Surfing

Co słychać u: Zuzy Czaplińskiej i Wojtka Gajdy?

Czy może być coś lepszego od dzielenia pasji ze swoją drugą połówką? Teraz para raportuje z Filipin.
Autor Paweł Czarowski
Idealna baza wypadowa na spot
Idealna baza wypadowa na spot
Zuza: Polska to piękny kraj, ale nie od dzisiaj wiadomo, że w okresie jesienno-zimowym pogodowo raczej nie rozpieszcza. Dlatego też zniechęceni deszczem, zimnem i bladymi jak ściana odbiciami naszych twarzy w lustrze, postanowiliśmy kupić bilety, spakować walizki i przenieść się na parę miesięcy w jakieś zdecydowanie bardziej sprzyjające szczęśliwemu życiu miejsce. Jako że w moim sercu już od kilku lat gości Azja, a Wojtek bez przerwy wspominał „jak to świetnie było rok temu na CWC”, wybór miejsca nie był chyba dla nikogo zaskoczeniem. Padło na Filipiny. Za pierwszy cel obraliśmy wspomniany wcześniej wakepark.
Połączyła ich pasja do sportów wodnych
Połączyła ich pasja do sportów wodnych
Wojtek: Nauczony wydarzeniami z poprzedniego roku, nie zachowałem się jak typowy wakeboarder i na kablu pierwszego dnia spędziłem nie pięć, a dwie godziny. Dzięki temu mogłem pływać kolejnych dziesięć dni, stopniowo zwiększając ilość czasu na wodzie. Ostatecznie jednak siadły mi kolana (starość nie radość – przyp. Zuza) i okazało się, że potrzebuję dłuższej przerwy, żeby mogły się zregenerować. Zuzy na kilkudniowy wypad długo namawiać nie musiałem – w zasadzie to tak bardzo tęskniła już za kitem, że wyjechała na Boracay dwa dni przede mną.
Wojtek na pełnym stylu
Wojtek na pełnym stylu
Zuza: Boracay przez ostatnie trzy lata było moim zimowym domem, więc nic dziwnego chyba, że nie mogłam się wręcz doczekać, aż zobaczę znowu wszystkie znajome miejsca i twarze. Po nocy spędzonej w autobusie z Nagi do Manili, i kolejnej na promie z Manili na Boracay, wyspa przywitała mnie pełnym słońcem i idealnym wiatrem. Przyjeżdżając na miejsce nie miałam jeszcze załatwionego żadnego zakwaterowania („bo na pewno coś w normalnej cenie się znajdzie, mimo że to środek sezonu”) ale zamiast szukać sobie pokoju, porzuciłam wszystkie torby w kącie szkoły kajta i poleciałam prosto na wodę. Pływanie pierwszy raz od 5 miesięcy, w otoczeniu znajomych, na nowiutkim sprzęcie prosto z worka, na spocie, który znam jak własną kieszeń – bezcenne. A jako że problemy mają to do siebie, że często rozwiązują się jakoś, jeśli tylko się nimi zbytnio nie przejmujemy. A mieszkanie znalazło się kilka godzin później samo.
Zuza w swoim żywiole
Zuza w swoim żywiole
Wojtek: Dzięki temu, że Zuza na Boracay jest jak u siebie i przybyła tam wspomniane dwa dni wcześniej, kiedy przyjechałem wszystko czekało już gotowe. Zakwaterowanie robiło wrażenie – dom położony na wzgórzu, z pięknym widokiem na zatokę pełną latawców. Mimo że Boracay to bardzo znana miejscówka kite’owa, podczas naszego pobytu na kite’cie nie pływałem, bo przyjechałem głównie po to, żeby dać odpocząć kolanom. Zuza rolę przewodnika wzięła sobie bardzo mocno do serca i po trzech dniach zwiedzana wyspy błagałem o odpoczynek. Byłem na wszystkich plażach i chyba w każdym miejscu wartym zobaczenia. Jednym z nich, chociaż dosyć zatłoczonym, jest White Beach – najpopularniejsza plaża, na całej długości usiana rozmaitymi barami. Podczas wypadu stuknęła mi trzydziestka i na kolację wybraliśmy się na przepyszne krewetki w sosie mango – danie sztos, polecam, Wojciech Gajda.
Wieczory mają swój niepowtarzalny klimat
Wieczory mają swój niepowtarzalny klimat
Zuza: Niestety podczas mojego 10-dniowego pobytu trafił się czterodniowy sztorm, który skutecznie uniemożliwił mi normalne pływanie, ponieważ... zbyt mocno wiało (o losie). W niektórych momentach dało się polatać z pełną mocą na 7m latawcu, ale większość czasu wiatr był tak silny i szkwalisty, że o pływaniu mogłam zapomnieć. Fajnie jednak było zobaczyć starych znajomych (na Boracay co roku przyjeżdżają pracować prawie ci sami ludzie, więc po kilku spędzonych tam sezonach zna się praktycznie całą plażę), no i pokazać Wojtkowi gdzie spędzałam czas, i co właściwie robiłam na wyspie przez ostatnich kilka zim.
Raz na wodzie, raz... nad wodą
Raz na wodzie, raz... nad wodą
Wojtek: Kolana odpoczęły i cichy głos w głowie podpowiadał, że czas wracać, że czas zacząć nagrywać edit. Głos w głowie nie spodziewał się tylko, że droga powrotna będzie jak przeprawa przez piekło. Nasz prom spóźnił się bagatela 5 godzin! W efekcie nie zdążyliśmy na transport i musieliśmy zaliczyć noc na stacji autobusowej. Uwierzcie mi na słowo – stacje autobusowe w Manili w niczym nie przypominają tych w Polsce. Żeby tego było mało, nasz autobus po drodze się zepsuł i dowiózł nas na miejsce z czterogodzinną obsuwą. Łącznie cała podróż zajęła nam ponad 40 godzin (odległościowo to jakieś 700 km). Na miejscu zrobiliśmy krótkie rozpływanie i zacząłem nagrywać materiał. Przy okazji nagrywam też odcinki King of Wake TV, ostatnio zajarałem się robieniem zdjęć.
Połowa wyjazdu zleciała, a my już robimy plany na kolejne wypady w wakacje. Jeśli chodzi o Filipiny, to pewnie wrócimy tu też w przyszłym roku. Jest to w końcu idealne miejsce dla ludzi, którzy tak jak my chcą połączyć ze sobą więcej niż jedną sportową pasję. Zapraszamy do śledzenia naszych poczynań na mediach społecznościowych!
Pozdrowienia ze słonecznych Filipin!
CWC to jeden z najlepszych wakeparków na świecie
CWC to jeden z najlepszych wakeparków na świecie
Zuzę i Wojtka możecie śledzić na ich profilach na Instagramie i Facebooku:
Zuza
Wojtek
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, zdjęciami i filmami, z dyscypliny która interesuje Cię najbardziej? Zapisz się na newsletter już teraz, a na pewno nie przegapisz najlepszych newsów.