Deerhoof: Czasem trzeba się napocić

O Lado ABC, wyborach w USA oraz pracowitości rozmawiamy z liderem Deerhoof - Gregiem Saunierem.
Deerhoof © Joe Singh
Autor Jacek Marczuk

Ta ikona indie rocka ponownie odwiedza nasz kraj. 8 września Deerhoof wystąpi w Warszawie, uświetniając zamknięcie cyklu Lado w Mieście, natomiast dzień później muzycy pojawią się w Łodzi (oba koncerty odbędą się z LXMP na supporcie). Z tej okazji udało nam się porozmawiać z perkusistą Gregiem Saunierem, liderem formacji.

Greg, wielu dziennikarzy muzycznych uważa, że „The Magic” to jedno z waszych „najcięższych” wydawnictw w karierze. Przyznam, że nie do końca zgadzam się z tymi opiniami. „The Magic” to paradoksalnie bardzo popowe wydawnictwo, zdominowane przez melodie, wokalne harmonie oraz gitarowe arpeggia. Jesteście zakręceni na punkcie popu?

Pewnie cię zaskoczę, ale nie mamy obsesji na punkcie popu. Według mnie pop i rock nigdy nie stały sobie naprzeciw, gdyż pop nie jest tak naprawdę żadnym muzycznym stylem, ale muzyką, która jest bardzo popularna. Warto jednak zaznaczyć, że pop zainspirował rock oraz wiele innych muzycznych gatunków. Nie mamy obsesji na punkcie popu również dlatego, że nie chcemy mieć hitów w Top 40 Billboardu. Cieszymy się z tego, co mamy.

Zawsze imponowała mi wasza regularność. Istniejecie 22 lata, a „The Magic” to wasz 13. studyjny krążek – sam przyznasz, że robi to wrażenie. Macie wpisaną w genotypie pracowitość?

To prawda, pracujemy ciężko, ale nie zapominaj, że jesteśmy również ludźmi i bywamy leniwi. (śmiech) Uważam, że czasem warto jest trochę poleniuchować, żeby potem pracować na podwójnych obrotach. Co ciekawe, każdy członek Deerhoof pisze piosenki i tak naprawdę często mamy wrażenie, że nasze wydawnictwa pojawiają się zbyt późno.

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że w indierockowym światku uchodzisz za jednego z najbardziej kreatywnych perkusistów. Czujesz się mentorem dla młodszych kolegów?

Owszem, mam wielu młodszych kolegów, ale praktycznie w ogóle nie rozmawiamy na tematy związane z perkusją. Często dyskutujemy na temat kompozycji, produkcji, ale poruszamy również kwestie dotyczące zarządzania sobą oraz współpracy pomiędzy muzykami w zespole. Rozmawiamy także na temat celów w muzyce i niestety dość często zdarza nam się krytykować przemysł. Zdarza nam się również pogadać o pogodzie. Nie zapominaj, że muzycy też są zwykłymi ludźmi.

Wiemy nie od dziś, że od lat jesteście w świetnych stosunkach z Lado ABC. Zacieśniliście między sobą więzy po waszej ostatniej wizycie w Polsce?

Warto podkreślić, że z muzykami odpowiedzialnymi za sukces Lado ABC nie poznaliśmy się w Polsce, ale na festiwalu muzycznym w rosyjskim Sankt Petersburgu. Deerhoof oraz Baaba grały wówczas na tej samej scenie. Od tamtego momentu uważam, że Macio jest moim bliźniakiem. (śmiech) A tak całkiem serio sądzę, że Lado ABC to jedna z najlepszych wytwórni płytowych w dziejach. W tym roku miałem przyjemność miksować kasetową wersję „Żon w pracy” – ostatniego wydawnictwa formacji LXMP. Co więcej, LXMP wystąpi z nami już niedługo podczas naszego amerykańskiego tournée. Z najnowszego katalogu Lado najbardziej przypadł mi do gustu album Marcina Maseckiego zatytułowany „Beethoven: Ostatnie sonaty fortepianowe”. Co ciekawe, Masecki gra na nim w specjalnych słuchawkach i z zatyczkami w uszach, dzięki czemu zbliża się do perspektywy niesłyszącego przecież Beethovena. Imponujące!

 

© YouTube

Rok 2016 to ćwierćwiecze „Spiderland” Slint oraz „Loveless” My Bloody Valentine - kanonicznych dla indie rocka krążków. Masz jakieś wspomnienia, które dotyczą tych wydawnictw?

No jasne! „Spiderland” dane mi było przesłuchać w college’u, zanim jeszcze zostało wydane. Mój przyjaciel znał Britta Walforda – perkusistę grupy i otrzymał od niego kasetową kopię wydawnictwa. Natomiast w kontekście My Bloody Valentine będę z tobą szczery: wolę pierwszy ich album od „Loveless”. Zresztą przed laty nagraliśmy z Deerhoof cover ich numeru „Lose My Breath”, pochodzącego właśnie z „Isn’t Anything”.

Niedawno na naszej stronie pojawił się wywiad z formacją Fidlar, gdzie zapytaliśmy ich o nadchodzące wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Muzycy stwierdzili wówczas, że szykuje się „dziwny i popieprzony” czas dla Ameryki. Uważasz podobnie?

Obrazki, które pokazują elity, politycy oraz media to nie jest prawdziwa Ameryka. Większość Amerykanów pragnie spokoju, równości oraz opieki medycznej i jest przeciwna zmilitaryzowanemu, rasistowskiemu państwu policyjnemu. Amerykanie nie ufają wielkim korporacjom, które zawłaszczyły media. Gardzą również obojgiem kandydatów na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych. To tyle.

Jesteś również uznanym producentem muzycznym. Produkowałeś między innymi krążki Xiu Xiu - „The Air Force” oraz „Always” - oraz płytę „Your Turn” Marca Ribota. Jakie są twoje plany związane właśnie z produkcją?

Aktualnie pracuję nad solową płytą Jen Gomy z formacji A Sunny Day in Glasgow. Zapowiada się naprawdę świetne wydawnictwo. (śmiech) Niedawno zmiksowałem również album, który stanowi zapis mojego koncertu z Matsem Gustafssonem. Mam nadzieję, że ukaże się już wkrótce. Jakiś czas temu zgłosili się do mnie muzycy francuskiej supergrupy Le Colonie De Vacances, którzy poprosili mnie o skomponowanie piosenki trwającej godzinę! Wykonaliśmy ten numer na kilku koncertach we Francji oraz w Kanadzie i również ukaże się on na specjalnym wydawnictwie, które zmiksowałem. Pracuję również nad finalnym miksem albumu formacji Big Walnuts Younder, którą oprócz mnie tworzą Nels Cline z Wilco, Nick Reinhart z Tera Melos oraz współzałożyciel legendarnej formacji Minutemen - Mike Watt.

Niewiele osób wie, że Deerhoof współtworzy również projekt „Balter/Saunier”, który powołaliście do życia wspólnie z orkiestrą Ensemble Dal Niente oraz kompozytorem Marcosem Balterem. Jak doszło do tej współpracy?

Zarówno ja, jak i uprawiająca szeroko pojętą kameralistykę orkiestra Ensemble Dal Niente oraz Marcos Balter chcieliśmy razem współpracować. Na początku były z tym małe problemy, gdyż zwykle nagrywamy metodą DIY i siłą rzeczy nie mamy budżetu, natomiast członkowie orkiestry Ensemble Dal Niente nie zwykli tak pracować. Udało nam się jednak ich przekonać i jesteśmy z tego faktu bardzo dumni. Cały czas mam wrażenie, że kombinacja muzyki Deerhoof, Marcosa Baltera oraz orkiestry Ensemble Dal Niente brzmi, jak nic innego wcześniej. (śmiech) Jestem bardzo szczęśliwy, że bazujące na utworach Deerhoof partie, które napisałem dla Dal Niente, zostały wykonane wiele razy i zarejestrowane nie tylko przez Dal Niente, ale również przez berlińską grupę Stargaze.

Zawsze podziwiałem Deerhoof za eklektyzm. Czy jest jakiś muzyczny gatunek, którego nie wzięliście jeszcze na warsztat?

Ilu znasz ludzi, którzy słuchają tylko jednego muzycznego gatunku? Myślimy o muzyce właściwie non-stop i pewnie da się to zauważyć podczas słuchania naszych nagrań. (śmiech) Muszę jeszcze zaznaczyć, że nie jesteśmy formacją, która eksperymentuje z gatunkami. Muzyka to specjalny rodzaj traktowania dźwięku, natomiast nagrania, które kochamy, często zawierają składniki naszych myśli i uczuć. To wszystko.

Istniejecie już grubo ponad 20 lat. Jak to jest, że wciąż czerpiecie tyle przyjemności ze wspólnego koncertowania i nagrywania?

Nie czerpiemy przyjemności, ale ją kreujemy! Kiedy jesteś ze sobą od dłuższego czasu i w międzyczasie nie dochodzi do żadnych scysji to nie może być przypadek. Prawdą jest, że jesteśmy szczęśliwi pod wieloma aspektami, ale czasem trzeba się nieźle napocić, żeby pomiędzy nami była chemia. (śmiech)

 

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, zdjęciami i filmami, z dyscypliny która interesuje Cię najbardziej? Zapisz się na newsletter już teraz, a na pewno nie przegapisz najlepszych newsów.

read more about
Next Story