Maciej Świerz: Cześć Adam! W końcu udało się nam złapać! Co słychać?
Adam Warchoł: Dziękuję, u mnie wspaniale! Jestem obecnie na wyspie Maui na Hawajach. Przyleciałem tutaj na początku zeszłego roku. Miałem zostać tylko do maja, ale przez zamieszanie związane z pandemią mój pobyt trochę się przedłużył. Jestem naprawdę zachwycony, bo to chyba najwspanialsza miejscówka na świecie.
A poza pływaniem uczysz się jeszcze?
Nie do końca. Rok temu skończyłem liceum i miałem rozpocząć naukę na uniwersytecie na Gran Canarii. Zdecydowałem się na oceanografię, ale po dłuższej rozmowie z rodzicami postanowiłem zrobić sobie rok przerwy od szkoły i przyleciałem na Maui. Wyjazd na Hawaje, był zawsze moim największym marzeniem, a ponieważ wszystkie okoliczności były bardzo sprzyjające, plan wypalił.
Bardzo szanuje twój pomysł i podejście twoich rodziców. To od początku miały być Hawaje?
Niesamowita jest też lokalna natura. Gdy pierwszy raz przyjechałem na Hawaje i wybrałem się na plaże, od razu spotkałem olbrzymie żółwie i foki, a wodzie aż roiło się od najróżniejszych gatunków ryb. To chyba jedno z niewielu tak niezwykłych miejsc na świecie.
W wieku 19 lat wylądowałeś na Maui, żeby zrealizować swoje windsurfingowe marzenie. Jak się to wszystko zaczęło?
Zaczęło się surfingu. Pierwszy raz stanąłem na desce w wieku 9 lat w Hiszpanii w Tarifie. Przygoda z windsurfingiem rozpoczęła się trzy lata później. Obecnie uprawiam oba sporty i oba po prostu uwielbiam. Deska windsurfingowa to zdecydowanie zasługa mojego taty. Zawsze dużo pływał i to właśnie on mnie w to wkręcił.
A kiedy zaczęło się pływanie na falach gigantach?
Takie pierwsze zderzenie z naprawdę dużymi falami zaliczyłem chyba dopiero na Hawajach. Gdy pływaliśmy w Europie na Tarifie, na wodzie często pojawiały się spore fale, o wysokości dochodzącej do czterech metrów. Pływanie na nich zawsze sprawiało mi ogromną radość.
Jednak to, co przeżyłem teraz na Maui, to zupełnie inna bajka. Ciężko w ogóle opisać to uczucie. Gdy zdajesz sobie sprawę z tego jakie “monstrum” jest za tobą, skok adrenaliny jest nieprawdopodobny. Trzeba być do tego naprawdę dobrze przygotowanym, bo pływanie na takich potworach to naprawdę ryzykowna zabawa...
No to jak jesteśmy w temacie ryzyka… Co się wydarzyło ostatnio na Maui, bo cały świat sportów wodnych trąbi o twoim niezwykłym wyczynie.
Jak na surferów przystało, codziennie obserwowaliśmy prognozy i sprawdzaliśmy, co dzieje się na wodzie. O tym, że mają się pojawić wielkie “swelle”, dowiedzieliśmy się z około 10-dniowym wyprzedzeniem. Fale każdego dnia stawały się coraz większe. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem.
Gdy wypłynęliśmy na wodę i zobaczyliśmy je na własne oczy, byliśmy w szoku. Według lokalsów, takie warunki zdarzają się na Maui raz na 15, może 20 lat, a fala, którą udało mi się złapać, miała prawie 20 metrów wysokości. Czekamy jeszcze na oficjalne potwierdzenie, ale wszystko wskazuje na to, że jest to największy swell na jakim kiedykolwiek pływał windsurfer.
A jak to jest z tą wysokością fal? Domyślam się, że jest to pewnie analizowane na podstawie zdjęć?
Tak, zgadza się. Zazwyczaj surferzy patrzą na zdjęcia, zaznaczają miejsce, w którym fala ma największą wysokość i mierzą odległość do jej podstawy. Później zakładają jakiś punkt odniesienia - na przykład wysokość kilku żagli, która jest znana i na tej podstawie dokonują analizy. W hiszpańskiej telewizji porównali wysokość tej fali do sześciopiętrowego budynku. Wydaje mi się, że to bardzo dobry przykład. (śmiech)
Dobrze rozumiem: w wieku 19 lat zostałeś windsurfingowym rekordzistą wszech czasów?
Nie jest to jeszcze oficjalnie potwierdzone, ale muszę przyznać, że chyba tak. (śmiech)
Wiedziałeś jak olbrzymia jest fala, gdy zaczynałeś po niej płynąć?
Zobaczyłem cały olbrzymi set, który się do nas zbliżał. Patrząc na drugą falę pomyślałem: “to może być fala mojego życia!”. Widziałem dziesiątki skuterów wodnych z najlepszymi surferami, którzy polowali na tę falę, ale gdy zobaczyli, że do niej podchodzę, po prostu mi ją oddali.
Poważnie?
Tak! Wtedy to już musiałem z niej zjechać. (śmiech) Wiedziałem, że jestem bardzo głęboko i mam nie najlepszą pozycję, ale podjąłem wyzwanie.
Co czułeś płynąc po tej fali?
To było coś niesamowitego. Ta radość i adrenalina… Nie wiem nawet jak to opisać.
Byłem bardzo skupiony. Chciałem zjechać jak najniżej, żeby nie zaliczyć gleby na samej górze. Gdy popatrzyłem w górę i zobaczyłem jak ta cała masa wody zamyka się nade mną, powoli zaczęło do mnie dochodzić co mnie czeka. Myślę, że instynkt podpowiedział mi kiedy ewakuować się z deski. Puściłem sprzęt i próbowałem zrobić wszystko, żeby znaleźć się jak najdalej od niego. Gdyby fala złapała mnie razem z deską, mogłaby mi pourywać nogi. Myślę, że zrobiłem to w najlepszym możliwym momencie.
I co było dalej?
Fala mnie pochłonęła.
Moment, moment… Dwudziestometrowy wodny potwór porywa cię z całą siłą, a ty wychodzisz z tego cały i zdrowy? Jak?!
Najważniejsze jest to, żeby zachować spokój. Nie można myśleć o niczym i trzeba być w 100 procentach zrelaksowanym, bo to jedyna rzecz, która może utrzymać cię przy życiu.
Sam moment porwania przez falę ciężko jest jednak opisać. Woda ciągnęła mnie i szarpała na zmianę we wszystkie możliwe kierunki. Gdy zleciałem do wody z deski, zostałem bardzo szybko wciągnięty na sam czubek fali. To wszystko działo się oczywiście w środku, w tej “wodnej tubie”. Gdy znalazłem się na szczycie, bardzo szybko znów zleciałem na dół. Tam woda zaczęła się kotłować, więc sporo czasu spędziłem pod powierzchnią, szarpany we wszystkie strony.
Gdy pływamy na wielkich falach mamy zazwyczaj kamizelki z poduszkami powietrznymi. W przypadku takiej sytuacji, ciągniemy za linkę bezpieczeństwa i one momentalnie napełniają się powietrzem. Jednak przy 20-metrowych potworach sprawa jest o tyle ciężka, że trzeba poczekać, aż fala przestanie cię “mielić”. Dopiero wtedy kamizelka pomaga wydostać się na powierzchnię. Sprawdza się również, gdy ktoś pod wodą traci przytomność, ale to jak wiadomo są już bardzo ekstremalne przypadki.
3 min
Red Bull Storm Chase 2019
Najbardziej hardcorowe zawody windsurfingowe.
Da się jakoś przygotować swój organizm i psychikę do takich akcji?
Jasne, że tak! Gdybym o to nie zadbał, pewnie nie przeżyłbym spotkania z tą falą.
Więc jak to zrobić?
Oczywiście nie da się przeprowadzić symulacji takiego “klasycznego wipe-outu”, ale są różne treningi, które w mniejszym lub większym stopniu przygotowują surferów do radzenia sobie z takimi sytuacjami.
Przed wyjazdem na Maui zaliczyłem kurs freedivingu, który prowadził pan Filip Jakubiak. Zajęcia bardzo mi pomogły, a sam instruktor udzielił mi dużo różnych wskazówek, które od samego początku wdrażałem w życie już na hawajach.
Ponieważ jesteś w innej strefie czasowej, miałem przyjemność chwilę porozmawiać z twoją mamą, która pomogła się nam spiknąć. Nie zadawałem jej tego pytania, ale podpytam ciebie: jak ona na to wszystko zareagowała?
Moi rodzice bardzo mi ufają. Wiedzą że jestem bardzo… Dosyć rozsądny. (śmiech)
Oczywiście, po przeczytaniu tego wywiadu chyba nikt nie będzie miał co do tego wątpliwości!
No tak! (śmiech) Chodziło mi po prostu o to, że znam swoje możliwości i wiem do czego jestem zdolny. Nigdy nie porwę się na coś, co mogłoby mnie przerosnąć i mieć tragiczne konsekwencje. Decyduję się tylko na to czego jestem w 100 procentach pewny.
Co do samych rodziców to muszę przyznać, że niesamowicie wspierają mnie w każdym moim działaniu. To dzięki nim jestem tu gdzie jestem. Ciężko opisać, jak bardzo jestem im wdzięczny.
No dobrze. Powiedzmy, że mnie przekonałeś. Mam jeszcze jedno, ostatnie pytanie. W wieku 19 lat pobiłeś windsurfingowy rekord wszech czasów. Co dalej?
Chciałbym dalej spełniać swoje marzenia i szukać kolejnych fal-gigantów. Marzy mi się tytuł Mistrza Świata windsurfingu w kategorii wave i starty w największych na świecie zawodach w Surfingu na dużych falach. Mam nadzieje, że uda mi się znaleźć sponsorów, którzy pomogą mi z realizacją moich planów i będą mnie wspierać w dążeniu do celu. Byłoby naprawdę genialnie.
Po rozmowie z Tobą mam wrażenie, że to wszystko tylko kwestia czasu. Bardzo się cieszę, że mogliśmy pogadać. Dzięki i mam nadzieję do usłyszenia po kolejnym rekordzie.
Dzięki, do usłyszenia!

