"Ulrich" to jeden z najlepszych graczy Magic The Gathering na świecie
© Facebook/Grzegorz Kowalski
esport

Plaża w Honolulu i duże pieniądze. Tak żyje "Urlich", zawodowy gracz MTG

O blaskach i cieniach życia profesjonalnego esportowca rozmawiamy z Grzegorzem "Urlichem" Kowalskim, jednym z najlepszych graczy Magic The Gathering na świecie.
Autor: Bartek Bukowski
Przeczytasz w 15 minPublished on
Bartek Bukowski, redbull.com: Jak w zasadzie rozpoczęła się Twoja przygoda z Magic The Gathering?
Grzegorz "Urlich" Kowalski, profesjonalny gracz Magic The Gathering: Pierwszy kontakt z MTG miałem dawno dawno temu, jeszcze w gimnazjum. O ile się nie mylę, w 2006 roku. Kolega z klasy przyniósł jakieś dziwne karty do szkoły, złożyliśmy z tego dwie talie i zaczęliśmy grać. Coś tam wytłumaczył, ale tak naprawdę nie znaliśmy do końca zasad, więc graliśmy po swojemu. Gra nas bardzo wciągnęła, więc po paru tygodniach zaczęliśmy już chodzić do lokalnych sklepów na turnieje rangi FNM (Friday Night Magic). Płaciliśmy wpisowe w wysokości parunastu złotych, do wygrania były paczki kart, generalnie było dużo zabawy. Nie szło mi najgorzej, a jako że od małego byłem typem człowieka który lubi rywalizację i strategiczne myślenie, to Magic idealnie trafiał w mój gust. Szybko zacząłem szukać okazji do pogrania bardziej "na poważnie".
Kiedy pomyślałeś, że to może być coś, z czego będziesz się utrzymywał? Czemu poświęcisz większą część życia?
Wszystko zaczynało się stopniowo, metodą małych kroczków. Na swoim pierwszym zagranicznym wyjeździe (Grand Prix Hannover) udało mi się awansować do drugiego dnia, co było niemałym osiągnięciem, dla - wtedy jeszcze początkującego - gracza. Mimo, że ostatecznie nie udało mi się skończyć turnieju na miejscu premiowanym nagrodą, to i tak dostałem spory zastrzyk motywacji i chęci dalszej rywalizacji. Zacząłem się rozglądać za innymi turniejami w okolicy, trochę pojeździłem ze znajomymi, aż w końcu udało mi się wygrać turniej rangi Pro Tour Qualifier i dostać zaproszenie, wraz z biletem lotniczym, na Pro Tour w japońskiej Nagoyi (najwyższej rangi turniej, gdzie zapraszani są zawodnicy z top100 świata + zwycięzcy kwalifikacji).

Oryginalny Red Bull

Red Bull Energy Drink

Red Bull Energy Drink
To był chyba mój krok milowy. Do tej pory wszędzie jeździłem ze znajomymi z Wrocławia, nagle nadszedł czas na wyjazd samemu, w dodatku był to mój pierwszy lot samolotem - od razu na drugi koniec świata. Jak uczyć się pływać, to na głębokiej wodzie. Sam turniej był dla mnie bez historii. Mimo, że udało się awansować do drugiego dnia, więc wstydu nie przyniosłem, nie udało się ugrać nic więcej. Najważniejsza była jednak sama wycieczka i możliwość zobaczenia zupełnie innej kultury, niemalże za darmo, ponieważ lot, który był zdecydowanie największą częścią kosztów, miałem z góry opłacony.
Po powrocie do Polski byłem tak podekscytowany przeżytą podróżą, że stwierdziłem, iż skoro raz mi się udało zakwalifikować na Pro Tour, to może uda się i na kolejne. Obiecałem sobie, że zrobię wszystko co będę w stanie, aby powtórzyć taki wyjazd i w ten sposób powstało marzenie o zwiedzaniu świata niemalże za darmo, grając w grę którą uwielbiam. Niecałe dwa lata później zaczęło się to spełniać.
Zwiedzanie świata, jest chyba jedną z największych zalet takiego trybu życia. Ile krajów już odwiedziłeś? Czy podczas turniejów masz w ogóle czas poznać dany kraj?
Oj tak, zwiedzanie świata to jest to co mnie do MTG przyciągnęło. Nawet nie pieniądze, bo te pojawiły się dużo później, jak już wszedłem na dużo wyższy poziom. Zaczynając grę na poważnie nawet nie sądziłem, że kiedyś będę mógł rywalizować - jak równy z równym - z najlepszymi graczami na świecie, więc i nie miałem wizji dolarów w głowie. Opcja na podróże to natomiast co innego. Żeby dostać się na Pro Tour, wystarczyło wygrać kwalifikacje, czyli turniej na 60-120 osób, gdzie poziom był dużo niższy, więc to było jak najbardziej w zasięgu - zwłaszcza że taki turniej można było znaleźć średnio co dwa tygodnie, jeśli nie bałeś się jechać do Niemiec, czy Czech, próbując “ukraść” im slota. Ilość krajów ciężko już będzie dzisiaj policzyć, ale byłaby to gruba dwucyfrówka. Moim małym osiągnięciem pod tym względem jest zagranie premier eventu w Magica na każdym z kontynentów, na którym są organizowane (wyjątek stanowi Afryka). Z ciekawszych miejsc udało mi się odwiedzić Hawaje, Chile, Sydney, Singapur, kilkukrotnie Japonię, oraz niektóre fajniejsze miasta w Stanach, jak Las Vegas czy Los Angeles.
Co do czasu, to już wszystko zależy od miejsca, w którym jestem. Zazwyczaj wyjazd wygląda tak, że spotykamy się na miejscu z teamem średnio tydzień wcześniej, aby dopracować nasze talie i wymyślić jak najlepszą strategię na dany turniej. Mimo, że MTG jest najczęściej grą 1 na 1, to zawodnicy zbierają się w większe zespoły, aby razem przygotowywać się do ważniejszych turniejów. Ten okres to jest raczej tydzień ciężkiej pracy, większość czasu spędzamy w sali konferencyjnej w hotelu. Jeśli jednak miejscówka jest atrakcyjna, to często po evencie zostaję na miejscu tydzień dłużej, aby mieć czas na zwiedzanie, czy inne przyjemności. Nie będę ukrywał, lubię się powylegiwać na plaży, więc Pro Toury w Honolulu, czy Sydney to był dla mnie raj.
Podobno, aby móc rozwijać się w MTG, wziąłeś rok urlopu dziekańskiego na studiach. Jak trudna była to decyzja?
Względnie łatwa. Nigdy nie byłem osobą, która przykładała jakąś wielką wagę do nauki. Oczywiście rozumiem, że studia są ważne i nie przerwałbym ich bez powodu, jednak do studiowania można zawsze wrócić, a szansa na pójście w kierunku profesjonalnej gry w MTG mogłaby się już nie powtórzyć. Dziekankę wziąłem po wbiciu tak zwanego gold statusu w pro clubie MTG. Oznaczało to, że mam przez cały rok zagwarantowane zaproszenia na wszystkie organizowane Pro Toury. Nie musiałem już przechodzić kwalifikacji, więc mogłem się skupić w pełni na turniejach wyższej rangi.
To był taki pierwszy moment, gdzie uwierzyłem że na Magicu można zarabiać, ponad goldem była już tylko platyna. Gracze z najwyższym poziomem dostawali wynagrodzenie za pojawianie się na Pro Tourach i Grand Prix (odpowiednio 3000$ i 500$). Przy mojej częstotliwości gry dawało to około 16000$ rocznie. Więcej niż średnia krajowa za granie w karty i zwiedzanie świata? Warto było spróbować, więc uznałem że dam sobie rok, aby w pełni skoncentrować się na Magicu, że dam z siebie wszystko i spróbuję wbić platynę. Jeśli się nie uda, to po prostu wrócę na studia w następnym roku. Tak się złożyło, że nie wróciłem do dziś i zdecydowanie nie żałuję.
Aktualnie Twoja sytuacja wygląda jeszcze lepiej. Jesteś zakontraktowany w Magic Pro League, jako jeden z 32 graczy na świecie. Jakie były kryteria doboru tych zawodników? Jak udało Ci się wśród nich znaleźć?
Z MPL historia jest bardzo dziwna. Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym. Twórcy gry na przełomie 2018 oraz 2019 roku wymyślili bez zapowiedzi, że zmieniają istniejący Pro Club w nową profesjonalną ligę. Kryterium było proste. Zakontraktowani zostali po prostu gracze z top32 świata pod względem zdobytych pro pointów w 2018. Przez cały rok nie mieliśmy jednak w ogóle pojęcia o co walczymy. Część graczy była przez to bardzo mocno poszkodowana. Ktoś kto zajmował 33. miejsce myślał, że nie ma żadnej różnicy na którym pozycji się znajdzie, więc pod koniec roku, przestał jeździć na Grand Prix, które same w sobie są słabą atrakcją profesjonalnych graczy. Dawały one jednak wspomniane wyżej punkty, które pozwalały piąć się w rankingu. Wtedy jednak, po przekroczeniu progu wymaganego na utrzymanie platynowego statusu, nie było powodu aby grać dalej, przynajmniej tak się wówczas wydawało... Ja na szczęście miałem wtedy najlepszy sezon w karierze, zakończony zdobyciem tytułu wicemistrza świata, więc nie było problemu z zakwalifikowaniem się. Jak zadzwonił do mnie przedstawiciel Wizardów i zaproponował kontrakt, to długo nie mogłem dojść do siebie.
Jak wyglądają warunki takiego kontraktu?
O ile sam kontrakt nie jest jawny, o tyle Wizardzi upublicznili wynagrodzenie dla graczy oraz wymagania stawiane przed nami. Za cały rok każdy gracz dostaje 75000$ podzielone na równe miesięczne pensje. W porównaniu do 16000$ które oferowała platyna, przeskok w jakości życia jest dość zauważalny. W rzeczywistości jest to podział na dwa kontrakty, jeden za samo bycie w MPL, który wymaga od nas udziału w rozgrywkach organizowanych przez twórców gry. Są to spotkania ligowe pomiędzy graczami MPL oraz Mythic Championship, czyli dawne Pro Toury. Drugą częścią jest kontrakt influencerski, wymagający od nas regularnego streamowania Magic The Gathering: Arena i promowania gry.
Jeśli chcecie sami poznać “Urlicha” i zobaczyć jak gra, możecie odwiedzić jego kanał - www.twitch.tv/urlichmtg. Streamuje on w każdy wtorek oraz czwartek o 18:00 oraz w niedzielę o 15:00.
Jak na taką formę zarobku zapatrują się Twoi znajomi oraz rodzina? W Polsce wciąż esport traktowany jest przez wielu jako zabawa i ciężko przyjąć do wiadomości że kryją się w nim duże pieniądze.
Różnie. Jeszcze rok czy dwa lata temu, niektórzy znajomi, zwłaszcza Ci dalsi, którzy nie podzielali mojej pasji, patrzyli z szyderą zastanawiając się jak można poświęcać tyle czasu na jakieś głupie karty i jeszcze do tego rzucać studia. Marnowanie sobie życia jak nic. Dzisiaj mam już dobrą wymówkę, że jest to moja praca, a kontrakt dość dobrze mnie broni, więc jest trochę łatwiej. Inna sprawa jest taka, że jakoś nigdy się tym specjalnie nie przejmowałem, tylko po prostu robiłem swoje. Ludzie mają jakąś taką dziwną radość z krytykowania wyborów innych i wbijania się z butami w ich życie. Jak nie podążasz jedyną słuszną systemową drugą szkoła-studia-praca w korpo, to robisz to źle! Jeśli chodzi o bliższe mi środowisko, to tutaj nigdy nie było problemów, zawsze miałem pełne wsparcie od przyjaciół co bardzo doceniam. Rodzice również wspierali mnie na każdym możliwym kroku. Do dzisiaj, mimo że nie mają zielonego pojęcia co się dzieje na stole, to oglądają relacje z największych światowych turniejów czekając, aż ich syn będzie "w telewizji" trzymając kciuki. To miłe i w trudniejszych momentach bardzo podtrzymuje na duchu.
W ramach kontraktu musisz streamować określoną liczbę godzin w MTG:A. To jednak nie pierwsza adaptacja MTG na komputery. Wcześniejsze jednak nie odniosły sukcesu. Co ma w sobie takiego MTG:A, że wreszcie dotarła do szerszego grona odbiorców?
Przede wszystkim jest dużo ładniejsza. MTG:O, czyli stara platforma do gry w Magica co prawda trochę lepiej odwzorowywała grę w papierze, ale była dużo nudniejsza i dla kogoś kto nie znał kart była po prostu nie do oglądania. Arena jest dużo bardziej przyjazna dla widzów. Ma fajne animacje i jest kolorowa, więc przyciąga też więcej casualowych graczy, oraz takich którzy nie słyszeli wcześniej o Magicu, ale grali np w Heartstone'a. Dzięki temu MTG:A ma dużo lepsze liczby na Twitchu. Dodatkowo Arena jest darmowa, co jest chyba najważniejsze, jeśli chodzi o docieranie do mas. Ktoś zobaczy grę u swojego ulubionego streamera, to może ją ściągnąć i od razu zagrać samemu. Jeśli mu się spodoba, to zostanie na dłużej, jeśli nie to nie, ale ma okazję spróbować i przekonać się samemu.
MTG:O natomiast, nie dość że wymagało opłaty 10$ za samo założenie konta, to jeszcze aby grać musiałeś kupić karty. Gra próbowała odwzorować normalny rynek karciany, więc nawet pomimo posiadania konta nie było opcji zagrać nic poza samouczkiem. Dobra turniejowa talia to był koszt od 100 do nawet 1000 dolarów, więc raczej mało kto z początkujących chciał inwestować takie kwoty na start. Model biznesowy MTG:O był nastawiony na graczy papierowego Magica, którzy już dobrze znają grę i chcieli pograć online. Arena natomiast próbuje zbierać graczy z innych gier i jest bardzo przyjazna początkującym, według mnie temu zawdzięcza swój sukces.
Czy dzisiaj wciąż jeszcze grasz w papierową wersję gry?
Gram jak najbardziej! Dla mnie bardzo duża część Magica to jest społeczność. Bez ludzi dookoła, ta gra nie byłaby taka sama. Ciągle lubię sobie pójść na FNMa, spędzić miło czas ze znajomymi obracając wróżki na stole, a potem skoczyć wieczorem na jakieś piwko. Fajnie jest też polecieć ze znajomymi na jakieś Grand Prix, zagrać sobie turniej i przy okazji dobrze się pobawić. W tym roku mamy w planach GP Bangkok. Nie mamy jeszcze 100% pewności czy plan wypali, ale jeśli tak, to szykują się super wakacje, a przy okazji w weekend można sobie zagrać turniej i jak dobrze pójdzie, to odrobić trochę kosztów wyjazdu. Do tego dochodzi fakt, że 4 z 7 turniejów Mythic Championship w tym roku ciągle rozgrywane są w papierze, więc nie ma możliwości odwrócenia się od papierowego MTG, nawet gdybym z jakiegoś powodu chciał. Arena, mimo że jest super, to jednak ciągle jest tylko grą komputerową. Lubię pograć, polecam wszystkim, ale to nigdy nie będzie to samo co granie ze znajomymi twarzą w twarz.
Z twoich wypowiedzi wynika, że poza podróżami oraz możliwością zarobku, olbrzymią zaletą jest też właśnie społeczność, możliwość poznania ludzi podzielających naszą pasję.
Zdecydowanie! Obecnie większość moich przyjaciół wywodzi się w jakiś sposób z Magica. Z jednej strony nie ma się co dziwić, ponieważ gram już ponad 10 lat, z drugiej to jednak zdumiewające jak dużo znajomości zostało mi na lata. Mam ciągły kontakt z ludźmi, którzy nie grają już od dobrych kilku lat, mieszkają w innym mieście i nie interesują się kartami ani trochę, a jednak kontakt się utrzymuje.
Dzięki graniu w MTG i wspólnym wyjazdom mam znajomych w całej Polsce, więc jest to również fajny bonus, gdy trzeba coś załatwić w innym mieście. Gdy podpisałem kontrakt z MPL trzeba było na gwałt wyrobić wizę P1, ponieważ klasyczna wiza turystyczno/biznesowa, na której latałem do Stanów regularnie, przestała już wystarczać, skoro leciałem do USA po to, aby wykonać założenia kontraktu. Skończyło się na tym, że aby wyrobić wizę w tempie ekspresowym i zdążyć na pierwszy turniej, musiałem w ciągu tygodnia polecieć trzy razy do Warszawy. Za każdym razem była opcja, żeby przy okazji się z kimś spotkać i wyskoczyć na obiad czy piwko. Super sprawa, community jest naprawdę świetne i jestem przekonany, że duża część znajomości zawartych podczas gry zostanie mi do końca życia. Jeśli gracie w MTG na Arenie i gra wam się spodobała, naprawdę polecam znaleźć jakiś lokalny sklep i zainteresować się papierowym magiciem!
W Magicu miałeś również okazję reprezentować nasz kraj.
Zgadza się. W MTG system wygląda tak, że oprócz indywidualnych mistrzostw świata o których mówiliśmy wcześniej, jest również Puchar Świata. Polega on na tym, że z każdego zakwalifikowanego kraju, osoba która w danym sezonie zdobyła najwięcej punktów zostaje jego kapitanem. Następnie dołączają do niej 2 bądź 3 najlepsze osoby (zasady zmieniały się na przestrzeni lat) z mistrzostw danego kraju i razem tworzą reprezentację narodową. Miałem zaszczyt być kapitanem polskiej reprezentacji trzy razy, z czego jestem bardzo dumny. Największy sukces który osiągnęliśmy to wicemistrzostwo świata w 2017 roku. W finale, po bardzo wyrównanym meczu, ulegliśmy niekwestionowanym faworytom rozgrywek - Japończykom. Zabrakło naprawdę niewiele. Piękne uczucie. Pamiętam ile wsparcia dostaliśmy wtedy od całego polskiego community. Duma z reprezentowania ojczyzny to coś zdecydowanie nieporównywalnego do grania jedynie pod własnym nazwiskiem.
Próbowałeś innych karcianek?
Próbowałem. Już tak mam, że jak wychodzi coś nowego, to staram się zobaczyć o co chodzi. Grałem sporo w Hearthstone’a, zanim jeszcze zacząłem grać profesjonalnie w MTG, ale ilość losowości, która występowała w grze mnie po prostu przerażała. Rozumiem, dlaczego ludzie lubią tę grę i nie mam z tym problemu. Na pewno HS oferuje trochę inny rodzaj zabawy, więc ma zupełnie inny target, ale to po prostu nie była gra dla mnie. Miałem duże nadzieje wobec Artifacta, ponieważ produkcja była mega skomplikowana i wynagradzała za dobrą grę. Niestety prawdopodobnie była za trudna dla przeciętnego użytkownika i nie przypadła do gustu ludziom szukającym prostej i szybkiej zabawy. Ponadto model biznesowy Valve dobił grę i zostaliśmy z niczym, a szkoda. Obecnie przyglądam się cały czas wszystkim auto battlerom. Ze względu na to jak dużo gram w MTG nie mam jednak za dużo czasu, żeby poświęcać go na inne gry. Magic jest aktualnie moim priorytetem i nic tego nie zmieni. Mimo to, jeśli okaże się, że któreś z battlerów mocno wejdzie w esport, to chcę przynajmniej wiedzieć o co chodzi i z czym to się je.