Napalm Death robi hałas
© Drew Gurian/Red Bull Content Pool
Muzyka
Nie tylko „Despacito”: muzyczne rekordy świata
„Powolutku, chcę poczuć zapach twojej szyi, powolutku” – śpiewa Luis Fonsi. Ale jego hit bije rekordy popularności szybciej, niż on sam mógł się tego spodziewać.
Autor Tomek Doksa
Znałeś jeszcze kilka miesięcy temu człowieka o nazwisku Fonsi? Ja też nie. Śpiewa na amerykańskiej scenie od 1998 roku, nagrywał dotąd m.in. z Christiną Aguilerą, wygrał nawet latynoską Grammy za piosenkę „Aquí Estoy Yo”, ale… Naprawdę głośno, i już po dwóch stronach Atlantyku, zrobiło się wokół niego dopiero za sprawą melodii „Despacito” – która tego lata potrafi wyskoczyć nawet z lodówki. Zarówno w wersji oryginalnej, jak i w licznych przeróbkach, których każdego dnia przybywa coraz więcej. Tak samo zresztą, jak i wyświetleń na YouTube i odtworzeń w serwisach streamingowych. Zaskoczeni internauci pytają na forach: jak to możliwe, że ta jedna piosenka została już w samym YouTube włączona ponad 3 miliardy razy? W ledwie sześć miesięcy od premiery, ustanawiając nowy rekord świata? No cóż, spora w tym zasługa Justina Biebera, który udzielił się w jednym z remiksów oryginalnego nagrania i za jego sprawą piosenka nagle stała się bardzo popularna poza hiszpańskojęzycznymi rynkami (sam remiks dobił w sierpniu do 400 mln wyświetleń). Ale śmietankę oczywiście spija Fonsi, mówiąc dziś nieskromnie w wywiadach: „Czuję się wyjątkowo, bo udało mi się nagrać jednocześnie coś prostego, ale bardzo chwytliwego”. Abstrahując od jakości samej kompozycji trzeba mu jednak przyznać – młodzież równie wielkiego muzycznego hitu nie zna i nie pamięta.
Świat muzyki jednak, jak i ten sportu, to niekończąca się rywalizacja. O miejsca na listach przebojów, o jak największą słuchalność, o jak najwięcej wyróżnień walczy się tu zaciekle od dekad, dlatego niejeden muzyk Fonsiemu dzisiaj zazdrości, że to właśnie on rozbił muzyczny bank. Ale też z drugiej strony - nie on pierwszy zapisał się w historii popkultury dziejowym wyczynem. I na fali popularności „Despacito” warto przypomnieć kilka innych rekordowych osiągnięć ludzi ze świata muzyki.
Rekord obserwowany
W temacie jeszcze YouTube'a – człowiek, który pomógł rozprzestrzenić się „Despacito” po świecie sam może się pochwalić kilkoma rekordami wpisanymi do Księgi Guinnessa. Jednym z nich jest najczęściej obserwowany kanał YT, innym – najwięcej jego wyświetleń. Justin ma też w swoim dorobku najczęściej odtwarzany utwór w ciągu jednego tygodnia na Spotify („What Do You Mean?” włączono 30,723,708 razy) i spore osiągnięcie na rynku brytyjskim – jako pierwszy artysta zanotował aż trzy swoje numery na ścisłym szczycie UK Singles Chart jednocześnie („Love Yourself” na miejscu 1., „Sorry” na 2. i „What Do You Mean?” na 3.).
Rekord dosłowny
Zostawmy już jednak rekordy wyświetleń i followersów, a skupmy się na osiągnięciach wymagających nie tylko marketingowego polotu. Pamiętasz numer „Rap God” Eminema z 2013 roku? Ten do dziś pozostaje utworem, w którym wykorzystano najwięcej słów – aż 1,560 użytych w niespełna 6 minut. Tyle było raperowi potrzebnych, by w jednym kawałku nawinąć m.in. o Monice Lewinsky, Ice Cubie, Tupaku, Run-DMC, Dr Dre czy Eazy-e. Wszystkie one natomiast pomogły mu zanotować inny imponujący wynik na liście Billboardu – „Rap God” był jednym z czterech singli, które w listopadzie 2013 wylądowały w pierwszej dwudziestce amerykańskiego notowania.
Rekord najkrótszy
Tak, nie przesłyszałeś się. To najkrótszy singel w historii. Wszystko dlatego, że ten z pozoru nie różniący się od innych - robiących na płytach za intro czy outro krótkich przerywników - „utwór” został przez Napalm Death w 1989 roku wydany na siedmiocalowym singlu. A singel to singel, trzeba szanować.
Rekord mocno zmrożony
Minus trzydzieści i grać koncert? Szacunek dla pana. Charlie Simpson znany z zespołów Busted i Fighstar, widocznie chciał zapisać się w historii muzyki czymś innym niż tylko grą w tych kapelach i postanowił w pojedynkę dać występ na syberyjskim mrozie, co – jak widać na załączonym obrazku – nie zostało niezauważone. Trzydzieści stopni na minusie i widzowie bili brawo. Zatem było warto.
Rekord wirtualny
Czyli ponad siedem milionów sprzedanych egzemplarzy debiutu Gorillaz w ciągu ledwie pięciu lat, które przełożyły się na wpis do Księgi Guinnessa pod hasłem „najbardziej utytułowany zespół wirtualny”. Albo animowany, jak kto woli. Nie był to jednak pierwszy rekordowy wynik Damona Albarna i jego ekipy. Gorillaz mają też w swojej kolekcji tytuł – uwaga – zespołu z najlepszą ściągalnością dzwonków na telefon. Tak, kiedyś się je ściągało.
Rekord na piątkę
Ten należy do Katy Perry. Czyli pierwszej w historii artystki, której aż pięć singli z jednego albumu wylądowało na szczycie amerykańskiej listy przebojów. Mowa o płycie „Teenage Dream” i piosenkach „Last Friday Night (T.G.I.F.)”, „California Gurls”, „Firework”, „E.T.” oraz utworze tytułowym. Wcześniej udało się to tylko Michaelowi Jacksonowi – w 1987 roku, kiedy cały świat słuchał jego albumu „Bad”. To się nazywa american i teenage dream w jednym.
Rekord cyfrowy
Luis Fonsi może się chwalić miliardowymi odtworzeniami na YouTube, ale to nie on wcale jest tu największym wygranym. W dobie niskiej sprzedaży albumów na kompaktach i winylach, ważną formą zarobku dla artystów jest sprzedaż cyfrowych plików z muzyków – a na tym polu prowadzi Rihanna, właścicielka rekordu najczęściej ściąganych legalnie piosenek. Jej hit „Love The Way You Lie” kupowano ponad 11 mln razy, „We Found Love” ponad 9 mln, a „What's My Name” – 6 mln.
Rekord międzykontynentalny
Siedem kontynentów w ciągu jednego roku? Dla wziętego obieżyświata to pewnie żaden wyczyn, ale dla dużego i dość zajętego zespołu – to już osiągnięcie wybitne. Ale Metallice się udało, w 2013 roku. Dotarła wtedy nawet na Antarktykę, ale… rekordu Charliego Simpsona (patrz wyżej) nie udało jej się przy okazji pobić.
Rekord najszybszy
Bo zdobyty w ciągu tygodnia za najlepszą sprzedaż jednej płyty w Wielkiej Brytanii. Należy do Adele, której album „25” sprzedał się w siedem dni w ponad 800 tys. egzemplarzach (wliczając i kompakty, i wersje cyfrowe). Próbował ją w tym roku gonić Ed Sheeran z krążkiem „÷”, ale po tygodniu zatrzymał się na pułapie 672 tysięcy sztuk. To mu daje trzecie miejsce w tym wyścigu – na drugim są chłopaki z Oasis, z album „Be Here Now” (z wynikiem 696 tys.). Ale, nie przejmuj się Ed.