Eksploracja

„100 Wulkanów”: Który najwyższy?

To, który z aktywnych wulkanów na Ziemi jest najwyższy, spróbuje ustalić Grzegorz Gawlik.
Autor Krystian Walczak
Budzą grozę i wprawiają w zachwyt
Budzą grozę i wprawiają w zachwyt
Już w połowie listopada Grzegorz Gawlik rusza w kolejną podróż. Jego życiowy projekt „100 Wulkanów” wkracza w kolejną fazę. Przez 112 dni polski podróżnik pokona około 50000 km, a część tego czasu spędzi na wysokościach powyżej 5000 m n.p.m. Wszystko po to, aby przekonać się, który z aktywnych wulkanów jest najwyższym na Ziemi. Dodatkowym celem wyprawy będzie weryfikacja istnienia najwyżej położonego jeziora świata. Dla Grzegorza jest to wyjazd jubileuszowy, ponieważ jego projekt kończy 10 lat.
Głównym celem wyprawy jest ustalenie, który wulkan jest najwyższym aktywnym wulkanem świata. Żeby to sprawdzić, Grzesiek planuje eksplorację najwyższego wulkanu świata, drugiej pod względem wysokości góry Ameryki Południowej, Ojos del Salado (6891 m n.p.m.) i konkurującego z nią o miano najwyższego aktywnego wulkanu świata Llullaillaco (6793 m n.p.m.). Wspinając się na pierwszy z nich, Gawlik spróbuje odnaleźć najwyżej położone jezioro naszego globu. „Powinno znajdować się na wysokości 6390 m n.p.m. Celem jest ustalenie czy faktycznie zasługuje na miano jeziora, czy to tylko kałuża?” Na Ojos del Salado chciałby się także przyjrzeć zanikającym, szczątkowym lodowcom. Aklimatyzację zamierza przeprowadzić wchodząc na najwyższą górę Ameryki Południowej - Aconcaguę (6962 m n.p.m.).
Grzegorz Gawlik
Grzegorz Gawlik
Co w tym wszystkim będzie najtrudniejsze? „O ile wejście na wulkan nie przedstawia większych trudności, o tyle moje zadanie już tak. Przebywając przez ileś dni na wysokościach od ponad 5000 m do blisko 7000 m wraz z noclegami, spróbuję ustalić, czy w rozległym masywie Ojosa del Salado można dostrzec aktywność wulkaniczną. Wyziewy wulkaniczne i ich temperaturę, wykwity siarki, podwyższoną temperaturę podłoża, termalne źródła, ewentualnie ślady najmłodszych wybuchów i law oraz pęknięć w wulkanie. Poruszanie się w stromym i sypkim, dziewiczym terenie, na dużych wysokościach, przy dużych różnicach temperatur i mało przyjaznym wietrze, w pustynnych krajobrazach niełatwych orientacyjnie - będzie wyzwaniem. Do tego samotnie, z ciężkim plecakiem, bez żadnego wsparcia, tragarzy, łączności” – opowiada Grzesiek. „W analizie zgromadzonego materiału pomogą mi geolodzy i wulkanolodzy z Akademii Górniczo-Hutnicznej w Krakowie, z Wydziału Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego, oraz z Chile. Otrzymałem już od nich wskazówki, które pomogą w prowadzonych na miejscu badaniach”.
Grzesiek chce wykorzystać czas wyprawy do maksimum. Na samym początku, na rozgrzewkę, dotrze w rejon wulkanu Villarrica (ok. 2850 m n.p.m.). „Jest to jeden z najaktywniejszych wulkanów w Ameryce Południowej i zarazem piękny przykład stratowulkanu. Górne partie są lekko zlodowacone. W kraterze wulkanu Villarica można czasami obserwować rzadkie zjawisko - płynnego jeziora lawowego”. Potem spędzi kilka dni na wulkanicznej Wyspie Wielkanocnej. W planie ma też najaktywniejszy wulkan Meksyku (Popocatepetl 5426 m n.p.m.) oraz najwyższy wulkan Ameryki Północnej (Pico de Orizaba 5636 m n.p.m.).
Te aktywne fascynują jeszcze bardziej...
Te aktywne fascynują jeszcze bardziej...
Jeśli czas pozwoli, autor projektu kilka dni spędzi w rejonie Pissis (6793 m n.p.m.). „Kiedyś Pissis uważano za wyższy wulkan od Ojos del Salado. Pierwszymi zdobywcami w 1937 roku byli Polacy - Osiecki i Szczepański. Jest to bardzo ciekawy rejon. W jego masywie znajdują się największe lodowce na Puna de Atacama, można spotkać nawet niewielkie szczeliny lodowcowe, co jak na to miejsce jest ewenementem – to najsuchszy region świata”. Inne dodatkowe cele, to m in. najaktywniejszy wulkan Ekwadoru Sangay (ok 5230-5300 m n.p.m.) i Colima (4330 m n.p.m.). Wyprawę Grzesiek zamierza zakończyć przyglądając się między innymi kalderze superwulkanu Yellowstone – gorącemu obszarowi, pozostałości po erupcjach superwulkanu jakie miały tam miejsce 2,1 mln, 1,3 mln i 640 tyś. lat temu. Przed samym powrotem, chce także wspiąć się na Górę św. Heleny (2549 m n.p.m.).
Grzesiek Gawlik wyleci z Polski 15 listopada, a wróci 5 marca. Wierzymy, że zrealizuje wszystkie punkty bogatego planu, ale nawet jeśli z jakichś powodów miałoby mu się to nie udać, jesteśmy pewni, że podzieli się z nami mnóstwem wrażeń i przywiezie kilogramy materiału do badań dla wulkanologów i geologów. Trzymamy kciuki!
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, zdjęciami i filmami, z dyscypliny która interesuje Cię najbardziej? Zapisz się na newsletter już teraz, a na pewno nie przegapisz najlepszych newsów.