Gdy nie gram w tenisa, to najczęściej…
Najczęściej brakuje mi czasu na to, co naprawdę chciałabym wtedy robić, bo muszę się uczyć (śmiech). Gdy tylko wracam na trochę do domu, nadrabiam zaległości w szkole. Przede mną matura, więc jest tego całkiem sporo. A tak na poważnie, to wymieniłabym tutaj chyba muzykę. Zawsze bardzo mnie odprężała. Odpoczywając, lubię słuchać zwłaszcza rocka. Uwielbiam Pearl Jam, oglądałam ich kilka koncertów, Eddie Vedder jako wokalista jest świetny, ma w sobie tyle energii, że ciężko oderwać wzrok. Lubię też Pink Floyd, bo… wiadomo, zespół legenda, Red Hot Chilli Peppers, Amy Winehouse. Ale można powiedzieć, że moja przygoda z rockową muzyką zaczęła się od Coldplay, to był mój pierwszy zespół, który naprawdę polubiłam. Skąd tyle starszych rzeczy? Kiedy jeździłam na różne turnieje z tatą, a potem innymi trenerami, oni słuchali w samochodzie muzyki, często rockowej, dużo rzeczy mi się spodobało. Aerosmith i Simple Red poznałam dzięki mojej byłej trenerce od przygotowania fizycznego. Ale wśród moich ulubionych zespołów jest też… ABBA. Usłyszałam ich kiedyś jako sześcioletnia dziewczynka i zostałam fanką. Później w szkole dziewczyny słuchały Rihanny, Beyonce, Lady Gagi i innych rzeczy z radia, a ja twardo byłam z ABBĄ. Taka ze mnie staromodna dziewczyna. Do dziś mam do nich słabość.
Najfajniejsze muzyczne wspomnienie…
O muzyce mogłabym opowiadać godzinami. Mam na przykład takie niesamowite wspomnienie, gdy kilka lat temu usłyszałam w radio Carlosa Santanę, stanął mi przed oczami obraz sprzed lat: Mam może 10-12 lat, jedziemy w nocy z tatą samochodem na turniej, on rozłożył mi tylne siedzenia, nadmuchał materac, otworzył dach, tak, że widać przez szybę gwiazdy. Ja na nie patrzę, zasypiam, a z płyty leci Santana. Magia! Do dziś uwielbiam Santanę.
Moje muzyczne marzenie…
Chciałabym nauczyć się grać na jakimś instrumencie. Dostałam niedawno od psychologa sportowego ukulele. Mam nadzieję, że znajdę czas, by pouczyć się trochę grać.
Gdy oglądam film…
To najczęściej jest to coś z Sandrą Bullock, która od zawsze jest moją ulubioną aktorką. Nie wiem do końca czemu, ale tak już mam! Większość jej hitów to są trochę nie moje lata, ale ja już jestem taka „oldskulowa”, że lubię starsze rzeczy. Na przykład zawsze w Święta Bożego Narodzenia oglądam mój ulubiony film z Sandrą „Ja cię kocham, a ty śpisz” (While You Were Sleeping, 1995). Jest super, bardzo pasuje do świąt.
Gdy włączam serial…
Rok temu strasznie wkręciłam się w „Mad Men”, obejrzałam wszystko ciurkiem i teraz nawet chodzi mi po głowie, żeby sobie obejrzeć jeszcze raz. Ten serial ma fajny retro klimat, bo dzieje się w latach 60., ale też ciekawie pokazuje początki branży reklamowej w Ameryce. To dla mnie ważne, gdy z serialu mogę się czegoś dowiedzieć. A tam pokazanych jest wiele mechanizmów czy pomysłów, które dla nas są oczywiste, ale wtedy ktoś na nie wpadł po raz pierwszy. Niedawno wyszedł najnowszy sezon „The Good Place”, też bardzo lubię ten serial, bo jest zabawny, mocno współczesny, ale jednocześnie są w nim wątki filozoficzne. Obejrzałam też dwa razy wszystkie sezony „Przyjaciół”! To serial, na którym nauczyłam się mówić po angielsku, bo oglądałam go w oryginale. Lubię też seriale historyczne, jak „Dynastia Tudorów” czy „The Crown”, który zabieram na grudniowe wyjazdy. Seriale najczęściej oglądam bowiem w podróży – podczas długich lotów samolotem, czy jazdy samochodem, oczywiście wieczorem przed snem też się zdarza. Ale mam też czasem tak, że mówię sobie: „Za dużo patrzysz się w ten ekran!” i wybieram jakąś książkę. Fenomen „Gry o Tron”? Kiedyś lubiłam fantasty, ale denerwowało mnie, że cały świat wmawia mi, że muszę zobaczyć ten serial. Poza tym, zaczęłam kiedyś czytać książkę, na podstawie której powstał serial, i nie zaciekawiła mnie specjalnie.
Mam może 10-12 lat, jedziemy w nocy z tatą samochodem na turniej, on rozłożył mi tylne siedzenia, nadmuchał materac, otworzył dach, tak, że widać przez szybę gwiazdy. Ja na nie patrzę, zasypiam, a z płyty leci Santana. Magia!
Media społecznościowe, internet…
Mam, używam, ale staram się zachować zdrowy umiar. Kiedy jestem na wyjeździe sama, zdarza mi się wpatrywać w telefon przez dłuższy czas, ale zazwyczaj nie jest to bezsensowne skrolowanie Instagrama, lecz rozmowa ze znajomymi. Staram się po prostu być w kontakcie z ludźmi. A jak jestem w Warszawie, to nie mam czasu na telefon, bo ciągle coś się dzieje. Poza tym, co za dużo, to niezdrowo. Kiedy uznałam, że telefon zabiera mi za dużo czasu, wykasowałam z niego aplikację Facebooka.
Kuchnia, jedzenie…
Jest pewien paradoks, bo uwielbiam hinduskie jedzenie, ale nie ostre. Wiem… to nie często chodzi w parze, ale jednak się zdarza. Lubię czosnek, lubię hinduskie sosy, ale niekoniecznie w wersji „super spicy”. Uwielbiam też tiramisu! A poza tym, zależy od nastroju i okoliczności. Lubię dobre sushi czy steka – tata właśnie mi smaży, bo gdy rozmawiamy, jestem w domu po treningu (śmiech). Jak wyjeżdżam w jakieś fajne miejsce za granicą, lubię spróbować czegoś lokalnego. Wizyta w lokalnej restauracji to jest właściwie pierwszy, obowiązkowy punkt programu. Uwielbiam poznawać nowe kultury, ludzi, kuchnię w miejscach, które odwiedzam.
Podróże, wymarzone wakacje…
Patrząc na tenisowe życie z boku, może się wydawać, że ciągle poznajemy nowe miejsca i zwiedzamy, a to nie do końca prawda. Jesteśmy jednak przede wszystkim w pracy – zwiedzamy głównie korty i sale do ćwiczeń. Choć oczywiście fajnie jest, gdy znajdzie się jakiś dzień wolny, czy choć kilka godzin, by wyskoczyć coś zobaczyć. Bardzo podobało mi się np. w Melbourne, w Toronto i na Majorce. Lubię morze i słońce, także wszystkie takie miejsca są dla mnie OK. Nie przypadł mi za to do gustu Nowy Jork, którym mnóstwo ludzi się zachwyca. Wolę spokojniejsze, mniej zabiegane i głośne miejsca. Bardziej podobało mi się w Kalifornii, choć nie miałam okazji zobaczyć wielu miejsc. W Kalifornii, w miejscowości Indian Wells, co roku w marcu odbywa się jeden z najbardziej lubianych przez zawodników i zawodniczki dużych turniejów. Jest słońce, ciepło, pyszne jedzenie i domowa atmosfera. Wszyscy trenują razem na trawniku, a nie na siłowni pod dachem, rozgrzewają się, grając w piłkę nożną i inne rzeczy, których na co dzień nie robimy. Jest tam atmosfera, która sprzyja integracji. W tym roku udało mi się np. porzucać futbolową piłkę z Andre Agassim. Gwiazdy po prostu są wmieszane w tłum i też z nami trenują.
A wymarzona miejscówka na wakacje? Myślałam o Malediwach albo Hawajach, może Kuba, fajnie byłoby też kiedyś pojechać do Afryki.
Książki…
Lubię książki historyczne. Bardzo podobała mi się ostatnio „Katedra w Barcelonie” Ildefonso Falconesa. Czytam też historyczne książki Kena Folletta, ale to są zazwyczaj grube tomiska, więc czasem czuję, że potrzebuję czegoś lżejszego. Wtedy sięgam np. po Dana Browna albo jakieś kryminały.
Szkoła…
Jestem w maturalnej klasie, w kwietniu koniec zajęć i w maju matury. Także to ostatnia prosta. Chodzę do prywatnej szkoły, ale z normalnym trybem na nauczania – nie jest to szkoła internetowa ani o profilu sportowym. Mam więc normalne przedmioty, nie ma taryfy ulgowej, bo uprawiam sport. Rodzice wychowali mnie w przekonaniu, że szkoła jest ważniejsza niż tenis i tak już zostało. Uczę się na wyjazdach, czytam książki. Gdy po miesiącu turniejów wracam na tydzień do Polski, nadrabiam zaległości, zaliczając np. 10 przedmiotów z rzędu. Nie jest lekko, ale jakoś daję radę. Nauczyciele na szczęście są wyrozumiali z terminami, bo wiedzą, że mam drugie sportowe życie.
Gdy wychodzę na miasto…
Nie jestem typem imprezowym. Jeśli już, to z rodziną lub znajomymi na jedzenie. Zamiast imprezy wolę np. wspólnie obejrzeć jakiś serial.
Zwierzęta…
Uwielbiam koty. Mamy w domu jedną czarną kotkę – Grappę. Można się domyślić, skąd wzięła się nazwa (śmiech). Ale myślę, że w przyszłości kotów wokół mnie będzie więcej.
Gdybym nie robiła tego, co robię, to…
Myślę, że miałabym coś wspólnego z muzyką, bo to jest coś, co daje mi radość. Nigdy się jednak nad tym nie zastanawiałam, bo bardzo wcześnie, już jako dziecko, zdałam sobie sprawę, że tenis, to jest to, czym chcę się w życiu zajmować.
* * *
Głosuj na Igę na stronie WTA!
Tak, jak obiecaliśmy, nie było (prawie) nic o tenisie. Jeśli jednak chcecie trochę tenisa, to na dobry początek możecie pomóc Idze w głosowaniach na: "Ulubioną tenisistkę WTA w głosowaniu fanów" oraz "Najlepsze zagranie zawodniczki WTA w sezonie 2019". Klikajcie w linki, żeby zagłosować!