*Błażej Krajewski jak sam o sobie mówi: ma 28 lat i pochodzi z miasta seksu i biznesu, czyli Bydgoszczy. Stand-upem zajmuje się od sześciu lat, komedia to jego życiowa pasja. W tym roku sprawdza się w zupłenie nowej roli – jurora freestyle’owych bitew Red Bull KontroWersy (w składzie jury będzie też inny standuper Paweł Chałupka, a także najlepsi polscy freestyle’owcy – z Te-Trisem na czele).
**Red Bull KontroWersy – seria freestyle’owych bitew, podczas których uczestnicy rywalizują w formule 1 vs 1. Ich orężem są słowa, których muszą używać na tyle sprawnie, aby pokazać swoją wyższość nad rywalem. Eliminacje do edycji 2019 odbywają się: 9 maja w Poznaniu (Wielkie Grillowanie UAM), 10 maja w Rzeszowie (Rzeszowskie Juwenalia), 17 maja w Warszawie (Gardenalia UW), 24 maja w Gdyni (Delfinalia). Wielki finał – 25 maja – także w Gdyni. Zgłoszenia do eliminacji pod adresem: redbull.pl/kontrowersy.
Ktoś może zapytać: co ma komik do rapu, ale ty z KontroWersami masz wiele wspólnego. Choćby to, że też brałeś udział w konkursach dla młodych komików – tam też trzeba było wyjść na scenę i zwrócić na siebie uwagę. Jak w KontroWersach.
Błażej Krajewski: Tak jak mówisz, mamy trochę wspólnego. Widzę sporo podobieństwa w stand-upie i freestyle'u. Doceniam też bardzo to, co robią freestyle’ujący. Że też ćwiczą punche, zależy im na tym, by były krwiste i wyraziste. Dużo improwizują. I to mi się bardzo podoba, sam jestem bardzo ciekaw, jak to wszystko wypadnie na żywo. Liczę, że ludzie przyjmą mnie w roli jurora jednak pozytywnie. Wiesz, że nie będę taką Małgorzatą Foremniak z „Mam talent!”. (śmiech)
Za młody jesteś na Foremniak.
A tam. (śmiech)
Pamiętasz, jak przygotowywałeś się do tych swoich pierwszych zawodów?
Wykułem materiał na blachę i wsparłem się paroma trunkami, ale tego drugiego dziś zdecydowanie nie polecam, bo zapomniałem przy okazji trochę tekstu. (śmiech) Ale na moim pierwszym open micu było chyba OK. Może nie rozwaliłem od razu sceny, może nie skandowali mojego imienia, ale wystarczyło, żeby popchnąć to dalej.
Co cię skłoniło, żeby spróbować swoich sił w takim konkursie?
Cała przygoda ze stand-upem zaczęła się u mnie chyba od YouTube'a i od jakiegoś stand-upu amerykańskiego. Bardzo mi się podobało, co Amerykanie w nim robili, a że w Polsce ta sztuka nie była wtedy jeszcze tak popularna, to pomyślałem, że może warto spróbować swoich sił. Do tego ów konkurs, czyli ten open mic, miał miejsce w Bydgoszczy, więc wiesz – w tym mieście to była totalna egzotyka, coś co przykuwało uwagę. Czułem, że muszę tam pójść. Powiedziałem: idę, najwyżej będzie przypał, ale chcę spróbować. I chyba dobrze zrobiłem. (śmiech)
Bez udziału w takim open micu nie byłbyś dziś tu, gdzie jesteś?
To na pewno dodało mi wiary. Polecam zresztą podobne konkursy i przeglądy nie tylko początkującym standuperom, ale wszystkim, którzy się marzy kariera na scenie. Początki mogą być ciężkie, ale trzeba próbować. Jak dostaje się na starcie wiatru w żagle, to na pewno później jest łatwiej. A już zwłaszcza wtedy, gdy nie masz bogatego wujka, albo kogoś, kto pisze programy za ciebie – w stand-upie nic nie dadzą znajomości, bo żarty trzeba napisać i opowiedzieć samemu. Dlatego występy to jedyna droga, żeby wybić się poza swoim podwórkiem. Na żywym organizmie musisz sprawdzić, czy masz to coś, czy nie. Występ przed publicznością jest decydujący.
Myślałem, że twoimi pierwszymi występami były te rodzinne – np. sypanie żartów przy wigilijnym stole. Albo telefony do „Hugo” w Polsacie.
(śmiech) Nie, kiedy byłem mały to zazwyczaj chodziłem do kąta za te wszystkie moje żarty. A Hugo i Ivona wzięli się stąd, że pisanie żartów szło mi na początku jak krew z nosa. I musiałem szukać innych rozwiązań. Przypomniałem sobie wtedy, ze gdzieś kiedyś, jeszcze w gimbazie, udawałem cudze głosy i fajnie mi to wychodziło.
Byłeś takim szkolnym zgrywusem?
Tak się mówi, ze komikami zostają szkolni klowni. Ale uważam, że klown to obraźliwe określenie. Ja często wolałem się zbłaźnić, byle było zabawnie. Bo lubię kiedy jest po prostu śmiesznie. Dlatego szedłem w komedie, bo w innych dziedzinach niekoniecznie mi szło, musiałem nadrabiać humorem. Moim zdaniem lepiej jest się pośmiać niż siedzieć i się smucić. Takie podejście jest mi zdecydowanie bliższe niż patrzenie na siebie spode łba.
No dobrze, ale kiedy już usiądziesz w jury KontroWersów to na co będziesz zwracać szczególnie uwagę?
Na grube punche. Liczę na inteligentne, pokręcone przekminy. Wiesz, ja przez tę szkołę roastów w stand-upie, głodny jestem tekstów ryjących nieco psychikę drugiej osoby. (śmiech) Dlatego mam nadzieję, że na żywo będzie dużo ostrych, ale i inteligentnych puent. Ostrych nie znaczy jednak wulgarnych! Chodzi mi o samą treść, żeby była wyrazista i dosadna. Samymi ku*wami nikt u mnie nie wygra.
Do KontroWersów można się przygotować, jasne, ale tu jednak liczy się sytuacyjny freestyle, improwizacja. Na ile ty improwizujesz w trakcie występu?
Improwizacja to jednak u mnie tylko jakąś cząstka. Ja skrzętnie przygotowuję i pracuję nad swoim programem, choć muszę przyznać, ze impro też jest fajne i też się u mnie pojawia – dodaje moim występom naturalności. Myślę, że jeśli jest się dobrze przygotowanym do występu plus potrafisz improwizować, to znaczy, że masz realne szanse roznieść każdą scenę.
Niech zgadnę – momenty improwizacyjne pojawiają się wtedy, gdy ktoś z widowni próbuje cię wybić z rytmu?
Tak, gdy ktoś chce być fajniejszy od występującego. Wtedy z reguły albo się z kimś takim rozmawia, albo… mówi mu się dosadnie, żeby przestał do mnie rozmawiać. Ale nawet wtedy zależy mi na tym, żeby nikogo przy tym nie obrazić.
Bo zły punch może boleć całe życie.
(śmiech) Tak, powinna być nawet taka kampania!
A są tematy, z których nie chcesz, nie potrafiłbyś żartować na scenie?
Moim zdaniem nie ma tematów tabu. Jeśli zechcesz, każdy żart zawsze się obroni. Wszystko zależy od tego, jak go sprzedasz. Jeśli miałbym się jednak do czegoś przyznać, to nie przepadam za rasistowskimi żartami albo takimi, w których cierpią mniejszości. Jacyś ludzie i tak już przez los poszkodowani.
Ciekawe co na to twój brat. Łysy, chudy patol z twojego programu.
Mam brata, faktycznie, ale to nie on. (śmiech) Muszę ci powiedzieć, że mój brat odcierpiał już swoje w pracy – męczyli go tam przez jakiś miesiąc, ale chyba już im przeszło. Tak naprawdę on jest informatykiem, zupełnym przeciwieństwem postaci w moim żarcie. Pozdrawiam cię Radek, jeśli to czytasz.
To skąd się wziął patol?
Sprzed klatki schodowej. Wiesz jak jest, nietrudno trafić na takich. Na ulicach masz przeróżnych ludzi, także w Bydgoszczy – uwielbiam to miasto, wystarczy się przejść i zbierasz mnóstwo inspiracji. Na ulicach polskich miast jest ich pełno.
Czyli raperzy, z których żartujesz, że każą ci „sprawdzić to g*wno”, też muszą być Bydgoszczy. Ty jesteś fanem hip-hopu?
Lubię hip-hop, ale nie tylko. Nie jestem jakoś specjalnie umuzykalniony, ale uwielbiam różną muzykę. Słucham jej ile mogę, bo moim zdaniem rozwija umysł i wyobraźnię, daje same plusy. Co prawda nie tańczę, ale chętnie puszczam sobie winyle w domowym zaciszu.
Winyle? Poważna sprawa, zwłaszcza w dobie popularnych streamingów.
Jestem oczywiście na czasie, streamingi znam i też korzystam, ale tylko winyl zapewnia ten wyjątkowy klimat. Żadne empetrójki tego nie dają.
Czyli zdarza ci się więc wejść do dyskontu po codzienne zakupy, a wychodzisz z winylami?
Jasne, mam kilka winyli z dyskontu, można tam trafić na fajne tytuły, ale ciekawsze rzeczy dzieją się, gdy decydujesz się kupić Playstation w promocji. Mnie się kiedyś zdarzyło i ochroniarz odprowadzał mnie z tym plejem do auta. (śmiech) Poczułem się wtedy jak prawdziwa gwiazda.
Wróćmy jeszcze do muzyki – załóżmy, że dostałeś super zlecenie na swój następny program, który miałby być w całości oparty na muzycznych motywach. Z kogo byś w nim żartował?
Kurczę, nie mam takiej gotowej listy ludzi, z których chciałbym się pośmiać. Albo których nie lubię i tym bardziej chciałbym się pośmiać. W moim najnowszym programie naśladuję kilku raperów, więc jeśli ktoś jest zainteresowany, zapraszam na moje występy. Używam głosu na przykład takiego jednego pana, żywej legendy polskiego hip-hopu, który ma mega wyrazisty głos i zawsze mnie zastanawiało, czy on tak samo brzmi w normalnym życiu, jak na płycie. Że wchodzi na przykład do piekarni i tym swoim mocnym głosem kupuje bułki. Ciekawa sprawa.
Mógłbyś może pożartować z Te-Trisa, który będzie siedział w jury KontroWersów obok ciebie.
Mam nawet kilka takich żartów, ale nie wiem, czy się odważę. (śmiech) Wiesz, dla mnie siedzenie przy Te-Trisie to coś niesamowitego. Przecież ten człowiek to legenda. Turbo inteligentny raper, poznałem go osobiście, świetna postać. Spróbuję go jakoś podejść. (śmiech)
Te-Tris niewątpliwie ma to „coś”, z czym moim zdaniem trzeba się jednak urodzić, by być mocnym na scenie. Bo freestyle, jak i stand-up, chyba musisz mieć w sercu, żeby coś w nich znaczyć, nie sądzisz?
Myślę, że trzeba mieć przede wszystkim mega zajawkę. Że musisz tym żyć, pasjonować się. Tak samo w stand-upie, jak i freestyle’u, możesz sobie wymyślić dwa punche czy żarty, pewnie, ale żeby zrobić coś więcej i coś na tej scenie znaczyć, potrzebujesz na pewno włożyć w to swoje serce. Musisz się w to wkręcić na dobre, kochać to, ale cały czas przy tym być sobą. Tak ja to widzę. Życzę powodzenia, pozdrawiam, Paolo Coelho.