Erni i jego Freestyle Lifestyle
© StuntersBlog
Stunt

Ernest i jego Freestyle Lifestyle

Stuntrider Ernest Komorowski opowiada o swojej hiszpańskiej przygodzie życia.
Autor: StuntersBlog dla RedBull.pl
Przeczytasz w 5 min
Zapraszamy na kolejną rozmowę powstałą we współpracy ze StuntersBlog. Freestyle Lifestyle to piękne określenie na „wolny” sposób życia. Każdy z nas ma marzenia. Stuntrider Ernest Komorowski swoim uporem i determinacją spełnił już większość z nich. I ciągle mu mało. Zostawił prawie wszystko, aby móc trenować i śnić na jawie w słonecznej Hiszpanii.
Cześć Ernest, rozpocznijmy od pytania jak to się stało, że zamieszkałeś w Hiszpanii? Myślę, że każdy kto w tej chwili ma za oknem zimową pogodę, na pewno ci zazdrości.
Erni: Witam, zamieszkanie w Hiszpanii było jednym z moich marzeń, ale głównym kopniakiem do spakowania walizek, było… rozstanie z kobietą, jak to w życiu bywa. Jak się coś psuje, to wszystko na raz, więc nie mogąc sobie znaleźć miejsca, spakowałem motocykl, walizki, jakiś materac i ruszyłem do Hiszpanii. Pierwsze dwa tygodnie były niesamowite. Spanie w aucie, pobudka o wschodzie słońca gdzieś na plaży, poranny jogging, prysznic i poszukiwanie miejscówki do jazdy. Spotkałem wtedy ekipę stunterów z Norwegii, którzy zrobili sobie miesiąc wakacji w Hiszpanii. Spędziliśmy razem dużo czasu na wspólnych treningach. Nie planowałem wtedy, że zostanę tu aż tak długo… A minęły już 4 lata. Patrząc wstecz, powinienem chyba podziękować swojej eks-dziewczynie (śmiech).
Jak oceniają ten wyjazd znajomi?
Bardzo różnie. Jedni zazdroszczą, drudzy cieszą się i gratulują. A przyjaciele mają, gdzie wpadać w odwiedziny (śmiech).
Opowiedz trochę o tym, jak trenujesz i jak przygotowujesz się do jazdy.
Wszystko kręci się wokół stuntu. Naprawdę kocham to, co robię. Oczywiście trening kondycyjny również jest ważny. Podstawową sprawą jest siłownia, rower oraz bieganie po plaży. Sprawia mi to dużą radość, więc robię to wszystko z przyjemnością. Nie traktuje tego, jak obowiązek, a raczej jak część życia.
A jak wygląda sprawa treningów stuntu w Hiszpanii? Macie np. problemy z policją?
Tutaj pod Barceloną mamy swoją ulubioną miejscówkę, na której mogę gościć. Ciche, spokojne miejsce w strefie przemysłowej. Jeżdżę tu od kilku lat i nie miałem żadnych problemów, ale w Polsce takowe bywają. Raczej spotykam się z tym, że ludzie z fabryki wyjdą na papierosa, popatrzą, porobią zdjęcia i wracają do swoich zajęć, a ja dalej mogę swobodnie trenować.
Z kim trenujesz?
Bardzo dużo jeżdżę sam. Nowe rzeczy lubię trenować w spokoju. Mogę wtedy skupić się na zachowaniu motocykla, ale już w weekendy na miejscówkę wpada Jon Penna lub wspólnie z Edu Rodrigezem jedziemy do Walencji.
Przejdźmy dalej. Spędziliśmy trochę czasu w Hiszpanii, kręcąc materiały i przyjrzeliśmy się twojemu motocyklowi. Jest to niewątpliwie jeden z lepiej przygotowanych jednośladów do stuntu, mimo, że ma już kilka lat. Jesteś z niego zadowolony? Zamierzasz oddać go kiedyś na emeryturę?
Dziękuję za uznanie. Mam dwa identycznie zbudowane motocykle. Jeden jest w Polsce, a jeden w Hiszpanii. Są to najbardziej popularne motocykle tego sportu – Kawasaki 636 z 2003-04 roku. To prawda – lata lecą, coraz mniej części dostępnych jest na rynku, ciągle awarie wybijają z rytmu, ale kiedy wszystko działa dobrze, naprawdę ten motocykl sprawia wiele radości. Obecnie wielu stunterów przesiada się na nowe „szóstki”. Ja również nie mówię „nie” temu trendowi…
Oprócz Edu i Jona masz jeszcze wielu przyjaciół w Hiszpanii. Z tego, co słyszałem, polubili Disco Polo (śmiech).
To prawda. Jestem jedynym El Polako na zawodach i ustawkach w Hiszpanii. Przyjęli mnie naprawdę miło. Ludzie mają tu zupełnie inną mentalność. Jest bardzo dużo śmiechu, żartów. Międzynarodowe przyjaźnie to zdecydowanie to, po co podróżuje od zawodów do zawodów. Tak naprawdę z własnych kieszeni płacimy za wszystkie wyjazdy, więc gdyby nie to, że spotykamy tam niesamowitych ludzi, nie miałoby to większego sensu. Odnośnie Disco Polo, to fajnie, że o tym wspominasz, bo tym akurat zaraziła mnie moja ekipa CK Customs. Hiszpanie co prawda na początku byli zmieszani, ale jak jest, każdy wie. Niby nikt nie lubi, ale każdy tupie nóżką (śmiech).
Można powiedzieć, że naszym spotkaniem w Walencji pod koniec roku zamknęliśmy sezon. Standardowo muszę zapytać, czy jesteś w pełni zadowolony z roku 2017?
Będę trzymał się tego, że sezon dla mnie się nie kończy – to Ty wróciłeś do Polski (śmiech). Sezon był bardzo intensywny, zleciał strasznie szybko. Tak naprawdę każdego weekendu odwiedzałem inny event – jak nie pokazy, to zawody. Starty na zawodach nie są łatwe – stres, świadomość tego, że ktoś ocenia twoją jazdę, ale uważam, że wykonałem kawał dobrej roboty z moim zespołem i myślę, że 6. miejsce na StuntGP czy 2. miejsce na zawodach w Hiszpanii dodają skrzydeł.
Gdzie podobało ci się najbardziej?
Jeśli chodzi o kibiców, to najlepsi byli na StuntGP w Bydgoszczy oraz na Czech Stunt Day w Ostrawie. To były dwie najlepiej przygotowane imprezy pod względem organizacyjnym i sędziowskim.
A co z planami na 2018? Szykujesz coś specjalnego?
Plany są duże, ale do tego potrzebne są równie wielkie nakłady finansowe. Zobaczymy jak zakończą się rozmowy ze sponsorami i co przyniesie nowy sezon. Nie mam do końca jeszcze zamkniętego kalendarza, gdzie się pojawię czas pokaże.
* * *
Materiał powstał we współpracy ze StuntersBlog