Red Bull BC One Cypher Poland 2018 - Warsaw Steez
© Gniewko Głogowski / Film i Fotografia
Taniec

Historia polskiego breakingu, część 1: Dzikie lata 80.

Breaking to taniec, który narodził się w latach 70. XX wieku na amerykańskiej ulicy. Jak trafił do Polski? Na wycieczkę po tanecznej przeszłości zaprasza Sadi, jeden z pionierów polskiego hip-hopu.
Autor: Marcin Misztalski
Przeczytasz w 11 min
Dowiedz się więcej

ABC...

Zajrzyj za kulisy jednych z najbardziej …

2 sezon · 18 odcinków
Zobacz wszystkie odcinki
Amerykańska kultura hip-hop – w której zawierały się DJ-ing, rap, graffiti i breaking – dotarła do naszego kraju około 40 lat temu. Był to czas, kiedy sklepy świeciły pustkami, więc już każda płyta winylowa z „czarną muzyką” czy nieosiągalne wtedy w Polsce czasopisma z Europy Zachodniej i Stanów były na wagę złota. W takich realiach musieli odnaleźć się pionierzy polskiego breakingu, którzy chcieli robić to, co udało im się zobaczyć na pirackich taśmach VHS.
O dzikich i szalonych latach 80. mówi nam Sadi – autor książki „Polski hip-hop posiada wiele twarzy”, założyciel Universal Zulu Nation w Polsce i organizator imprez, który hip-hopem zaraził się już w 1983 roku.
W jaki sposób do szarej Polski lat 80. docierały informacje o hip-hopie?
Sadi: W pierwszej połowie lat 80. trzeba było szukać i naprawdę o te informacje się postarać. Musieliśmy zadowalać się pojedynczymi artykułami o hip-hopie w zagranicznych czasopismach, do których udawało nam się docierać różnymi szlakami. To były proste komunikaty typu: „Pojawił się nowy utwór Afrika Bambaataa”. Jakieś zdjęcie chłopaka kręcącego się na głowie na moście w Nowym Jorku czy okładka płyty przedstawiająca postać b-boya. W polskiej, komunistycznej telewizji czasem pojawił się drobny obraz hip-hopu. To musiało nam wystarczać. Pamiętam, że jakoś w 1984 roku pisałem listy do wytwórni płytowych do Stanów, chcąc otrzymać jakiekolwiek informacje na temat rapu, elektro czy funku. Dużą rolę odgrywały bazary w całym kraju, na których prężnie działał „czarny rynek”. Można było kupić tam naprawdę wiele, niedostępnych wówczas w sklepach, towarów - jeansy, buty, sprzęty RTV i tak dalej. Wśród tych wszystkich rzeczy znajdywały się również magazyny muzyczne czy pojedyncze sztuki płyt winylowych z czarną muzyką. Kiedy widziałeś jakiś winyl, to od razu go kupowałeś, bo w każdej chwili ktoś mógł ci go zgarnąć sprzed nosa. Oczywiście nie były to rzeczy tanie. Pamiętam, że kiedy szedłem ulicą z tymi płytami, to ludzie się za mną oglądali, bo takich winyli nie było w polskich sklepach. Mieszkańcy północy kraju często kupowali różne rzeczy od marynarzy, którzy przypływali do ich miast. W sklepach nie było np. końcówek do sprayów. Dlatego mój przyjaciel Graff [jedna z pierwszych osób zajmująca się w Polsce graffiti i breakingiem - przyp.red.] przywoził je z Czech. To było dość zabawne, bo wszyscy wracali od naszych południowych sąsiadów z wódką, a on z akcesoriami do malowania graffiti. Dopiero w późnych latach 80. na giełdach płytowych wybór muzyki był o wiele większy. Mimo że breaking był widoczny na polskich ulicach, a kultura hip-hop już istniała, to na giełdach muzycznych sprzedawcy wciąż nie wiedzieli, czym jest rap. Hip-hop był fenomenem i kulturą, o czym wiele osób już zapomniało lub nigdy nie wiedziało. Lata 80. były naprawdę dziwnym czasem.
To znaczy?
To była zupełnie inna planeta. Ludzie patrzyli na nas jak na jakichś dziwaków, bo mieliśmy kolczyk w uchu czy kolorowe włosy. Chcieliśmy być zauważeni i czuć się wyjątkowo. I tacy byliśmy. B-boy wyglądał jak b-boy. Muszę przyznać, że ludzie zatrzymywali się i na nas patrzyli, bo byliśmy inni. Nie byli przyzwyczajeni do gości ubranych w kolorowe ubrania, białe rękawiczki, czapki z daszkiem czy bandany. Subkultury bardzo na siebie oddziaływały i przenikały się. Wszyscy ze sobą rozmawiali, nie było podziałów. Byliśmy głodni wiedzy i tego, co dzieje się za „żelazną kurtyną”. Bardzo podobało mi się, że nie było tej chorej rywalizacji i napinki, która jest obecnie. Pamiętam, że niemalże oszalałem, kiedy po raz pierwszy trafiłem na jednej z imprez na kawałek Whodini „Magic's Wand”. Bardzo odpowiadał mi ten rodzaj grania, ponieważ dla mnie hip-hop to funk i wszystko, co jest z nim związane. To była zupełnie inna muzyka niż ta, która wówczas królowało na polskich parkietach i w radiu - czyli nurt new romantic czy „głodne” kawałki Maryli Rodowicz.
Taniec · 25 min
ABC... Breakingu
Brak dostępu do materiałów na pewno wpływał pozytywnie na waszą kreatywność.
Zdecydowanie. Nas do tańczenia nakręcały głównie utwory w formie audio, a nie klipy. One do nas docierały i odbieraliśmy je bez żadnych rozkminek w stylu: czy teledysk jest spoko, czy nie. Liczyła się muzyka. Rozmawiałem kiedyś z Maciejem Królikowskim z Białegostoku, założycielem grupy Breaking Boys. On również zaczynał swoją pasję z hip-hopem i tańcem w latach 80. Powiedział mi, że kiedyś tworzył nawet takie proste ludziki z zapałek i wymyślał nimi różne ruchy, które później naśladował! Powiedział mi, że do tańca inspirował go przykładowo postacie z filmu „Terminator”. Tak więc niektórzy z nas działali bez kopiowania kogokolwiek, bo byli pierwsi na polskiej scenie. To były naprawdę pionierskie czasy. Mimo braku dostępu do wiedzy mieliśmy świadomość, że w Stanach działa Zulu Nation czy Rock Steady Crew. Wiedza była dla nas bardzo ważna od samego początku. Bywały sytuacje, kiedy DJ w klubie puszczał „czarną muzykę”, to na parkiecie automatycznie gromadziło się kilka osób, które jarały się breakiem i zaczynała się dobra, hiphopowa zabawa. Takie sytuacje miały miejsce w całej Polsce. Jednak człowiek o takich akcjach dowiadywał się sporadycznie i to dopiero po kilku latach, bo trudno było ustalić, co dzieje się na drugim końcu kraju, czy w innym mieście. Nie było internetu, telefony stacjonarne mieli nieliczni, a podróżowanie w czasach komuny było trudne. Nie mogłem więc ot, tak wsiąść w pociąg i pojechać do innego miasta w poszukiwaniu ludzi związanych z hip-hopem. Tak naprawdę poznawaliśmy się dopiero po latach. Okazywało się, że hip-hop w całej Polsce rodził się w podobny sposób.
B-Boy Sadi, lata 80.
B-Boy Sadi, lata 80.
Tańczyliście w klubach, ale i na ulicach. Jak reagowała na was milicja?
Wtedy rzeczywiście wszystko odbywało się na ulicy i w klubach. Bardzo wiele czasu spędziłem też w domu, tańcząc w pokoju przed lustrem. Nie mieliśmy możliwości pójścia do Domu Kultury i poproszenia o salę do treningów. Nie chcę powiedzieć, że zabraniano nam się wtedy rozwijać, ale - mimo wszystko - ówczesna władza utrudniała nam wiele rzeczy. Wieczorami lubiłem wychodzić do parku albo na rynek, włączałem sobie boomboxa i ćwiczyłem. Pamiętam, że wyobrażałem sobie wtedy, że jestem w Nowym Jorku. Często podjeżdżała milicja i dziwili się, widząc, co robię. Niejednokrotnie pytano mnie, czy jestem pod wpływem jakiś dziwnych środków, bo wyginam się w samotności do dziwnej muzyki. (śmiech) Próbowałem im tłumaczyć, że to taniec pochodzący z Bronxu, ale nie bardzo chcieli mnie słuchać. Moje tłumaczenia kwitowali zdaniem: „weź ten magnetofon i idź do domu, bo my ci zaraz pokażemy Nowy Jork, ale na komisariacie”. Bywały sytuacje, kiedy milicja nas goniła, bo tańczyliśmy w święto 1 maja, czy wywozili nas na sygnale... myśląc, że się bijemy, podczas gdy my tańczyliśmy.
Breaking · 10 min
Breaking the Beat: In the Bronx
Mimo trudów, z jakimi się borykaliście, breaking doczekał się w 1985 roku Mistrzostw Polski w Piotrkowie Trybunalskim.
Ja byłem b-boyem ulicznym, czyli subkulturowcem. Nie nastawiałem się na pokazywanie swoich umiejętności na komunistycznych turniejach. Miałem zupełnie inne wyobrażenia na temat breakingu niż organizatorzy imprez w Piotrkowie Trybunalskim. Prawda jest taka, że o tych mistrzostwach nie wiedzieli wszyscy b-boye w kraju. W jury zasiadały totalnie przypadkowe osoby, które kompletnie nie wiedziały, o co chodzi w tym tańcu i prawdopodobnie natknęły się na niego po raz pierwszy w życiu. Nagrodą za zajęcie pierwszego miejsca był np. jeden... plecak na kilka osób, parasol plażowy albo obraz. (śmiech) Wiele kontrowersji i zagadek budziły też oczywiście decyzje sędziów. Jednak sam fakt, że taki turniej odbył się w dzikiej Polsce lat 80., uważam za olbrzymi sukces. Ta impreza była potrzebna, choćby ze względu na to, że środowiska b-boyów i b-girls mogły się pokazać. Trzeba też pamiętać, że było wiele osób, które nie jeździły do Piotrkowa na Mistrzostwa Polski, ale rozwijały breaking i inspirowały innych ludzi. Wiem, że ludzie, których inspiracją wówczas był hip-hop rodem z Bronxu, nie były pod wrażeniem tego, co zobaczyły w Piotrkowie. To nie była impreza w klimacie tego, co uliczni b-boye reprezentowali. Utożsamialiśmy się z pewną filozofią, postawą i ubiorem. Komuna i Bronx do siebie nie pasowały...
B-Boy Sadi
B-Boy Sadi
Każdy mógł się tam pojawić?
Nie do końca. By uczestniczyć w turnieju, musiałeś iść do swojego Urzędu Miasta i prosić o zgodę na uczestnictwo. Urząd Miasta albo cię - jak to się wtedy nazywało - oddelegował na turniej, albo nie. Musiałeś pokazać i udowodnić, że mówisz prawdę i rzeczywiście jesteś tancerzem. Później Urząd Miasta, np. Lublina, kontaktował się z Urzędem Miasta w Piotrkowie i przesyłał informacje o uczestniku ze swojego miasta. Bywały miasta, które uznawały, że to nic ciekawego i odmawiały uczestnictwa chętnym. Tak było w przypadku Graff i jego grupy Bronx Rock Robot założonej w 1986 roku w Jastrzębiu-Zdroju. Co robiły takie osoby? Jechały na imprezę bez zgody i na miejscu okazywało się, że nie mogą wejść do środka. Musieli więc tańczyć na ulicy. Po kilku latach zawody przestały się odbywać - dlaczego? Ja uważam, że dlatego, iż organizatorzy uznali, że nie ma sensu dłużej zajmować się breakingiem i trzeba pójść w coś innego, nie wiem, jakiś aerobik. To było chwilowe zainteresowanie tematem. Zresztą takich sezonowców, którzy tańczyli w czerwcu, a w grudniu już nie, też było przecież multum.
Bronx Rock Robot
Bronx Rock Robot
Turnieje w Piotrkowie Trybunalskim wygrywała grupa Flash Boys z Gniezna. Jaką rolę odegrała w rozwoju b-boyingu nad Wisłą?
Uważam, że są trochę przereklamowani, zwłaszcza że jak sami kiedyś o sobie powiedzieli: zapoczątkowali ten taniec w Polsce. Bzdura. Flash Boys była jedną z wielu grup, które coś robiły na swoim terenie. Oczywiście, że zrobili wiele dla lokalnego breakingu. Robili fajne i ciekawe pokazy w Piotrkowie Trybunalskim, ale nie uważam, że byli najlepsi w kraju. W ogóle wychodzę z założenia, że nie o to w tym chodzi, by być najlepszym. Bardziej liczy się oryginalność, indywidualizm i osobowość. Czasami przeglądając stare materiały mam wrażenie, że ludzie za wszelką cenę chcą pokazać, że polski breaking narodził się w Piotrkowie. Co jest oczywiście nieprawdą. Ludzie w każdym zakątku kraju dokładali cegiełki do popularyzowania breakingu. Na przykład pochodzący z Dolnego Śląsku B-Boy Eddie, niesamowity popper i osobowość godna naśladowania.
Kiedy zorientowałeś się, że uczestniczysz w kulturze czterech elementów?
Oczywiście na początku nie wiedziałem wszystkiego. Z czasem udało mi się to łączyć i wiedziałem, że hip-hop to kultura, która składa się z: tańca, graffiti, didżejingu i rapu. Tak, jak mówiłem wcześniej - myśmy naprawdę byli głodni wiedzy i non stop grzebaliśmy w poszukiwaniu kolejnych informacji. Od połowy lat 80. mocno zgłębialiśmy temat Zulu Nation, który dla dzisiejszego środowiska jest czymś obcym. Kiedyś posiadanie świadomości, czym jest Zulu Nation, było wyznacznikiem kultury hip-hop. Piękne, analogowe czasy.
W jakiej kondycji był breaking w Polsce pod koniec lat 80. i na początku 90.?
Breaking doszedł do pewnego momentu i nie za bardzo wiedział, w którą stronę ma dalej pójść. Osoby, które wchodziły do gry bardzo utożsamiały się z niemiecką imprezą Battle of the Year, której pierwsza edycja odbyła się w 1990 roku. Działy się tam zupełnie inne rzeczy. Niemcy do tańca podeszli trochę jak do piłki nożnej. Z daleka było widać, że traktują to jak sport. Bardziej czuć u nich było rywalizację niż reprezentowanie hip-hopu. Zmieniła się też muzyka, która stała się bardziej dynamiczna. Nadeszła era electro power moves. Zaczęły liczyć się akrobacje i przebieranki w różne ciuchy. Pamiętam, że b-boye mówili wtedy w wywiadach zdania typu: „Breaking to fajny sport”. Osoby, które tworzyły polski hip-hop w latach 80. odebrały to jako obelgę. Nie wszyscy chcieli się z tym utożsamiać. Krajowe środowisko podzieliło się na tancerzy ulicznych i tych, którzy traktowali breaking jako dyscyplinę sportową - chcieli za nią zdobywać dyplomy i puchary.
Więcej na temat historii kultury hip-hop w Polsce można przeczytać w książce „Polski hip-hop posiada wiele twarzy” i na stronie hiphopwpolsce.pl.
Taniec · 2 min
Red Bull BC One World Final 2021 w Polsce!

Światowy finał Red Bull BC One po raz pierwszy w Polsce!

Red Bull BC One co roku dostarcza emocjonujących pojedynków nie tylko samym b-boys i b-girls, biorącym udział w tanecznych bitwaxh jeden na jeden, ale także widzom, którzy śledzą światowe finały za pośrednictwem kanałów Red Bulla. Po imprezach organizowanych od 2004 roku na całym świecie, kolejny światowy finał odbędzie się wreszcie w Polsce! 6 listopada 2021 r. najlepsi b-boys i b-girls spotkają się w Gdańsku - więcej szczegółów znajdziesz na tej stronie.
Dowiedz się więcej

ABC...

Zajrzyj za kulisy jednych z najbardziej …

2 sezon · 18 odcinków
Zobacz wszystkie odcinki