Końcówka sezonu 2026 to okres, w którym zakończenie sportowej kariery ogłosili m.in. Eli Tomac i Dylan Ferrandis, więc nic dziwnego, że można było mieć obawy co do decyzji Kena Roczena. W końcu po zdobyciu upragnionego, pierwszego w swojej karierze mistrzostwa AMA Supercross w klasie 450, sam K-ROC nie deklarował pewnego powrotu na start w styczniu 2027 na stadionie w Anaheim.
Oficjalne potwierdzenie przedłużenia kontraktu Kena Roczena z Progressive/Cycle Gear Suzuki Team sprawiło, że wszyscy z jeszcze większą ekscytacją czekają na inaugurację sezonu AMA Supercross 2027. W końcu kto nie chce zobaczyć „jedynki” na czerwonym polu numerowym RM-Z 450 Roczena, dla którego to będzie już 16. sezon w królewskiej klasie w karierze.
Mistrz gotowy na oblężenie
Przedłużenie kontraktu oznacza, że w 2027 roku zobaczymy Kena Roczena w barwach zespołu PMG Suzuki już po raz piąty z rzędu. Zeszłoroczne wspólne mistrzostwo klasy 450 było pierwszym w karierze Roczena i pierwszym od 2010 roku dla Suzuki. Obrona tytułu nie będzie jednak prostym zadaniem, bo królewska kategoria aż pęka w szwach od piekielnie szybkich nazwisk.
Oprócz braci Lawrence z HRC Hondy, Coopera Webba na Husqvarnie, debiutującego w supercrossie Dangerboy Deegana na Yamasze, czy duetu Red Bull KTM - Jorge Prado i Lucas Coenhen, Ken Roczen będzie ścigał się z również z Jasonem Andersonem i Justinem Barcią. Mało tego, z dwójką najbardziej agresywnie jeżdżących zawodników przyjdzie mu rywalizować nie tylko w weekendy podczas zawodów, ale również w trakcie tygodnia na treningach. Anderson i Barcia uzupełniają skład zespołu Progressive/Cycle Gear Suzuki Team.
Trzech muszkieterów Suzuki
Trzech tak doświadczonych zawodników w jednej organizacji? Wydawać by się mogło, że nie można mieć lepszych „ochroniarzy” do obrony mistrzowskiej korony. Jednak na torze każdy będzie walczył przede wszystkim o własny wynik i własną wypłatę.
Roczen nigdzie nie odchodził, ale wraca na start, by bronić tytułu. Pierwszy sprawdzian czeka go już 10 stycznia 2027 roku w Anaheim.