Kara © archiwum prywatne
Muzyka
Kara: Zawsze miałam zajawkę na rap
Jej muzyką zachwycał się Paluch, a do wspólnych nagrań zapraszali Margaret, DJ Decks czy Białas. Poznaj lepiej Karę, 20-letnią raperkę z Krakowa, która robi to, co chce.
Autor Marcin Misztalski
Jak wyglądało twoje muzyczne życie, zanim wydałaś debiutancki krążek „Przebudzenie”?
Kara: Wtedy tak naprawdę trudno można było mówić o jakimś muzycznym życiu, bo dopiero stawiałam swoje pierwsze kroki. Wydawałam luźne kawałki i zagrałam kilka koncertów. Pierwszy odbył się bardzo szybko, bo w momencie, gdy miałam 19 lat i zaledwie dwa kawałki na YouTube. Tego dnia wystąpiłam w Niemczech, bo mój producent miał tam rodzinę i jakieś znajomości. Na imprezę przyszli Niemcy, ale i Polacy. Wspomniany koncert to jedno z najgorszych przeżyć w moim życiu. Bardzo się stresowałam - płakałam chyba z dwie godziny przed wejściem na scenę, dzwoniłam nawet do mamy. (śmiech) Ostatecznie zebrałam się w sobie i zrobiłam swoje.
Pierwszy album wypuściłaś w krakowskim labelu 3Y. Jak trafiłaś pod ich skrzydła?
Zawsze miałam zajawkę na rap, ale nigdy nie robiłam zbyt wiele w tym kierunku, bo pochłaniało mnie osiedle, byłam trochę leniwa i zawsze miałam ważniejsze sprawy do załatwienia. Kiedy opuściłam ostatni ośrodek, poszłam do domu Żółwika z 3Y, który znał się z moim tatą. Nie miał jeszcze wówczas profesjonalnego studia nagraniowego, bo jego studio mieściło się w mieszkaniu w... szafie. Nagrałam tam kawałek „Get Low”, który bardzo mu się spodobał i z miejsca zaproponował mi współpracę. Później wynajęliśmy inne studio i tam już działaliśmy poważniej. Niektóre numery na debiut powstawały spontanicznie, przy okazji, a nad pisaniem innych, skupiałam się w stu procentach. Tutaj nie było reguły. Z perspektywy czasu uważam, że krążek „Przebudzenie” przyjął się bardzo dobrze. Na pewno lepiej niż mój ostatni singel „Dreamliner”. (śmiech)
Co masz na myśli?
No wiesz, teraz nagle spadł na mnie ogromny hejt. Kompletnie nie wiem, dlaczego tak się stało. Przy pierwszej płycie takie sytuacje nie miały miejsca, a już na pewno nie na taką skalę. Codziennie zastanawiam się, skąd w ludziach jest tyle negatywnych emocji i jak drugą osobę można tak bardzo obrażać w sieci. Ja nie potrafiłabym się w ten sposób zwracać do innych. Rozmawiam z różnymi ludźmi na ten temat, między innymi z DJ-em Decksem. Ostatnio było trochę zamieszania wokół mojej osoby - był przecież SBM Starter, Młode Wilki, kawałek z Margaret... Chyba nie każdemu moja obecność odpowiada. Naprawdę trudno mi powiedzieć, dlaczego tak jest. Może to zazdrość? Nie wiem, nie rozumiem tego.
Wnioskuję, że mimo wszystko radzisz sobie z tą krytyką.
Nie ukrywam, że mam obok siebie osoby, które poprawiają mi nastrój i na które zawsze mogę liczyć. Taką osobą jest np. DJ Decks, który dzwonił do mnie ostatnio w tej sprawie i wyjaśnił pewne rzeczy. Jestem bardzo wrażliwa i miewam różne nastroje. Jednego dnia wstaję, jest dobrze i kompletnie się tymi wszystkimi komentarzami nie przejmuję - dzisiaj na przykład mam taki dzień. Ale bywają też takie, że jest zupełnie na odwrót. Wtedy niektóre rzeczy mnie dotykają – zresztą tak, jak każdego innego człowieka. Poza tym ten hejt na mnie jest trochę zabawny, bo często na ulicy podchodzą do mnie ludzie, by porozmawiać, zrobić zdjęcie czy zbić żółwia, ale jeszcze nigdy nikt do mnie nie podszedł i powiedział, że robię słabą muzykę. Dlatego ja nie mam zamiaru przejmować się komentarzami anonimowych internautów. Gdyby zdarzyła się kiedyś sytuacja, że ktoś do mnie podchodzi i mnie krytykuje, to...naprawdę przybiłabym mu piątkę! Cenię i szanuję sobie takie szczere gesty. Przyjęłabym to ze spokojem.
Kara
Kara
Jesteś bardzo młodą dziewczyną, boisz się, że w pewnym momencie ego będzie dawać o sobie za bardzo znać i - mówiac wprost - woda sodowa uderzy ci do głowy?
Nie boję się tego. Mam w sobie bardzo dużo pokory. Nie wydaję mi się, by ktoś musiał mnie sprowadzać na ziemię, bo uderzy mi sodówka. Moi ziomale zawsze mi powtarzają, że jestem normalna i nie odbija mi, gdy kolejni ludzie podbijają po wspólne zdjęcia. Mam wrażenie, że czasami to znajomi bardziej się jarają tymi wszystkimi sytuacjami niż ja. (śmiech) Jestem osobą, która mało czym się jara. Jeśli ktoś np. zaprasza mnie na numer to spoko, dogrywam się, ale jakoś specjalnie tego nie przeżywam. Wyjątkiem było tylko zaproszenie od Białasa, bo ono mnie mega rozwaliło i byłam z siebie dumna. Białas to gość, którego naprawdę bardzo dużo słuchałam. Wiesz, widzę dziś po ludziach, których spotykam, że niektórzy zaczynają mnie inaczej traktować. Jeszcze do niedawna byłam z nimi „na cześć”, a teraz mają mnie za dobrą kumpelę. Muszę troszkę uważać na to, z jakimi osobami się spotykam i co im mówię. Mam kilku swoich ziomali i nie mam zamiaru się spoufalać z resztą, ale różnie to mimo wszystko bywa. Wiem, że nie wszyscy mi dobrze życzą.
Dobrze ci na pewno życzą w wytwórni Stopro Rap.
W Stopro nie mogę absolutnie na nic narzekać. Do tej pory bardzo cieszy mnie nasza współpraca. Wszystko odbywa się wzorowo. Nie ma żadnych problemów i wszystko idzie sprawnie. Pamiętam, że w momencie, gdy reprezentowałam jeszcze barwy labelu 3Y, zwracało się do mnie kilka wytwórni z propozycją wspólnych działań, ale Żółwik mi raczej odradzał te współprace. Później pojawiły się jakieś konflikty między mną a 3Y i w podobnym momencie odezwał się do mnie DJ Decks. Stwierdziłam, że zasilę szeregi Stopro. Poza tym Decks to legenda sceny. Gdy byłam młodsza, spędzałam dużo czasu z kawałkami Slums Attack. Peja był chyba pierwszym raperem, którego słuchałam.
Czego słuchacze mogą się po spodziewać po kolejnym krążku?
Powiem ci tak: jestem z tej płyty na maksa zadowolona. To dobry album, ale nie mam wobec niego specjalnych oczekiwań. Od początku nie nastawiam się na to, że pie*dolnie w punkt i narobi milionowych wyświetleń. Szczerze wyznam ci, że nie spodziewałam się też takiego hejtu jak po pierwszym singlu. Patrząc na odbiór „Dreamlinera”, odniosłam wrażenie, że ludzie spodziewali się po mnie chyba innego klimatu - tego, który znają już z moich wcześniejszych nagrań. Tylko widzisz, ja staram się już odbijać od ulicy. Nie chcę mi się ciągle nawijać o tym samym. „Dreamliner” na pewno nie jest najlepszym kawałkiem, jaki nagrałam na album „Deszcz”, stworzyłam też kilka spokojniejszych kawałków i kompletnie nie mam pojęcia, z jakim spotkają się odbiorem. Nowy album jest w zupełnie innym klimacie niż moja pierwsza płyta. Choć nie ukrywam, że będą tam też jeszcze z 2-3 typowo uliczne numery.
Skąd decyzja o zmianie muzycznego kierunku?
Nie podjęłam jej spontanicznie, kiełkowała we mnie. Ta cała ulica gdzieś tam zaczęła mnie już przytłaczać, a samo uliczne życie przestało mi się po prostu podobać. Chcę być fair wobec moich słuchaczy. Stąd ta decyzja.
Jakie życie, taki rap. (śmiech)
Dokładnie! Autentyczność w muzyce jest dla mnie bardzo ważna, dlatego staram się rapować na bieżąco o tym, co przeżywam. Ostatnio w moim życiu zaszło kilka zmian, słuchacze na pewno się o tym dowiedzą, bo... no, oni muszą o tym wiedzieć. Tak mam zakodowane w głowie. Jest to też pewnie spowodowane moim sumieniem, które przez te wszystkie moje terapie zrobiło się wrażliwsze. Kiedyś umiałam kłamać, a teraz kompletnie tego potrafię.
O tej zmianie kierunku może świadczyć np. twój utwór z Margaret.
Chciałyśmy pokazać z Gośką, że mimo iż jesteśmy z zupełnie innych światów, to potrafimy się muzycznie porozumieć. Margaret napisała kiedyś do mnie wiadomość, że proposuje mój rap i luźno zaproponowała nagranie wspólnego kawałka. Moi rodzice bardzo jarają się Margaret, więc kiedy tylko usłyszeli, że się do mnie odezwała, byli bardzo podekscytowani. Jakiś czas później Gosia podesłała numer i zapytała, czy się dogrywam. Nie zastanawiałam się zbyt długo z odpowiedzią. W niedalekiej przyszłości spotkałyśmy się na planie klipu. Kompletnie nie miałam żadnych oporów przed wejściem z nią do studia, bo to moja muzyka i nie obchodzą mnie reakcje na nasz kawałek. Robię to, co chcę, a nie to, czego oczekują ode mnie słuchacze. Dograłam się do „Antipopu”, bo lubię słuchać jej twórczości, a nie dlatego, że jest popularna i dzięki niej, usłyszy o mnie więcej osób. To kompletnie nie tak.
Muszę jeszcze zapytać o numer z Alkaholiksami...
Aż głupio o tym mówić, a Decks to chyba mnie zje... (śmiech) Ale mówię ci teraz szczerze, z serducha – jak się dowiedzieliśmy z Przemkiem Fergusonem, że mamy się dograć do tego kawałka, to kompletnie nie wiedzieliśmy, kim są The Alkaholiks i jakie płyty mają w swojej dyskografii. Kiedy powiedziałam to Decksowi, to oszalał. (śmiech) Od razu zaczął puszczać nam w studiu ich kawałki i dopytywał, jak możemy nie znać ich twórczości.
Ale, czym jest akcja Młodych Wilków, chyba wiedziałaś? (śmiech)
Tak, ale powiem ci, że ja w sumie nie wiem, po co się na to zgodziłam. Zastanawiałam się długo, czy mam tam iść. Zgodziłam się, ale też raczej bez podjarki. Poszłam do Młodych Wilków chyba typowo dla przygody, zajawki i po to, by poznać nowych ludzi. W pierwszy dzień pojechaliśmy do Siwego do studia Rap Newsa, freestyle'owaliśmy do szóstej rano i zdarłam sobie gardło. Przez cały młodowilczy tydzień nie mogłam mówić i dopiero gdy wróciłam do domu, odzyskałam głos. (śmiech) Nie liczę, że ta akcja sprawi, że stanę się bardziej popularna i nagle wszyscy zaczną mnie słuchać. Było fajnie, dobrze się tam bawiłam i ciekawie spędziłam czas. To chyba tyle.