„10 lat pracy i to mój pierwszy poranek jako mistrzyni świata, więc jest super” – mówiła Maja Kuczyńska, praktycznie obudzona przez nas, żeby opowiedziała nam co nieco o mistrzostwach świata w indoor skydivingu, które w miniony weekend odbyły się w Charlerois w Belgii. Polska indoor skydiverka i spadochroniarka, po raz pierwszy w karierze wywalczyła na nich tytuł mistrzyni świata.
- Dołącz do Mai podczas największego biegu na świecie i wspieraj badania nad leczeniem urazów rdzenia kręgowego. Pobierz apkę Wings for Life World Run i zarejestruj się
Ciężki trening opłacił się. Nawet pomimo narzuconej sobie presji, Maja była w stanie sięgnąć po złoto latając i starając się zachwycić jurorów w tunelu aerodynamicznym. „Na pewno te zawody były dla mnie najcięższe emocjonalnie. Najpierw nie wiedziałam, czy mój układ w ogóle się spodobał jurorom, a potem dostałam najwyższą trudność, co mnie ucieszyło. Następny dzień był fatalny i naprawdę źle poleciałam rundy, więc byłam czwarta. Myślałam, że w ogóle nie stanę na podium. Ostatecznie pozbierałam się trochę i już było dobrze. Straszna huśtawka emocjonalna” – powiedziała.
Presję wywoływali także rywale. „Konkurencja była bardzo mocna. Do samego końca nie wiedziałam, gdzie będę w klasyfikacji. Byłam w piątce bardzo mocnych zawodników, ale nie wiedziałam, jak nas ocenią jurorzy. Było ciężko” – relacjonowała Maja, która w wywiadach podkreśla, że poziom w indoor skydivingu jest coraz większy. „Pojawili się nowi zawodnicy, ale też tacy, którzy rywalizują na międzynarodowych imprezach od kilku lat. Na przykład Węgier Maté Feith, jeszcze w zeszłym roku był w juniorach, a w tym roku był trzeci. No i są też takie osoby, z którymi na zawodach spotykam się od dawna”.
Maja Kuczyńska przygotowywała się do tych mistrzostw bardzo ciężko – zresztą, jak do każdej imprezy tej rangi. Na koncie ma między innymi brąz spadochronowych mistrzostw świata FAI we freestyle’u zdobyty z Mairisem Laivą, a podczas poprzednich indoor skydivingowych mistrzostw świata w 2023 zdobyła srebro. Sama sędziowała już na Flyspot Polish Open. Doświadczenie nie pomogło jej jednak podejść do tej imprezy całkiem na spokojnie. „Ja niestety nie potrafię się relaksować na zawodach. Byłam zestresowana, bo tak dużo trenowałam. Pomyślałam sobie, że chciałabym w końcu wygrać. Więc też narzuciłam sobie trochę presji”. Jak się okazało „chcieć, to móc” – zwłaszcza, jeśli się tak dużo trenowało. Gratulujemy!