Muzyka

Jurek Owsiak o Najpiękniejszej Domówce Świata: Nikt tego jeszcze nie robił!

© Bartek-Muracki
Autor Andrzej Sroka
„Skoro zostaliśmy zmuszeni, by siedzieć w domach, to zróbmy to tak, by był to fantastycznie spędzony czas” – mówi Jurek Owsiak o 26. edycji Pol'and'Rock Festival, czyli Najpiękniejszej Domówce Świata.
25 lat temu, w Czymanowie, odbył się pierwszy Przystanek Woodstock. Co sobie myślisz teraz, kiedy za kilka dni (30.07.2020 – 1.08.2020) rozpocznie się Najpiękniejsza Domówka Świata, czyli festiwal do oglądania internecie?
Jurek Owsiak: Nigdy wcześniej nie brałem pod uwagę scenariusza, że festiwal będę organizował w wielkiej hali, ale bieżący rok jest wyjątkowo dziwny i nieprzewidywalny. Szukaliśmy dobrego rozwiązania, bo przecież mogliśmy powiedzieć, że jest obiektywna przyczyna i musimy odwołać festiwal, mamy mnóstwo nagranej muzyki, którą znajdziecie w internecie, bawcie się przy niej dobrze. Nie pękliśmy, nie odstąpiliśmy od działania i robimy wielkie wydarzenie, które wprawdzie nie zastąpi prawdziwego festiwalu, ale będzie dla nas wszystkich ciekawym doświadczeniem.
Czy podczas Domówki będziecie przenosić się w czasie do Czymanowa, Szczecina Dąbie, Żar, czyli do pierwszych edycji Przystanku Woodstock?
Mamy bardzo dużo materiału archiwalnego i wielokrotnie będziemy powracać w przeszłość i wspominać Czymanowo, które z perspektywy czasu wydaje mi się siermiężne na maksa. W 1995 roku nie wiedzieliśmy nawet jaka scena będzie; gdyby przywieźli dwa raz mniejszą lub dwa razy większą, to taka by była.
Od samego początku do dzisiaj festiwal robimy sami i to my decydujemy, kto będzie z nami współpracował. My planujemy sztukę, realizujemy ją i mam ogromną przyjemność, że z roku na rok jesteśmy w tym coraz lepsi. Pol'and'Rock Festival to wydarzenie organizowane na najwyższym światowym poziomie, przy czym nie tracące nic z happeningu. To jedyne znane mi wydarzenie, bez barierek, ogrodzeń, na którym ludzie budują maszty, wieszają flagi, przebierają się, przyjeżdżają samochodami, z których wyciągają jakieś dziwne rzeczy, ale te wszystkie dziwactwa upiększają i nadają unikatowy klimat. Chcą przez te kilka dni w roku czuć się swobodnie i to się wszystkim udaje. W niczym pierwszy festiwal nie jest gorszy od następnego…
Publiczność na Pol'and'Rock Festival
Publiczność na Pol'and'Rock Festival
Ale jest inny, bo wy jesteście już w zupełnie innym miejscu niż 25 lat temu.
Jesteśmy zawsze zaangażowani na maksa. Mamy poczucie dumy i spełnienia. Jeśli w przyszłym roku na Pol'and'Rock chciałaby przyjechać największa gwiazda na świecie, to my damy radę. Po tylu latach nie zaskoczy nas nawet najbardziej abstrakcyjne żądanie.
Prywatny sztab stylistów, skórzane kanapy w garderobie, czerwony papier toaletowy, ręczniki od Versace nie stanowią problemu?
(śmiech) Zwykle najbardziej zaskakujący jest catering, ale dopinamy go według naszych pomysłów. Każdy zespół jest zadowolony. Skutkuje to tym, że grają u nas światowe gwiazdy, headlinerzy wielkich festiwali, którzy wracając do swoich ojczyzn opowiadają o fenomenie festiwalu organizowanego w Polsce. Opinia idzie w świat.
Zostańmy jeszcze w Czymanowie. Festiwal organizowaliście rok po „jarocińskiej rozróbie”, co było bardzo ryzykowane, bo nie mogliście przewidzieć jak zachowa się publiczność. Jakie jest twoje najmocniejsze wspomnienie związane z tamtą edycją?
Rzeczywiście, Czymanowo to była próba sił. Wielu pytało o to, czym jest Przystanek Woodstock, nie potrafiąc zrozumieć, dlaczego Jurek Owsiak chce organizować festiwal bez biletów, gdzie każdy może przyjść. Część ludzi, którzy przyjechali z takim „jarocińskim fochem”, dali się nam we znaki. Pamiętam, że przed samym rozpoczęciem festiwalu mieliśmy niezłą spinkę z nimi. Wyszedłem na scenę, była ze mną moja córka Ewa i powiedziałem, że albo będziemy robić ten festiwal razem, albo go zamykamy, bo nie mamy ochoty kopać się nawzajem, to nie ma najmniejszego sensu. Powoli wprowadzaliśmy następujące zasady: bawimy się dobrze, nie wchodzimy sobie na głowę, akceptujemy wszystkie propozycje muzyczne, a jak się coś komuś nie podoba, to do domu.
Jurek Owsiak na Pol'and'Rock Festivalu
Jurek Owsiak na Pol'and'Rock Festivalu
Czy był jakiś skutek?
Nie do końca, bo pamiętam że pierwszy dzień był pełen napięć – czy te zasady nie zostaną złamane. Nie oszukujmy się, nie było idealnie, bo ktoś próbował robić zadymę, ktoś coś krzyknął, ktoś pokazał nieprzyzwoity gest. Przez pierwsze trzy, cztery lata uczyliśmy się nawzajem. Mówiliśmy bardzo głośno, co nam się podoba, a czego nie akceptujemy. Szybko doszliśmy do wniosku, że to nie służby ochronne i porządkowe, tylko my musimy pilnować porządku.
Dziennikarze też nie byli po naszej stronie, nazywając festiwal „przystankiem-butelką” i wydając mnóstwo złych opinii. Nie mówię, że wszyscy, ale część z góry postawiła tezę, że jest to bardzo zły i niepotrzebny festiwal. Z sołtysem Czymanowa też nie było nam po drodze, bo nie wypalił mu jakiś biznes z jedzeniem na festiwalu, w związku z czym przelał całą gorycz na nas.
Czy Przystanek Woodstock mógł zakończyć się na pierwszej edycji?
Jasne, tyle tylko że dosyć szybko pojawiła się propozycja Szczecina Dąbia, a następnie Żar, gdzie zagościliśmy na kilka lat. Miasto Żary bardzo w to weszło, poczuliśmy się partnerami, burmistrz był z nami w ciągłym dialogu, sam czekał na festiwal. Nie było jednak sielankowo, bo mieliśmy cały czas z mediami pod górkę. Przystanek Woodstock określany był jako prowincjonalny, dla ludzi z małych miasteczek, z trzecioligowymi zespołami w programie. Nie mieliśmy dobrej prasy, która boksowała nas bardzo mocno. Ba, byli też dziennikarze, którzy nigdy nie byli na festiwalu, co nie przeszkadzało im wyrażać negatywnych opinii. To sprawiało, że wszystkie pozytywne rzeczy smakowały nam jeszcze bardziej. Pokazywaliśmy ludzi, którzy pięknie się bawią, mówiliśmy: „zobaczcie jacy oni są mili, grzeczni, jak dbają, aby na festiwalu był porządek, czy już znacznie później sprzątają po sobie, mówią stop narkotykom”.
Na Przystanek Woodstock i na Pol'and'Rock przyjeżdżają ludzie o różnych poglądach politycznych, religijnych czy filozoficznych, co jest dla mnie ogromnym fenomenem socjologicznym. Jestem również przekonany, że podobnie będzie z widownią Najpiękniejszej Domówki Świata… Wiem, że zabrzmi to banalnie, ale muzyka jest bardzo często ponad podziałami.
Publiczność na Pol'and'Rock Festival
Publiczność na Pol'and'Rock Festival
Mówisz o rzeczy niezwykłej. Wszyscy są skądś, tyle tylko, że na festiwalu, to nikogo nie interesuje, czy ktoś przyjechał z Podkarpacia, z Gdańska czy z Warszawy. Ten tłum jest jednobarwny w pokojowym nastawieniu.
Począwszy od Czymanowa, przeszliśmy długą drogę do miejsca, w którym teraz jesteśmy. Ci ludzie, którzy byli tam 25 lat temu, bardzo często mają już swoje dorosłe dzieci, które także przyjeżdżają na festiwal. Mam ogromne poczucie dumy, że tworzę Najpiękniejszy Festiwal Świata, który jest w stu procentach „made in Poland”.
Takie zespoły jak IRA, Dezerter, Vader, Illusion, które były w Czymanowie, nadal wydają płyty, ludzie przychodzą na ich koncerty, a wy z tamtego składu zapraszacie na Domówkę jedynie Urszulę. Dlaczego?
Rzeczywiście, Urszula do nas wraca i ludzie to przyjęli z ogromnym aplauzem. Do Czymanowa będziemy przenosić się wielokrotnie, bo mamy naprawdę potężne archiwum. Na Domówce, na scenie zagrają zarówno zespoły takie jak Łydka Grubasa czy Nocny Kochanek, których nie było przecież 25 lat temu jak i formacje związane z nami od wielu lat czyli: Farben Lehre, Hunter, Acid Drinkers czy Raz Dwa Trzy. Taki np. Hunter był już w Szczecinie Dąbiu, ale poziom tamtego koncertu w porównaniu do ostatniego występu na Pol'and'Rock Festival, to inny świat. W tym roku liczę m.in. na świetny koncert grupy BOKKA, którą jestem zachwycony oraz Dra Misio, czyli Arka Jakubika, który działa na mnie wizjonersko i intelektualnie. Pojawią się dzieciaki z Kwiatu Jabłoni, będzie też Big Cyc, który istnieje od początku świata. (śmiech)
Kiedyś za wszelką cenę walczyliśmy, aby mieć w składzie jakąś wielką, zagraniczną gwiazdę, a teraz otrzymujemy listy, żebyśmy powtórzyli dokładnie ten sam koncert na przyszłorocznej edycji Pol'and'Rocka. Ludzie chcą być z nami, chcą być razem, a kto występuje ma dla nich mniejsze znaczenie. To wszystko, od wielu lat układa się w taką opowieść, która wszystkich jednoczy. Po latach mamy też spory kredyt zaufania. W 2014 roku opadły wszystkim szczęki, gdy Budka Suflera grała „Cień wielkiej góry”, a przed ich koncertem pojawiały się opinie, że Woodstock to nie Opole.
Pójściem pod prąd to było dopiero zaproszenie Majki Jeżowskiej, która wystąpiła w ubiegłym roku.
(śmiech) Z Majką znamy się od lat. „Jurek chcę zagrać”, przyszła do mnie na krótko przed festiwalem. „Oj Majka, Majka, bardzo cię lubię, ale nie wiem”, odpowiedziałem, gdyż nie bardzo wiedziałem, co mam zrobić. Rozmawiam z Agatą, która odpowiada za koncerty na Małej Scenie i mówię, jaka jest sytuacja. Okazało się, że zwolniło się miejsce i Majka mogła zagrać. W tym samym czasie na Dużej Scenie hałasowali Decapitated. Mamy zdjęcia z drona, jak bawią się ludzie na obu koncertach. Są to niesamowite obrazki. Zagrać w tym samym czasie, to było ogromne wyzwanie. Potem okazało się, że koncert Majki przegrał o kilka głosów nagrodę Złotego Bączka. Do tej pory jestem pełen podziwu, bo to był mega świadomy występ z jej strony. Nie puściła oczka do publiczności, stwierdziła: „dobra, śpiewam to, co śpiewam, ale zrobię to z super sekcją” i trafiła w dziesiątkę. Ludzie, którzy byli na koncercie słuchali piosenek ze swojego dzieciństwa, śpiewali, pogowali. Nawet jeden „fuck” jej się wypsnął z ust. (śmiech), a w pewnym momencie krzyknęła „Slayer” i później ludzie z niedowierzaniem pytali, czy ona rzeczywiście to powiedziała. Artystycznie zrobiła to bardzo dobrze.
Majka Jeżowska, Pol'and'Rock Festival
Majka Jeżowska na Pol'and'Rock Festival
Majka Jeżowska, Pol'and'Rock Festival
Majka Jeżowska na Pol'and'Rock Festival
Skoro na koncercie The Prodigy bawiło się 700 tysięcy osób, a w ubiegłym roku w kulminacyjnym momencie Pol'and'Rocka uczestniczyło 750 tysięcy ludzi, to organizowanie Domówki wydaje się dużo, dużo prostsze. Czy tak jest?
Nie do końca, bo przepisy bezpieczeństwa są bardzo nieprecyzyjne. Nikt nie potrafi jasno odpowiedzieć na pytanie, czy ludzie z ekipy noszącej sprzęt, muszą mieć od siebie półtorej metra odległości? Na bazie tego, co się już odbyło, począwszy od wesel, skończywszy na zgromadzeniach religijnych, politycznych, z innych okazji, to te przepisy są traktowane bardzo rożnie. We wszystkich działaniach staramy się postępować rozsądnie. Ale jak to zostanie zinterpretowane, gdy podczas Domówki pojawi się kontrola? Czy urzędnik będzie mierzył wszystko centymetrem?
W ciągu ostatnich kilku lat mieliśmy cztery razy podwyższone ryzyko na festiwalu. O ile w pierwszym przypadku mogło to być uzasadnione, o tyle w ubiegłym roku nie miało to żadnego sensu. A podwyższone ryzyko generuje niepotrzebne wydatki, gdyż trzeba wynająć dodatkową ochronę, która nie ma nic do roboty, ale musi być na miejscu.
Przyjęliśmy zasadę, taką jak zawsze, że dmuchamy na zimne i staramy się pewne sytuacje przewidzieć. W Domówce w hali będzie uczestniczyć rotacyjnie w sumie 1200 osób. Wynajęliśmy bardzo dużo urządzeń mierzących temperaturę, zainstalowaliśmy bramki termowizyjne, każdy, kto do nas przyjdzie, będzie ewidencjonowany. W tym momencie prowadzimy weryfikację osób, które się zgłosiły i które chcę być z nami. Wszyscy, począwszy od obsługi, około 350 osób, przez publiczność, na artystach skończywszy muszą czuć się bardzo komfortowo. Ta logistyka zajęła nam najwięcej czasu.
Rozumiem, że cała reszta jest raczej miłym dodatkiem, gdyż wszyscy chcą grać, pracować i mają czas, aby spotkać się w Akademii Sztuk Przepięknych.
Będą z nami po raz pierwszy Janusz Gajos i Andrzej Mleczko, którzy zwykle w tym czasie spędzali wakacje. Joasię Kulig spotkałem na jakiejś sesji zdjęciowej i od razu się zgodziła. Cała technika podobnie.
Dla wielu ludzi Przystanek Woodstock czy Pol'and'Rock Festival to przede wszystkim emocje: uczestników, artystów, twoje podczas dyrygowania całością. Kolejne skojarzenie to wszechobecny kolor: słoneczników, ludzi, sceny, świateł. Czy uda się do tego powrócić podczas Domówki?
Będziemy się starać. Wynajęliśmy piękną halę i cała Domówka będzie odbywać się na 1600 metrach kwadratowych. Zaczęło się niewinnie, gdyż projekt powstał na tekturowym pudle, które kleiłem przez trzy dni. Następnie oddaliśmy to specjalistom, którzy zrobili wizualizacje. Wykonali wielką sztukę i nie będzie cienia przesady jak stwierdzę, że tego typu rzeczy nie ustępują galom nagród Grammy czy MTV. Scena będzie pełna kolorowych świateł. Stworzymy niesamowicie piękną przestrzeń do słuchania i przeżywania koncertów. Każdy zespół będzie grał jedynie pół godziny i liczę, że zawsze będzie to petarda i piguła niesamowitej energii. Pomiędzy koncertami będą 50-minutowe przerwy, w trakcie których chcemy rozmawiać z ludźmi. Jesteśmy przygotowani, mamy backup w postaci 750 fragmentów wszystkich koncertów, które zostały zagrane od festiwalu w Czymanowie do ubiegłorocznej edycji. Jasne, że nie wyemitujemy tego wszystkiego, ale jesteśmy przygotowani na każdą okazję.
Koncerty będą kończyć się o 2. w nocy, a później gramy do 8. rano. Domówka będzie trwała non stop, bez przerwy będziemy lecieć do niedzieli, mniej więcej do 4. rano. Pomimo naszego przygotowania jestem przekonany, że będą momenty zaskoczenia, bo scenariusz jak zwykle napisze życie.
Cały czas namawiasz do rejestrowania Domówek, które w tym czasie będą odbywać się w Polsce i nie tylko. W internecie dostępna jest mapa, na której ludzie oznaczają miejsca, w których będą się bawić, zapraszają do swoich domów, otwierają je dla innych. Np. rzeszowska Domówka ma następującą informację: „Ponieważ posiadam dwójkę dzieci, w tym jedno naprawdę malutkie, dlatego (...) zapraszam znajomych z dzieciaczkami! (…) Jeden z pokoi, zrobimy pokojem miesięcznych Pol'and'Rockowiczów, natomiast drugi będzie dla starszych, gdzie będą mieli swoją Małą Scenę (laptop plus głośniki). Natomiast salon to będzie nasza Duża Scena, gdzie przez 70 godzin non stop będziemy się bawić z Pol'and'Rockiem!”.
Organizujcie swoje małe, średnie, duże Domówki! Mamy już ponad 450 zgłoszeń. Poza Polską, mamy też Domówki w: Niemczech, Norwegii, Hiszpanii, Irlandii, Chinach, Tajlandii, Stanach Zjednoczonych, Australii i w wielu innych miejscach. Myślę, że tych Domówek będzie minimum 500.
Nie pobieramy żadnych opłat, nie ma wirtualnych biletów wstępu, dajemy sygnał za darmo. Wiem, że niektórzy będą pożyczać duże ekrany, nagłośnienie i będą się zbierać w kilkadziesiąt osób, bo chcą być razem i poczuć klimat tego niesamowitego wydarzenia.
My chcemy łączyć się z Domówkami, rozmawiać z ludźmi, będziemy czekać na informacje, foty czy filmiki. Czuję, że przez lata będzie o czym opowiadać, że był kiedyś taki festiwal, który się nie odwołał. Nikt, na całym świecie nie robi tego tak jak my; z publicznością, z łączeniami, z zarejestrowanymi Domówkami, które są rozsiane po całym świecie.
Rozmawialiśmy na temat historii festiwalu, to pozwolisz że wrócimy jeszcze na ubiegłoroczną edycję Pol'and'Rocka, gdzie odbył się pokaz akrobacji lotniczych w wykonaniu The Flying Bulls. Jako miłośnik lotnictwa, jak wspominasz to wydarzenie?
Rewelacyjnie. Od pewnego czasu można mnie wynająć jako motywatora. Prowadzę wykłady dla dużych firm i korporacji. Jeżdżę sporo, lubię to robić, płacą mi bardzo dobrze, więc wszystko się zgadza. Na początku pracownicy mają swoje słupki, a później wychodzę ja. (śmiech). Od ubiegłego roku, każde spotkanie rozpoczynam od filmu z pokazu Red Bulla. To był piękny, wzruszający moment, kiedy przeleciały te samoloty. Kompletnie nas to rozwaliło. Wielki bombowiec na przedzie – śmialiśmy się, że jego kapitan jest równolatkiem z tą maszyną, ale to, co robił akrobata – Łukasz Czepiela – tym małym samolocikiem, to był inny świat. W pewnym momencie zamarłem, bo myślałem że on spada i zobaczę wielki kłąb dymu. Mamy też zdjęcia od Red Bulla, gdzie wszystko widać z góry.
Akrobacje powietrzne · 1 min
Przelot The Flying Bulls nad festiwalem Pol'and'Rock
To było coś niesamowitego! Nad tak wielkim tłumem jeszcze nie leciałem”, mówił Łukasz Czepiela o pokazie nad Pol'and'Rock Festival. „Pierwszy raz latałem nad tak ogromną publicznością. Później, gdy zobaczyłem, co się działo na ziemi, jak zapowiedział nas Jurek Owsiak, jaką energię zbudował na nasz przelot, jak tylko wyszliśmy, z tyłu zza publiczności wlatując do naszego boksu akrobacyjnego, po prostu ciary robiły się na skórze. To było niesamowite show i niesamowite przedsięwzięcie. Chciałbym jeszcze kiedyś pojechać na Pol’and’Rock, żeby posłuchać koncertów”, dodawał. Dla publiczności to też było ogromne przeżycie?
Podczas festiwalu jestem na scenie skupiony na swojej robocie. Bywa też tak, że idę w tłum, na dzidę, aby zobaczyć, jak wygląda festiwal od strony publiczności. Ludzie, gdy mnie wypatrzą, to zwykle dochodzi do śmiesznych sytuacji typu „Jurek, to Ty?”. Kiedy rozpoczynał się festiwal, stałem na scenie, składaliśmy przysięgę, że będziemy dobrze się bawić, że będzie bezpiecznie. Nie planowałem tego, zrobiliśmy to ad hoc i było to bardzo wzruszające wydarzenie. Kiedy nadlatywały samoloty, tylko ja je widziałem, gdyż ludzie byli odwróceni. W pewny momencie krzyknąłem żeby wszyscy odwrócili głowy. To jak te samoloty majestatycznie nadleciały i rozjechały się na niebie, to wszyscy zapamiętali.
Akrobacje powietrzne · 2 min
The Flying Bulls i Łukasz Czepiela nad Pol'and'Rock Festival
Przy okazji Domówki będziesz mógł wraz z Łukaszem Czepielą powspominać to wydarzenie. W planach masz też łączenie z Dawidem Godźkiem, najbardziej utytułowanym, polskim zawodnikiem freestyle BMX, a Maja Kuczyńska pokaże swoje umiejętności w skydivingu. Nigdy nie ukrywałeś, że bardzo lubisz sport, ale skąd u ciebie taka miłość do latania czy w ogóle do sportów ekstremalnych?
Bo to jest ładne, bardzo indywidualne i wymaga totalnego poświęcenia. Tego typu sportów nie uprawia się w niedzielę przed południem. W to trzeba wejść całym sobą. Jeśli nie jest to sport głupio ryzykowny, to szalenie mi się to podoba. Latanie na „netoperka”, to jak oni szybują, jak ocierają się niemal o kaniony – już samo oglądanie tego z boku czy też z kamerki jest niezwykłe. Rzecz jasna nigdy bym sam czegoś takiego nie zrobił. (śmiech) Raz w życiu skoczyłem z kimś na spadochronie i tyle mi wystarczy. To był impuls. Sporty ekstremalne zostawiam dla Red Bulla. (śmiech)
Co do samolotów – to są piękne! Jestem z epoki „Młodego Modelarza”, który na początku drukowany był bardzo słabo, a same projekty niedopracowane i siermiężne. Ale dzięki temu mogłem mieć pierwszego dwupłatowca z niemieckim krzyżem, który brał udział w I wojnie światowej. Pamiętam też, że mieliśmy powiedzenie: „modelarze wszystkich krajów łączcie się”.
Zdarzyło mi się kilka razy lecieć samolotem transportowym CASA do Iraku i Afganistanu, dziękując żołnierzom za Finał, i było to niesamowite przeżycie, które pozostawiło trwały ślad w pamięci. W bazie wojskowej pod Poznaniem, kiedy wojsko się jeszcze z nami lubiło, to siedziałem w F-16. Założyłem skafander, hełm, wszedłem do kabiny, to przeżycia których mi nikt nie zabierze.
Były też czasy, że samoloty LOT-u latały z naszym serduchem. Ich załoga, w ramach grania z Orkiestrą złożyła się na paliwo i dzięki temu przemieszczaliśmy się szybko po kraju. Pamiętam, że podczas trasy z Krakowa do Gdańska eskortowały nas F-16. Mamy zdjęcia, jest też film z tej akcji. Jak pokazuję te nagrania jeżdżąc po świecie, to zwykle pada pytanie: „przepraszam, ale kim pan jest?” (śmiech) Kiedy też F-16 przeleciały nad Woodstockiem, co spowodowało włączenie się wszystkim alarmów. (śmiech)
Mam ogromny szacunek do ekipy Red Bulla i wierzę, że Red Bull też pozytywnie odbiera działania Orkiestry. Dzięki wam ludzie chcą się wspinać, latać, biegać, pływać. Sport kształtuje charakter, a przy okazji odciąga od rzeczy ewidentnie złych. Czekam na to, co wasza ekipa wymyśli na Domówce.

Zobacz galerię zdjęć z Pol'and'Rock Festivalu

Na zakończenie powiedz mi, z czym kojarzy ci się prywatka, bardziej oldschoolowa wersja domówki?
Z tym, że jestem z przyjaciółmi, najlepsza zabawa jest w łazience, a wino chowane jest w pralce marki Frania. Wszyscy oczywiście o tym wiedzą, ale kto pierwszy ten lepszy. (śmiech) Potrafimy się uśmiechać, robić sobie miłe, niekrzywdzące, wzajemne żarty. Gdy prywatka się kończy, to myślimy jak to zrobić, aby spotkać się ponownie w tym samym gronie lub je powiększyć.
Najpiękniejsza Domówka Świata będzie miała fantastyczną atmosferę. Skoro zostaliśmy zmuszeni, aby siedzieć w domach, to zróbmy to tak, aby był to dla nas fantastycznie spędzony czas.