DJ Bleq podczas zawodów Red Bull Thre3Style 2017
© Kin Marcin / Red Bull Content Pool
Muzyka

Jak Frantic z popiołów: kultowy klub wraca do gry

Z definicji „frantic” znaczy „dziki”, „oszalały”, z historii – tytuł filmu Romana Polańskiego i nazwę krakowskiego klubu, który po krótkiej przerwie wraca na rozrywkową mapę miasta i Polski.
Autor: Tomek Doksa
Kraków, ulica Szewska. Jedna z uliczek Starego Miasta, prowadząca do Rynku Głównego. Jej zabudowa pochodzi z XVI wieku, kamienice wpisane są do rejestru zabytków województwa małopolskiego. Mało kto jednak dziś pamięta, że Szewska była częścią dawnego traktu śląskiego, dzisiaj to jedna z najbardziej obleganych ulic Krakowa ze względu na liczne lokale, restauracje i kluby nocne. Przez lata, prym wśród nich wiódł Frantic – klub dobrze znany nie tylko w mieście, ale i w całej Polsce. „Zlokalizowany w epicentrum życia nocnego Krakowa, niezmiennie pozostający wyznacznikiem tego, co w clubbingu najlepsze” – jak go reklamowano.
Wiódł, ale tylko do 2019 roku. Wtedy podjęto decyzję o zamknięciu kamienicy i przeprowadzeniu generalnego remontu. Frantic żegnał się wówczas ze swoimi klubowiczami, jakby kolejnej imprezy miało nie być – długim, pożegnalnym tygodniem. Pewna nie była nie tylko przyszłość samego klubu, ale i całej kamienicy. Plotki głosiły, że zamiast miejsca do zabawy, remont przyniesie nowy hotel w mieście. Dziś już wiemy, że nie były do końca prawdziwe. Frantic wraca, odmieniony jak nigdy. I z nowymi celami na rozrywkowej mapie Krakowa.

Z pasji do clubbingu

W swojej długoletniej historii, Frantic zamykał się i zmieniał parokrotnie. Wcześniejsze remonty – z kolorowego na czarny, z czarnego na biały, jak je potocznie nazywano – były jednak mocniejszymi liftingami, odświeżaniem wnętrza, teraz jednak klub przeszedł poważną metamorfozę.
„Frantic przez ostatnie lata był mocno zajechany technicznie, wymagał czegoś więcej niż odświeżenia” – mówi nam Tomek Blekowski, znany jako DJ Bleq, niemal od zawsze Art Manager we Franticu, kiedyś także uczestnik zawodów didżejskich Red Bull 3Style. Jego historia jako DJ-a łączy się mocno z historią Frantica. Zanim taki klub w ogóle powstał, i zanim Bleq zagrał w nim po raz pierwszy, krakowianie chodzili na Szewską 5 do klubu Pasja. Jak wspomina Tomek, leciała tam wcześniej „dyskoteka” i miejsce miało dość specyficzny klimat. Jeśli już coś powiedzieć, to ciężki. Co zresztą odbiło się na otworzonym później w miejsce Pasji Franticu, który długo musiał wymazywać wspomnienia i zapach starego klubu. Mimo że do Frantica od początku przychodziło dużo ludzi, chwilę trwało, zanim klub stał się prawdziwym Franticiem, a nie starym klubem po rebrandingu. Szczególnie ze względu na poprzednią klientelę i jej przyzwyczajenia nie było tak łatwo zmienić się w zupełnie nowe miejsce, ale mocno nad tym pracowano.
DJ Bleq podczas zawodów Red Bull Thre3Style
DJ Bleq podczas zawodów Red Bull Thre3Style
„Pasja zmieniła się w coś nowego nie tylko pod kątem nazwy i wystroju. Plan był taki, by w nowym klubie grała też mała scena, z drugą didżejką i muzyką alternatywną w kontrze do tego, co leciało na sali głównej. A dla mnie alternatywą był wtedy amerykański rap i r’n’b. I tak to wjechało. Didżeje starsi ode mnie, osłuchani w klasycznym rapie, w klimatach A Tribe Called Quest i KRS-One’a, patrzyli na to mocno sceptycznie, ale Sean Paul, Ashanti, Ja Rule, Beyonce i 50 Cent, którzy dziś już sami są klasyką, wchodzili tam jak złoto” – wspomina DJ Bleq.
Frantic swoje pierwsze otwarcie miał w maju 2004 roku. Miesiąc później, Bleq grał w nim pierwszą imprezę. Wcześniej sam siebie tytułował „BlackPac”, oczywiście od Tupaca, bo przełom lat 90. i dwutysięcznych to nie tylko u niego okres wielkiej zajawki na czarną, amerykańską muzykę. W Krakowie do klubów dopiero wchodził tamtejszy rap i r’n’b.
„Z tamtego czasu najlepiej wspominam to, że moje muzyczne zajawki pokrywały się z oczekiwaniami bawiących się ludzi. Wszystko co chciałem zagrać, publika łapała zajebiście. Od pierwszej imprezy złapałem straszny lot. Czułem ludzi, oni czuli mnie. To był jeszcze okres, kiedy ludzie mieli już dostęp do internetu, ale nie mieli jeszcze takiego dostępu do muzyki jak dzisiaj. Trochę grzebali, trochę słuchali, bardzo popularne były jeszcze wtedy mixtape’y, ale bardzo ważna była też dla nich muzyka grana w klubach. Przychodzili do nich właśnie po to, by posłuchać czegoś nowego” – Tomek wraca do swoich początków jako DJ.
Sam zajarał się poważniej amerykańskim r'n'b i rapem m.in. za sprawą remixu Ja Rule’a i Jennifer Lopez, „I'm Real” oraz kawałka „Sleepin’” DMX-a. Na swojej fascynacji takim graniem budował we Franticu imprezy, które wypełniały kalendarz klubowy obok dominującego w tamtym czasie house’owego grania.

Frantic house i rap gra

„Frantic z założenia miał być dobrym klubem house’owym. I taki rzeczywiście był” – ocenia Bleq. „Były zajebiste bookingi house’owe, zajebiści wykonawcy jak Steve Angello ze Swedish House Mafia, jak David Penn, Dannic, Sick Individuals. Alternatywa w postaci urban music leciała sobie spokojnie na małej sali. Ale okazała się dużym sukcesem. Na tyle dużym, że po jakimś czasie weszliśmy z taką muzyką na dużą salę. Udało nam się to wszystko jakoś pogodzić, wypracować muzyczny kompromis, choć muszę przyznać, że były takie okresy, że nasza mała alternatywa grała na dużej sali przez trzy dni w tygodniu: środa, czwartek, piątek”.
Bardzo mocne były też imprezowe środy, organizowane z serwisem Where2B, świetnie przyjęły się imprezy z muzykami na żywo. Połączenia setów didżejskich z gitarą czy perkusją. Ale jak zaznacza Bleq, ludzie nie przychodzili już wtedy do klubów na konkretne nazwiska. Przychodzili na fajną imprezę, wydarzenie. „Na dziesięć osób, może jedna przychodziła na jakiegoś DJ-a. Bardziej przyciągały ludzi np. nazwy zagranicznych klubów, w których dany DJ był rezydentem, bądź przynależność do znanej ekipy. Na przykład DJ Outkast z G-Unit, czyli ekipy 50 Centa, albo DJ-e, którzy mieli na swoim koncie producenckie płyty, jak DJ Abdel. New York City na plakacie – w odniesieniu do pochodzenia zaproszonego gościa – też zdawało egzamin jak w przypadku DJ-a Excela. Ostatnia sowita impreza to ta z udziałem DJ-a Justina Biebera, Taya Jamesa”.
Późniejsze lata Frantica przypadały na moment, gdy clubbing stał się bardziej okazją do spotkań, wspólnej zabawy niż słuchania konkretnych wykonawców i ich muzyki, a już zwłaszcza odkrywania w muzyce czegoś nowego. Najpierw więc był mocnym klubem house’owym, później stał amerykańskim rapem i r’n’b, a ostatni okres klubu, do zamknięcia w 2019 roku, znów był bardzo house’owy. Nie tylko w Krakowie opadło zainteresowanie graniem w klimacie r’n’b. Ludzie chętniej słuchali już innych rzeczy.

Powrót do korzeni

Niespełna dwa lata od ostatniego zamknięcia i rozpoczęcia generalnego remontu przestrzeni, w której działał Frantic, i muzyka, i całe imprezowe miasto jest już w zupełnie innym miejscu. Wielki boom przeżywa dzisiaj polska muzyka, na całym świecie mega popularny jest rap, a ludzie pokochali plenerowe przestrzenie imprezowe. Takie, w których można spotkać się ze znajomymi, miło spędzić czas, coś zjeść, a przy okazji posłuchać też muzyki.
„Dlatego nadajemy Franticowi nowy standard, by ludzie chcieli znowu uprawiać w nim clubbing. Zależy nam na tym, by przyciągnąć ponownie ludzi do klubu. Do zabawy przez całą noc” – podkreśla DJ Bleq. „Pomysł jest taki, by Frantic wrócił do swoich korzeni. Ale też nie do końca. Mała sala często będzie grała rap i r’n’b jak za dawnych lat, ale z naciskiem na polską muzykę. Bo w tym temacie mamy wiele ciekawego dzisiaj do zaoferowania. Do korzeni samego gatunku nie wracamy, bo próbowaliśmy to robić przez kilka lat przed ostatnim zamknięciem klubu i to się nie udało. Nie ma szans. Ludzie chcą dzisiaj innej muzyki. Dzisiaj na topie jest nowy rap. Jest totalnym mainstreamem. Fajne jest też to, że dziś można grać całonocną imprezę tylko z polską muzyką. Że ma ona takie przebicie, że nie jest tylko dodatkiem do zagranicznych gwiazd i hitów.
Obydwa parkiety w zależności od dnia będą dla siebie alternatywą. Gdy na jednej będzie przewaga np. house i disco, na drugiej zagra r'n'b i rap. I na odwrót, gdy na większym będzie więcej rapu, r'n'b i elektroniki, na mniejszym house'u czy nawet techno”.
Nowy Frantic ma być klubem, który będzie starał się, by muzyka znów miała większe znaczenie. Do tego dostępnym dla każdego – i lokalsów, i turystów. Takim, w którym dobrze czuć się będzie zarówno ktoś, kto szuka odrobiny ekskluzywności, jak i ten, który oczekuje luzu. „Chcemy, żeby nasz klub był najfajniejszy w mieście i z taką ideą go otwieramy. Żeby wyznaczał nowy standard, jeśli chodzi o rozrywkę w Krakowie” – mówi Bleq. I zaznacza, że chodziło im o stworzenie miejsca fajnego, może nie full ekskluzywnego, ale o podwyższonym standardzie. Dla każdego, kto będzie chciał się dobrze bawić. Selekcja oczywiście zostaje, ale głównie po to, by nie dopuszczać niebezpiecznych akcji w klubie i nie zaniżać poziomu zachowania gości.
„We Franticu mają czuć się dobrze zarówno klubowicze w stylówkach eleganckich, jak i fajnym dresie i nike’ach. Dziś mam nadzieję nie trzeba już nikomu tłumaczyć, że dres nie służy tylko i wyłącznie do pójścia na stadion czy na siłownię. Mamy streetwear, który sprawdza się i w biurze i na imprezie”.

Focus na dobrą imprezę

Po ostatnim generalnym remoncie Frantic zaprasza klubowiczów do nowo zaaranżowanego wnętrza. Bez zawijasów między salami, ale z wygodniejszymi przejściami i czterema bardzo funkcjonalnymi barami. W pierwszym, głównym i zwanym szybkim, wydawane będą głównie drinki do dwóch składników, w drugim – bardziej skomplikowane koktajle, w trzecim – sygnowanym marką Red Bull – focus na szoty. Czwarty bar znajduje się w palarni.
Bar Red Bulla w klubie Frantic
Bar Red Bulla w klubie Frantic
„Wszystko jest teraz o wiele bardziej przestronne i estetyczne” – ocenia DJ Bleq. „Pewnie nie każdemu się to spodoba, bo są ludzie, którzy wolą jednak mocny blask, luxury i wszystko na »high gloss«, w połysk i diamenty. U nas zobaczycie, jak wygląda kompromis między industrialnym minimalizmem i surowością, a takim trochę domowym, naturalnym, przytulnym klimatem. Postawiliśmy na ciekawe połączenie akcentów retro z modernizmem. W takiej przestrzeni chcemy znowu grać jak najwięcej i dla jak największej liczby ludzi”.
Czujmy się zaproszeni. Otwarcie Frantica już 23-24 lipca.