Tede
© Red Bull
Muzyka

Z dala od dzbanów, musi być masno

Krótka lekcja młodej polszczyzny w rytmie hip-hopu.
Autor: Tomek Doksa
Przeczytasz w 8 minPublished on
Okazja jest nieprzypadkowa. Wydawnictwo Naukowe PWN ogłosiło na stronach internetowego Słownika Języka Polskiego wyniki plebiscytu na Młodzieżowe Słowo Roku 2018, którym – po ubiegłorocznym „sztosie” – został „dzban”. Starsi słuchacze, wychowani na przykład na Eleni, wspomną pewnie jej piosenkę „Co każe nam?”, w której leci: „Milknie park, cichnie pieśń / Ale wstań, zbity dzban w dłonie weź!”, ale nie. Nie o taki dzban tu chodzi. Młodzieży (choć zapewne nie tylko) zgłaszającej owe słowo do corocznego plebiscytu grało prędzej w uszach to, co kiedyś nawijała Firma w „Czy pamiętasz”: „Bijcie z dala od tych dzbanów i wożących się bananów”, albo Tede w „Kwestii podejścia”: „A k*rwa do mnie się przypie*dalali, zryte dzbany / I pozwalniali tempo nagle tak / Po czym wiatr wieje w oczy jak łapią w żagle swag”.
„Dlaczego ten wyraz zdobywa popularność?” – zastanawia się w komentarzu do werdyktu członek plebiscytowego jury, Marek Łaziński. „Na pewno nie jest niezbędny, ale wpisuje się w tradycyjne skojarzenia głowy jako pustego naczynia” – dodaje. Faktycznie, często to słychać w polskim rapie. Ostatnio na przykład w „Klasygu” u Słonia: „Popularność to dziwka, można się szybko zakochać / Niejeden dzban w to wpadł i zrobił wszystko na pokaz”. Inny juror plebiscytu, Bartek Chaciński, pisząc co prawda, że „tegoroczne wyniki plebiscytu pokazują, że (…) coraz mocniejszy wpływ na polszczyznę mogą mieć – w czasach mediów społecznościowych – działania pojedynczych, konkretnych osób”, na myśli miał bardziej youtuberów (np. Klocucha) niż raperów, jednak przyglądając się słowom wyróżnionym w tym (czy poprzednim) roku, nie można tym drugim odmówić wkładu w popularyzację pewnych wyrazów.
Oni w końcu – jak w 2012 roku pięknie wyłożył to Pezet w numerze „Slang 2” – cały czas gadają slangiem, choć nie są żadnym gangiem. „Gdy żegnasz się z kolegą, mówisz w konta / Jak masz jeszcze spotkać go / Gdy macie zdzwonić się to zdzwonka, albo dzwonka ziom / Nie chodzisz w butach tylko w skokach / Ktoś się pluje to się pulta / I to jest właśnie slang z mego podwórka” – rapując tłumaczył zwroty nie tylko z warszawskiego podwórka.
Rola raperów w popularyzacji słów jest w końcu znacząca od lat. Wiele tych zasłyszanych w hiphopowych numerach weszło już dawno do mowy potocznej. „»Eloo« zostało wymyślone na stołecznym, ursynowskim podwórku przez moich kumpli, całą ekipę Molesty” – przypominał na antenie Polskiego Radia Pelson. „Pozdro 600” – to z kolei cytat z kawałka DJ-a 600 V, a „nic za friko” wzięło się od tytułu kawałka z repertuaru grupy Grammatik.
Żeby nie szukać daleko – „sztos”. Po tym, jak tym słowem zatytułował dwa swoje filmy Olaf Lubaszenko i taki też numer nagrał Kazik wydawałoby się, że nie może ono wygrać plebiscytu na Młodzieżowe Słowo Roku w 2017 roku. A jednak. Chciałoby się powiedzieć: „gimby nie znajo”. Tamte „Sztosy” to w końcu dzieła z końca lat 90., w sztosie najnowszym chodzi zaś o coś innego. U Staszewskiego i Lubaszenki, wyraz ten wywodził się z gwary przestępczej i oznaczał dochodowe oszustwo, u takiego Pro8l3mu to już coś bardziej zajebistego: „Czasem konieczny jest wstrząs i powstaje sztos”. To „coś” ma już Sokół: „Za pięć lat miałbym dużo więcej dziwko / I robię to wciąż, nie grając po remizach / Oni też by mogli, ci wszyscy, którzy klną na swój los / Którzy mówią, że to jeden wielki sztos”, ma też Tede: „Mówią o mnie w kraju: kot gigant / Mówią o mnie: zamiótł, sztos giga”.
Niezły wynik, mordo. A ta też przecież – jakże popularna dziś w mowie potocznej – karierę zrobiła najpierw na rap scenie. „Siemasz mordo, ema wszystkich przywitam / Serdeczne pozdro tam gdzie staje dyliżans” – nawijał w „Osiedlowej sadze” warszawski skład Bez Cenzury. Mordo to inaczej ziomku, kolego. Z szacunkiem jak u Kaza Bałagane i Belmondo: „Pa, jak ten bicik wchodzi, mordo, człowieku!”.
Jest nawet jeden młody raper, któremu tak się ten wyraz spodobał, że wykorzystał go w swojej ksywie. Nazywa się teraz Young Morda i w numerze „Diss na Enderyi” nawet tłumaczy, co znaczy drugie najpopularniejsze młodzieżowe słowo roku 2018: „masno”. „Siedzę przed kompem z nasto / Na ręce G-shock, jest mi masno” – nawija. Czyli jest mu dobrze. Marek Łaziński w komentarzu do plebiscytu tłumaczy, że „masny” to przymiotnik z gwary śląskiej. „Oznacza pierwotnie »tłusty« i zawiera ten sam rdzeń, co masarz i mięso”, a więc idealnie wpisuje się w rap mowę, w której pełno „tłustych” i „sutych” bitów. Zdziwią te słowa zapewne tych, którzy u Dwóch Sławów na przykład, w kawałku „Bą bą bą”, słyszeli: „God damn it, to łódzka fabryka ładnych linijek / Bez przerwy na szczocha i fajki w kantynie / Gramy ambitnie, prawda Astek? / Pokażmy panom; Magda Masny”. Popularne bowiem dziś u młodzieży słowo nie ma nic wspólnego z ulubienicą widzów teleturnieju „Koło fortuny”. Ale – patrz przykład „sztosu” – to znowu lata odległe, których dzisiejsza młodzież nie może pamiętać.
Po niej natomiast pamiętać się będzie „XD” (czyt. iks de) – kolejny wyróżniony w plebiscycie na Młodzieżowe Słowo Roku 2018 wyraz. Gdyby ktoś nie kojarzył, z pomocą idzie Karwel w numerze „Iks de” właśnie: „Mój ziomuś ma depresję, bo go zdradzała dupa / Z tego samego powodu kiedyś bym sam się wyhuśtał / W kłamliwe usta, załóż licznik na swą pi*dę / Kiedy będzie chciała wrócić s*ka, odpowiem jej: iks de”. XD, czyli emotikon, jak podaje Miejski Slangu i Mowy Potocznej, w którym zawiera się śmiech z czegoś tak dziwnego, że aż śmiesznego.
Co innego „prestiż” – z tego teoretycznie nikt się nie śmieje, prędzej zazdrości. Chyba że… popularność tego słowa zapisze się jako „efekt prześmiewczego autorytetu Lorda Kruszwila i podobnych youtuberowych gwiazd” – jak zauważył Marek Łaziński. A najprawdopodobniej to właśnie na fali vlogów Kruszwila właśnie, w których Lord pozuje na młodego (jak śmieją się internauci: pijącego wodę z lodowca i kąpiącego się w mleku) człowieka sukcesu, „prestiż” zyskał w plebiscycie PWNu aż tyle głosów. No i niekoniecznie ma znaczenie pozytywne. Ale przewidzieli to już kiedyś Fisz z Ostrym, rapujący w „Plastiku”: „W tym peletonie ocen już nieważny prestiż / Bo wolę żyć na dole niż wśród elitarnych wieprzy”...
Ewa Kołodziejek: „Wysoką frekwencję wśród zgłoszeń do plebiscytu mają też neologizmy oznaczające przyrodzoną młodzieży wesołość: beka i lol, a także eufemizmy słów wulgarnych, np. kruczi. Wciąż atrakcyjne są też anglicyzmy. Moim zdaniem na uwagę zasługują dwa: cringe [krindż] i essa”. Ten ostatni wyraz śpiewająco wytłumaczyli Wini i Sobota, rapujący w „Essie”: „Oni chcą wiedzieć co to essa, jeden czort / Chcą zrozumieć ten fenomen i ogarnąć go / Nieważne – sercem czy rozumem, poczuć to! / Bo jak się kładą spać do łóżek w uszach wciąż brzmi im to”. No dobrze, a co brzmi im dokładnie? Najczęściej coś niesamowitego, fantastycznego, wtedy... „Kiedy witasz się z ziomkami, kiedy żegnasz się z ziomkami, kiedy po prostu pozdrawiasz ich / Kiedy tańczysz jak szalony, kiedy łamiesz sobie nogi, kiedy bawisz się jak nikt / Kiedy wrogowi są słabi, kiedy nie dają już rady, kiedy wiesz, że mogą skoczyć ci / Kiedy sam się czujesz silny, kiedy sam się czujesz pewny, oni mogą oni tylko stulić pysk”.
Odbierasz ten tekst z lekkim zakłopotaniem? Choć nie możesz się od niego oderwać? To znaczy, że jest dla ciebie krindż. Wojciech Orliński na łamach „Dużego Formatu” pisał o nim, że jest mieszaniną fascynacji i zakłopotania – „krindżu nie należy mylić z pastiszem czy campem, które celowo operują estetyką kiczu i warsztatowej nieporadności. Klasyczny krindż wychodzi niechcący komuś, kto jest przekonany, że po prostu niestety ma talent” – czytamy w jego materiale. I tu znowu z pomocą przychodzi polski rap. A dokładnie numer „Seks” autorstwa Malika Montany i Dioxa. „ASZdziennik” pisał o nim: „Już od rana spływają do nas wiadomości od 43 tys. zaniepokojonych osób, które zdążyły wysłuchać tego kawałka i teraz pragną podzielić się nim z innymi, bo taki krindż trudno jest przeżywać w samotności.”. I, mimo że to prześmiewczy „ASZdziennik”, nie było w tych słowach odrobiny żartu. Prędzej – jak rapował Grubson w „Nowej fali” – „beka jak wąs dyktatora”. Albo lepiej – cytując „Czarne lustra” Pokahontaz – „hasztag pustkowie, LOL”.