Mulaka

Gry, które przegapiliście w pierwszej połowie 2018 roku

© Lienzo

Jakich premier nie dostrzeżono w branży?

Za nami pierwsza połowa AD 2018. Do tej pory rok ten - pod względem wydawniczym, co z bólem potwierdza mój portfel - mógł być uznany za całkiem udany. Sukces ten zawdzięcza wysypowi naprawdę świetnych produkcji, które to pojawiły się w ostatnich sześciu miesiącach na sklepowych półkach (i półkach wirtualnych, bo zapomnieć nie możemy o Steamie i jemu podobnych platformach). Monster Hunter World, Kingdom Come: Deliverance, Far Cry 5, czy God of War to tylko niektóre z przykładów głośnych gier, które zagłuszyły premierę mniejszym tytułom. Poniżej postanowiliśmy więc - przewrotnie, a jak - przedstawić dziesięć gier, które przegapiłeś w pierwszej połowie 2018 roku, a którym bezdyskusyjnie warto się przyjrzeć.

Symmetry

Pierwsza gra w zestawieniu - Symmetry od studia Sleepless Clinic - nie jest, wbrew pozorom serwowanym przez tytuł, produkcją logiczną, a survivalową. Gra polega bowiem na udzielaniu pomocy członkom ekipy badawczej, która to rozbiła się na planecie pogrążonej w odwiecznym lodzie i śniegu. Dbać należy więc o każdy aspekt życia oddanych nam w opiekę naukowców - jedzenie, odpoczynek oraz utrzymanie odpowiedniego stopnia kondycji psychicznej. Dodajmy do tego wybory moralne (kiedy dla przykładu zaczyna brakować surowców) lub nieprzewidywalne sytuacje (które to mogą skończyć się dla naszych podopiecznych zadziwiająco wręcz pozytywnie lub... niezwykle pesymistycznie). Pod tym względem Symmetry może graczom kojarzyć się z polskim This War of Mine. Warto jednak przekonać się na własnej skórze co produkcja studia Sleepless Clinic ma do zaoferowania.

Mulaka

Mulaka to tytuł, o którym nie miałem bladego pojęcia, dopóki nie zabrałem się za research związany z artykułem. Gra powstała w meksykańskim studio Lienzo, a za punkt wyjścia do jej powstania obrana została kultura oraz legendy plemienia Tarahumara. Pod względem fabularnym produkcja ta może nie wydawać się powalająca. Ot, wcielamy się w szamana o imieniu Sukurúame, który wyrusza w mistyczną wędrówkę, by zbratać się z bogami władnymi nad jego regionem - ma to być jedyny sposób na ocalenie mieszkańców przed pewnym ich końcem. Na pierwszy rzut oka Mulaka przyciąga jednak do siebie przepiękną oprawą graficzną - i chociaż animacje są tutaj mocno uproszczone (dla przykładu główny bohater biegnąc... śmiesznie kołysze się na boki) to są spójne z całą, bajkową stylistyką produkcji. Ciekawe są również rozwiązania gameplay'owe, dzięki którym protagonista może zamieniać się m.in. w różne zwierzęta, by pokonać stojące na jego drodze wyzwania. Tytuł całkowicie przemilczany, a szkoda - bo grywalny, jak nie wiem która gra!

Pit People

Jeśli uwielbiasz taktyczne strategie 2D, ale od dłuższego czasu narzekasz na brak sensownego tytułu w tym gatunku, to koniecznie przyjrzyj się Pit People - produkcji, której powstanie zawdzięczamy kalifornijskiemu The Behemoth. Tytułowi ludzie wydostający się z potrzasku to bardzo ciekawa produkcja łącząca w sobie elementy strategii turowej z olbrzymią dawką czarnego humoru i możliwościami rozegrania całej przygody w trybie kooperacji. Zabawę potęgują opcjonalne utrudnienia wszelkiego rodzaju wiążące się z terminologią śmierci permanentnej (NA ZAWSZE utrata towarzyszy, którzy skonają na placu boju, niedziałające mikstury zmartwychwstania, czy permanentne zniszczenie sejwu w razie ucieczki z placu boju). Początkowo tytuł ten miał ukazać się pod nazwą Game 4, niemniej jednak stanęło na Pit People.

Pizza Connection 3

Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że Pizza Connection to seria kultowa wśród graczy czerpiących frajdę z ogrywania kolejnych tycoonów. Tworzenie własnego, pizzowego imperium jest świetne - szczególnie, jeśli zarządzać można własną knajpką począwszy od wystroju wnętrza, a na pizzy (ilości jej składników, czy ich rozmieszczeniu na cieście) skończywszy. I prawdą jest, że wiele mechanik zostało względem poprzednich części mocno uproszczonych, niemniej jednak to wciąż gra "biznesowa", w której bawić można się nad wyraz przyjemnie. Do tego dochodzą wszelkie akcenty sycylijskie (w tym udział gangsterskiego półświatka niszczącego konkurencję lub... nas samych) i oprawa audio - jeśli więc nie podchodzi się do Pizza Connection 3, jak do "lepszej od poprzedniczek", to jest szansa na naprawdę dobrą zabawę.

The Adventure Pals

Wyprodukowane przez Massive Monster "The Adventure Pals" nie tylko wygląda, ale i brzmi jak gra dla dzieci - i chociaż skierowana jest do odbiorców powyżej siódmego roku życia, to nie każdy ośmiolatek z nią sobie poradzi. To troszkę taki Cuphead dla młodszego odbiorcy - nie zmienia to jednak faktu, ze z niektórymi etapami mogą mieć problem również starsi gracze. Protagonistą jest mały chłopiec wyruszający na niezwykłą wyprawę - musi on bowiem uratować swojego ojca przed... zamianą w hot-doga! Towarzyszką jego wędrówki jest posiadająca niezwykłe umiejętności żyrafa (potrafi m.in. machać szyją tak szybko, by... unieść bohatera, jak helikopter), a zwierzątkiem domowym jest... kamień. W tej grze wszystko jest możliwe i wszystko wywołuje szeroku uśmiech na twarzy.

Extinction

Extinction jest problematyczną grą w tym zestawieniu - trailer produkcji wydawał się być bowiem niezwykle pociągający. No bo cóż może być fajniejszego od walki z olbrzymimi ogrami (oraz ich nieco mniejszych rozmiarów pomagierami) niszczącymi ludzkie miasta i wsie? Graczom przychodzi wcielić się w Avila - jednego z ostatnich obrońców rasy ludzkiej, który musi stawić czoła złu dosłownie olbrzymich rozmiarów. Każdy z wielgachnych przeciwników zachowuje się inaczej, a w dodatku może niszczyć wszystkie budowle, po których przyjdzie nam się poruszać (główny bohater zna takie techniki parkouru, jak bieganie po pionowych ścianach). Problem z produkcją chicagowskiego Iron Galaxy jest jeden - zaporowa cena. Na Steamie trzeba wydać za Extinction 250zł, więc skuszą się pewnie tylko najmajętniejsi - jeśli jednak kiedykolwiek stanieje, warto się tytułowi bliżej przyjrzeć.

I hate running backwards

Kojarzycie Sama "Seriousa" Stone'a - weterana sił specjalnych wysłanego do starożytnego Egiptu przy pomocy nowoczesnej technologii kosmitów - występującego w serii gier o wdzięcznie brzmiącym tytule... Serious Sam? Jeśli tak - a wspomnienia z rozkosznie chaotycznych potyczek między graczem, a krwiożerczymi bestiami macie w głównej mierze miłe, to I hate running backwards powinien być tak zwanym "must havem" na waszej liście steamowych giereczek, które w 2018 roku należy zakupić. "Nienawidzę biegać tyłem" ma bowiem wszystko to, czego fani Sama lubią najbardziej - mnogość potworów i postaci napotykanych na drodze protagonisty (znanych z serii i tych stworzonych specjalnie na potrzeby tytułu), zniszczalne otoczenie, proceduralnie generowane mapy, móstwo power-upów, ulepszaczy i innych gadżetów usprawniających chwilowo strzelanie z kilkudziesięciu rodzajów broni oraz... konieczność biegania tyłem, czyli tytułowy smaczek produkcji stanowiący główny mezalians gameplay'owy tytułu. A co ciekawe można grać w I hate running backwards zarówno samemu, jak i w trybie kooperacji na podzielonym ekranie.

Wizard of Legend

Contingent99 - brzmi jak głupi nick w grze multiplayer, a w rzeczywistości to nazwa kalifornijskiego studia niezależnego odpowiedzialnego za produkcję Wizard of Legend, jednego z fajniejszych tzw. rogalików (roguelike - gatunek związany z generowaniem losowych światów oraz szczególnymi aspektami śmierci, najczęściej permenentnej, protagonisty) dostępnych w tej chwili na rynku. Akcja tytułu rozgrywa się w królestwie Lanova, gdzie corocznie odbywa się turniej mający na celu wyłonić tzw. Czarodzieja z Legendy (czyli najpotężniejszego maga wśród wszystkich uczesnticzących w konkursie). Zadaniem naszego bohatera jest więc dowieść, że tytuł ten należy się bezdyskusyjnie nam - a czynimy to pokonując kolejne potwory (oraz bossów) przy pomocy około stu czarów, które można łączyć w potężne kombinacje. Na każdego przeciwnika działa z różnym skutkiem inny czar, dlatego ważne jest ich odpowiednie dobranie do sytuacji oraz zręczność gracza przy unikaniu ataków przeciwnika.

House Flipper

W takim zestawieniu nie mogło zabraknąć polskiego akcentu Mowa o produkcji polskiego studia Empyrean, za którego wydanie odpowiada rodzimy PlayWay. Zadaniem gracza jest tu kupowanie zniszczonych domów, przeprowadzanie ich generalnego remontu, a następnie droższa odsprzedaż całej posesji. Jednak bez pieniędzy - na wykup domowych ruin oraz materiały niezbędne do ich renowacji - nic by się protagoniście nie udało, toteż musi on łapać się różnego rodzaju "fuszek" w stylu dokręcania ludziom kaloryferów w mieszkaniu, czy posprzątania domostwa po krnąbrnych lokatorach-studentach. Brzmi to może skomplikowanie - w praktyce jednak kładzenie kafelek, malowanie ścian, czy odkurzanie jest bardzo relaksacyjne. Szkoda, że w prawdziwym życiu wszystkie te czynności nie dają chociażby w połowie tyle frajdy, ile sprawiają w House Flipperze...

Memories of Mars

Ostatnim tytułem na liście wartych uwagi gier pierwszej połowy 2018 roku jest Memories of Mars od studia Limbic Entertainment GmbH. Dlaczego? Wielu graczom może kojarzyć się z produkcjami pokroju The Forest. MoM należy bowiem do gatunku gier survivalowych z otwartym światem - zadania są więc podobne i kręcą się wokół budowania bazy, przeżycia w niesprzyjających okolicznościach (z agresywną fauną Czerwonej Planety włącznie), craftingu, czy wielu zdarzeń losowych, które to będą determinowały główną rozgrywkę. Brzmi całkiem nieźle i tak też wygląda - pomimo wydania gry we wczesnym dostępie oprawia wizualna tytułu jest piękna i wyrazista, miejscami przypominając wręcz stylistykę, w której poruszał się pierwszy Mass Effect. Jeśli jednak nie lubisz produktów w Early Accessie to planowana premiera pełnej wersji gry przypada na tegoroczny grudzień.