1 czerwca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Dziecka. Każdy z nas nim był. Nawet twardy żużlowiec, który ściga się na motocyklu bez hamulców, bawił się kiedyś całkiem niewinnie. Zapytaliśmy Macieja Janowskiego o jego wspomnienia z dzieciństwa i o to, czy w „Magicu” zostało coś z małego Maciusia?
Kiedy przestaje się być dzieckiem?
Kiedy zaczyna na tobie ciążyć obowiązek składania zeznań podatkowych (śmiech). A tak serio, to wydaje mi się, że nie ma reguły i to sprawa bardzo indywidualna. Poza tym, można do tego tematu podejść całkiem inaczej i zapytać, czy tak naprawdę dzieciństwo kiedykolwiek definitywnie się kończy? Albo – czy powinno?
Kończy się? Albo – czy powinno?
Chyba nie. Mam nadzieję, że nie. Że nie musi. Ja, choć mam już „trójkę” z przodu, wciąż w pewnych aspektach pielęgnuję w sobie dziecko i powiem więcej – mam nadzieję, że nigdy tak do końca się go z siebie nie pozbędę. Wierzę, że pewne rzeczy, rodzaj beztroskiego podejścia, czy po prostu ufność i wiarę w przyszłość warto w sobie zachować.
Jakie są twoje pierwsze wspomnienia?
Dom. Pełny miłości i śmiechu. Dom, w którym czułem się bezpiecznie. Moje najwcześniejsze wspomnienia związane są z ruchem, z różnymi dziecięcymi aktywnościami. Wspólne spędzanie czasu z kolegami na podwórku, niekończące się zabawy w chowanego, wyjazdy na grzyby do Nowej Soli i na narty do Rzeczki. To są te najstarsze obrazy, które jestem w stanie przywołać w pamięci. No i oczywiście żużel. Moich pierwszych wizyt na stadionie nie mam prawa pamiętać, bo rodzice zabierali mnie na zawody jeszcze w wózku, kiedy miałem niewiele ponad rok. Ale późniejsze wyjścia już dość wyraźnie sobie przypominam. Mnóstwo czasu spędzaliśmy na speedway’u. Od najmłodszych lat, całe życie na „Olimpico”.
Jakie było twoje dzieciństwo?
Myślę, że takie, jakie powinno być i jakiego można życzyć wszystkim dzieciakom. Beztroskie, pełne uśmiechu, zabaw, zdartych kolan i siniaków powstałych w wyniku wykonywania rozmaitych wariactw. Dostałem bardzo dużo miłości od rodziców. Nie można chyba dać dzieciom nic ważniejszego… No, fajne to było dzieciństwo. Kurczę, dawno go nie wspominałem, a może to błąd? Refleksyjnie się zrobiło… Ale to są miłe, bardzo ciepłe wspomnienia, a to świadczy chyba o tym, że miałem naprawdę dobre dzieciństwo.
Wspomniałeś, że nadal pielęgnujesz w sobie dziecko. Co ci zostało z tych beztroskich lat?
Spontaniczność. Dziś mam już dwójkę swoich własnych dzieci, więc o totalny spontan w życiu jest oczywiście dużo trudniej, ale nadal staram się zostawiać sobie pewien margines na nieplanowane działania, wycieczki, zajawki itp. Na pewno pozostała we mnie niezmącona miłość do sportu i potrzeba ruchu, zmęczenia, aktywności. Myślę też, że nadal bardzo ważni są dla mnie przyjaciele. Tak, jak wtedy ci koledzy z podwórka… Ogromnie cenię sobie możliwość otaczania się ludźmi, przy których dobrze się czuję i którym sam chcę dać pozytywne emocje. Oczywiście, to się zmienia – dawniej najważniejszy był kumpel, który znał najlepsze kryjówki, a dziś rola przyjaciela jest o wiele ważniejsza, ale zasada pozostaje ta sama – dobre relacje międzyludzkie dają dobre życie. Staram się też pozostawać optymistą i cieszyć każdym dniem – to także zostało we mnie od dziecka.
Wspomniałeś, że sam jesteś dziś ojcem. Masz dwie córki. Jakie wartości chciałbyś im wpoić, co przekazać?
Chciałbym, żeby były dobrymi ludźmi – uśmiechniętymi dzieciakami, potem fajnymi nastolatkami i wartościowymi kobietami. Chciałbym też, żeby miały mocny charakter i były ambitne. Żeby codziennie starały się być lepsze i wierzyły w siebie. Żeby były pewne, że mogą się rozwijać i że warto to robić – dla siebie i ludzi wokół. Bardzo zależmy mi też na tym, by były empatyczne. Uważam, że to bardzo ważne. Nie wiem jednak, czy da się tego nauczyć?
A kto ciebie nauczył empatii?
Na pewno rodzice. Nie mówili o tym, ale wystarczyło ich uważnie obserwować, by wiedzieć, jak ważne jest dostrzeganie innych ludzi. Pamiętam, że nigdy nie odmawiali pomocy i nie byli głusi na potrzeby innych. Swoim przykładem uświadomili mi wiele cennych rzeczy.
Bawisz się z córkami?
Oczywiście, że tak! Czasem mam ambicję, żeby zachęcić je do zabawy, którą sam dobrze pamiętam z dzieciństwa, ale one są już chyba inną generacją, albo może muszą jeszcze dorosnąć do tak poważnych spraw, jak grzybobranie (śmiech). Jestem jednak otwarty i uczę się od nich nowych zabaw. Przyznam, że wyobraźnia dziewczynek niezmiennie mnie zadziwia. Wymyślają mi takie role, że głowa mała, ale dzielnie biorę na siebie każdy przydział, żeby zabawa była udana. Dlatego często w poranki po meczach bywam psem, kotem, albo żabą (śmiech). Życzę wszystkim dzieciom beztroskich lat, szalonych pomysłów i genialnych wspomnień. No i tego, żeby mogły pozostać dzieciakami jak najdłużej!
10 min
Maciej Janowski vs. konie mechaniczne na Red Bull Ringu
Maciej Janowski w motorsportowym raju. Zobacz, jak "Magic" sprawdzał możliwości superszybkich aut na Red Bull Ringu, pod okiem legendy F1 - Davida Coultharda.
