Kamil Piątkowski po podpisaniu kontraktu z Red Bullem Salzburg
© Red Bull Salzburg
Piłka nożna

Kamil Piątkowski: Gdyby nie rodzina, nie byłoby mnie w tym miejscu

„Jesteśmy bardzo zżyci. Za rodzinę oddałbym wszystko. Nikt z nas się nie spodziewał, że moja kariera tak szybko nabierze rozpędu" - mówi Kamil Piątkowski u progu przejścia do Red Bull Salzburg.
Autor: Red Bull Polska
Przeczytasz w 10 min
Dowiedz się więcej

Trent’s Vision

Trent Alexander-Arnold to jeden z najlepszych …

47 min
Zobacz film
Zapraszamy na wywiad z jednym z najzdolniejszych młodych piłkarzy w Polsce, obrońcą Kamilem Piątkowskim, który już niebawem przeniesie się do Salzburga, by wzmocnić ekipę „Czerwonych Byków”. Kamil podsumowuje ostatnie, szalone miesiące swojego życia oraz opowiada, jak wielką rolę w jego rozwoju odegrała rodzina.
Red Bull Polska: Kamil, lista twoich osiągnięć w ostatnim czasie jest naprawdę imponująca. Dopięty transfer do Red Bull Salzburg, powołanie do seniorskiej reprezentacji Polski, wicemistrzostwo Polski i Puchar Polski z Rakowem Częstochowa oraz nagroda młodzieżowca sezonu PKO Ekstraklasy. Który z wymienionych sukcesów jest dla ciebie najcenniejszy?
Kamil Piątkowski: Każdy sukces jest ważny, traktuję je na równi. Szczególnie cieszą dokonania w Rakowie, z którym wiedziałem, że się rozstanę i po pół roku przeniosę się do Salzburga. Niektórzy w tym okresie pewnie odbiegaliby myślami do nowego klubu. Ja natomiast miałem na celu jeszcze bardziej pokazać, na co mnie stać, czego skutkiem jest opuszczenie kraju z wicemistrzostwem i Pucharem Polski. Warto zaznaczyć, że to jest już za mną. Patrzę w przód i skupiam się na tym, co chcę robić dalej. Teraz najważniejsza dla mnie jest aklimatyzacja w nowej ekipie. Chcę zaprezentować się z jak najlepszej strony i mam nadzieję, że chłopaki dobrze przyjmą mnie w szatni. Świetnie, że transfer doszedł do skutku, bo to było moim marzeniem.
Twoja kariera nabiera rozpędu w zawrotnym tempie. Co jest twoją najmocniejszą siłą, która dodaje ci skrzydeł?
Zdecydowanie - mentalność. Mimo, że wokół mnie dzieje się ostatnio bardzo dużo, potrafię zachować chłodną głowę. W piłce nożnej czasami jest z górki, tak jak u mnie teraz, a czasami pod górkę, co też odczułem, gdy zaczynałem grać w Ekstraklasie. Każdy miewa przykre momenty, dlatego w tych dobrych, staram się radość czerpać garściami. Jestem przygotowany, że kiedyś może nadejść zła chwila, ale będę ciężko pracował, by nigdy nie nastała.
Piłka nożna · 9 min
Kamil Piątkowski - pierwsze chwile w Red Bull Salzburg
Skoro każdy miewa przykre momenty, to jak ty sobie z nimi radzisz?
Trudnymi chwilami można nazwać nawet trening czy mecz, który nie pójdzie tak, jak chcieliśmy. Wtedy głowa robi się pełna różnych myśli, wówczas najważniejszy jest spokój i optymizm.
Red Bull Salzburg uznawany jest za markę, która w sprawdzony sposób szlifuje piłkarskie diamenty. Wystarczy, chociażby spojrzeć na przykład Erlinga Haalanda. Jak ty do tego podchodzisz? Czy ten transfer oznacza już "skazanie" na kolejny sukces?
Ciężko potwierdzić te słowa, ponieważ piłka nożna jest nieprzewidywalna. Bardzo cenię, gdy ktoś mi ufa, wtedy ja darzę go tym samym. Tak jest w przypadku Red Bulla, ponieważ zdecydowali się na pozyskanie mojej osoby. Chcę się im odpłacić. Na boisku i poza nim będę poświęcał się futbolowi w stu procentach. Podczas każdego meczu i treningu mogą być o mnie spokojni.
Masz już ustalony plan przeprowadzki do Salzburga?
Obecnie jestem na zgrupowaniu reprezentacji Polski przed Euro 2020. Wierzę, że na turnieju pokażemy najlepszą grę w naszym wydaniu. Po zgrupowaniu będę miał kilka dni wolnego, które planuję w pełni wykorzystać na odpoczynek, aby spokojnie się zresetować. Przy czym, nie zapomnę o przygotowaniu się do nowego sezonu. Później nadejdzie czas na przyjazd do Salzburga i zadomowienie się. Już nie mogę się doczekać, kiedy poznam się ze sztabem i zawodnikami. Będę musiał też załatwić sprawy formalne, pozaboiskowe jak np. mieszkanie czy samochód. Moim priorytetem nadal będzie ciężka praca i realizacja wszystkich założeń sportowych.
Po ogłoszonych powołaniach zdzwoniliśmy się na wideo. Wszyscy popłakali się ze szczęścia.
Kamil Piątkowski
A jak idą postępy w nauce języków?
Podstawy języka niemieckiego już znam i cały czas powoli go szkolę. Przyznam szczerze, że jest to dla mnie dosyć trudne. Natomiast angielski szlifuję cały czas na bieżąco, aby bez problemu porozumiewać się w klubie, ponieważ w szatni Red Bull Salzburg rozmawiają właśnie po angielsku.
Kamil Piątkowski - podpisanie kontraktu
Kamil Piątkowski - podpisanie kontraktu
Twój pierwszy przyjazd do Salzburga w lutym nie był dla ciebie łatwy emocjonalnie, ponieważ w tym czasie zmarła twoja babcia, z którą byłeś bardzo zżyty. Ile siły musiałeś zebrać, aby móc cieszyć się upragnionym transferem i uśmiechać się przed kamerami?
Nie był to łatwy czas. Nie ukrywam, że było ciężko. W trakcie drogi do Austrii rozmawiałem z rodzicami, którzy powiedzieli mi, że jadę spełnić marzenie i babcia na pewno byłaby ze mnie dumna. Naprawdę trudno było mi wygenerować w sobie poczucie szczęścia, ale po uporządkowaniu myśli cieszyłem się z dokonanego transferu. Niestety taka jest kolej życia, jedni przychodzą, a drudzy odchodzą. Nie możemy zrobić nic innego, jak tylko się z tym pogodzić.
Wyjechałem z domu po zakończonej podstawówce, miałem 13 lat. Szybko nauczyłem się samodzielności.
Kamil Piątkowski
Masz tatuaże, które kreują wizerunek "bad boya". Zauważam, że są one jednak przeciwieństwem tego, co nosisz w sercu. Ile w tym prawdy?
Słusznie zauważyłeś, bo to sama prawda. Tatuaże są inną częścią mojego życia, to czysta fantazja. Robię je, bo mi się podobają. Pewnie wiele osób może mieć o tym negatywne zdanie, ale ja się nim nie przejmuję. Z reguły jestem spokojnym, uczciwym i szczerym chłopakiem, który nie szuka problemów.
Chciałbym przejść do tematu rodziny, bo wiem, że jest dla ciebie bardzo ważna. Ile miałeś lat, gdy wyjechałeś z domu?
Wyjechałem z domu po zakończonej podstawówce, miałem 13 lat. Najpierw przez trzy lata mieszkałem w internacie w Krośnie, bo tam chodziłem do gimnazjum, czyli około 25 km od rodzinnego Jasła. Na weekendy przeważnie wracałem do domu. Później w wieku 16 lat przeniosłem się do Lubina, więc aż 500 km od mojego miasta. Łącznie poza domem mieszkam już osiem lat. Szybko nauczyłem się samodzielności i zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, co się dzieje wokół mnie. Uczyłem się również na błędach, które popełniałem. Zrozumiałem, co to znaczy dorosłe życie.
Rodzina Kamila Piątkowskiego wraz z przyjaciółmi
Rodzina Piątkowskich wraz z przyjaciółmi
Kto najbardziej odczuł rozłąkę?
Najbardziej mama i siostra, nieraz pojawiał się płacz. Tata nie pokazywał, że było mu przykro, ale wiem, że w środku na pewno czuł, że nie ma syna w domu. Wszyscy jesteśmy bardzo zżyci. Wiem, że oddałbym za nich wszystko.
Miesiąc po przeprowadzce do Lubina załamany zadzwoniłeś do taty, aby cię stamtąd zabrał, bo nie mogłeś wytrzymać. Jak na to patrzysz z perspektywy czasu?
Powiedziałem mu, że nie wytrzymuję psychicznie. Pojechałem tam jako jeden z lepszych zawodników Karpat Krosno. W Zagłębiu byłem już jednym z wielu i trudno było mi się z tym pogodzić. Bardzo mnie bolało, gdy nie łapałem się do podstawowego składu. Chciałem zrezygnować i wrócić. Tata powiedział mi wtedy, żebym dalej robił swoje i dał sobie jeszcze kilka miesięcy na ocenienie sytuacji. Wówczas wziąłem się za siebie i postanowiłem, że nie odpuszczę. Nastąpił czas, w którym dostałem szansę gry w pierwszej jedenastce i wykorzystałem ją. Później było już tylko lepiej.
Twoja mama, kierując się matczyną miłością i tęsknotą, mówi, że czasem miewa myśli, w których wolałaby, aby syn zamiast rozwijania piłkarskiej kariery był po prostu na co dzień w domu, blisko rodziny. Czy również masz takie momenty?
Tak, dosyć często przechodzi mi to przez głowę. Może nie w taki drastyczny sposób, żeby rzucić piłkę i od razu wrócić. Ale czasem nachodzi mnie refleksja, że mogłem zostać w domu i żyć z rodziną, bo to ona jest dla mnie najważniejsza. Realizuję się i spełniam marzenia, a pamiętajmy, że to tylko i aż piłka nożna. Wiadomo, że kariera piłkarska to coś pięknego nie do opisania, ale jednak wartości rodzinne stawiam ponad wszystko. Nie odbiegam daleko w przyszłość, ale chcę po skończonej karierze nadrobić czas spędzony z bliskimi, który tracimy teraz.
Pierwszy raz na kadrze? Jasne, stresowałem się. Dwa lata temu grałem w trzeciej lidze i oglądałem reprezentację Polski wyłącznie w telewizji.
Kamil Piątkowski
Wnioskuję, że wsparcie rodziców odegrało kolosalną rolę w twoim rozwoju.
Gdyby nie oni, nie byłoby mnie w miejscu, w którym jestem teraz.
Jak zareagowali na wieść o powołaniu do seniorskiej reprezentacji Polski?
Od razu po ogłoszonych powołaniach zdzwoniliśmy się na wideo. Wszyscy popłakali się ze szczęścia. Nikt z nas nigdy się nie spodziewał, że kariera tak szybko nabierze rozpędu. To była piękna chwila, której nie zapomnę do końca życia. Zrozumieliśmy wtedy, że wszystkie wyrzeczenia przynoszą efekty.
Kamil Piątkowski w meczu z Andorą
Kamil Piątkowski w meczu z Andorą
Stresowałeś się przed pierwszym zgrupowaniem?
Tak, stresowałem się. Dwa lata temu grałem w trzeciej lidze i oglądałem reprezentację Polski wyłącznie w telewizji. Fakt, że jestem jednym z młodszych zawodników wcale mi nie pomagał. Nie wiedziałem, jak mnie przyjmą. Bałem się też bariery językowej ze strony trenera Sousy, bo kiedy ktoś mówi do mnie bardzo szybko po angielsku, to nie jestem w stanie dokładnie zrozumieć. Ostatecznie zostałem powitany bardzo miło, a po pierwszym treningu zamieniłem ze szkoleniowcem kilka słów. Wtedy zszedł ze mnie cały stres i poczułem, że mogę być sobą.
Co dzieje się w umyśle młodego piłkarza kiedy po raz pierwszy ubiera koszulkę meczową seniorskiej reprezentacji polski, wychodzi na boisko i z dumą śpiewa hymn narodowy?
Jest to piękna chwila nie do zapomnienia. To był kolejny moment, który uświadomił mi, że to, co robię, ma sens. Kocham mój naród i cieszę się, że mogę godnie go reprezentować, tym samym uszczęśliwiając siebie i kibiców.
Co w reprezentacji Polski urzekło cię najbardziej?
Dyscyplina, swoboda, pewność siebie i przede wszystkim profesjonalizm. Wszyscy tutaj zwracają uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Mowa tu m.in. o żywieniu, przygotowaniu do meczu, treningu i regeneracji.
Jakim liderem jest Robert Lewandowski?
To najlepszy zawodnik na świecie. Jego wyczyny zostaną zapamiętane na długo. Widać, że pracuje dla dobra drużyny. Mocno angażuje się w pomoc innym zawodnikom, często udzielając cennych wskazówek czy wspierając w trudniejszych chwilach. Za złą decyzję potrafi nawet mądrze skrytykować. Robi to w sposób, który ma na celu poprawienie gry.
Czy możesz podać jakiś przykład, który tyczył się akurat ciebie?
Przed meczem z Andorą wytłumaczył mi kilka boiskowych sytuacji. M.in. jak mam się ustawiać i jakich rozwiązań powinienem szukać. Zapytał się też, jak ma do mnie mówić, ponieważ Krzysztof Piątek także ma pseudonim “Piona”. Ostatecznie zostało, że do nas obu wołali “Piona”, a my i tak wiedzieliśmy, do kogo adresowane są słowa.
Kamil Piątkowski w Red Bull Salzburg
Kamil Piątkowski w Red Bull Salzburg
Podczas debiutu z Andorą widać było, że złapałeś boiskową chemię z Kamilem Glikiem.
Kamil jest wyśmienitym stoperem. Dużo mi podpowiadał i chwalił po dobrych zagraniach. To dodawało mi skrzydeł, dzięki czemu mogłem pokazać się na boisku z najlepszej strony. Bardzo mu za to dziękuję.
Tak na koniec - kto jest twoim piłkarskim wzorem?
Sergio Ramos. Podoba mi się jego styl. Nazywam go nowoczesnym stoperem, który obdarzony jest dużym sprytem. Potrafi podjąć ryzyko, umiejętnie wyprowadzając piłkę. Nie zawsze gra pod faul, tylko dynamiką wyprzedza rywala o ułamek sekundy.
Niewiele brakowało, a byłby twoim boiskowym wrogiem podczas Euro 2020. Ostatecznie nie znalazł się jednak w kadrze reprezentacji Hiszpanii.
Szkoda, że go nie zobaczę. Będzie za to wiele innych świetnych defensorów, jak również ofensywnych zawodników, których może będę miał okazję kryć. Mam nadzieję, że dostanę na to szansę. Wiem, że dużo jeszcze przede mną. Będę pracował, aby zostać w reprezentacji Polski jak najdłużej.
Zobacz też:
Piłka nożna · 47 min
Trent’s Vision
Dowiedz się więcej

Trent’s Vision

Trent Alexander-Arnold to jeden z najlepszych …

47 min
Zobacz film