Jego produkcje są na radarze wielu krajowych artystów. Nic więc dziwnego, że coraz częściej nazywa się go jednym z najlepszych producentów i nominuje do nagrody Fryderyka. Poprosiliśmy dziś Atutowego, by wybrał kilka swoich kawałków i sprzedał nam parę ciekawych historyjek.
- Uwaga, Atutowy na żywo! Reprezentant Def Jam Recordings Poland wystąpi z autorskim i premierowym, przepełnionym basem secie, bogatym zarówno w znane bangery, jak i niewydane dotąd perełki. W sobotę, 7 sierpnia 2021 r., w klubie Pod Forum w Krakowie.Dołącz tutaj do wydarzenia na Facebooku.
Atut/DJ Funky „W przerwie(T.R.O.Y.)”
Atutowy: Kawałek nagraliśmy w 2013 roku, czyli można powiedzieć, że w „starych” czasach. Wówczas myślałem jeszcze, że potrafię rapować. (śmiech) Dużo działaliśmy wtedy z DJ-em Funkym – bardzo byliśmy zajarani starymi nowojorskimi nagraniami, boom-bapem i, ogólnie rzecz biorąc, oddawaliśmy się zajawce w stu procentach. Często spędzaliśmy czas w studiu 16m. Tam podczas jednej z sesji wpadliśmy na pomysł stworzenia remake'u utworu Pete Rocka i C.L. Smootha „They Reminisce Over You (T.R.O.Y.)”. Numer nagraliśmy oczywiście z szacunku dla twórczości wspomnianych artystów. Pamiętam, że nad bitem działaliśmy całą noc. Nawet nie pamiętam kiedy, powstał tekst, ale prawdopodobnie napisałem go stosunkowo szybko. Dzięki Basstkowi nakręciliśmy teledysk. Nagranie stało się dla nas przepustką do występu na imprezie z cyklu „Hip-Hop na Żywca”.
Miły ATZ „Czarny swing”
No, tutaj jest co opowiadać! Byliśmy już w trakcie pracy nad albumem Miłego i - jak to mam w zwyczaju - słuchałem w pętli moich ulubionych numerów, które miały znaleźć się na jego debiucie. Zauważyłem, że kompletnie nie wracam do tytułowego numeru. Zdałem sobie sprawę, że to dlatego, że bit, na którym zrobiliśmy pierwotną wersję, nie był dostatecznie charakterystyczny. Fart chciał, że kilka dni wcześniej zrobiłem bicior, który wydawał mi się idealny i mógł go zastąpić. Od razu przypomniałem sobie, że gdy puszczałem Miłemu owy podkład w studiu, to się nim zajarał. Zadzwoniłem więc do niego, powiedziałem, jak wygląda sytuacja i uznaliśmy, że możemy spróbować. Jakiś czas później pojechaliśmy do mnie, do Dąbrowy Górniczej. Zrobiliśmy tam sobie azyl. Po przyjeździe włączył nam się „diesel power” i wiadomo - chciałem na raz zaprezentować wszystkie moje podkłady. Chciałem też mu pokazać moją okolicę, więc następnego dnia zabrałem go nad jeziorko i chyba nieźle go przewiało, bo kolejnego dnia chłopak coś się dziwnie czuł. Nie przejęliśmy się tym jednak zbytnio i zaczęliśmy nagrywać wokale w moim domowym laboratorium. Chwilę po ich wgraniu Miłego kompletnie rozłożyło i był wyautowany. A to był właściwie pierwszy dzień naszej pracy na wyjeździe. Na szczęście daliśmy sobie z wszystkim radę i ostatecznie udało nam się zamknąć prace nad singlem. Reszta dni także nie została zmarnowana, bo rzeźbiliśmy nowe kawałki, które ostatecznie weszły na jego zeszłoroczny krążek.
Ten Typ Mes „Kanapa”
Do naszej współpracy doszło w czasie, kiedy wszyscy siedzieliśmy w domach. Spędzałem sobie czas na kwadracie, robiłem bit i nagle dostaję jakiegoś pusha. Patrzę, a tam wiadomość o treści: „Siema, młody Kanye”. Zobaczyłem, że nadawcą jest Ten Typ Mes i naprawdę nie mogłem uwierzyć w to, że to właśnie on do mnie napisał! W końcu, nie bez powodu, znam na pamięć całą jego dyskografię. Fakt, że razem współpracowaliśmy spowodował, że pewnie nie będę już na jego koncertach krzyczał, by zagrał „Jak to?”. (śmiech) Wracając do wiadomości – Mes zapytał, czy mam jakąś paczkę bitów, a że w sumie nie miałem, bo cały czas uczestniczę w sesjach studyjnych, zaproponowałem mu, by się określił i powiedział, co mu chodzi po głowie. Rzucił więc hasłem: „2step”. Wysłałem więc pętlę i ta mu się spodobała. Ale dopiero kiedy podesłał mi wokale, dotarło do mnie, że działamy razem nad kawałkiem! Postanowiłem wtedy zrobić najlepszy aranż, jaki tylko potrafię. Cały dzień siedziałem nad nim w studiu, robiąc przy tym naprawdę porządne cardio. Po paru zmianach szybko doszliśmy do wersji finalnej, z której obaj jesteśmy zadowoleni.
OIO „Moonwalk”
Podczas pracy nad tym materiałem padł pomysł, by wyjechać gdzieś i porobić muzę. Zebraliśmy się więc całą ekipą i ruszyliśmy w drogę. Klimat od samego początku sprzyjał pracy twórczej. Rozłożyliśmy się ze sprzętem i po zaaklimatyzowaniu i zrobieniu kilku bitów na rozgrzewkę wpadła melodia, którą finalnie słychać w „Moonwalku”. Standardowo chciałem zrobić coś, co będzie bardziej skomplikowane, ale Phunk’ill powiedział, że jest dobrze i że warto w to iść. No i muszę przyznać, że rzeczywiście jest coś wyjątkowego w tej melodii. Kiedy mieliśmy już ułożoną pętlę, szukałem jeszcze czegoś charakterystycznego do dogrania. Kiedy próbowałem użyć chopów wokalnych, Igi akurat siedział obok mnie i nacisnął klawisz w dolnym rejestrze, a ja akurat grałem... Nagle wszyscy spojrzeliśmy na siebie i wiedzieliśmy, że to jest to! Dopełniłem formalności z bitem i przyszedł czas na woksy. „Moonwalk” jest kosmicznym numerem i tak też powstawał. Chłopaki płynnie przechodzili od pisania linijek w telefonie, po wyrzucanie ich na bieżąco przed mikrofonem. Kilka razy myślałem, że to wcześniej przygotowane linijki, ale okazało się, że to czysty freestyle. Szacunek! Nad kawałkiem pracowaliśmy do rana, ale koniec końców - od pomysłu do realizacji nie minęła doba. Ta noc dała nam potężnego kopa do dalszej pracy.
Kaz Bałagane „Nowe szklane domy”
Lubię współpracować z Kazem, wychodzą nam dobre numery. Mam na myśli „Nowe szklane domy”, ale i „Za linią” z Pezetem. Kiedy pracujemy, zawsze spotykamy się w studiu i wspólnie robimy kawałki, czasami zapisujemy też jakieś pomysły i odkładamy je na później. Po zrobieniu wstępnej aranżacji, Kaz zawinął mi bit i nie musiałem zbyt długo czekać, by usłyszeć pierwszą wersję z jego wokalami. W międzyczasie robiliśmy z Deemzem aranż i finalizowaliśmy „Pieniądz i terror” na „Europę” Taco Hemingwaya. No i w związku z tym odbyłem z Kazem zabawną rozmowę. Pewnego dnia zadzwonił do mnie i powiedział, że Taco rapuje na moim bicie. Odparłem, że wiem, po czym... nastała cisza w słuchawce. Dopiero później okazało się, że mówimy o zupełnie innych kawałkach. (śmiech) Ale przyznam, że poczułem, że jest grubo, gdy po sprostowaniu okazało się, że Taco położył refren na naszym tracku. Później jeszcze spotkaliśmy się, odpowiednio poprowadziliśmy aranż i wiedzieliśmy, że stworzyliśmy naprawdę mocny numer.
Współpraca z Bersonem
Dobrze się dobraliśmy. Pamiętam, jak na imprezie organizowanej przez polski Def Jam, przecięliśmy się i praktycznie mnie nie znając, powiedział: „Frosti mówił, że można ci zaufać – działajmy”. No i zaczęliśmy działać. Berry nagrał materiał już wcześniej, trzeba było więc zrobić tylko naprawdę mocne bity. Na pierwszy ogień wzięliśmy „Gattuso”, który pierwotnie był wolniejszy o chyba 10 bpm i był typowym afrotrapem. Kawałek był mocny, ale moim zdaniem nie na tyle, jak bardzo na to zasługiwał. Wtedy coraz szybciej do naszego kraju zbliżał się drill, którym Berry się jarał i do czego namawiać go nie musiałem. Chciałem, by utwór się wyróżniał i był mocnym wpie*dolem. Bit oparłem więc na jednym z najstarszych, jeśli w ogóle nie jednym z pierwszych, sampli wykorzystywanych w muzyce rozrywkowej. Mowa tu o „ORCH2”. Sam sampel jest na tyle znany, że nie muszę chyba za wiele o nim opowiadać. Był to tak naprawdę pierwszy numer, który zamknęliśmy. Później zaczęliśmy się spotykać coraz częściej, a wcześniej nagrane tracki zaczęły nabierać nowego życia. Przy „Kwa Kwa” dałem mu chyba z sześć różnych wersji, chcąc zrobić jak najlepszy numer. „Wulkan” wyszedł zajebiście - jestem mega zadowolony z efektu finalnego. I zapewniam, że mamy jeszcze parę perełek w zanadrzu.
Undadasea „Zapalniczka”
Myślę, że warto wspomnieć też o numerze, którego co prawda nie produkowałem, ale brałem udział w jego powstawaniu. Zrobienie kawałka z Undą było niesamowitym przeżyciem. Przyjechałem do Gdyni głównie po to, by pomóc Miłemu w przeprowadzce do Warszawy. Kiedy wbiłem do Karola, melanż już trwał. Było dość późno, bo wpadłem tam dopiero około północy. Po zapoznaniu się z wszystkimi dostałem pytanie: „wolisz kartkę czy telefon?”. Przyznam, że nie chciałem psuć numeru i trochę wstydziłem się, ale wtedy usłyszałem jeszcze, że jeśli nie chcę pisać, to będę kilka godzin siedział i z nikim nie gadał, bo wszyscy będą zajęci tworzeniem wersów. Przekonał mnie, postanowiłem spróbować. W końcu liczyła się przede wszystkim dobra zabawa, co też słychać nie tylko w tym utworze, ale i w ich całej dyskografii. Na pewno zabawne było to, że mikrofon przymocowany był do drabiny taśmą klejącą. Kiedy dostałem do odsłuchu pierwszą wersję kawałka słychać było, jak Pers go tam mocuje: „zajebiście to słychać na słuchawkach”. (śmiech) Na początku nie zdawałem sobie sprawy z tego, jaki kozacki kawałek nam wyszedł. Kilkanaście dni później dostałem zapytanie, czy wbijam na klip. Spakowałem się więc na pełnej zajawce i pojechałem do Gdyni. Poznałem tam naprawdę wspaniałych ludzi i przeżyłem niezapomniane chwile. Żałuję tylko, że nie zostałem na melanżu do końca i „miętowy” wracałem do Warszawy.
Zobacz teraz "Quebonafide: Romantic Psycho Film"
Dokument o muzycznej podróży jednego z najpopularniejszych polskich raperów. Od Rosji przez Chiny po Mongolię, gdzie szukał inspiracji do pracy nad płytą „Romantic Psycho”.
38 min
Quebonafide: Romantic Psycho Film
Film dokumentalny o Quebonafide, jednym z najpopularniejszych i tajemniczych polskich raperów, to zapis jego podróży w głąb Azji, która zainspirowała go do pracy nad płytą „Romantic Psycho”.