Premiera teledysku Joy Pop

Tylko u nas zobaczycie klip do utworu „Deadly Queen” duetu Joy Pop. A jest co oglądać!
Joy Pop
Joy Pop © Arek Arciszewski
Autor Jarek Szubrycht

„Deadly Queen" to utwór tytułowy z epki, którą wyprodukował Marcin Cisło (znany jako Kwazar). Jak mówi Tomek Wódkiewicz, połowa Joy Pop, na płycie znalazł się materiał będący wypadkową wielu rzeczy, które przez dwa lata czekały w jego szufladzie na uwolnienie.

A jak się to wszystko zaczęło?

– Spotkaliśmy się z Hanią, jak prowadziłem warszawskie Cząstki Elementarne. Pracowaliśmy w klubie razem przez jakiś czas i często po robocie spotykaliśmy się w moim studiu-mieszkaniu, w nieistniejącej już Jerozolimie, i tam jammowaliśmy przy okazji różnego rodzaju alko-prywatek. Zaczęło się jakoś tak okazywać, że jak zaczynam wyciągać te szufladowe nagrania i wprowadzać je do naszego grania, to wszystko się momentalnie zgadza. Dużo wtedy było w tym wszystkim używek i to takich, które powodowały, że aranżacje stają się bardzo gęste – śmieje się Wódkiewicz.
– Czyli, że jak jest jakiś instrument, to on musi cały czas grać. Nie ma, że wydobędzie z siebie nutę na cztery takty. To trochę zbudowało myślenie o Joy Popowym brzmieniu, pewną nerwowość i niedosyt, jakby piosenka miała za mało miejsca. Dwa lata później weszliśmy do studia właściwie z nagraną większością rzeczy, bębny czy partie syntezatorowe są jakby zremasterowane, przegrane przez preampy, mixer i magnetofon szpulowy, dograliśmy gitary, wokale i część basów – wspomina sesję muzyk Joy Pop. W ten sposób podczas dwudniowej sesji nagranych zostało pięć utworów, które następnie trafiły do Kwazara. Współpraca z nim odbywał się zdalnie, pliki krążyły pomiędzy Warszawą, a Wrocławiem, w którym od trzech lat mieszka Wódkiewicz. – Nie jest to łatwa sprawa, jak masz ustaloną z góry ilość poprawek, bo tak byliśmy umówieni. Nagranie i tłoczenie płyty było finansowane z crowdfundingu, więc budżet był dosyć ograniczony.

Teledysk do „Deadly Queen” został nakręcony we wrocławskim klubie Uff, prowadzonym przez Wódkiewicza. Same zdjęcia to jednak tylko część pracy. Znacznie dłuższe i pełne przygód były przygotowania. Prace nad klipem ruszyły we wrześniu 2016 roku, a montaż został skończony w lutym 2017.

– Klip jest jakąś wypadkową perwersji estetycznych Emilii Gumańskiej, Emiko, naszej przyjaciółki, VJ-ki i producentki wideo. Poznaliśmy się we Wrocławiu zaraz po tym jak tu przyjechałem i dosyć szybko zakumplowaliśmy. Zaczęliśmy współpracę, jakieś komercyjne joby, kilka wspólnych projektów audio-wideo i oczywistym stało się, że Emiko będzie twórcą naszego klipu. Funkcjonujemy w troszkę innych estetycznych ekosystemach, ale musieliśmy dojść do pewnego kompromisu. Jego wypracowywanie trwało około pół roku – wspomina muzyk Joy Pop.

– Punktem wyjściowym było oparcie się o new aesthetics, czyli zbudowanie świata fizycznego, który na wskroś przypomina virtual. Nie chcieliśmy używać żadnej postprodukcji. W mood boardzie do klipu można było znaleźć antyczne rzeźby, biomodyfikacje, puszyste 70-latki w antycznym SPA i dużo video glitchu. Koniec końców po dwumiesięcznym układaniu scenariusza i konfrontowaniu go z możliwościami produkcyjnymi stanęło na 100 metrach kwadratowych gridowej tapety i dwóch chińskich strojach z lycry, których przesyłka z Australii opóźniła nam zdjęcia o jakieś dwa tygodnie – śmieje się Wódkiewicz. – Udało się stworzyć kompletną estetykę, przy użyciu niewielkiej ilości elementów.

Joy Pop
Joy Pop © Filip Zubowski

Dzisiaj cieszymy się premierą teledysku Joy Pop, a już za miesiąc będziemy mogli zespół usłyszeć i zobaczyć na żywo, na dachu Red Bull Tour Busa w ramach poznańskiego festiwalu Spring Break. Czy Hania i Tomasz szykują coś specjalnego?
– Spring Break jest kolejną małą cegiełką pokazującą, że tak jak na początku wszystko się zgadza. (śmiech) Najpierw płyta, potem Czwórka, która wrzuciła nas na całkiem sensowną rotację i płytę tygodnia, kilka większych koncertów i Spring Break – opowiada Tomek Wódkiewicz. – Zależy nam na tym, żeby mieć dużo funu z zagrania w Poznaniu, a fun bierze się z grania nowych rzeczy. Przearanżowujemy cały materiał, trochę pod nowe pozycje, które się pojawiły w naszym instrumentarium. Trochę jest tak, że jak masz w rękach pewnej klasy instrument, to on gra za ciebie. Jak trafia ci w ręce Gretsch White Falcon czy dobry Wurlitzer to stajesz się bluesmenem i trochę grasz ty, trochę to on gra za ciebie. Ja jestem ostatnio pod wpływem Electribe'a, którego kupiłem od chłopaków z KAMP! – i z tego wpływu będzie wynikał fakt, że Joy Pop na Spring Breaku będzie miał masywne zaplecze brzmienia electro. W mojej optyce jest w Joy Popie sporo rock'n'rollowego grania, które z racji dwuosobowego składu jest w dużej mierze wciśnięte w puszkę (samplery, syntezatory), ale przyszła godzina prawdy. (śmiech) I trzeba przyznać się do tego, że to wszystko jest jednak muzyką elektroniczną, czy jak wolę – electro. O tym właśnie będziemy chcieli opowiedzieć publiczności na Spring Break.

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, zdjęciami i filmami, z dyscypliny która interesuje Cię najbardziej? Zapisz się na newsletter już teraz, a na pewno nie przegapisz najlepszych newsów.

read more about
Next Story