Myślisz poważnie o starcie w Dakarze? Masz trochę wolnej kasy i chciałbyś zostać sponsorem zawodnika? A może po prostu jesteś fanem rajdów, co roku śledzisz uważnie Dakar, zachwycasz się wojownikami, którzy pięknymi maszynami przemierzają bezkresną pustynię i zadajesz sobie czasem pytanie „ile, do licha, kosztuje ta cała zabawa”? Odpowiadamy! Przez finansowo-logistyczne meandry pomoże nam się przedrzeć Filip Dąbrowski, menedżer motocyklowego rajdowego teamu Duust.
Sport jest drogi. Motosport najdroższy. A najdroższy w motosporcie offroadowym jest Dakar. Wszyscy wiemy, że sprzęt, cykl treningowy, wpisowe i logistyka dużo kosztują. No właśnie – ile? Nie da się prosto odpowiedzieć na to pytanie. Wiele czynników wpływa na budżet, który trzeba zgromadzić, by stanąć na starcie. Spróbujemy jednak, krok po korku, rozebrać kwestie finansowe na czynniki pierwsze.
Chcąc dowiedzieć się, ile potrzebujesz, by wziąć udział w Dakarze na motocyklu, najpierw musisz dobrze się spozycjonować i wybrać jedną z dwóch opcji. Kiedy to zrobisz – pojawią się kolejne możliwości i wybory, które trzeba podjąć. Każda decyzja pociąga za sobą następne, a od twoich rozstrzygnięć zależy paleta kolejnych pytań, na które musisz sobie odpowiedzieć. Zacznijmy od podstaw. Czy jesteś zawodowcem, półzawodowcem, czy amatorem?
„Rajdy to bardzo specyficzny sport, w którego istotę wpisana jest rywalizacja profesjonalistów i amatorów. To trochę, jak w maratonach – biegnie kilkunastu fachowców walczących o zwycięstwo i tysiące pasjonatów, dla których celem jest samo pokonanie dystansu. W rajdach jest podobnie. Ok 30% zawodników to profesjonaliści, którzy żyją ze ścigania, reszta łączy jazdę z pracą zawodową i marzy o przeżyciu wielkiej przygody. I to jest ogromna wartość tej dyscypliny, bo dzięki temu trzyma się swoich korzeni i nawiązuje do wizji Thierry’ego Sabine o wolności, wspólnocie, przemierzaniu Sahary i doświadczaniu czegoś szczególnego. Zawodowcy nie mogą sobie pozwolić na to, by startować tylko w Dakarze. Jeśli chcą być w tym rajdzie konkurencyjni, muszą rywalizować we wszystkich rundach Mistrzostw Świata. Do tego dochodzą treningi. Roczny budżet motocyklisty z TOP 15 zamyka się na kwocie miliona euro” – mówi Filip Dąbrowski.
Załóżmy jednak, że nie nazywasz się Sam Sunderland, albo Kevin Benavides. Nie jesteś zawodnikiem fabrycznym, ale sporo potrafisz i czujesz się na siłach, by zmierzyć się z wyzwaniem Dakaru, nie myśląc o miejscu w pierwszej „trzydziestce” klasyfikacji generalnej. Najważniejsza informacja – możesz to zrobić! Na początku musisz zdecydować, czy jedziesz na własną rękę, czy wykupujesz miejsce w zespole. Od lat w rajdzie funkcjonują teamy, które sprzedają pakiety startowe. Zespół zapewnia motocykl, plac na biwaku, obsługę mechanika, materiały eksploatacyjne i podstawowe części zamienne oraz miejsce do spania.
„W tym przypadku działają normalne prawa rynku. Są różne zespoły i różne ceny. Kwota zależy od marki, pozycji w rajdzie, doświadczenia, wielkości zespołu i liczby maszyn, które obsługuje, ale też od palety oferowanych usług. Umowy czasem różnią się detalami – na papierze jakiś szczegół może wydawać się mało istotny, ale w rzeczywistości rajdowej nabiera wielkiej wagi. Generalnie trzeba mieć świadomość, że możliwie jak najwięcej spraw warto zabezpieczyć finansowo jeszcze przed startem. Na miejscu, w Arabii Saudyjskiej, w rajdowym pośpiechu, czy na pustyni jakaś część lub usługa mogą być dostępne, ale cena często wzrasta kilkakrotnie. Każdy wie, że jak jesteś w kłopocie, to i tak zapłacisz (śmiech). Na miejsce w teamie dającym stosunkowo spore szanse na dojechanie do mety trzeba na wstępie przygotować 70-80 tysięcy euro. Ale i tak należy doliczyć do tego szereg dodatkowych kosztów, takich jak starty kwalifikacyjne, czy treningi. Przeciętny budżet amatorski, który obejmie całość procesu, przygotowania, naprawy i koszty dodatkowe, to ok. 150 tysięcy euro. A nadal mówimy tylko o ewentualnym dojechaniu do mety, a nie walce o solidny wynik sportowy” – wyjaśnia Dąbrowski.
Zejdźmy półkę niżej. Nie jesteś zwierzęciem stadnym i nie czujesz się najlepiej w dużej grupie, nie lubisz też, żeby wszystko działo się bez twojego udziału – możesz sam zorganizować wyjazd. I tu – jakżeby inaczej – znów masz kilka opcji i musisz wybierać. Załóżmy, że jesteś tak dobry, by myśleć o dotarciu do mety Dakaru, ale nie na tyle wykwalifikowany, żeby samemu ogarnąć wszystkie tematy. Potrzebujesz sprzętu i zespołu, który musisz sam skompletować. Kalkulator w dłoń – liczymy!
Motocykl dakarowy to koszt 33 tysięcy euro + VAT. Taki sprzęt wymaga odpowiedniego doposażenia. Potrzebuje dodatkowych podzespołów, elementów mocujących i instrumentarium nawigacyjnego. Łącznie 40 tysięcy euro. Przy założeniu budżetu amatorskiego, bez wchodzenia w tuning silnika, czy lepsze zawieszenie.
Same opony i mousse’y na jeden Dakar kosztują ok. 7 tysięcy euro. Podstawowe części zamienne i materiały eksploatacyjne – kolejne 3 tysiące euro. Do tego wyposażenie zawodnika. Wymagana obligatoryjnie kamizelka z nabojami pneumatycznymi kosztuje 1 tysiąc euro. Kask (od sezonu 2025 obowiązywać będzie nowa homologacja): 500-1000 euro. Buty: 500-700 euro. Do tego gogle, rękawiczki, bluza, spodnie, odzież termiczna, bielizna itp. Należy też doliczyć koszt odżywek i suplementów diety, zestaw batoników i żelów energetycznych. Łącznie 7-10 tysięcy euro.
Wpisowe dla motocyklisty kosztuje 20 tysięcy euro. Wpisowe dla każdego mechanika 10,5 tysiąca euro (musisz mieć minimum dwóch, bo ze względów bezpieczeństwa i higieny pracy przepisy zabraniają jazdy z jednym mechanikiem). Pozwolenie na mały bus do przewozu ekipy i części kosztuje 6 tysięcy euro. Obecność każdej osoby (przelot, zakwaterowanie przed/po rajdzie, paliwo) to koszt ok 7 tysięcy euro. Do tego dochodzą wynagrodzenia dla członków ekipy. Chyba, że jedziesz z kumplami, albo rodziną – wtedy można ostro negocjować.
„Kompletując zespół samemu można znacząco zmniejszyć koszty, ale to zawsze działa w obie strony. Jeszcze raz powtórzę – warto jak najwięcej tematów spiąć przed wylotem, bo na miejscu kwoty rosną lawinowo. Doświadczenie uczy, że nie można przegiąć z oszczędzaniem, bo efekt zwykle jest odwrotny i nie inwestując w coś wcześniej, w ostatecznym rozrachunku możemy zapłacić o wiele więcej. Nie można oszczędzać na bezpieczeństwie i sprzęcie. Stara zasada zespołów budżetowych mówi, że nie stać cię na tanie rzeczy. Lepiej mieć porządny komponent, niż kupować kolejne na pustyni” – przestrzega Filip Dąbrowski.
Jeśli naprawdę jesteś kozakiem, możesz wystartować w kategorii „original by motul” (wcześniej „male moto”). Wtedy jedziesz sam i sam obsługujesz swój sprzęt. Nie masz auta assistance, ani mechaników. Organizator dostarcza na każdy kolejny biwak dwie twoje skrzynki z częściami i sprzętem biwakowym. Pozwala to ściąć wiele kosztów, ale bardzo ogranicza zawodnika i nakłada na jego barki ogrom obowiązków. Ta kategoria zarezerwowana jest dla świetnych motocyklistów, którzy dodatkowo są znakomitymi mechanikami i… nie potrzebują snu. To prawdziwi bohaterowie, którzy na biwaku darzeni są szczególnym szacunkiem. Rzadko jednak zdarza się, by rajder tej klasy zakończył Dakar w TOP 20 klasyfikacji generalnej.
Wszystkie opisane koszty dotyczą motocykli. A co z samochodami, czy autami UTV, które z edycji na edycję zyskują coraz większą popularność? Najprościej byłoby napisać, że cztery koła, to cztery razy wyższe koszty. I coś w tym jest, choć tu także wszystko zależy od postawionych sobie celów.
„Pracowałem w zespole samochodowym kilka lat i wiem, że to już zupełnie inna półka cenowa. W tej klasie naprawa auta po jednej rolce może kosztować np. 80 tysięcy euro. 80 tysięcy euro w piach na jednym biwaku i nikogo to nie szokuje! Wiadomo, że budżet musi mieć górkę, ale o starcie samochodem, który umożliwi walkę o dobry wynik, można myśleć mając do dyspozycji 700- 800 tysięcy euro. Przejechanie całego sezonu w klasie aut tak, by ścigać się na poważnie, generuje astronomiczne sumy. No i jest to studnia bez dna. Na Dakarze widzę małe zespoły rodzinne z autem rajdowym i pojazdami assistance o wartości 5 milionów euro. W klasie UTV, wykładając pół miliona euro można już próbować walczyć o TOP 10. Oczywiście, da się taniej, bo ceny zaczynają się od 200-250 tysięcy euro, ale taki będzie budżet nie pozwoli na rywalizację z najmocniejszymi teamami oraz ich technologią. To kwota na ewentualne dojechanie do mety” – podsumowuje Dąbrowski.