Kubi Producent
© Sony Music Poland
Muzyka

Kubi Producent: Taco jeszcze nie, ale kto wie…

Na swoim koncie ma dopiero trzecią klasę szkoły średniej, ale też Platynową Płytę oraz album, na którym zebrał 30 gości. „Bo czegoś takiego nikt u nas nie zrobił” – mówi nam Kubi Producent.
Autor: Tomek Doksa
Przeczytasz w 7 minPublished on
Nastolatki w twoim wieku mają różne marzenia. Twoim jak rozumiem była płyta producencka?
Kubi Producent: Dokładnie. Od dziecka, kiedy miałem ledwie 11 lat, chciałem nagrać i mieć taką płytę. Wiadomo, że po drodze udało mi się nagrać płyty z Bedoesem [druga z nich – „Kwiat Polskiej Młodzieży” pokryła się platyną – przyp. red.], na swoim koncie inne produkcje i projekty, do których dokładałem swoją cegiełkę, ale jednak ten materiał, podpisany tylko moją ksywą, cieszy najbardziej. Pamiętam, kiedy zrobiliśmy już wszystkie utwory na „+18” i włączyłem całą płytę po raz pierwszy, wtedy nie wytrzymałem i krzyknąłem: „ku*wa, mam to!”. Bo muszę ci się przyznać, że w trakcie całego procesu nagrywania płyty, potrafiłem słuchać poszczególnych utworów po trzydzieści kilka razy i wciąż coś w nich zmieniać. Nie chciałem, żeby ta płyta była jakaś – ona miała brzmieć tak, jak sam oczekuję tego po krążkach artystów, których cenię. Miała być zajebiście zrobiona i nie mogła się nudzić po pierwszym odsłuchu.
„+18” kosztowała cię najwięcej pracy spośród wszystkich projektów, jakie do tej pory robiłeś?
Tak. I taka, o której najbardziej marzyłem. W moim życiu zawsze było mnóstwo muzyki. Na przykład mój tata słuchał w domu artystów pokroju Vangelisa czy Mike’a Oldfielda i oni też mi się bardzo podobali. Oni też ukształtowali mnie jako gościa, który robi muzykę. Kto dobrze zna moje nagrania ten pewnie wie, że pojawiają się w nich ambientowe i melancholijne brzmienia – one wzięły się właśnie z mojego dzieciństwa, z tego, czego słuchałem w domu. Potem zacząłem podpatrywać, co robił mój starszy brat… Wiesz, gdy miałem 11 lat, popołudnia spędzałem głównie grając w Counter-Strike’a, albo w Metina, a Sapi, mój brat, bawił się wtedy programem, w którym można było robić muzykę. Pewnego dnia mi go pokazał i… strasznie się w niego wkręciłem! Odstawiłem gry i zacząłem odkrywać muzykę m.in. Dr Dre na płycie „2001”, albo Lil Jona na albumie „Crunck rock”. Mega podobał mi się na nich ten dudniący bas i chciałem, żeby u mnie dudnił tak samo. Oczywiście na początku zupełnie mi to nie wychodziło, ale nie odpuszczałem. Oglądałem setki klipów na YouTube, wywiady i wideo nagrania ze studia – przyglądałem się amerykańskim producentom i raperom i chciałem być tacy jak oni. Tylko to mnie zaczęło interesować w życiu. Lex Luger, SouthSide, Wacka Flocka Flame, Gucci Mane – słuchałem ich godzinami! Ale minęło trochę czasu, zanim doszedłem do takiego momentu, kiedy sam byłem zadowolony ze swoich nagrań.
Czyli przesiedziałeś swoje nastoletnie lata przed kompem – zamiast bawić się z rówieśnikami, szlifowałeś warsztat.
Dzięki temu, że mam starszego brata, to obok zawsze kręcili się jacyś znajomi. Ale rzeczywiście kiedy odkryłem w sobie tę muzyczną pasję to trochę się odciąłem i bardziej od kręcenia się po mięście interesowało mnie odkrywanie i robienie nowej muzyki. Wiadomo, gdzieś tam wychodziłem, ale zamiast gry w piłkę faktycznie wolałem siedzieć przed kompem i szlifować warsztat. To mi sprawiało największą przyjemność.

Oryginalny Red Bull

Red Bull Energy Drink

Red Bull Energy Drink
Twojej mamie też?
Moja mama na pewno była wtedy na mnie zła. Że częściej coś tam klikam niż się uczę czy bawię z rówieśnikami. Ale dzisiaj wie, jakie to było dla mnie ważne.
Dla ciebie na pewno „+18” była ważna, szczególnie w kontekście oskarżeń pod twoim adresem – że korzystasz z gotowych loopów, że nie masz talentu.
Też. Chciałem tą płytą udowodnić wszystkim hejterom i tym, którzy twierdzili, że jadę na gotowcach, że jednak byli i są w błędzie. Parę lat temu pisano o mnie różne historie, choć dopiero uczyłem się pewnych rzeczy. Teraz na swojej płycie starałem się pokazać moje prawdziwe, producenckie możliwości. Włożyłem w nią wiele pracy i serca, zaprosiłem mnóstwo gości, pracowałem ostro dwa i pół roku, – a wszystko po to, by zrobić płytę, z której przede wszystkim ja sam będę dumny. I mówię ci, że jestem.
Kubi Producent

Kubi Producent

© Sony Music Poland

Co cię najbardziej nakręcało do pracy?
Chciałem pokazać, że dziś da się zrobić trapowy, nowoczesny materiał. Że nie tylko działają single na streamingach i YouTube, ale że można nagrać koncepcyjny album producencki. W mojej głowie wciąż kołatała myśl: „czegoś takiego nikt u nas nie zrobił” i to ona mnie nakręcała.
I nikt ci nie mówił: „Kubi, poczekaj”? „Może taka duża płyta powinna poczekać”?
Pewnie, że byli ludzie, którzy mi mówili, że rzucam się na głęboką wodę, że taki projekt jest czasochłonny, a jeśli jeszcze chcę zaprosić kilkunastu gości, to oni mogą mi to wszystko rozwalić. Na szczęście nie posłuchałem. (śmiech) Przy płycie też mi się trochę poszczęściło – wiesz, choćby dlatego, że niczego przy niej nie musiałem robić na siłę. Wszystko potoczyło się bardzo naturalnie, serio. Miałem doskonały przelot z wszystkimi gośćmi, rozumieliśmy się w zasadzie bez słów, więc dla mnie ta płyta to naprawdę seria samych przyjemności.
Nagrywałeś ją z każdym z gości w studiu czy korzystaliście z dobrodziejstw internetu i nagrywania na odległość?
Różnie. Niektóre kawałki robiliśmy wspólnie w studiu, przy innych wykorzystywaliśmy różne kanały komunikacji, albo spotykaliśmy się gdzieś w trasie. Przed samym nagraniem jakiegoś kawałka wymienialiśmy się pomysłami i inspiracjami na dany numer, podsuwałem gościom moje pomysły, które były potem rozwijane. Tak było np. przy utworze „Miasto” z VICem i Kosą, krakowskimi wariatami. Powiedziałem im: „zróbmy kawałek o mieście”. I to wystarczyło. Podchwycili temat i dowieźli zwrotki, które moim zdaniem robią z tego numeru jeden z najlepszych na płycie.
Czyli to nie było tak, że dawałeś ludziom bity, a oni tylko dogrywali wokale?
Sporo jest tu moich pomysłów na gościnne występy. A to dlatego, że bardzo nie chciałem nagrywać płyty, która będzie zbiorem jakichś towarzyskich przypadków. Zależało mi na tym, żeby goście byli spójni z moją wizją, a jednocześnie czuli się dobrze w danym utworze. W kawałku „Lifestyle” na przykład chciałem, żeby Malik wjechał z jakimś takim swoim, wiesz, „życiowym” refrenem, bardzo w jego stylu. I to się udało. Po nim wiedziałem, że musi się tam jeszcze pojawić Borixon i Białas. Ale są też na krążku numery, w których rapuje tylko jedna osoba i to też nie jest przypadek – czasami jeden raper w zupełności mi wystarczał.
A kogo na tej płycie nie ma?
W planach miałem jeszcze numer z Taco Hemingwayem, ale ten ostatecznie nie doszedł do skutku. I to jedyny, który przy „+18” rzeczywiście się nie udał. Ale wierzę, że kiedyś zrobimy coś razem.
Na tle wszystkich rapujących gości, na twojej płycie wyróżnia się elektroniczno-alternatywny duet Coals. Wziąłeś go na płytę dlatego, żeby się odwdzięczyć za swój udział na epce „Klan”?
Przede wszystkim dlatego, że ja bardzo lubię to, co Coals robią. Faktycznie miałem okazję wystąpić na ich tegorocznej epce, ale chciałem też taki numer powtórzyć na swoim albumie. Moim nieskromnym zdaniem, wyszło super. Raz, że współpraca z Coals i praca nad nieco inną muzyką niż na reszcie albumu sprawiła mi mega przyjemność, to jeszcze mogłem pokazać, że potrafię robić nie tylko trapowe rzeczy.
Nie myślałeś, by całą swoją pierwszą płytę zrobić z podobnie nieoczywistego klucza? Że nie tylko kumple, ale właśnie artyści z innych muzycznych bajek, jak Coals?
Przy „+18” miałem konkretny szkic płyty i chciałem się tego trzymać. Wymyśliłem ją sobie jakiś czas temu i przybrałem za cel, który chciałem osiągnąć. I muszę ci powiedzieć że choć wydałem trapową płytę, to te brzmienia już od jakiegoś roku nie grają mi tak mocno w duszy jak kiedyś. Dziś na przykład wyszła nowa, fantastyczna epka Buriala – to jest taka muzyka, która kręci mnie dzisiaj najbardziej! Słucham dużo alternatywy, ambientów, słucham też dużo popu, i z różnych zakątków świata, niewykluczone więc, że moje następne produkcje będą nagrywane z zupełnie innymi artystami. Zobaczymy. To przecież moja pierwsza producenka płyta. (uśmiech)