Bieganie
Asia Jóźwik: Szybkość jest, presji nie ma
„Wiadomo, że to sezon wyjątkowy. Prędkości na 800 m będą kosmiczne. Ale czuję ogromną motywację”.
Red Bull: Asiu, w poniedziałek byłaś w Warszawie jednym z gości otwartego treningu dla miłośników biegania, promującego Wings for Life World Run , czyli charytatywny bieg, którego kolejna edycja odbędzie się na całym świecie 8 maja. Polski bieg, tak jak w poprzednich latach, wystartuje Poznaniu. Zamierzasz dołączyć?
Joanna Jóźwik: Tak! Bardzo podoba mi się ta inicjatywa. Bieg jest charytatywny, wszystkie zgromadzone pieniądze idą na rozwój badań nad znalezieniem metody leczenia przypadków przerwania rdzenia kręgowego. A poza tym to okazja do sprawdzenia się w nietypowych okolicznościach dla wszystkich fanów biegania, bo to zawody, w których meta goni zawodników, a nie odwrotnie. Za uczestnikami jedzie samochód, który startuje z opóźnieniem i ściga biegaczy. Wygrywa ten, kto zostanie złapany najpóźniej. Podoba mi się ten pomysł. Na pewno wystartuję w Poznaniu, z tym że nie będę biegła na 100 procent. Nie pozwalają mi na to moje plany zawodnicze, to dla mnie bardzo ważny sezon. Nie mogę sobie pozwolić na wielokilometrową przebieżkę. Pobiegnę jakąś cześć dystansu, a potem odpuszczę. Najważniejszy jest i tak udział.
Tym bardziej, że twoją specjalnością są jednak nieco krótsze dystanse, np. 800 m, na którym zdobyłaś brąz mistrzostw Europy i zajęłaś siódmą lokatę na mistrzostwach świata w Pekinie. Jak przygotowania do sezonu?
Wróciłam właśnie ze zgrupowania w RPA, gdzie przez kilka tygodni z innymi biegaczami z kadry, ale też np. ze skoczkiem o tyczce Pawłem Wojciechowskim, trenowaliśmy niedaleko Johannesburga w bardzo dobrych warunkach. W cieple, na wysokości ok. 1350 metrów. W poprzednim sezonie byłam w RPA w tym samym miejscu i ten wysokościowy trening dobrze podziałał na mój organizm. Czułam to potem podczas startów w hali. Mam nadzieję, że teraz też tak będzie.
Mój typowy trening wytrzymałościowy wygląda tak: 1000 m, przerwa, 600 m, przerwa, 400 m, przerwa, 300 m, przerwa, 150 m.
Czy zima w twoim przypadku to jest taki moment, gdy pracujesz na treningach głównie nad wytrzymałością?
Teoretycznie tak by było, gdybym myślała wyłącznie o sezonie letnim, ale tak do końca nie odpuszczam startów w hali. Zaplanowane mam występy w czterech mityngach w najbliższym czasie. Dlatego moje przygotowania w RPA nie były nastawione stricte na wytrzymałość, to było trochę takie wejście w sezon halowy. Zaczynałam obóz z większymi obciążeniami i kilometrażem, a potem powoli schodziłam z nich, żeby zwiększyć szybkość. Biegi były coraz krótsze, ale bardziej dynamiczne.
Możesz zdradzić nieco dokładniej, jaki jest twój warsztat? Jak wyglądają w tym czasie roku typowe treningi zawodniczki startującej na 800 metrów?
Na przykład typowy trening wytrzymałościowy wygląda tak: 1000 m, przerwa, 600 m, przerwa, 400 m, przerwa, 300 m, przerwa 150 m. I to jest traktowane jako trening długi, czysto wytrzymałościowy, na początku zgrupowania. A potem, żeby wzmocnić szybkość, przechodzimy na kilka serii po 300 m z przerwami. Oczywiście do tego są też biegi ciągłe, np. na początku 5 km, a potem mniej, np. 4 km, ale intensywniej, czyli z większym tempem pod koniec. Tak to z grubsza wygląda. Każdy element treningu z czasem polega na rozpędzaniu się.
Byłaś w RPA drugi raz, czy teraz czujesz, że forma jest lepsza niż przed rokiem? Kiedy pierwsza weryfikacja, czyli pierwszy start?
Zdecydowanie czuję się lepiej. Wiedząc już czego mogę oczekiwać po zgrupowaniu, czerpałam z niego intensywniej, mocniej, takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Pierwszy start mam 3 lutego na mityngu w Dusseldorfie, potem 12 lutego startuję w Toruniu, którego już się nie mogę doczekać, bo w poprzednim sezonie dobrze tam pobiegłam. Polska hala wypełniona biało-czerwonymi kibicami poniosła mnie wyśmienicie. Mam nadzieję, że znów tak będzie.
Myślisz już o najważniejszej imprezie sezonu, no wiesz, tej w sierpniu?
Jakiej? Nic nie wiem (śmiech).
Takie tam bieganie w kółko w Rio de Janeiro…
Jeszcze nie czuję żadnej presji związanej z igrzyskami i mam nadzieję, że jej nie poczuję. Jestem podekscytowana, że mam ogromną szansę, wystartować na igrzyskach. I czuję dużą motywację, żeby pokazać się tam z najlepszej strony. Mam też taką świadomość, że muszę teraz dbać o siebie, o zdrowie, unikać kontuzji, przykładać się do treningu.
Będzie ciężko w tym roku, bo wszyscy rozpędzą się na 100 procent. Wyniki będą kosmiczne.
Jaki z trenerem Andrzejem Wołkowyckim macie plan? Jaką strategię obieracie, żeby się jak najlepiej do najważniejszej imprezy sezonu przygotować?
Skracamy sezon halowy, tak jak mówiłam, maksymalnie będą to cztery starty. Odpuszczamy zupełnie Halowe MŚ w Portland na zachodnim wybrzeżu USA, bo są zbyt daleko, w tym samym czasie, czyli pod koniec marca to ja będę kończyć obóz, który ma być bazą dla sezonu letniego. Będę wtedy bardzo intensywnie pracować nad wytrzymałością. Czerwcowe ME w Amsterdamie weźmiemy z marszu, to znaczy jedziemy, ale z nastawieniem, że traktujemy je jako normlany mityng. Latem wszystko będzie już podporządkowane igrzyskom.
800 metrów to jest specyficzna konkurencja biegowa, spore znaczenie ma taktyka, a także umiejętność przebijania się, czasem z pomocą łokci do przodu, to jest dystans kontaktowy, nie biegniecie w wyznaczonych torach. Wszyscy mówią o tobie, że jesteś „walczak”, że masz do tego przepychania i walki na ostatnich metrach talent. Skąd on się wziął?
Nie wiem, może dlatego, że w grupie mam dużo chłopaków i często trenuję z nimi? Oni zawsze mnie podpuszczają, wciągają w rywalizację na bieżni, a ja się daję wciągać. No to się przepychamy (śmiech) i ścigamy… Myślę, że dlatego tak dobrze czuję się też na ostatniej prostej.
Kto będzie najgroźniejszy w tym sezonie na 800 m wśród kobiet?
Myślę, że na szczycie niewiele się zmieni, to będą te same nazwiska, co na MŚ w Pekinie: Białorusinka Arzamasawa, Kanadyjka Bishop i Kenijka Sum. Ale w górę chcą też iść inne dziewczyny. Będzie ciężko w tym roku, bo wszyscy rozpędzą się na 100 procent. Wyniki będą kosmiczne.
Trener Wołkowycki mówi, że masz wrodzoną szybkość i dynamikę, a największe rezerwy drzemią jeszcze w sile. Rzeczywiście tak jest?
To prawda, ostatnio jak widziałam w Portugali na siłowni Ukrainkę Natalię Lupu, która biega mniej więcej w moim tempie, to mało się nie przewróciłam, jak zobaczyłem jakie ciężary ona wyciska. Ja, jak na mój wynik [rekord życiowy 1,58.35] i warunki fizyczne, robię bardzo mało treningu siłowego. Ale trener nie chce przesadzić. Trzeba uważać, bo oczywiście rezerwa jest, ale należy zwiększać obciążenia delikatnie, żeby nie zatracić dynamiki i szybkości. Na razie jest dobrze.
Masz jakieś hobby, które pozwala ci zabić wolny czas podczas zgrupowań, wyjazdów? Życie sportowca często sprowadza się do czekania – na start, trening, wylot samolotu…
W RPA było ciężko, bo w hotelu nie było internetu! Tylko przy recepcji, więc chodziliśmy tam wieczorami, żeby skontaktować się z najbliższymi, ze znajomymi, z rodziną. I chyba utrzymanie takiego kontaktu to jest dla mnie najważniejsza rzecz. Seriali raczej nie oglądam, jeśli już to wybieram dobry film czy książkę. Ale najlepiej czuję się po prostu w towarzystwie kolegów i koleżanek, innych sportowców. Gramy w różne gry, rozmawiamy, spacerujemy, czasem idziemy do baru na małego drinka.
Miałaś czas pozwiedzać coś w RPA?
Zazwyczaj niedziela jest dniem wolnym i można pojechać na jakąś wycieczkę. Ale ja w tym roku nie pojechałam, bo wyprawa była w to samo miejsce, co przed rokiem. Wolałam odpoczywać. A pamiątkowe zdjęcie z farmy lwów z małym lewkiem na rękach mam z zeszłego sezonu! (śmiech).
Aktualizacja (04.02.2016):
W biegu na 800 m podczas mityngu w Duesseldorfie, Asia zajęła trzecie miejsce. „Podium i 2:02.29 na otwarcie sezonu 😊 To raczej dobra wróżba 😊 Dziękuję za Wasz doping!” – skomentowała na swoim profilu na Facebooku.
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, zdjęciami i filmami, z dyscypliny która interesuje Cię najbardziej? Zapisz się na newsletter już teraz, a na pewno nie przegapisz najlepszych newsów.



