Mela Koteluk
© Honorata Karapuda
Muzyka

Mela Koteluk: Szukam głębokiej wody w tym, co robię

Przy okazji premiery klipu do utwory „Drzewa” ze wspólnej płyty Meli Koteluk i grupy Kwadrofonik, wokalistka opowiada nam o śpiewaniu poezji Baczyńskiego i piosenkach, które dodają skrzydeł.
Autor: Tomek Doksa
Przeczytasz w 6 minPublished on
Powiedziałaś kiedyś, że śpiewanie poezji to wcale nie jest łatwy temat. Ale jednak znowu się go podjęłaś. Te trudniejsze wyzwania smakują lepiej?
Mela Koteluk: Faktycznie, jest to nieco większe wyzwanie niż śpiewanie własnych piosenek, ponieważ poruszasz się w obszarze tekstu innego autora, a twoim zadaniem jest podać go po swojemu, jednocześnie nie czyniąc szkody oryginałowi i zachowując jego rdzeń. Podoba mi się w poezji jej pojemność, to stwarza potężne możliwości interpretacji. Kontakt z tego typu formą literacką nie jest do końca doświadczeniem intelektualnym i to, jak odczytamy wiersz zależy od nastroju, osobistych doświadczeń, kompetencji, od tego, co nam w duszy gra w danej chwili. Odpowiadając na pytanie – szukam głębokiej wody w tym, co robię, wtedy czuję, że się rozwijam i docieram do nieznanych dotąd potencjałów.
Jednym z założeń wspólnej płyty z grupą Kwadrofonik było to, by pozwolić odkryć młodym ludziom słowa Baczyńskiego. Które szczególnie powinny być dla nich ważne. Może te z piosenki „Drzewa” właśnie?
Niewątpliwie tak. Nie do końca wypada mi podczas premiery „Drzew” mówić o innych piosenkach, ale muszę: otóż każda z nich zawiera jakieś głębsze przemyślenie w warstwie lirycznej, z kategorii takich przemyśleń prowokujących w odbiorcy „aha moment”. Dobry tekst oparty na uniwersalnej prawdzie strzela w sedno i czasami pod jego wpływem przypominamy sobie o tym, co wiedzieliśmy wcześniej, ale zapomnieliśmy.

Oryginalny Red Bull

Red Bull Energy Drink

Red Bull Energy Drink
My wciąż dostajemy ogromny feedback na temat utworu „Wolność”, który znajduje się na płycie, ze względu na okoliczności, w jakich znajdujemy się już prawie rok. Wiadomo, nikt z nas nie przeżył w swoim życiu pandemii, więc nie za bardzo wiadomo było, z czym to się je. Okazuje się, że gdzieś ta nasza wolność się zawęża i końca nie widać, a ponieważ wciąż jesteśmy w gęstym epicentrum wydarzeń - ciężko tu o szerszą perspektywę. Chcę przez to powiedzieć, że tekst Baczyńskiego świetnie przypomina o tym, czym wolność jest i że warto sobie ten temat odświeżyć.
„Drzewa” oczywiście nieprzypadkowo wybraliśmy na drugi singel akurat teraz. Te słowa napisane w 1941 roku są tak aktualne w świetle wycinek drzew, z którymi w tej chwili mamy do czynienia, że po pierwsze: dowodzą one tego, że Baczyński był wizjonerem, a po drugie: chcieliśmy tym wyborem nagłośnić problematykę dewastacji przyrody, która dzieje się na naszych oczach.
Na okoliczność premiery niezależny dziennikarz Robert Rient popełnił fantastyczny tekst „Drzewa i ich dowody życia”, który opublikowaliśmy na swoich stronach, zachęcając do przeczytania go, a także wspierania organizacji pozarządowych, które działają na rzecz ochrony dziedzictwa przyrodniczego, a są to między innymi: Inicjatywa Dzikie Karpaty, Obóz dla Puszczy, Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze czy Kolektyw Wilczyce. Grupy te uważnie monitorują aktualne sprawy, żądając zaprzestania wycinki w ponad stuletnich drzewostanach w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego, gdzie nakręcono zdjęcia do naszego klipu w reżyserii Andrzeja Stepouisa.
Jest jakiś Baczyński szczególnie ważny dla ciebie?
Mogę powiedzieć, który Baczyński był najważniejszy dla nas podczas tworzenia piosenek. Proces komponowania przypadł mi i Bartkowi Wąsikowi z zespołu Kwadrofonik na okres pamiętnego, wiosennego lockdownu i z pewnością odbił on swoją pieczęć na nastroju tej płyty, ale w pewien paradoksalny sposób.
Wszyscy, na całym świecie, weszliśmy w bardzo dziwną przecież fazę o charakterze apokaliptycznym - nie było tu mądrych, nikt z nas żyjących nie przeżył tego typu sytuacji, wyjechaliśmy daleko poza literackie doświadczenia i nie za bardzo było się o co oprzeć. My z Bartkiem w pewien intuicyjny sposób rozładowaliśmy tę dezorientację chwytając się jasnego oblicza Baczyńskiego, tekstów które niosą nadzieję, której sami wtedy potrzebowaliśmy. Inspirowała nas pochwała życia, natury, wolności, wszechświata.
Okazało się, że Baczyński wcale nie jest tylko odległym poetą „z głową na karabinie”, którego pamiętamy ze szkoły, nie żył on też w jakiejś bardzo odległej erze. Taka bieżąca ciekawostka: Baczyński był zaledwie o dwa lata starszy od nieodżałowanego „Papcia Chmiela”, który zmarł w styczniu tego roku. To daje do myślenia, jak różnie ułożyły się ich scenariusze życia.
Jeszcze jeden cytat z rozmowy z tobą: „Uświadomiłam sobie, że świat jest niezwykle plastyczny, że wszystko ulega transformacji i że przywiązywanie się do jakiegoś stanu rzeczy prowadzi na manowce”. Ostatni rok mocno to zweryfikował, świat jaki znamy, zmienił się diametralnie. Jak to wpłynęło na ciebie?
Mimo wszelkich trudności widzę szklankę do połowy pełną, taką mam naturę. Patrzę na tę sytuację jak na okazję do skorygowania współrzędnych, porzucenia niewłaściwych kierunków. I to się chyba dzieje, każdy jest postawiony w obliczu takiej konieczności przemyślenia na nowo paru spraw. Co tu dużo mówić, uczestniczymy w grubej akcji! Myślę sobie, że bardziej poobijać mogą się te osoby, które mają sztywną konstrukcję i tak kurczowo trzymają się starych norm, aż kosteczki bieleją. Osoby potrafiące zachować wiekszą elastyczność, moim zdaniem wyjdą mniej obdrapane. A co przyniesie przyszłość - zobaczymy.
Śpiewasz teraz teksty Baczyńskiego, ale co sama chciałabyś przekazać swoim słuchaczom? Mam wrażenie, że dzisiaj oni potrzebują swoich idoli bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, piosenek, które mogą dodawać im skrzydeł.
Kontakt z muzyką czy jakimś innym przejawem sztuki typu obraz, książka czy film, wpływa na nastrój i wywołuje jakiś ruch w człowieku. Tak postrzegam rolę sztuki w ogóle: ona pomaga nie tylko rozrywkowo spędzić czas, co samo w sobie też jest okej, bo głowę trzeba wietrzyć, wrzucać ją w inne światy, odżywiać różnymi składnikami - w ten sposób można dowiedzieć się o sobie czegoś nowego. Komunikacja w muzyce odbywa się na poziomie emocjonalnym, jest ona swego rodzaju katalizatorem, który uwalnia emocje zalegające w człowieku: te, które gdy nie mają ujścia tworzą konflikty wewnętrzne, nierzadko zmieniające się w fizyczne dolegliwości. A przecież nie jesteśmy workiem kości.
Moim zdaniem warto czasami przypomnieć, że świat jest wielowymiarowy i samemu się dokonuje wyboru, czy kierujesz twarz do słońca, czy eksplorujesz szare kąty. Przy czym nie ma tu oceny, bo oba doświadczenia mogą być cenne i wzbogacać zasoby. Zawsze powtarzam, żeby po prostu słuchać swojej intuicji.