Hubert Ptaszek i Maciej Szczepaniak w barwach Orlen Team
© Orlen Team
WRC

Maciej Szczepaniak: Czołówka coraz bliżej

"Wkrótce nadejdą rajdy, w których Hubert Ptaszek pokaże, na co go stać" - mówi czołowy polski pilot rajdowy.
Autor: Michał Owczarek
Przeczytasz w 6 min
Relacje z Rajdu Sardynii WRC możecie oglądać w ten weekend na Red Bull TV – wszystkie szczegóły TUTAJ.
Hubert Ptaszek wraz z pilotem Maciejem Szczepaniakiem wystartowali do tej pory w trzech rajdach zaliczanych do mistrzostw świata WRC–2. W Meksyku nie udało im się dojechać do mety, w Argentynie zajęli piąte miejsce, a w Portugalii dojechali na dziewiątej pozycji. W klasyfikacji generalnej cyklu zajmują 16. miejsce z 12 punktami. Są najwyżej notowaną polską załogą w mistrzostwach świata. W Rajdzie Sardynii nie startują. Kolejną imprezą w ich kalendarzu jest Rajd Polski.
Michał Owczarek: Jesteś najbardziej doświadczonym polskim pilotem w mistrzostwach świata, a jeździsz z kierowcą najmłodszym. Czujesz się jego mentorem?
Maciej Szczepaniak: Na pewno role w zespole są podzielone. Hubert ma niespełna 24 lata i dość spore doświadczenie, natomiast ja tych lat mam znacząco więcej i doświadczenia też. Staramy się wykorzystywać moją wiedzę, by proces nauki Huberta przebiegał jak najszybciej.
Patrząc na dotychczasowe postępy, które robił, to nasze założenia się sprawdzają. Początek sezonu jeśli chodzi o zdobycze punktowe, nie jest taki jak byśmy chcieli, ale nas bardziej interesuje różnica do czołówki, która zmniejsza się z każdym rajdem, z każdym odcinkiem specjalnym. To jest nasz cel długofalowy. Po zeszłym roku, który był etapem totalnie poświęconym na naukę, Hubert osiągnął prędkość zbliżoną do czołówki, ale wciąż przydarzają mu się błędy i trochę pecha. Ale taki jest ten sport.
Od 20 lat siedzę na prawym fotelu w rajdówkach i wiem, że różne rzeczy się zdarzają, ale jestem przekonany, że na niektórych etapach Hubert daje dużo radości kibicom i naszym sponsorom. Mam nadzieję, że wkrótce nadejdą takie rajdy, w których pokaże, na co go stać.
Ptaszek Rajd Argentyny WRC 2017 transmisja Red Bull TV

Ptaszek i Szczepaniak gotowi na Rajd Argentyny

© Jaanus Ree/Red Bull Content Pool

Dzieli was 20 lat. Jesteście kumplami w zespole? A może traktujesz go trochę jak syna?
Jest między nami rzeczywiście spora różnica wieku, ale też relacja kierowca - pilot jest specyficzna. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, jesteśmy razem ponad 200 dni poza domem, więc siłą rzeczy te relacje się nawiązują. U nas to jest taka mieszanka. W aucie jest bardzo profesjonalnie, poza nim jest sympatycznie i koleżeńsko, przyjacielsko wręcz.
Ja nie stawiam się w roli ojcowskiej, bo moja córka ma dopiero 12 lat, a Hubert 24, a poza tym Huberta tato jest świetnym gościem i ze wszystkich ojcowskich obowiązków świetnie się wywiązuje.
Jak spoglądam na te nasze półtora roku współpracy, to model, w którym funkcjonujemy się sprawdza i obie strony są zadowolone. Jest szansa, że będzie ona kontynuowana.
Jak jeździłeś z Robertem Kubicą, mówiłeś, że pilot jest narzędziem w rękach kierowcy. Jeżdżąc z Hubertem też tak do tego podchodzisz?
Tu jest dokładnie tak samo. Pilot zawsze będzie narzędziem w rękach kierowcy, ale może go używać w różny sposób. Hubert robi to zupełnie inaczej niż robił to Robert, bo musi to dostosować do swoich potrzeb. Widzę ogromny postęp w naszej współpracy między pierwszymi rajdami a tym co jest teraz. Hubert bardzo dorósł jako kierowca, jako profesjonalista i bardzo się z tego cieszę.
Waszym ostatnim wspólnym startem był Rajd Portugalii. Miałeś obawy przed przejazdem odcinka Fafe, gdzie rok temu uszkodziłeś kręgosłup?
Nie było obaw. W tym roku złożyło się tak, że na poprzednim odcinku złapaliśmy kapcia i tą słynną hopę pokonywaliśmy uszkodzonym samochodem, więc ten skok był niewielki. Ale jakbym miał się stresować przed każdym niebezpiecznym miejscem, które przejechałem przez ostatnie 20 lat na odcinkach specjalnych, to byłbym zestresowany cały czas, a staram się być spokojny w aucie. Nie myślę o tym, co było. Patrzę w przód.
Stawka w WRC–2 jest w tym sezonie bardzo silna. Jak wiele dzieli was od czołówki?
Bardzo się cieszę, że rywalizacja jest na tak wysokim poziomie, bo tylko w ten sposób zawodnicy mogą się rozwijać. Bez nadmiernych pochlebstw można stwierdzić, że Hubert znacząco zbliżył się do czołówki. Jadąc skoncentrowany i jadąc swoim tempem jest w najlepszej piątce WRC–2, co na ponad 20 zespołów jest sporym osiągnięciem - jak na chłopaka, który w tym cyklu jedzie dopiero drugi sezon.
Wasz sezon na półmetku. W trzech pierwszych startach nie wszystko poszło po waszej myśli. Jakie są cele na resztę sezonu?
Przede wszystkim chcemy ustabilizować tempo i przejechać czysto weekend rajdowy. Jeśli to nam się uda, wynik będzie więcej niż obiecujący.
Maciej Szczepaniak na prawym fotelu Roberta Kubicy

Maciej Szczepaniak u boku Roberta Kubicy

© Adam Roszkowski

Dzięki startom w WRC–2 możesz też podglądać to, co się dzieje w WRC. Masz swoich faworytów?
Każdy z zespołów startował z czystą kartką po zmianie przepisów. Widać, że auta są porównywalne i decydujące okazują się być umiejętności kierowców. Nie ma dominacji jednego zespołu, jak to było w ostatnich latach. Liderem wciąż jest Sebastien Ogier, który pokazuje cały czas swoją wartość, gdy wsiada do samochodu. Uważam, że to jedyny rok, w którym M-Sport może walczyć o tytuł, bo dysponuje najmniejszym budżetem z całej stawki i będzie mu trudniej nadążyć za postępem wielkich fabryk jak Hyundai czy Citroen. Ściągając Ogiera zrobili wszystko, by ten moment jak najlepiej wykorzystać.
Do WRC przeskoczył na razie na Rajd Sardynii Andreas Mikkelsen. Z waszej perspektywy lepiej, żeby został tam na stałe czy się dalej z wami ścigał?
Nie ma to znaczenia. Jeśli zostanie w WRC–2, to zostanie mistrzem świata. Za każdym razem, gdy wsiada do auta WRC–2, robi co chce. Dla nas ma to drugorzędne znaczenie, choć lubimy się porównywać z najlepszymi. Są dobrym punktem odniesienia. Natomiast, z punktu widzenia całego cyklu dobre jest to, że wraca do WRC, bo tam jest jego miejsce.
Twój były kierowca - Robert Kubica - testował bolid F1. Wiedziałeś o tym?
Wiem, co się u niego dzieje. Jesteśmy z Robertem w kontakcie. Trzymam mocno kciuki. Robert jest nie tylko sportowcem ale i człowiekiem, który zasługuje na odrobinę szczęścia po tym nieszczęściu, które go w życiu spotkało. Jest inspiracją dla wielu osób, nie tylko dla mnie. Dwa lata, które spędziliśmy razem w aucie, bardzo zmieniły moje podejście do rajdów. Wiele się przy nim nauczyłem i na pewno do końca mojej przygody ze sportem samochodowym będę to wspominał. Jak wszędzie, poradzi sobie świetnie. Jest wybitną jednostką