nie brakuje. Nigdy nie było też na nią hajpu, jak na przykład w tym momencie jest na „techno”. Do tego w Polsce nie istnieją prawie żadne media, które by o tej niszowej kulturze rzetelnie informowały i promowały ją z uwzględnieniem szczególnego nacisku na to, co dzieje się na naszym podwórku. Te, które aktualnie istnieją, to - jak mówisz - albo promują miernoty lub kumpli, albo piszą straszne głupoty, np. pokroju artykułu „Najbardziej wpływowe postacie w polskim klabingu”, albo wciąż mentalnie wiecznie są zapatrzone w to, co robi Zachód i każde pierdnięcie Carla Craiga ma tam swój news… O pierwszych czterech epkach z Transatlantyku nie napisał nikt. O tym, że Maciek Sienkiewicz założył FASRAT - nic, o ukazaniu się epki Get The Balance Right - nic. O tym, że pokazuje się kolejny sampler TVPC - nic. A to właśnie te newsy i im podobne powinny, moim zdaniem, zawsze być eksponowane. Szkoda, że nie potrafimy stworzyć mocnej undergoundowej sceny, zrobić sobie naszego własnego Berlina na terenie kilku większych miast w Polsce. Producentów i didżejów już mamy, ale brakuje dobrych klubów ze świadomymi menadżerami i dobrego PR-u wokół elektronicznego podziemia.

Zapewne jesteś zalewany demówkami. Czego szukasz w editach, a czego w oryginalnych utworach, kiedy decydujesz o ich wydaniu?

W sumie najważniejszym kryterium jest mój własny gust - nim się kieruję najbardziej. Zawsze zadaję sobie pytanie, czy sam na tę muzykę wydałbym pieniądze.

Masz na oku jakieś młode koty, które zabrałbyś na transatlantykową łajbę?

Cały czas monitoruję, co się dzieje na polskiej scenie. Z pewnością na razie wyróżnia się dla mnie Niemoc, których chętnie wydałbym, doprawionych jakimiś bardziej tanecznymi remiksami i ostatnio osoba o pseudonimie Eazy Haze - taki trochę polski Terekke.

Skąd decyzja o zamknięciu The Very Polish Cut Outs? Wydaje się, że popularność wytwórni jest bardzo duża.

TVPCO od początku był swego rodzaju projektem, labelem z pewną datą końcową. Wydaje mi się, że niemal wyeksploatowaliśmy ten temat i wraz z końcem roku wytwórnia przestanie aktywnie istnieć. Teraz dobiega końca ujawnianie editów z ostatniej digitalnej epki „Polish Edits #15”, a w czerwcu i listopadzie ukażą się dwa ostatnie samplery - vol. 4 i vol. 5 - z polskimi editami. Nie czuję presji, żeby ciągnąć to dalej tylko z tego powodu, że staje się to coraz bardziej popularne. Fajnie będzie to skończyć u szczytu i pozostawić po sobie naprawdę świetny i spójny katalog, i jakiś spory ślad w internecie. Chcę od przyszłego roku koncentrować się tylko na Transatlantyku, a także w jakiś sposób odkleić od siebie łatkę kolesia od polskich editów, bo czasami jest ona strasznie uwierająca. Nie znaczy to, że w przyszłości nie wydam jeszcze jakiejś epki, jeśli znajdzie się odpowiedni materiał, czy że nie zagramy pod tym szyldem jakichś imprez. Ale tak jak mówię - label aktywnie przestanie istnieć.

Czy The Very Soviet Cut Outs jest następnym krokiem w wydawaniu editów?

Nie, to jest tylko taki mały i chyba jednorazowy spin-off. W ostatnich dwóch latach często jeździłem grać na Wschód i poznałem sporo fajnych ludzi - w Moskwie, St. Petersburgu, Mińsku czy Belgradzie. I jakoś tak się złożyło, że niedawno znalazł się bardzo dobry materiał na taką jedną 12”. Na razie planuje jeszcze The Very Yugo Cut Outs na jesień…. W sumie fajnie byłoby też zrobić coś z byłego NRD.

Porozmawiajmy o Transatlantyku, bo to kolejny etap twojej przygody jako wydawcy. Nie boisz się, że oryginalne utwory będzie ciężej wypromować niż perły z przeszłości?

Ostatnie lata pokazują, że w większości przypadków łatwiej sprzedać edity, niż oryginalne produkcje, zgodnie z maksymą „lubimy te piosenki, które już znamy”. To jest niestety smutną prawdą. Bać się nie boję - wierzę w to, co wydaję i jak na razie jestem naprawdę zadowolony. Nakład wszystkich dotychczasowych epek praktycznie się wyprzedał.

Za Transatlantykiem kryje się jakaś idea? Czy po prostu wydajesz muzykę, którą lubisz?

Zabrać rodaków na łajbę i opłynąć z nimi cały klubowy świat.

Co czai się za horyzontem oprócz albumu Ptaków? Masz dalekosiężne plany wydawnicze?

Plany są już wstępnie naszkicowane do połowy przyszłego roku. Dwa-trzy tygodnie po albumie Ptaków do sklepów trafi składanka „Polo House”, potem krótka przerwa wakacyjna i następne dwie epki, z których jedna z nich jest dziełem Lutto Lento, a druga, sygnowana TRNSXX1, niech na razie pozostanie tajemnicą.

Możesz przybliżyć składankę „Polo House”? Jej ideę, ale i konkrety?

Jest to z pewnością, obok albumu Ptaków, największe przedsięwzięcie wydawnicze, nad jakim miałem dotychczas okazję pracować. Podwójny winyl, na którym znajdzie się dziewięć kawałków od dziewięciu różnych polskich producentów. Nazwa jakoś tam oczywiście wywodzi się od terminu disco polo i wymyślił ją kiedyś przy piwku pod SideOne Jaromir z Ptaków. Idea jest jedna - przykleić nowej polskiej scenie gębę i puścić ją w światowy obieg.

Wytwórnie, które prowadzisz, hołdują winylowemu nośnikowi, sam też kupujesz sporo płyt. Zabawię się w adwokata diabła - po co w 2015 roku, w epoce cyfrowych ułatwień dla DJ-ów i serwisów w rodzaju Spotify inwestujesz w drogi, nieporęczny nośnik?

Lubię płyty, lubię grać z płyt i lubię chodzić do sklepów z płytami. Do tego, wydanie winylowe wciąż ma ogólnie jakąś większą wartość niż wydanie samego digitala - przynajmniej w moim odczuciu. Nie oznacza to, że lepsza muzyka wychodzi na płytach, bo jest też mnóstwo chały, którą się tłoczy - tyle że po prostu ktoś włożył w wysiłek w jej wydanie i zainwestował w to pieniądze.

Jakie są twoje ulubiony sklepy z płytami - w Polsce, w Berlinie i na świecie?

Oye Records w Berlinie, SideOne w Warszawie, Red Light Records w Amsterdamie i Yugovinyl w Belgradzie.

Co ciekawego wygrzebałeś ostatnio?

Składankę K. Leimer’a „A Peroid Of Review” na RVNG Int., kilka obskurnych 90’s house’ów na Strictly Rhythm i Lower End Recordings, i śmieszne italo na ZYX – „Terror Attack”.

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, zdjęciami i filmami, z dyscypliny która interesuje Cię najbardziej? Zapisz się na newsletter już teraz, a na pewno nie przegapisz najlepszych newsów.

read more about
Next Story