Słów w jakimkolwiek języku mogłoby zabraknąć, by napisać chwalebne haiku godne Ghost of Tsushimy - najnowszej produkcji studia Sucker Punch, która umiliła nam kanon lipcowych premier growych. I piszemy to bez żadnej ironii - bo to nie tylko ostatnia z największych produkcji powstałych z myślą o PlayStation 4 (kolejne, takie jak chociażby Cyberpunk 2077, czy Assassin's Creed: Valhalla przygotowuje się już w celu podbicia rynku growego na nową generację konsol), ale i jedna z najpiękniejszych gier sandboksowych ostatnich lat.
Jasne - wielu graczy nie zgodzi się z tą tezą, ale Ghost of Tsushima na głowę bije inne gry z otwartym światem. Dlaczego tak się dzieje, skoro konkurencja oferuje większe obszary dla wirtualnej eksploracji i dłuższe kampanie fabularne z nie mniej wciągającymi historiami?
Ghost of Tsushima: Zapierająca dech w piersi oprawa wizualna!
Pierwszym, co rzuca się w oczy po rozpoczęciu zabawy w Ghost of Tsushima, jest przywiązanie twórców do orientalnego klimatu, który udało się osiągnąć deweloperom dzięki zastosowaniu kilku niezwykle charakterystycznych elementów. Jednym z nich jest plastyka oprawy wizualnej, przy projektowaniu której położony został ogromny nacisk na dalekowschodni charakter krajobrazów.
Przemierzając Cuszimę - tytułową wyspę, na której ma miejsce akcja gry - co i rusz natrafiamy na ogromne pola falującej na wietrze trawy i kwiatów oraz wzniesienia i góry z porastającymi je, powykręcanymi w abstrakcyjne kształty drzewami. Podobnie jest z liśćmi i kwieciem, które - pod wpływem szarpiącego je wiatru - opada na ziemię nie tylko wskazując kierunek (o czym za chwilę), ale także przywołując znane wszystkim filmy o Japonii. Nie może być więc przesadą stwierdzenie, że Ghost of Tsushima to jedna z najpiękniejszych gier stworzonych na konsolę PlayStation 4. Gracze odnajdujący w sobie choć krztynę romantycznego ducha będą tym tytułem oczarowani - i spędzą niejedną godzinę na SPACEROWANIU (tak, bez biegania - jest to mega klimatyczne!) traktami i podziwianiu wirtualnej przyrody.
Ghost of Tsushima: Poruszająca historia i świetne zadania poboczne
Akcja gry Ghost of Tsushima rozgrywa się w drugiej połowie XIII wieku - gdy na tytułowej wyspie, Cuszimie, pojawiły się hordy barbarzyńskich Mongołów chcących podporządkować sobie rdzenną ludność. Rozgrywka rozpoczyna się w trakcie bitwy o Komodę - finalnie samurajowie przegrywają starcie, dzięki czemu najeźdźca ma czas, aby podbić okoliczne tereny.
Protagonistą jest Jin - dzielny wojownik szanowanego na wyspie rodu Sakaiów. Przetrwał on krwawą łaźnię zgotowaną mu przez najeźdźcę, ale inni obrońcy Cuszimy nie mieli tyle szczęścia i oddali życie za swą ojczyznę. Od teraz celem Jina będzie odbijanie poszczególnych fragmentów wyspy z rąk Mongołów i uratowanie wuja, odważnego pana Shimury, który podczas walk dostał się w niewolę.
Historia może i nie jest przesadnie skomplikowana - można nawet rzec, że jej twórcy ślizgają się po schematach utartych przez kanon japońskich filmów i seriali... co jednak wcale nie przeszkadza w przeżywaniu tej opowieści. Cut-scenki z reguły są spokojne, wypełnione harmonią, świetnie zrealizowane pod kątem operatorskim - w dodatku przerywników nie da się pominąć, a bohaterzy wypowiadają swe kwestie nader spokojnie i melodyjnie (no chyba, że akurat walczą) - co wbija do głowy niezwykle usilnie oniryczny klimat orientu. W historii bardzo ważne są jednak motywy przewodnie - wśród których na pierwszy plan wysuwa się honor, będący później jedną z najważniejszych rozterek życiowych głównego bohatera.
Przy całkiem zgrabnie zrealizowanej fabule, którą śledzi się jak prawdziwy film o samurajach, wcale gorzej nie wypadają zadania poboczne. Te - wzorem między innymi Wiedźmina 3 - zrealizowano z nastawieniem, że nie mogą być one prostackimi misjami zbierackimi. I chociaż czasem przyjdzie nam kogoś ocalić, czasem przyjdzie nam coś zabrać, a czasem wybić mały garnizon nieprzyjaciela (i z reguły misje te nie mają skomplikowanych zwrotów akcji) - wszelkie te aktywności wykonujemy w ramach silnie zarysowanej fabuły pobocznej, dzięki czemu ich realizacja jest niezwykle przyjemna, wciągająca i trzyma się historii gry.
Ghost of Tsushima: Wygodny i intuicyjny gameplay
Na początku przygody w Ghost of Tsushima może się wydawać, że sterowanie postacią podczas walki zostało uproszczone do maksimum. Ot lekki atak, silny atak, unik i blok. Po kilku godzinach efektywne lawirowanie między przeciwnikami okazuje się wcale nie takie łatwe - ale też nie niemożliwe do opanowania. Z czasem, gdy nabierze się wprawy w samurajskiej szermierce, potyczki są niezwykle widowiskowe - głównie dzięki temu, że deweloperzy świetnie i intuicyjnie je zaprojektowali model walki - szczególnie przy większej liczbie przeciwników. Do pokonania konkretnych typów wroga jesteśmy np. zmuszeni aby przełączać się między konkretnymi stylami walki (każdy z nich sprawdza się lepiej w kontakcie z innym nieprzyjacielem), w dodatku pamiętając wciąż o unikach i blokach, po których można wyprowadzić potężne kontry. Niby mało, ale gdy główny bohater zaczyna tańcować z mieczem, widok jest oszałamiający.
Niemniej przyjemnie kontroluje się Jina poza walką. Protagonista często zmuszony jest do skradania się - korzystając m.in. z dachów po których swobodnie może biegać (chwała deweloperom za to, że przeciwnicy nie są wszystkowiedzący - przez co zazwyczaj NIE WIDZĄ protagonisty, gdy ten przemyka ponad ich głowami), a także korzystać z wysokich traw i kwiatów do ukrywania się w ich gęstwinach. Samo skradanie się jest zrealizowane bardzo dobrze - a nawet przypadkowa potyczka nie wszczyna nagle alarmu w całym obozie wroga (co ma miejsce w wielu konkurencyjnych produkcjach, takich jak Assassin's Creed).
Najprzyjemniejsza jest jednak swobodna eksploracja świata w poszukiwaniu sekretów - przykładowo kapliczki (modlenie się przy nich daje bonusy i jest niezbędne do ukończenia gry na 100%) poukrywane są na wzgórzach, do których prowadzą specjalne bramy Tori. Czasem jednak bezpośrednia droga jest zagrodzona - więc bohater zmuszony jest dostać się do kapliczki specjalną ścieżką po skałach i gałęziach. Fajne jest to, że do wielu takich miejsc prowadzi nie jedna, a dwie drogi! Narzekać można więc chyba tylko na zbyt widoczne elementy otoczenia, po których można się wspinać (wystające "wysmarowane" skały to najsłabszy element całej gry) - sama wspinaczka natomiast nie jest skomplikowana, wystarczy kierować lewym grzybkiem w miejsca, za które powinna chwycić postać. Na uwagę zasługuje również model jazdy konnej - dawno w grach wideo nie podróżowało się mi wierzchem tak przyjemnie, jak właśnie w Ghost of Tsushima.
Ghost of Tsushima: Tak się wypełnia otwarte światy w grach!
Na olbrzymi szacunek twórcy zasługują jednak nie tylko przez fakt napisania bardzo dobrej historii samurajskiej - i zaprojektowania świetnego modelu walki - ale także za osadzenie zabawy w świecie sprawiającym iluzoryczne wrażenie autentycznego. Wszystko bowiem, co przyjdzie nam w nim robić, ma swój kontekst kulturowy - przez co gracz nie czuje się, że coś wepchnięte zostało na siłę. Chodzi tu głównie o znajdźki, które świetnie komponują się z orientalnym klimatem całej produkcji i są świetnym wypełniaczem tytułowej wyspy - co świetnie kontrastuje z innymi produkcjami, które średnio radzą sobie ze zbierackim ubogaceniem.
Możemy więc odszukać poukrywane na wyspie świerszcze, które pomogą nam usprawniać flet głównego bohatera (ten grając na nim różne melodie może zmieniać pogodę). Inną formą dodatkowej aktywności "zbierackiej" są bambusowe stojaki, dzięki którym - o ile uda się nam pokonać prostą minigierkę (w której musimy zapamiętać kombinację klawiszy, a następnie wcisnąć je zanim bohater uderzy mieczem w bambusy) - możemy zwiększyć siłę głównego bohatera. Po drodze będziemy również kolekcjonować sztandary poległych w bitwie z Mongołami wojów. Świetnym patentem jest również omawiany wcześniej wiatr, który wskazuje nam drogę do celu zaznaczonego na mapie - w grze brakuje bowiem minimapki, do której przyzywczaiły nas inne produkcje, a w zamian jej musimy obserwować kierunek opadających liści/kwiatów i smug wiatru, które wskażą nam właściwy kierunek. A wspominałem, że do niektórych ukrytych sekretów prowadzą nas ptaki i lisy? Nie? No to wspominam, bo to też jest niezwykle klimatyczne rozwiązanie.
Ghost of Tsushima: Czy ta gra ma jakiekolwiek minusy?
Już dawno nie spotkałem się z tytułem, którego wad byłoby się doszukać równie trudno, co w Ghost of Tsushimie. Jasne - można przyczepić się w produkcji Sucker Punch do kolizji niektórych obiektów. Płaszcz na plecach protagonisty czasem nie radzi sobie z przenikającymi go rękami i plecami - szczególnie w sytuacji, gdy Jin stoi plecami do wiatru, przez co płachta napiera na bohatera. Ekwipunek bohatera również ma problemy z przenikaniem przez obiekty - dla przykładu podczas przeciskania się wąskimi szczelinami skalnymi. Można również doczepić się niemożności wizualnego schowania poszczególnych elementów ekwipunku (chociażby łuku, który nie pasuje do niektórych zbroi) i braku opcji pomijania filmików - co sztucznie wydłuża zabawę, jeśli ktoś widział już poszczególne cut-scenki.
Wielu malkontentów zarzuca Ghost of Tsushimie niezgodności historyczne - i gracze faktycznie mogą je dostrzec, szczególnie gdy interesują się historią Japonii. Są ich świadomi nawet twórcy gry - już w 2018 roku Chris Zimmerman, współzałożyciel Sucker Punch, zaznaczał że w ich grze pojawią się intencjonalne nieścisłości, które mają jednak na celu wyłącznie intensyfikację zabawy (m.in. w kwestii zbroi noszonych przez samurajów).
Podczas rozgrywki na PlayStation 4 w wersji Pro nie uświadczyłem natomiast żadnych poważniejszych problemów technicznych, z którymi borykać muszą się często gry AAA - m.in. ze spadkiem liczby wyświetlanych klatek (z tym problem mają niektórzy posiadacze podstawowej wersji konsoli, o czym alarmują na wielu forach). Powiedzieć mógłbym nawet, że gra jest napisana naprawdę solidnie - świat gry bardzo szybko się ładuje, a plejka nie łapie zadyszki podczas doczytywania kolejnych fragmentów mapy.
Jeśli lubisz smak orientu... musisz mieć Ghost of Tsushimę na swojej półce!
Przygoda z Ghost of Tsushimą nie jest przesadnie długa. Ukończenie głównego wątku pochłonie około 20 godzin. Jeśli jednak zdecydujemy się na próbę wymaksowania gry, może okazać się, że przed konsolą spędzimy spokojnie trzy razy więcej czasu! I chociaż liczby te nie robią takiego wrażenia, jak ilość godzin niezbędnych do ukończenia w 100% Wiedźmina III: Dziki Gon lub innych, równie solidnych RPGów, tak bawiłem się przy najnowszej produkcji Sucker Punch wyśmienicie. Orientalny klimat tak rzadko eksploatowany w grach wideo nigdy wcześniej w historii wirtualnej rozrywki nie został zaprezentowany w tak wysmakowany sposób. Na tę chwilę Ghost ot Tsushima to solidny kandydat do Gry Roku.
Przeczytaj także:
Japonia jest ojczyzną samurajów i... fantastycznej muzyki growej. Obejrzyj film o japońskich soundtrackach do kultowych gier!
15 min
The rise of VGM
Eksploruj świat japońskiej muzyki - oraz współczesnych kompozytorów, którzy tworzą ścieżki dźwiękowe do gier wideo!