Jedni chcą za koncerty grube pieniądze, inni chowają się za autotunem albo grają z playbacku. Wyczekiwane gwiazdy ze świata potrafią wkurzyć i rozczarować, kiedy już po przylocie do Polski okaże się, że do sztuki koncertowej podchodzą nie jak muzyczni bogowie, ale jak pies od jeża. Może więc zamiast ślepej miłości do gości z zagranicy lepiej rozglądnąć się po okolicy i wybrać się na koncert polskiego wykonawcy, który może słabiej śpiewa po angielsku, ale przynajmniej więcej serca zostawia na scenie...
O kim mowa? O piosenkarzach, muzykach i zespołach, którzy mają po dwadzieścia, może niespełna trzydzieści lat. Ale uwielbiają ich nie tylko młodzi rówieśnicy. Nie mają statusu międzynarodowej gwiazdy pokroju Beyonce czy U2, ale i tak potrafią wyprzedać trasę po Polsce. Niektórzy nawet po kilka koncertów w jednym mieście.
Wielu z nich musiałeś/aś widzieć już dotąd na żywo, ale jeśli ktokolwiek z tej listy pojawi się niebawem znowu w twojej okolicy ponownie – zrób koniecznie powtórkę, bo ci młodzi ludzie grają dziś najlepsze koncerty w Polsce.
Po co właściwie o tym piszemy, skoro wszyscy się tu dobrze znają? Ano po to, by przypomnieć, że koncerty zagranicznych gwiazd, koncertami zagranicznych gwiazd, ale te wcale nie muszą być większymi wydarzeniami niż koncerty rodzimych, nawet dużo mniej znanych, wykonawców. Poniższa dziesiątka świetnie zresztą tę tezę broni.
A przewodzi jej – oczywiście – Dawid Podsiadło. Oczywiście, bo udała mu się w tym roku sztuka niebywała. Polski artysta wyprzedający koncert na Torwarze? Spoko, niezły wynik. Duże sale sprzedają dzisiaj przecież gwiazdy z zagranicy, a jeśli padnie to już zasługą kogoś z Polski to najczęściej zespołów bardzo zasłużonych (np. Hey), albo sezonowych atrakcji, wyciągających tłumnie nastolatki z internetu (Taconafide).
Ale wyprzedać cztery Torwary?! Do tego jeszcze trzy koncerty w Poznaniu, dwa we Wrocławiu i po jednej hali w Krakowie, Katowicach, Trójmieście i Szczecinie? Drodzy państwo, szczęka na podłodze, ciężko się podnieść. Ale słowa z „Małomiasteczkowego” – „Przez chwilę czułem się jak Bóg / Przez chwilę byłem królem w mieście” – w pełni adekwatne. Tak, to jest król. I potwierdzają to już opinie tych, którzy załapali się na jego pierwsze koncerty na tegorocznej trasie. Dawid nie grał jeszcze z takim rozmachem i pewnością na scenie. Nie miał też dotąd aż tak koncertowo zyskujących numerów, jak te z nowej płyty – podbitych tanecznym i hiphopowym bitem, ze świetnymi, stadionowymi (a stadiony pewnie to kolejny etap jego koncertowej kariery) wręcz refrenami.
Ci, którym udało się kupić bilety na trasę „Małomiasteczkowego” mogą czuć się wygrani. Pozostali muszą jeszcze dziś złapać za telefon i ściągnąć Dawida Podsiadło Grę – tylko w niej można jeszcze wygrać bilety na dodatkowy (i zamknięty dla regularnej sprzedaży) koncert. 20 grudnia w warszawskim Teatrze Narodowym.
1 min
Dawid Podsiadło już gra, a ty?
Kortez
Od września do grudnia 2018 roku zagrał trzydzieści koncertów. Wszystkie wyprzedane. A jeszcze kilka lat temu… nie przeszedł pierwszych eliminacji w programie The Voice Of Poland… Tam gdzie nie poznali się na nim „specjaliści” od talentów, tam pokochali zwykli słuchacze, potrafiący chodzić na po kilka jego koncertów rocznie. A warto, bo płytowe wersje utworów „Z imbirem”, „Zostań” czy „Dobry moment”, zyskują na żywo więcej przestrzeni – Kortezowi na scenie towarzyszy znakomita ekipa, w której m.in. obok Krzysztofa Domańskiego i Lesława Mateckiego pojawił się ostatnio Jacek Lachowicz. Kiedyś muzyk Ścianki i Lenny Valentino, dziś mistrz drugiego planu na koncertach Korteza. Nie bez znaczenia dla całego, bardzo poruszającego, widowiska.
Krzysztof Zalewski
Trzeci z wielkiej trójki Męskiego Grania. Wygrany już w 2003 roku, w programie „Idol”, ale jego sceniczny talent ewidentnie potrzebował czasu, by naprawdę zabłysnąć. I właściwej płyty – bo po wydaniu „Złota” Krzysztof ma już tę pewność, ma to coś, co sprawia, że na żywo brzmi jeszcze lepiej niż na płycie i jest w stanie pociągnąć samodzielny koncert jak rasowy frontman. Dobry jest też w wersji „młody pan Niemen”, ale zdecydowanie lepiej łapać go z autorskim materiałem. W kategorii muzyka rockowa, Zalewski zajmuje dziś topowe miejsce na koncertowej mapie Polski.
Natalia Nykiel
Zdecydowanie najbardziej elektryzująca dzisiaj młoda artystka na scenie pop. Elektryzująca świetnie sprawdzającym się na żywo repertuarem, ale i całą oprawą, jaką obudowuje swoje występy. Specjalistka od dobrze zagranych i ładnie wyglądających koncertów, budująca audio-wizualny show, od którego nie chce się odrywać oczu. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy po wyjściu z domu lubią pośpiewać, potańczyć i oderwać się od szarej rzeczywistości.
4 min
Natalia Nykiel - Kokosanki
The Dumplings
Pamiętam, jak na tegorocznym festiwalu Tauron Nowa Muzyka w Katowicach, jako główne gwiazdy zapowiadani byli m.in. Fever Ray, Mura Masa, Sampha… a jeden z najbardziej obleganych występów zaliczyła młodzież z The Dumplings. I o ile rozumiem, że sami nie lubią, gdy wypomina się im ich młody wiek, to w kontekście tego widoku tłumów zgromadzonych przy Amfiteatrze NOSPRu, nie sposób go pominąć – trzema płytami (właśnie wydali nowy „Raj”) wyrobili sobie pozycję electropowych przodowników polskiej sceny, a przy okazji nabrali doświadczenia, scenicznego obycia i dziś serwują koncertowe widowiska, na których świetnie się bawią nie tylko ich najwierniejsi fani. Kuba i Justyna potrafią rozkręcić mocno roztańczoną imprezę, choć też nie sposób wyzbyć się wrażenia, że sami wciąż... dopiero się rozkręcają. Przyszłość należy właśnie do takich ludzi jak oni.
Kamp!
„Każda kolejna płyta to jest nasza definicja popu. Od samego początku niezwykle ważne były u nas melodie, ważna była zwrotka-refren i piosenkowa formuła” – mówili mi panowie z grupy Kamp! przy okazji premiery najnowszego krążka „D.A.R.E.”. Bardzo „koncertowego” zresztą, i to nie tylko przez wzgląd na wspomnianą formułę, ale i brzmienia, po jakie sięgnął zespół. Numery w rodzaju „F.O.M.O.”, „Don’t Clap Hands” czy zwłaszcza „Dalida” aż proszą się o przeniesienie do koncertowej przestrzeni, gdzie nie będzie ich ograniczać żadna studyjna forma. Tym albumem Kamp! zasłużył na miano najlepszego zespołu na scenie muzyki elektronicznej w Polsce. Zdecydowanie.
Daria Zawiałow
Laureatka Fryderyka w dwóch kategoriach: Fonograficzny Debiut Roku i Album Roku – Alternatywa (za płytę „A kysz!”). Ale z tą alternatywą specjalnie nie przesadzajmy. Daria gra przede wszystkim fajnego, melodyjnego rocka, który dodatkowo zyskuje w wersji koncertowej. Zwłaszcza teraz, kiedy ograła się już z materiałem z debiutanckiego krążka i wzięła udział w koncertowych projektach Kobiety Cohena czy Albo Inaczej – a to wszystko wyostrzyło jej sceniczny pazur i dodało pewności siebie. Jeśli więc szukać dobrze śpiewającej dziewczyny w towarzystwie gitar – koncert Darii Zawiałow to opcja pierwszego wyboru.
Ted Nemeth
Być może najmniej kojarzeni w tym zestawieniu. Być może mający problem, by się przebić do szerszej publiczności. Ale ekipa Ted Nemeth odpowiada za jeden z najciekawszych debiutów na polskim, rockowym podwórku, ostatnich lat. Nagrali dwie fajne płyty – „Ostatni krzyk mody” i „Ctrl C” – które zasługują na znacznie większe uznanie niż to, które zespół faktycznie spotkało. Choćby dlatego, że zjadają nimi gitarową, młodą konkurencję już na otwarcie.
„Bo w muzyce nie chodzi tylko o samego muzycznego kopa, ale o całokształt. O teksty, które nie podają ci jak na tacy całej historii, ale pełne są dwuznaczności. Jak w muzyce Queens Of The Stone Age, w której jest charakter, jest – mimo długiego już stażu na scenie – chęć zmiany, jest jakaś wolta. Z taką muzyką możesz się identyfikować, i to jest w niej najpiękniejsze. Z takich wzorców warto czerpać” – jak pięknie mówił mi kiedyś wokalista zespołu, Patryk Pietrzak. Teraz ty wysil się trochę i znajdź ich najbliższy koncert w twojej okolicy – najprawdopodobniej wrócisz do domu z przynajmniej ich jedną płytą.
Bitamina
„Kiedyś uświadomiłem sobie, że wszystkie moje utwory powstają w ten sam sposób: wszystkie nagrałem w bokserkach, w swojej kawalerce i nie ma w tym żadnego udawania kogoś, kim nie jestem” – mówił w wywiadzie dla „Gazety Magnetofonowej” Mateusz Dopieralski, a mi nie pozostaje dodać nic innego jak to, że właśnie dlatego tylu ludzi kocha jego zespół. Za to, że jest taki, jak jest, a ich piosenki wkręcają się w uszy, poruszają ciałem i fundują przyjemną rozrywkę. A jeszcze jak to brzmi na koncertach! Tego scenicznego luzu, jaki ma Bitamina, tej atmosfery przyjacielskiego spotkania, mogą jej tylko pozazdrościć najbardziej doświadczeni gracze. Ich koncerty to jeden wielki, dostępny dla wszystkich, „Plac zabaw”. Dosłownie.
Quebonafide
Jedyny młody, który ratuje w tym zestawieniu honor rapowej sceny. Trafił tu przede wszystkim dzięki trasie Red Bull Music Presents, z którą raper odwiedził w tym roku osiem miast i zagrał najbardziej oblegane koncerty w historii muzycznego busa Red Bulla – na którym od lat ustawiamy scenę i jeździmy z różnymi muzykami po Polsce. Raperzy w jego wieku mają ten problem, że nie dorośli jeszcze do momentu, by stwierdzić, że układ „MC + Hypeman + DJ” to dziś zdecydowanie za mało. Trzeba jeszcze poczekać, by mieli tyle lat co Ten Typ Mes, albo Grubson, i stwierdzili, że jedynym paliwem koncertów hiphopowych są live bandy. Quebonafide też jeszcze na to czeka, ale przynajmniej na tle swoich młodych konkurentów już teraz jest prawdziwym zwierzęciem scenicznym i brak żywego składu nadrabia ogromną charyzmą. Ktoś z nowymi pomysłami jest jednak więcej niż mile widziany – choćby po to, by Quebo nie czuł się na scenie zbyt pewnie, a na same rapowe koncerty chodziła nie tylko „die-hard” ekipa.