DJ Kebs przy pracy nad "Elementarzem"
© Konrad Lewandowski
Muzyka

DJ Kebs: Samplowanie rąk nie brudzi

DJ Kebs, czyli jeden z najbardziej zapracowanych polskich didżejów opowiada nam o kulisach powstania mixtape'u „Elementarz”, występie na Stadionie Śląskim i koncertach z Sokołem.
Autor: Marcin Misztalski
Przeczytasz w 11 min
Jak definiujesz dzisiaj termin mixtape?
Niestety jako coś, o czym się już trochę zapomniało. Teraz miksy z reguły powstają na bazie własnych produkcji, plus dorzucane są do nich luźne zwrotki, ewentualnie blendy. Brakuje mi natomiast takich z samą muzyką. Zostały one wyparte przez youtube'owe podcasty i proste sety na SoundCloudzie. Termin mixtape od zawsze kojarzył mi się z jakimś zamysłem i myślą przewodnią. Oczywiście cały czas rzeczy wartościowe powstają, ale w mojej ocenie jest ich dużo mniej niż jeszcze kilka lat temu. Kiedyś mixtape był dla didżejów również formą promocji. Dziś mogą oni promować się przez media społecznościowe i nie czują potrzeby kompilowania takich projektów – sam znam kilku didżejów, którzy nie mają na koncie ani jednego mixtape'u. Trochę im się nie dziwię, bo w zalewie muzyki słuchalność miksów jest często minimalna. Niewiele projektów przebija się do szerszej publiki, a jeśli już się przebijają, to właśnie te, które są oryginalne.
Kiedyś miały też formę edukacyjną...
Ależ oczywiście. Pamiętam, że wiele dowiadywałem się z płyt DJ-a Mario, ale i z raportów płytowych Druha Sławka, czy z audycji w Radiostacji. Uwielbiałem i bardzo chłonąłem mixtape'y Beat Junkies, Cut Killera, Twistera czy Dobrego Chłopaka. Co do dzisiejszego pierwiastka edukacyjnego – myślę, że cały czas jest on gdzieś zachowany. Ja przykładowo słucham wielu zagranicznych miksów, od didżejów, którzy w zajebisty sposób zdają regularny raport muzyczny. Można się z nich dowiedzieć o wielu świetnych nowościach. Nieraz zdarzyło mi się użyć w swoich setach utworów, które znalazłem w tych wyselekcjonowanych mixtape'ach z zagranicy. Na pewno przydałby się w Polsce autorytet, który raz na jakiś czas nagrywałby miks z aktualną, wartą sprawdzenia, muzyką. DJ Tuniziano to osoba, która chyba zrobiła najwięcej didżejskich kompilacji w naszym kraju. Brakuje mi trochę muzyki, która wychodziła spod jego rąk. Mam nadzieję, że jeszcze coś od niego usłyszymy.
Należysz do osób, które starają się regularnie wypuszczać miksy na fizykach. Z jakim spotkały się zainteresowaniem?
Wydaję je, bo chcę zostawić po sobie stricte didżejskie wydania, coś w stu procentach mojego, pod czym mogę podpisać się swoim nazwiskiem. Dotychczasowe miksy spotykały się z pozytywnym odbiorem. Trafiały do ludzi bezpośrednio związanych z didżejingiem, ale i do zwykłych słuchaczy hip-hopu. Moje pierwsze solowe wydanie „Sound_Jungle_Tour_Guide” puściłem do obiegu w czasach Hifi Bandy, w 2010 roku. Na krążku znalazło się kompletnie coś innego niż to, do czego mogliśmy przyzwyczaić słuchaczy. Na kompilację trafiła głównie newbeatowo-elektroniczna mieszanka. Mimo to, wszystkie krążki rozeszły się, a wytłoczyłem 300 sztuk. Stworzyłem też mixtape z DJ-em Steezem, „Mixtape Prosto”, czy dwie płyty dla Rap History Warsaw – dedykowaną wytwórni Def Jam i z kawałkami z 1993 roku. Pamiętam, że miałem możliwość wyboru rocznika i bez wahania postawiłem na rok, kiedy ukazał się debiut Wu, kolejny album A Tribe Called Quest, pierwszy krążek Black Moon i wiele, wiele innych genialnych produkcji. To chyba mój ulubiony rok w historii hip-hopu.
Wielu mówi, że wasz „Elementarz” to najlepszy mixtape w historii polskiego rapu...
Bardzo mi miło, gdy ktoś tak uważa. Kompletnie nie spodziewaliśmy się, że projekt odbije się tak szerokim echem wśród słuchaczy i twórców. Myśleliśmy, że ludzie potraktują „Elementarz” tylko jako ciekawostkę. Dostaliśmy fajny feedback od raperów, m.in. od Peji, Sokoła, chłopaków z Molesty i Miuosha. Niektórzy z nich nie wiedzieli nawet, z czego jest dany sampel. Fizyki sprzedały się w zadowalającym nas nakładzie, zrobiliśmy dotłoczenie, a właśnie ruszyliśmy ze sprzedażą płyt analogowych. Wydajemy woski, bo ludzie bardzo o nie prosili. Kilka osób zapowiedziało wręcz, że kupią sobie z tej okazji gramofon. (śmiech) Pisały do nas również osoby, które nie mają gdzie odtwarzać CD, a kupili swój egzemplarz tylko po to, by postawić go sobie na półce.
Ty wpadłeś na pomysł stworzenia płyty?
Nie pamiętam już nawet, kto wpadł na pomysł, by stworzyć „Elementarz”. Było chyba tak, że przeglądaliśmy swoje katalogi z muzyką i stwierdziliśmy, że mamy tyle sampli, których użyli rodzimi producenci, że musimy stworzyć dedykowany im miks. Wydaliśmy płytę, bo nikt wcześniej nie zebrał tych kawałków w tak muzycznej formie. Wydawało nam się, że będzie to fajne podsumowanie tamtych lat. Oddaliśmy w ten sposób szacunek ludziom, którzy tworzyli polski hip-hop. Była to trochę sentymentalna podróż w czasie. Chcieliśmy również podkreślić wątek edukacyjny tego projektu, stąd np. taka, a nie inna nazwa. Mixtape początkowo miał w ogóle nazywać się „Kto? Nie wiadomo kto" – inspirowaliśmy się zapowiedzią Cinka dla festiwalu „Up To Date” sprzed kilku lat. Później myśleliśmy, że może nazwiemy go... „Fragmenty". (śmiech)
Praca przy miksie chyba do najłatwiejszej nie należała?
Mixtape rodził się dość długo i momentami w bólach. Od pomysłu do realizacji minęło chyba z półtora roku. W pewnym momencie przeleżał kilka miesięcy na dysku, bo... zapomnieliśmy, że go mamy. (śmiech) Konkretna praca nad „Elementarzem” trwała trzy, może cztery miesiące. Spotykaliśmy się raz w tygodniu na pięć godzin. Takich spotkań było około dziesięciu. Na samym początku przeprowadziliśmy większą selekcję numerów, wymyśliliśmy motyw przewodni i sposób, w jaki poszczególne kawałki będziemy łączyć. W trakcie prac okazało się, że mamy klucz, z którego wynikało, że podzielimy płytę trochę miastami - jest wątek warszawski, katowicki, poznański etc. Samemu nagraniu towarzyszyło dużo zabawy, bo sprawdzaliśmy, jak sample zostały pocięte, gdzie zwolnione, przyspieszone, ukryte. Przy okazji odkryliśmy kilka rzeczy. Znaleźć te oryginalne numery było dość łatwo, ale odtworzyć je w taki sposób, jak były zrobione... z tym poszło nam już trudniej. Gdy diggowaliśmy głębiej, to okazywało się, że niektóre samplowane płyty nie były oryginalnymi wersjami utworów, ale wszelakimi remiksami czy wersjami granymi przez orkiestrę. Długo zajęło nam zbieranie płyt, a zależało nam, by większość zgrać z wosków. Udało się. Kupowaliśmy te płyty na bieżąco. Tylko w momencie, gdy nie było już szansy na dostęp do winyla, zdecydowaliśmy się na zgranie utworu w dobrej jakości z sieci. Większość „Elementarza” oparta jest jednak na oryginałach. Każdy fragment płyty od początku do końca zrobiliśmy razem. Jedna osoba klikała na komputerze, a druga - w tym samym czasie – była przy gramofonach i tak na zmianę. Wspólnie też decydowaliśmy o tym, jaki będzie ostateczny kształt.
Jak na tak specyficzny projekt gracie dużo występów na żywo.
I to jest w zasadzie dla nas obu nowość. Zawsze jesteśmy z tyłu, gdzieś za raperami, a tutaj znajdujemy się na świeczniku, gramy pierwsze skrzypce. Samo słuchowisko trwa około godzinę – rozbudowane jest o kilka naszych typowo trikowych wejść. Gramy na cztery gramofony przed tłumem ludzi. Czasami gadamy przez mikrofon, by podkręcić atmosferę. Ludzie często się wzruszają i... patrzą nam na ręce. (śmiech) Z reguły po słuchowisku gramy after. Wydarzenia spotykają się z mega pozytywnym odbiorem.
Tak jak na Stadionie Śląskim w Chorzowie.
Pewnego dnia zadzwonił do mnie Miuosh i powiedział, że nie wyobraża sobie tego wyjątkowego wydarzenia bez naszego „Elementarzowego” seta. Tego dnia na chorzowskim stadionie nie występowały inne supporty, więc było to dla nas nie lada wyróżnienie. Poza tym był to największy koncert w historii polskiego hip-hopu, jaki się do tej pory odbył. Nie ukrywam, że długo ćwiczyliśmy przed występem. Stresu też nie brakowało, przez co, nie uniknęliśmy małych, niezauważalnych dla słuchacza, pomyłek. Z tego, co widziałem, ludzie słuchali nas z zaciekawieniem i przyjemnością. Pierwszy raz miałem okazję zagrać na stadionie i to ze słuchowiskiem – mimo wszystko – trudnym w odbiorze. Nie jest to przecież materiał do tańca.
Co dalej będzie się działo z „Elementarzem"?
Planujemy zagrać jeszcze trochę występów na żywo. Do tej pory uczestniczyliśmy w około 10 wydarzeniach i czekamy na kolejne. Choć nie idziemy na ilość, bo nie przyjmujemy wszystkich zaproszeń. Nie zależy nam na tym, by było nas wszędzie pełno. To wyjątkowy projekt i tak też go traktujemy. Na pewno powstanie druga część miksu, ponieważ zostało nam dużo materiału. Jest jeszcze do przedstawienia kawał muzyki po 2000 roku. Nie mamy dokładnego pomysłu na to, jak będzie to ostatecznie wyglądać, ale biorąc pod uwagę kawałki i sample, które możemy przedstawić, to powinno wyjść z tego coś fajnego. Na pewno musimy poprawić pewne rzeczy pod kątem występów na żywo - wyciągnęliśmy kilka wniosków i wiemy już, które kwestie usprawnić. Myślę, że w zimę zbierzemy się i na spokojnie usiądziemy do drugiego woluminu, działamy bez większego ciśnienia. Wydaje mi się, że to nie będzie niekończąca się opowieść i nie sądzę, byśmy tego kotleta jeszcze później odgrzewali. Nie będzie to już miało sensu.
Sens na pewno miało połączenie zwrotek Hadesa i podkładów nieodżałowanego J Dilli.
„HaDilla Tribute” powstał tak naprawdę w dość spontanicznie i szybkim tempie, bo w zaledwie kilka dni. Zawsze – siłą rzeczy – miałem dostęp do acapelli Hadesa. Kiedyś zacząłem zbierać, totalnie dla zajawki, podkłady J Dilli. W pewnym momencie wpadł mi do głowy pomysł, by je ze sobą łączyć. Dopasowywałem je głównie tempem i klimatem utworów. Zrobiłem z łatwością trzy takie produkcje i poszedłem za ciosem. Kiedy podobierałem wszystkie kawałki, okazało się, że super ze sobą współgrają – zupełnie tak, jakby Hades nawijał pod jego bity. Wysłałem to Hadowi i z miejsca się zajarał. Projekt spotkał się z ciepłym przyjęciem w środowisku, co mnie totalnie zaskoczyło. Wiele osób pytało o kompakty - w pewnym momencie chciałem nawet wytłoczyć płyty, ale odpuściłem. Choć nie jest powiedzenie, że jeszcze do tego pomysłu nie wrócę... zobaczymy. Temat na pewno się nie zdezaktualizował, bo zarówno podkłady Jay Dee, jak i pierwsza płyta Hadesa, to rzeczy, które nie mają swojego terminu ważności.
Pewnie grzebiesz już przy kolejnych produkcjach?
Dobrze trafiłeś z pytaniem, bo właśnie pracuję nad kolejnymi mixtape'ami. Mam na dysku praktycznie gotowy materiał, w którym łączę wokale polskich raperów (m.in. Pezeta i JWP) ze znanymi, reggae'owymi podkładami. Zainteresowałem się takimi blendami, kiedy trafiłem na miksy francuskiego DJ-a Xela. On robił sporo takich rzeczy. Na ten moment mam gotowych chyba z dziesięć numerów. Wyszło to naprawdę bardzo ciekawie. W międzyczasie wpadł mi do głowy pomysł na sklejenie muzyki Pete Rocka z albumu „PeteStrumentals” z wokalami Hadesa i Raka, które trafiły na „Karty sim". Ten projekt skończony jest w połowie, ale jeszcze nie wiem, czy się ostatecznie pojawi. Była też kiedyś myśl, by scalić produkcje Madliba z acapellami „Czasoprzestrzeni”, ale odszedłem od tego. Ponadto jestem bliski zmontowania w pełni autorskiego materiału producenckiego. Będą tam instrumentale, ale też zwrotki raperów i wokalistów z zupełnie innych gatunków. Wypada wypuścić w końcu taki materiał, bo jestem już ze swoich podkładów bardzo zadowolony. Mam już nawet grafikę pod album. (śmiech) Siedziałem przez ostatnie półtora roku, prawie codziennie, wieczorami w studiu i produkowałem muzykę. Poświęciłem dużo czasu, by rozwinąć się jako producent. Myślę, że dalej będę też nagrywał z Sensim kolejne kawałki APP.
DJ Kebs na trasie z Sokołem
DJ Kebs i Sokół
Jak na twoje plany wpływa fakt, że płyta Sokoła została tak dobrze przyjęta i niemalże cały czas jesteście w trasie koncertowej?
Nie pierwszy raz jeżdżę z Wojtkiem na koncerty, a wciąż uważam, że możliwość grania trasy koncertowej z nim jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Potrafimy ze sobą współpracować, czego efektem są setki zadowolonych słuchaczy pod sceną i wyprzedane kluby. Ekipa, z którą podróżujemy, jest bardzo zgrana. Świetnym dopełnieniem naszej ekipy jest Ras, którego obecność na scenie wnosi ogromną dawkę energii. Podczas wyjazdów staram się nie leniuchować i – jeśli jest taka możliwość – to dużo pracuję. Grzebię przy podkładach, zbieram pomysły, słucham muzyki, robię notatki i wszystko to, co mogę zrobić poza sesją w studiu. W ciągu tygodnia realizuję kolejne kroki, które sobie wcześniej założyłem. Działam według ustalonego planu. Nie narzekam.

2 min

Stara vs nowa szkoła - Polish Hip-Hop Festival Płock