Ściągaj, remiksuj, korzystaj

Siódme przykazanie mówi: nie kradnij. Dlatego ktoś wymyślił domenę publiczną. Znasz, korzystasz?
Stylowo
Misia Ff © Materiały promocyjne
Autor Tomek Doksa

Kilka miesięcy temu na stronach Red Bull Muzyka muzycy rodzimego zespołu Fair Weather Friends ubolewali, że wykorzystanie na ich płycie sampla z „Love Can Make It Easier” Friends Of Distinction zablokowała duża wytwórnia. Basista i klawiszowiec Paweł Cyz mówił wtedy, że dla nich to sytuacja z kategorii niezrozumiałych, bo w końcu „sampling to wolność interpretacji, przenikanie różnych stylów, inspirowanie się twórców, a także poszerzanie grona odbiorców”. Ale zapytać artystów i wytwórnię trzeba było, bo jak słusznie zauważał w tym samym tekście Marcin Staniszewski z Beneficjentów Splendoru, „twórca powinien mieć prawo decydowania, jak chce dysponować swoim dziełem i czy chce je udostępniać za darmo czy za hajs”. Problem od lat bowiem jest ten sam: na ile można sobie pozwolić? Na ile wykorzystywanie cudzej twórczości jest legalne, a kiedy przekraczamy granicę, za którą grasują już tylko piraci?

W pracy naukowej „Dzieci sieci 2.0”, dziesięcioosobowy zespół badaczek i badaczy podsumował osiem miesięcy pracy z zakresu kompetencji komunikacyjnych związanych z korzystaniem z internetu uczniów na trzecim etapie edukacyjnym, czyli gimnazjów. Sprawdzano między innymi, czy autorzy programów szkolnych przewidzieli przekazanie uczniom wiedzy o wolnych licencjach oraz domenie publicznej i czy w szkołach podejmowany jest temat własności intelektualnej, w tym wykorzystywania cudzej twórczości oraz wizerunku do własnych potrzeb. Jak się okazało, tego rodzaju problematyka poruszana była wyłącznie przez autorów programów nauczania informatyki. „W większości z nich przewidziano wyjaśnienie pojęcia piractwa internetowego i objaśnienie zagadnień związanych z własnością utworu dystrybuowanego w formie cyfrowej” – odnotowano. To jeden z tych przykładów, które boleśnie pokazują, że nasza wiedza o własności intelektualnej i dozwolonym użytku dóbr kultury w dobie internetu nie ma solidnych podstaw i bazuje przede wszystkim na intuicji. Powyższe badanie dotyczyło co prawda uczniów w wieku nastoletnim, ale niestety nie lepiej sytuacja rysuje się u dorosłych – już samo pojęcie internetowego piractwa bywa u nas interpretowane na różne sposoby, a wspominana wyżej domena publiczna to wciąż dla wielu zagadnienie enigmatyczne. W tym także dla wielu artystów.

– Sami twórcy niewiele wiedzą o możliwościach wykorzystania domeny publicznej i w ogóle o jej istnieniu – przyznaje Ewa Majdecka z Centrum Cyfrowego, które pracuje na rzecz zmiany społecznej i zwiększenia zaangażowania Polaków w korzystaniu z otwartych zasobów. W styczniu wspierało m.in. szereg projektów wchodzących w skład obchodów Światowego Dnia Domeny Publicznej, ale na rzecz „otwartej kultury” działa przez cały rok. Edukować bowiem trzeba zarówno zupełnie nieświadomych, jak i tych, którzy o domenie publicznej gdzieś już słyszeli.
– Wśród artystów, którzy coś o niej wiedzą krąży czasem przekonanie, że to zasoby retro, bardzo stare, co wpływa na stylistykę ich twórczości. Oczywiście, w dużej części w domenie publicznej są utwory stare, ale coraz więcej instytucji udostępnia w ten sposób również swoje współczesne zasoby. Działania promujące wykorzystanie domeny publicznej kierujemy zatem przede wszystkim do środowiska kreatywnego, w tym muzyków. W zeszłym roku robiliśmy to np. podczas Przystanku Woodstock oraz OFF Festivalu – wymienia.

Promotorem takich działań stała się w ostatnim czasie Misia Furtak, autorka utworu „The Drake Equation”, stworzonego właśnie w oparciu o zasoby domeny publicznej. Kompozycja nawiązująca, jak mówi sama artystka, do postaci Franka Drake’a, autora równania nazwanego jego imieniem, które próbuje określić ile technologicznych cywilizacji istnieje w naszej galaktyce, ma zwrócić uwagę na domenę publiczną jako rezerwuar dóbr kultury, z którego każdy ma prawo korzystać. Zamiast sięgać po niepewne sample, wykorzystywać cudze utwory na granicy legalności – można sięgnąć po przepastne archiwa publiczne i nagrać numer, choćby taki jak Misia, inspirowany kosmosem. NASA nie przez przypadek wymieniana jest jako instytucja najlepiej radząca sobie na polu udostępniania materiałów do użytku publicznego. Amerykanie nie tylko chętnie dzielą się zdjęciami i dokumentacją lotów kosmicznych, ale i materiałami dźwiękowymi, które mogą posłużyć jako baza utworu muzycznego.
– Kiedy Centrum Cyfrowe zaprosiło mnie do projektu, którego celem było zilustrowanie mojej piosenki klipem z materiałów z domeny publicznej, po chwili zastanowienia postanowiłam skończyć jeden ze szkiców, które miałam rozgrzebane – wspomina Misia. – Wpadłam na trop Franka Drake'a, amerykańskiego profesora, astronoma, twórcy instytutu SETI i przypomniałam sobie o kosmicznych odgłosach, które NASA jakiś czas wcześniej uwolniła do domeny publicznej. Tym sposobem w piosence pojawiają się: sonifikacja krzywych światła gwiazd Keplera oraz „hi” nadane morsem z Ziemi do sondy kosmicznej Juno (która notabene 5 lipca 2016 r., czyli w czasie kiedy pracowaliśmy nad tym projektem, po prawie pięciu latach lotu, wykonała manewr wejścia na orbitę polarną wokół Jowisza). Klip zrobili Kuba Puzyna i Konrad Styczeń z genialnych materiałów kanadyjskiej agencji kosmicznej i mimo że to materiały dostępne dla wszystkich, uważam, że teledysk jest naprawdę unikalny.

© YouTube

– Na tych zasobach, które tworzą naszą tradycję, możemy budować własne dzieła, produkty i usługi, dając jednocześnie tym treściom drugie życie lub podkreślając ich trwałość jako źródła inspiracji – dodaje Aleksandra Janus z Centrum Cyfrowego. Ważna jest jednak podstawowa znajomość zasad, na jakich domena publiczna działa. W Polsce, jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa majątkowe do utworów gasną po upływie 70 lat (a dokładnie: utwory przechodzą do domeny publicznej 1 stycznia w kolejnym roku po 70. rocznicy śmierci autora). Jeżeli twórca danego utworu nie jest znany – od daty pierwszego rozpowszechnienia. Jeśli do konkretnego utworu autorskie prawa majątkowe przysługują z mocy ustawy innej osobie niż twórca – od daty rozpowszechnienia utworu, a gdy utwór nie został rozpowszechniony – od daty jego ustalenia. W odniesieniu natomiast do utworu audiowizualnego – od śmierci najpóźniej zmarłej z wymienionych osób: głównego reżysera, autora scenariusza, autora dialogów oraz kompozytora muzyki. Po upływie 70 lat utwór trafia więc do domeny publicznej i można z niego swobodnie skorzystać. W archiwach domeny znajdują się jednak także utwory współczesne – udostępniane na zasadach otwartych zasobów przez samych artystów. Wśród nich m.in. nagrania Smashing Pumpkins, Nine Inch Nails czy Queens Of The Stone Age. Gotowe do krojenia, przerabiania, tworzenia kolejnych utworów.

– Trzeba tylko pamiętać, że korzystanie z czyichś utworów, także będących w domenie publicznej, zawsze wymaga postępowania według pewnych reguł. W przypadku domeny publicznej jest ich jednak wyjątkowo niewiele – zaznacza Ewa Majdecka. Należy m.in. pamiętać, by wykorzystany utwór podpisać nazwiskiem autora. – Coraz częściej instytucje, które udostępniają zasoby z domeny publicznej odpowiednio je oznaczają. Dobrym zwyczajem jest, że obok utworu istnieje pole „prawo do wykorzystania", w którym zaznacza się, że utwór jest w domenie publicznej (ang. public domain). Gdy takich informacji brakuje, przyjmuje się, że utwór, którego autor zmarł ponad 70 lat wcześniej, jest w domenie publicznej. W przypadku najbardziej znanych autorów zdarza się, że ich twórczość jest objęta dodatkowymi ustawami – dodaje. W tym gronie są m.in. utwory Fryderyka Chopina, które stanowią, jak mówi ustawa z 2001 roku, „dobro ogólnonarodowe podlegające szczególnej ochronie”.
Dla fanów klasyki powstał portal Musopen, w którym można znaleźć wyczerpujące informacje na temat dzieł słynnych kompozytorów udostępnionych do publicznego użytku. I oczywiście ich nagrania. Miłośników muzyki filmowej należy odesłać do International Music Score Library Project, a wszystkich innych do największego internetowego zbioru Archive.org, w którym można się natknąć na każdy rodzaj muzyki. Także z polskich Kaszub – ktoś na przykład umieścił w domenie publicznej nagranie, na którym słuchać spacer przez miejscowość Łapino. „Niedziela, południe, tuż przed mszą dla dzieci. Nagranie wykonane na parkingu przed kościołem. Słychać samochody, które stopniowo zapełniają parking...” – komuś potrzebny darmowy field recording?

– W tym sensie zasoby z domeny publicznej mogą posłużyć artyście muzycznemu jako rodzaj dokolorowania piosenek – podsumowuje Misia Furtak. – Trafiasz na najróżniejsze odgłosy, a wiele z nich można też przetwarzać, więc naprawdę można zainspirować się odgłosem, którego nie wydałaby nasza gitara. Oczywiście syntezatory już pewnie mogłyby wygenerować mega kosmiczne odgłosy, zresztą, właściwie gitara też, ale chodzi o to, że kiedy sięgasz po coś nowego, to pojawia się ta energia odkrywania i to jest inspirujące. Artysta muzyczny może też korzystać z grafik i klipów wideo. Zwyczajnie, przy pomocy zaawansowanego wyszukiwania w Google, albo na Flickrze. Masa zdjęć jest na licencjach Creative Commons, które można legalnie ściągać i przetwarzać np. stworzyć okładkę płyty albo plakat koncertowy. Oczywiście, domena publiczna ma swoją specyfikę, bo materiały, zwłaszcza te stare, często mają za słabą jakość, albo ich retro-charakter jest zbyt silnym narzuceniem stylistyki, ale i tak uważam, że warto tam zaglądać, mówić o tym, promować ideę tego dobra wspólnego, z którego możemy czerpać i które, oddając czasami nasze własne wytwory do domeny publicznej, możemy powiększać. To bardzo inne ujęcie niż zimny, rynkowy model. Przyda mu się przeciwwaga.

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, zdjęciami i filmami, z dyscypliny która interesuje Cię najbardziej? Zapisz się na newsletter już teraz, a na pewno nie przegapisz najlepszych newsów.

read more about
Next Story