Gry

Recenzja Assassin's Creed Valhalla: czy to najlepsza odsłona serii?

© Ubisoft
Jak wypada Assassin's Creed Valhalla na tle innych gier z serii? Czy odsłona ta jest lepsza od Odyssey, Origins, a Eivor jest ciekawszy, niż Ezio Auditore?
Autor Michał Pajda
Pierwsza odsłona Assassin's Creed - której premiera miała miejsce w listopadzie 2007 roku - może i nie była przełomem w historii gier wideo. Trzeba jednak przyznać, że na swoje czasy była produkcją bardzo dobrą, a jej komercyjny sukces umożliwił wprowadzenie na gamingowe salony kultowej dziś serii o zakapturzonych skrytobójcach.
Kolejne gry wprowadzały nowe mechaniki i rezygnowały z tych, które nie sprawdziły się - przełomowe zmiany wprowadzone zostały jednak dopiero w odsłonie Origins z 2017 roku, która to ze skradankowego sandboksa przeistoczyła się w RPGa na wzór Wiedźmina 3: Dziki Gon. W grze tej przenieśliśmy się do starożytnego Egiptu, potem - w części o tytule "Odyssey" - zawitaliśmy do Hellady, a współcześnie, dzięki Assassin's Creed Valhalla, zanurzyć możemy się w świecie wikingów i realiach wzbudzającej trwogę w sercach Sasów burzy normańskiej. I to jest właśnie najlepszy "asasyn" od dawna!

Assassin's Creed Valhalla - pierwsze wrażenia

Pierwsze zderzenie z Valhallą jest niezwykle pozytywne. Już w pierwszych minutach rozgrywki poznajemy główną protagonistkę - Eivor (jej płeć można później zmienić, spokojnie), a także jak jej losy splotły się z Sigurdem Styrbjornssonem i dlaczego zyskała przydomek "Wilcza Paszcza". Później przez kilka misji dane nam będzie zwiedzić skute lodem klify Norwegii i jej pagórki przykryte pod śnieżną pierzyną. Trzeba przyznać, że kilkadziesiąt pierwszych minut to ochy i achy nad śnieżną krainą i nordyckim klimatem, który uwypuklony zostaje przez okoliczną architekturę i landszafciki.
Szybko jednak - w wyniku wydarzeń fabularnych, których jesteśmy bezpośrednimi uczestnikami - akcja gry przenosi się do Anglii, gdzie zmuszeni zostaniemy wpierw przejąć osadę, zwaną później Kruczą Przystanią, a następnie ją rozbudować. Do tego potrzebne będą jednak surowce, które zdobywamy w drodze najazdów na okoliczne klasztory i wioski. To pierwsza z nowych mechanik - po prostu podpływamy do interesującego nas miejsca oznaczonego na mapie jako potencjalnie idealne do wykonania rajdu, a następnie dmiemy w róg, dobijamy łodzią do brzegu i wyskakujemy za burtę, aby popędzić z naszymi kompanami ku zabudowaniom kościelnym lub mieszkalnym, aby palić, plądrować i zabijać.
Screen z gry Assassin's Creed Valhalla
W Valhalli żeglowanie to frajda - i nie odstaje od poprzednich odsłon!
Nie da się jednak wybić każdego z pojawiających się w najeżdżanej lokacji wrogów - w zamian tego rajd kończy się, gdy złupimy wszystkie dobra ze specjalnych skrzyń. Drzwi do niektórych budowli trzeba będzie wyważyć wspólnie z innym wikingiem, podobnie zresztą jak otwieranie wielkich i zasobnych w kosztowności kufrów. Jest to szczególnie klimatyczne, gdy plądruje się w akompaniamencie strzał świszczących nad uszami, krzyków umierających żołnierzy i krzyżujących się z łoskotem metalicznych kling.

Gdzie asasyn nie może, tam wikinga pośle!

Plądrowanie i rozbudowa wioski to tylko część nowych mechanik - im bardziej usprawnimy funkcjonowanie osady, tym ciekawsze profity będzie ona generować. Wybudowanie specjalnych budynków sprawi, że otrzymamy dostęp do innych opcji (jak chociażby customizacja statku, czy zmiana fryzury i tatuaży) - pozwoli to także na otrzymywanie czegoś na kształt misji towarzyszy oraz organizowania lepszych uczt.
Zwołanie tych ostatnich wpływa na czasowe bonusy Eivora, który przez najbliższy czas może pochwalić się np. zwiększonym zdrowiem. Nieco inaczej niż w Odyssey wygląda natomiast kwestia usprawniania postaci w aktywne skille i pasywne perki. O ile drzewko tych pierwszych wygląda podobnie jak umiejętności w poprzedniej odsłonie serii, tak nie odblokowujemy ich, a odnajdujemy w tzw. Księgach Wiedzy - na które natrafić można podczas najazdów lub w innych, nie mniej strzeżonych miejscach.
Screen z gry Assassin's Creed Valhalla
Ucztowanie to istotna mechanika - wpływa na czasowe ulepszenia Eivora
Z kolei ogólne drzewo umiejętności przypomina bardziej rozchodzącą się na boki konstelację gwiazd, których zasięg rozszerzamy przez inwestowanie zebranych w grze punktów umiejętności w specjalne perki - większość z nich wpływa na statystyki, ale są też specjalne oczka, po odblokowaniu których bohater nabędzie unikalną zdolność. Świetnym przykładem jest chociażby łapanie wyrzuconej przez przeciwnika włóczni w locie, a następnie odrzucenie jej w kierunku atakującego nas adwersarza.
Odblokowane punkty umiejętności wpływają na Moc naszego bohatera - im więcej punktów, tym więcej mocy, a im więcej mocy, tym bohater może zapuszczać się w dalsze rejony Anglii (każdy z regionów w grze charakteryzuje się inną, sugerowaną wielkością mocy, niezbędną do poradzenia sobie z przeciwnikami). Rozwiązanie mocno ograniczające eksplorację do czasu wzmocnienia postaci - na szczęście bohaterowie danych poziomów nie levelują wraz z postacią, dlatego warto jest wykonywać questy poboczne.
Screen z gry Assassin's Creed Valhalla
Pozostałości architektoniczne po dawnych potęgach są niezwykle klimatyczne!
A jeśli już przy questach jesteśmy to są one jednym z najjaśniejszych punktów całej produkcji. Zadania są przemyślane w taki sposób, aby gracz nie odczuwał, że skupiają się one nadmiernie na wędrowaniu pomiędzy kolejnymi punktami kontrolnymi, by pchnąć fabułę do przodu.
Zapomnij o nieprzyjemnym wrażeniu "przynieś, wynieś, pozamiataj", które dało się odczuć w niektórych poprzednich odsłonach serii - tutaj północy wiatr zawiewa prawdziwą, wikińską przygodą, którą uwypukla każdy dialog i (swoją drogą świetnie zrealizowane) cut-scenki. Nawet te najdrobniejsze misje mogą okazać się szalenie interesujące (patrz zadanie, w którym dzieci o pomoc w uratowaniu uwięzionego wilka), budując przy okazji wrażenie, że dla Ubisoftu Wiedźmin 3 naprawdę stanowił wzór do naśladowania w kontekście budowy RPGowej otoczki nowych odsłon serii Assassin's Creed.
Najlepsza jest jednak główna kampania fabularna - której zadania skupiają się na pomocy włodarzom innych ziem i miast. Tutaj również olbrzymie znaczenie ma mechanika najazdów - szczególnie gdy podbijane są nowe grody, a Eivor zmuszony zostaje do eliminacji przeciwników i pokonywania kolejnych fortyfikacji. Najciekawiej robi się więc na najwyższych poziomach trudności. Szkoda tylko, że na dalszy plan zepchnięto skradanie i akcje skrytobójcze - to element o wiele rzadziej wykorzystywany przez fakt, że Eivor to wojownik chcący zasłużyć na Valhallę w walce, dlatego o wiele lepiej pasują do niego otwarte potyczki z wieloma przeciwnikami przy asystencie jego (lub najętych od innych graczy) Jomswikingowów.
Screen z gry Assassin's Creed Valhalla
Skok wiary - przed poznaniem tego triku Eivor skacze na nogi!

Brutalnie i krwawo, czyli tak jak tygryski lubią najbardziej!

Warto nadmienić, że Assassin's Creed Valhalla jest nie tylko piękne i dopracowane pod kątem fabularnym, ale i niezwykle brutalne. Na porządku dziennym są ciosy kończące związane z obcinaniem dłoni, głów i innych kończyn - opcjonalnie miażdżeniu ich lub przekłuwaniu - różnego rodzaju orężem. W dodatku Eivor nierzadko korzysta przy finisherach z uzbrojenia przeciwnika (wtedy wiking zachowuje się kontekstowo w zależności od dzierżonej przez wroga broni - pikiniera nabije na własną pikę, a zbrojnego dzierżącego olbrzymi młot obije nim po głowie. Nawet najwierniejszy opis nie oddałby jednak tego, co dzieje się na ekranie - i że nierzadko ocieka on aż od świeżej, niezastygłej jeszcze juchy. Na szczęście elementy te można wyłączyć w menu głównym - podobnie zresztą jak nagość - dzięki czemu produkcję dostosować można do zabawy nawet z młodszym, niepełnoletnim jeszcze graczem.
Szkoda jednak, że ciosy końcowe lubią się powtarzać - przez co eliminując np. czterech przeciwników z mieczem istnieje olbrzymie prawdopodobieństwo, że pozbędziemy się ich w dokładnie ten sam sposób. Na szczęście zdarza się to niezwykle rzadko - ale gdy już na taką sytuację natrafimy, immersja zostaje gwałtownie zaburzona.
Screen z gry Assassin's Creed Valhalla
To jeden z mniej brutalnych screenów - walka w Valhalli jest bardzo krwawa!

Problemy Assassin's Creed Valhalla

Wśród najpoważniejszych grzeszków najnowszej produkcji Ubisoftu nie sposób przejść obojętnie obok całej masy glitchy wizualnych, które dokuczają graczom chcącym delektować się pięknem Assassin's Creed Valhalla. A to Eivor walczy niewidzialnymi broniami, a to znikają elementy garderoby, a to nie sposób odblokować skrzyni lub drzwi (bo znika znacznik odpowiedzialny za podjęcie interakcji z tymi przedmiotami), a to postaci przeciwników wznoszą się lub opadają podczas animacji, przez co protagonista roztrzaskuje czasem... powietrze nad głową przeciwnika.
Tego typu baboli jest naprawdę sporo - i ich pojawienia się nie można lekceważyć, argumentując że to duża gra. Do tego dorzućmy błędy AI - bohaterowie lubią zacinać się w przejściach pomiędzy kolejnymi pomieszczeniami (przez co czasem niemożliwe jest otwarcie skrzyni z zasobami, bo sojusznik nie jest w stanie dojść do wieka i pomóc nam w jego przesunięciu) lub wjeżdżać w siebie podczas przejażdżki konno czy wmaszerowywać sobie pod nogi podczas przebieżek.
Przy dłuższym graniu Valhalla łapie też zawieszki - a ze stabilnym 60 klatek wyświetlanych w czasie jednej sekundy tempo spada nawet sześciokrotnie (przez co gra, do ponownego uruchomienia komputera staje się niegrywalna). Problem pojawił się w czasie mojej rozgrywki dwa razy, raz po 8 godzinnej sesji i drugi raz po 6 godzinnej sesji.
Warto też ponarzekać na skrytobójstwa, które są zdecydowanie utrudnione - co już niestety nie jest błędem gry, a gameplayu (związane z decyzjami twórców - moim zdaniem niesłusznymi) poprzez nacisk gry na walki w otwartym polu. Szkoda, że twórcy nie dali nam ponownie walczyć ukrytym ostrzem kiedy tylko żywnie się nam to podoba (opcja ta świetnie sprawdzała się przecież w pierwszej odsłonie serii i bardzo mi jej brakuje). Asasyńska zabawka przydaje się wyłącznie w kontekście zakradania się od pleców i eliminacji nieświadomego wroga - gdy ten obróci się do gracza przodem i jest zdezorientowany, czasem jeszcze ciche zabójstwo zostanie aktywowane, czasem jednak zostaniemy zdekonspirowani i zmuszeni do walki. Duży minus, bo Valhalla nie pochwala cichego grania, a raczej nastawia się na olbrzymie, walne bitwy z Jomswikingami u boku.
Produkcja ma też problemy z rozróżnieniem wybranej przez protagonistę płci - grając męskim Eivorem czasem NPCe będą zwracać się do nas jak do mężczyzny, czasem jak do kobiety. Niby drobnostka, ale irytująca na dłuższą metę - właśnie z takich irytujących drobnostek też składa się Valhalla. Valhalla ma więc parę poważnych problemów - żaden z nich nie wpływa jednak na niemożność ukończenia gry. Obok niektórych można nawet przejść obojętnie, bo chociaż graficzni puryści wyskrobią sobie przez nie oczy, są to raczej kwestie nieprzesadnie problematyczne, a jedynie utrudniające pełną immersję w świat skąpany w normańskich najazdach.
Screen z gry Assassin's Creed Valhalla
Jazda konna jest niezwykle przyjemna - ale lepiej chyba pływa się łodzią...

Kręta i wyboista, ale satysfakcjonująca ścieżka do Valhalli

Kilkadziesiąt godzin spędzonych przy Assassin's Creed Valhalla utwierdziło mnie w przekonaniu, że to najlepszy spośród nowej trylogii "Asasynów RPG". Zdanie to podtrzymuję nawet mimo faktu, że gra boryka się z niedoróbkami technicznymi (które z czasem będą wyeliminowane, głęboko w to wierzę) oraz rozwiązaniami mechanicznymi, które raczej nie służą gameplayowi cichego skrytobójcy. Szkoda, że Ubisoft nie wydał tej odsłony jako osobnej produkcji, nie związanej z cyklem Assassin's Creed - grze można byłoby więcej wybaczyć, a że można stworzyć nową markę bazującą na sprawdzonych rozwiązaniach udowodniło już w tym roku Sucker Punch Productions wydając swoją Ghost of Tsushimę. Ale i tak bawiłem się doskonale! I gdybym miał wskazać produkcję, której - o ile oczywiście Cyberpunk ponownie zostanie opóźniony - powinno się przyznać tytuł Gry Roku to PO DŁUGIM WAHANIU wskazałbym raczej na Assassin's Creed Valhallę.
Podobnie na nową grę Ubisoftu zareaguje każdy, komu podobały się dwie poprzednie odsłony serii - Odyssey i Origins. Grę odradzam chyba tylko i wyłącznie tym spośród graczy, którzy zakochali się w skrytobójczych klimatach pierwszego asasyna... cóż - wciąż możesz wspinać się po dachach i próbować eliminować wrogich żołnierzy, ale do Valhalli nie zawędrujesz takimi niecnymi praktykami. Może jednak walka w otwartym polu o chwałę i honor przypadnie ci do gustu...?
Freerunning · 5 min
Czy Jason Paul ucieknie rozwścieczonym wojownikom?