Góry

Trudna decyzja Andrzeja Bargiela: "Serak się poruszył i to zdecydowało"

© Marek Ogień
"Czekałem cierpliwie trzy tygodnie, ale ryzyko było za duże" - mówi Andrzej Bargiel o trudnej decyzji przerwania wyprawy na Everest, skąd chciał zjechać na nartach bez użycia tlenu.
Autor Krystian Walczak
Po trzech tygodniach spędzonych u podnóża Mount Everestu (8848 m n.p.m.) Andrzej Bargiel przerywa wyprawę na najwyższą górę świata, która pierwotnie miała na celu zdobycie szczytu i zjazd z wierzchołka do bazy na nartach bez użycia tlenu. Gdyby się udało, Andrzej zostałby pierwszą osobą na świecie, która by tego dokonała.

Andrzej Bargiel kończy wyprawę

Powodem zakończenia tegorocznej wyprawy jest wiszący nad Icefallem - lodowcem, którędy prowadzi droga do obozu pierwszego - gigantyczny serak. To blok lodowy o wysokości 50 i szerokości 30 metrów, który może oderwać się od zbocza góry zagrażając bezpieczeństwu. Porozmawialiśmy ze skialpinistą o jego decyzji.
Serak ma 50 metrów wysokości i 30 szerokości
Andrzej Bargiel
Andrzej Bargiel
skialpinizm
Serak wiszący nad Icefallem, nad normalną drogą na Mount Everest
Serak wiszący nad Icefallem, nad normalną drogą na Mount Everest
Nad Icefallem wisi wielki serak. Ekipa Polskiego Himalaizmu Zimowego, która kierowała się na Lhotse, już jakiś czas temu ogłosiła, że wraca do domu. Inni, którzy szykowali się na Everest jesienią, też zawrócili. Ty rezygnujesz ostatni. Jak z twojej perspektywy wyglądały szanse na bezpieczne wejście na szczyt i zjazd na nartach?
Tak, ten rok jest trudny. Jestem w bazie trzy tygodnie. Na początku wyprawy wspólnie z Szerpami szukaliśmy właściwej drogi do obozu pierwszego i nie ukrywam, że bez drona i pomocy Bartka [Bargiela, brata Jędrka, który był także uczestnikiem wyprawy na K2, skąd dostarczył fantastyczne ujęcia - dop. red.] droga do obozu C1 nie byłaby możliwa do przygotowania. Podczas poręczowania zauważyliśmy serak i trochę nas to zaniepokoiło. Bartek wykonał mnóstwo lotów dronem. Także fotografie Marka [Ognia - red.] pokazały skalę problemu. Jest odszczepiony od właściwego lodu i wisi 800 metrów nad drogą. Ma 50 wysokości i 30 metrów szerokości. Jego oberwanie zniszczyłoby całą drogę i jest przede wszystkim śmiertelnym zagrożeniem dla ludzi poruszających się po Icefallu. To był bodziec do tego, by zrezygnować, i tak polska, i amerykańska wyprawa wróciły do domów. Ja cierpliwie czekałem i obserwowałem serak. Dwa dni temu ruszyłem w górę, żeby mu się przyjrzeć i okazało się że minimalnie się poruszył. To niestety wpłynęło na to, że zdecydowałem o przerwaniu wyprawy. W 2015 roku była podobna sytuacja. Na bazę, ze ścian Pumori, spadła lawina, przez co zginęło mnóstwo ludzi w bazie. Serak, który się oberwał był dużo niżej i był mniejszy. Jeśli chodzi o trudności, to jest to bardzo duże niebezpieczeństwo i to nas powstrzymuje. Sam zjazd jest możliwy i dostępny. Kluczem jest jednak to, że gdy przy aklimatyzacji i przygotowaniach przemieszczamy się po lodowcu, podejmujemy olbrzymie ryzyko.
Andrzej Bargiel brał udział w poręczowaniu Icefalla
Andrzej Bargiel brał udział w poręczowaniu Icefalla
Dlaczego wyjeżdżacie jako ostatni?
Tak jak mówię, czekałem trzy tygodnie. Starałem się być cierpliwy i przenikliwy. Czekaliśmy po prostu na to, by serak spadł i wtedy moglibyśmy bezpiecznie działać. To się niestety nie wydarzyło.
Cierpliwie czekałem i obserwowałem serak
Andrzej Bargiel
Andrzej Bargiel
skialpinizm
Ski Touring · 1 min
Droga z bazy do obozu C1 pod Everestem - video z wyprawy Andrzeja Bargiela
Wiem, że nie lubisz czekania w bazie na dogodne warunki pogodowe. Jak organizowałeś sobie czas? Jak utrzymywałeś formę?
Tak. Nie znoszę siedzieć w jednym miejscu. Ale życie uczy mnie cierpliwości. Czytałem, słuchałem muzyki, biegałem, ćwiczyłem, graliśmy w karty i dużo rozmawialiśmy.
Jak nastrój w ekipie? Jak morale?
Ciężko, bo w zasadzie długo nie było postępu w działaniach górskich, ale generalnie na poziomie bazy nikomu nic nie dolega. Wszyscy czują się trochę bezsilni, ale staramy się tę sytuację obracać w żart.
Ekipa uparcie szukała drogi na szczyt
Ekipa uparcie szukała drogi na szczyt
Dostałeś Polskiego Złotego Czekana, którego w twoim imieniu odebrał Darek Załuski. Mieliście okazję porozmawiać? Opowiadałeś mu o tym co dzieje się pod Everestem? Co on opowiedział tobie o festiwalu w Lądku?
Tak, pisałem z Darkiem. Podziękowałem za pomoc i pytałem o rady. Darek od początku jest blisko i bardzo cenię sobie jego zdanie. Rozmawialiśmy o różnych strategiach działania i o mojej obecnej sytuacji. O Lądku nie mówiliśmy za dużo bo zbyt wiele się działo tutaj. (śmiech) Ale na pewno będzie okazja po powrocie. Darek wspominał, że w Lądku było bardzo fajnie.
Partnerami wyprawy Andrzeja Bargiela na Mount Everest są: Murapol, Red Bull, Mercedes-Benz, Salomon i Pajak