Pod koniec lutego 2026 roku nowi koledzy z drużyny, Remco Evenepoel i Florian Lipowitz, wyruszyli na swoją pierwszą wspólną przejażdżkę na zboczach góry Teide na Teneryfie. Plan zakładał zwykły trening. Zamiast tego obaj pretendenci do zwycięstwa w Tour de France spędzili godziny na rozmowach o wyścigach, upadkach i wyzwaniach, które czekały ich w dalszej części sezonu.
Zanim wrócili, to, co zaczęło się jako trening, stało się czymś więcej: początkiem współpracy, która może zdefiniować całą kampanię drużyny Red Bull – BORA – hansgrohe w Tour de France.
Jak powstała ta współpraca
Tour de France 2026 rozpocznie się 4 lipca w Barcelonie od drużynowej jazdy na czas – etapu, w którym praca zespołowa liczy się bardziej niż indywidualna. Sukces zależy od tego, czy ośmiu kolarzy będzie działać jak jeden organizm, dzieląc się wysiłkiem i utrzymując tempo bez rozbijania formacji.
Dla Red Bull – BORA – hansgrohe pierwszy etap to świetna okazja. Ze światowej klasy specjalistą od jazdy na czas Evenepoelem i wschodzącą gwiazdą z Niemiec Lipowitzem na czele, przygotowania zaczęły się już kilka miesięcy temu. W styczniu dwójka spotkała się na Majorce, żeby przetestować pomysły, zbudować chemię i sprawdzić, czy partnerstwo, które na papierze wyglądało obiecująco, rzeczywiście sprawdzi się na szosie.
Lipowitz to introwertyk, a Evenepoel świetnie czuje się w centrum uwagi
© Maximilian Fries/Red Bull Content Pool
Przepis na sukces
Udało się. Ekipa Red Bull – BORA – hansgrohe wygrała drużynową jazdę na czas w Trofeo Ses Salines, pokonując Movistar o cztery sekundy. Evenepoel, ten agresywny, zrobił to, co potrafi najlepiej: pędził pod wiatr, spędzając 90 sekund na czele z mocą ponad 500 watów. Lipowitz, ten nazywany „silnikiem diesla”, utrzymywał wysoką prędkość i dobry rytm. Różne style, ten sam wynik.
Jeszcze bardziej imponujące było to, że wtedy ledwo się znali. Nasuwa się więc oczywiste pytanie: jak dwaj kolarze z tej samej drużyny, obaj z ambicjami wygrania Tour de France, potrafili to ogarnąć?
Miesiąc później spotkali się ponownie na Teide. Wznoszący się na wysokość 3715 metrów nad Teneryfą wulkan stał się współczesną mekką kolarstwa. To właśnie tutaj składa się sportowe ofiary: tygodnie z dala od rodziny, dni spędzone w niemal całkowitej izolacji, godziny w siodełku na pusty żołądek. Wszystko w nadziei, że w lipcu to się opłaci.
Na wysokości organizm wytwarza więcej czerwonych krwinek – to naturalny sposób na poprawę wyników, który jest zarówno legalny, jak i bardzo skuteczny. Obozy treningowe zostały celowo zaplanowane tak, by się pokrywały, dając Evenepoelowi i Lipowitzowi szansę na prawdziwe poznanie się.
Jak przekształcić przygotowania w wyniki
Pierwsze oznaki, że te zgrupowania przynoszą efekty, pojawiły się podczas Volta a Catalunya w marcu. Świeżo po wspólnym pobycie na Teide obaj pokazali, jak szybko rozwinęła się ich współpraca. Na etapie królewskim Lipowitz okazał się lepszym wspinaczem, zostawiając Evenepoela w tyle na ostatnim podjeździe.
Dzień później role się odwróciły. Evenepoel atakował na technicznych zjazdach, niestrudzenie pracował na płaskim terenie i pomógł Lipowitzowi w zdobyciu miejsca na podium w klasyfikacji generalnej. To był wczesny przykład tego, jak dwaj kolarze o tych samych ambicjach potrafią wzajemnie się wzmacniać. „Remco wyświadczył mi ogromną przysługę” – powiedział potem Lipowitz. „Nawet nie wiem, co powiedzieć”.
4 lipca staną na starcie w Barcelonie z tym samym celem, jaki mieli, gdy spotkali się po raz pierwszy. Różnica polega na tym, że teraz wiedzą, do czego każdy z nich jest zdolny – i co mogą osiągnąć razem.