Drift
Przygoński buduje swój urodzinowy prezent
Praca nad ponad 1000-konną Toyotą Kuby Przygońskiego zwaną "Diabłem" pochłonęła aż 1500 godzin!
Dostaliście kiedyś nietrafiony prezent, z którym nie wiedzieliście, co zrobić? Książkę kucharską, chociaż nigdy nie zrobiliście dania bardziej wykwintnego, niż kanapka z serem? Zimowe ubranko dla psa, chociaż… nie macie psa? Albo samochód w kolorze, który zupełnie wam nie odpowiada? Obchodzący urodziny 24 marca Kuba Przygoński nie ma takiego problemu. Nasz najlepszy motocyklista w historii Dakaru sam zadbał o siebie i… buduje auto na zbliżający się sezon driftowy. Tylko nam zdradził, jak powstaje najmocniejszy samochód w polskim drifcie!
Kuba Przygoński: Mój samochód zbudowany jest na bazie toyoty GT86, ale tak naprawdę auto zostało całkowicie zmodyfikowane. Sześciocylindrowy silnik o pojemności 3,4 litra z toyoty supry wygenerował na hamowni 1068 koni mechanicznych! To naprawdę potężna moc.
Ale ona nie decyduje o wszystkim. W drifcie moc większości maszyn przekracza 600 km – to takie minimum pozwalające rywalizować z najlepszymi. Ponad 1000 koni czasem pomaga, ale innym razem może utrudnić jazdę, bo okiełznanie takiego potwora naprawdę nie jest łatwe.
To nie są zawody na ¼ mili, gdzie dodaje się tylko gazu. Tu liczy się technika, wyczucie samochodu, precyzja i panowanie nad rozpędzonym autem. Na razie samochód jest cały biały, a karoseria składa się z nitowanych komponentów. Kiedy zestroję ostatecznie silnik i wszystkie parametry, auto dostanie nowiutka szatę, przygotowaną specjalnie na sezon 2016.
Czasem żartujemy sobie, że to auto jest jak tatar – surowe, proste i daje mnóstwo mocy (śmiech). W kabinie jest tylko to, co absolutnie niezbędne. Fotel kubełkowy, kierownica sportowa, sekwencyjna dźwignia zmiany biegów i hydrauliczny hamulec ręczny. Do tego najważniejsze wskaźniki pozwalające chronić silnik, czyli temperatura oleju, wody, ciśnienie oleju i doładowania. Wszystko to pozwala mi kontrolować parametry jednostki napędowej.
Za fotelem kierowcy zamontowana jest butla z podtlenkiem, czyli nitro. Ten mechanizm dodaje jeszcze 70 koni. Samochód jest też oczywiście wyposażony w klatkę bezpieczeństwa.
Przerobiliśmy całe przednie zawieszenie tak, by koła składały się do kąta 70 stopni. To pozwala właściwie zawrócić w miejscu. Tylne zawieszenie również przeszło kompletną modyfikację pod kątem driftowym. Sekwencyjna skrzynia biegów. Dyfer specjalnie do driftu, pozwalający zmieniać przełożenia. Chłodnice umieszczone są z tyłu w bagażniku. Po to, żeby rozłożenie masy było lepsze. W tej chwili mam 52% masy z przodu i samochód dzięki temu jest bardzo stabilny na drodze.
To już końcówka przygotowań auta do sezonu. Docieramy silnik, stroimy, sprawdzamy z mechanikami ostatnie ustawienia, no i oczywiście testujemy. Budowa pochłonęła ok. 1500 godzin pracy. Większości części nie da się nigdzie kupić i trzeba ja po prostu samemu przerobić, dostosować. Jest to naprawdę żmudna i precyzyjna robota.
Najważniejsze, żeby samochód dobrze się prowadził. Jest kilka teorii ustawienia geometrii. Ja nie potrzebuję dużego negatywu w ustawieniu przednich kół, bo dzięki znakomitemu dobraniu i zgraniu wszystkich parametrów, auto świetnie i płynnie przechodzi z jednego uślizgu w drugi.
To najszybszy samochód, jakim kiedykolwiek jeździłem, a próbowałem wielu (śmiech). Prowadziłem pewnie większość sportowych aut, ale takiego strzału adrenaliny nie dał mi jeszcze żaden pojazd.
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, zdjęciami i filmami, z dyscypliny która interesuje Cię najbardziej? Zapisz się na newsletter już teraz, a na pewno nie przegapisz najlepszych newsów.

