Wu-Tang Clan
© Wu-Tang Clan Management
Muzyka

Od Ramones przez Wu-Tang do Metalliki: 10 kultowych logotypów świata muzyki

Świat się może zmieniać, ale te symbole nigdy. Oto nieśmiertelne logotypy, jakie dała nam muzyka – od Ramones i RUN-DMC po AC/DC i Metallikę.
Autor: Michał Ratajczak
Przeczytasz w 7 minPublished on
Każdy musiał widzieć każde z nich więcej niż raz. I to niekoniecznie przy okazji wizyty w sklepie z płytami czy na koncercie – są takie „znaczki” w świecie muzyki, które wyszły daleko poza sale koncertowe i okładki albumów. Pisaliśmy już tu kiedyś o t-shirtach, które – ku złości najbardziej zagorzałych fanów – podbijają odzieżowe sieciówki, i po które sięgają ludzie muzyką danego zespołu kompletnie niezainteresowani. Przykład pierwszy z brzegu – logo grupy Ramones, które znajdziesz równie dobrze na koszulce na modowym wybiegu, jak i śpiochach dla niemowląt.
Projektujący je w latach 70. ubiegłego wieku Arturo Vega wymyślił sobie, że będzie odzwierciedlać „potężny, amerykański band” (stąd ta pieczeń prezydencka, wzorowana na dolarówce Eisenhowera), ale na przestrzeni kolejnych dekad, logo Ramones stało się czymś więcej niż tylko amerykańskim symbolem. Do dziś uchodzi za jeden z najważniejszych projektów graficznych w historii muzyki rockowej (John Holmstrom z magazynu „Punk Illustrator” mówił o nim, że to najważniejszy symbol całego punk rocka) i jednocześnie jeden z najpopularniejszych w świecie mody (o ramonesce napiszemy przy innej okazji).
W podobnym tonie, tyle że na podwórku hiphopowym mówiło się o projekcie graficznym, wymyślonym przez Stephanie Nash dla Run-DMC. Ale nic tego nie zapowiadało – pierwsze trzy płyty kultowy skład opatrzył logotypami, których dziś już nikt nie pamięta, dopiero użycie tekstu zaprojektowanego przez Nash na dużym banerze, wykorzystanym w klipie do „Walk This Way”, zadziałało na wyobraźnię – ten prosty tekst, pisany czcionką Franklin Gothic (kolejne powiązanie z Ramones – oni też jej użyli) przerodził się w symbol, jakiego inni hiphopowcy Run-DMC tylko mogli zazdrościć. Stephanie tak wspominała to wszystko po latach: „Mocne słowa, prosty i konkretny przekaz – rap był dla mnie wtedy mega inspirujący. Użycie tej właśnie czcionki pasowało mi do niego. Wydawała mi się twarda, jak ta muzyka. Inna sprawa, że w tamtych czasach nie było tak wielkiego wyboru czcionek jaki masz dzisiaj”.
Na pewno specjalnego rozeznania pośród czcionek i znaków graficznych nie miał w latach 70. Ace Frehley, były gitarzysta grupy Kiss, który zaprojektował dla niej logotyp, do dziś zdobiący płyty zespołu, ale i ciuchy, kubki, plakaty czy nawet buty. Jest też przy okazji logotypem wciąż kontrowersyjnym, i na przykład w Niemczech zabronionym (problem w dwóch literach S – które Ace miał narysować na wzór błyskawic, a które wywołują skojarzenia z nazistowskim Waffen-SS). Muzycy utrzymują, że kontrowersyjne skojarzenia to bzdura – błyskawice z logotypu Kiss to te same znaki, które było już widać wcześniej w nazwie zespołu Wicked Lester – czyli grupy, z której Kiss się wyłonił. I która używała błyskawicy zamiast „S” dla podkreślenia energii, jaka z niej emanowała. Sama nazwa Kiss nie jest też akronimem od „Knights In Satan's Service” (z ang. rycerze na usługach szatana) – ulubieńcy teorii spiskowych muszą więc szukać rewelacji gdzie indziej.
Można spróbować poszukać ich w historii Nine Inch Nails. Bo czy nazwa rzeczywiście oznacza dziewięciocalowe gwoździe, którymi przybito Jezusa do krzyża? Albo ma swoje korzenie w… długich pazurach Freddy’ego Kruegera? Fani industrialnego rocka i twórczości Trenta Reznora rozkminiali ją na różne sposoby, ale sam twórca Nine Inch Nails utrzymuje, że wybrał tę nazwę, bo... łatwo się ją skraca. No i – co widać od 1989 roku, czyli pierwszej płyty Nine Inch Nails, singla „Down In It” – skrócona świetnie wygląda w druku. Trzy litery – inspirowane ponoć typografią widoczną na albumie „Remain In Light” Talking Heads (patrz odwrócone znaki) – zaprojektowane przez Reznora i Gary’ego Talpasa, to graficzne mistrzostwo świata. Proste, charakterystyczne, nie do ruszenia.
Więcej kontrowersji kryłoby się być może za genezą logotypu Wu-Tang Clanu gdyby… hiphopowa ekipa nie zdecydowała się zmienić pierwotnego symbolu. „Na początku chciałem, żeby nasze logo przedstawiało odciętą głowę. Wiesz, coś w stylu: chroń swój kark” – rzucił w jednym z wywiadów RZA, nawiązując do pierwszego singla zespołu „Protect Ya Neck”. Pomysł odciętej, krwawiącej głowy z dredami, po dłuższym namyśle okazał się jednak przesadzony, dlatego postawiono na inny pomysł Mathematicsa, który od samego początku malował nie tylko sylwetki wszystkich członków Wu-Tang Clanu, ale i symbole związane z zespołem. „Chciałem, żeby Clan wyróżniał się mocnym, charakterystycznym znakiem, jak u Batmana” – mówił artysta. A że zespół inspirował się wschodnimi kulturami i sztukami walk, jego kultowe „W” nabrało finezji godnej wojownika kung fu.
Równie proste, a kultowe (albo chciałoby się rzec: „złote, a skromne”) jest logo zespołu The Doors. Psychodeliczne „The”, dwie tabletki w miejscu liter „O” – słowem lata 60. w jednym obrazku. I to jakim! Wymyślony w wytwórni Elektra Records napis łatwo pokochali producenci koszulek i gadżetów – świetnie wyglądał w druku i nie potrzebował do tego żadnych innych, graficznych ozdobników. Znanym z tego, że są znane – Kendall i Kylie Jenner – podobał się on nawet na tyle, że celebrytki wykorzystały go na t-shirtach, które zamiast twarzy wokalisty The Doors, Jima Morrissona, zdobiły... ich własne podobizny. To ci dopiero psychodelia.
Ale czy „o” w nazwie „The Doors” to na pewno tabletki? Wiedziałaby coś na ten temat na pewno buźka wymyślona przez Nirvanę – ta w końcu wygląda, jakby ostatniej nocy sama sporo zażyła. Na przykład w klubie ze striptizem The Lusty Lady w Seattle, którego szyld stał się dla Kurta Cobaina inspiracją do stworzenia tego rozpoznawalnego pod każdą szerokością geograficzną logotypu. Dziś t-shirty z Nirvaną są podstawą „rockowych” stylizacji, choć mało kto nosząc to logo pamięta, że wszystko zaczęło się od hasła „Have an erotic day”, które przykuło uwagę artysty przed wejściem do wspomnianego klubu.
A skoro już o buźkach mowa… Gdybyś miał/a dziś zaprojektować logo dla The Rolling Stones, to czy mogłoby to być coś innego niż… język Micka Jaggera? Trudno sobie to wyobrazić. Zaprojektowany przez Johna Paschego na początku lat 70. logotyp okazał się strzałem w dziesiątkę, przynosząc zespołowi sławę i przy okazji masę pieniędzy z umów z firmami odzieżowymi i drukującymi słynny symbol na różnych gadżetach. „Nie przypuszczałem, że to stanie się tak popularne. Że ludzie będą sobie tatuować to logo, gdzie popadnie” – miał mówić później autor całego zamieszania. Oraz że będą podziwiać je na ścianach V&A Musem w Londynie.
W czołówce logotypów wybieranych na tatuaż pośród miłośników muzyki klubowej, na pewno jest dzieło Paula „Terrataga” Nicholsona, który zaprojektował kultowy symbol dla Richarda D. Jamesa. Czyli Aphex Twina. Oryginalne logo zostało narysowane w 1991 roku – ręcznie i przy użyciu szablonów kół i linijek – i szybko stał się synonimem imprez oraz muzyki, których żaden szanujący się fan elektroniki nie powinien przegapić. A po latach także kreatywnego marketingu – logo Nicholsona było używane w nietypowych miejscach przestrzeni miejskiej w ramach promocji nowej muzyki Aphex Twina. Między innymi na metalowych roletach czy wkomponowane w... kwietnik ogrodowy.
Szablony kołowe, błyskawice, buźki z klubu gogo… Historia pokazuje, że najbardziej nieśmiertelne okazują się najprostsze pomysły i symbole, powstałe często zupełnie przypadkiem. Jak nazwa AC/DC, którą założycielom tego zespołu - Malcolmowi i Angusów - podsunęła ich siostra, Margaret. Napis: „AC/DC” miała zobaczyć na maszynie do szycia, jako oznaczenie „prądu zmiennego/prądu stałego” (kiedy więc grafik Gerard Huerta dostał zlecenie na okładkę albumu „High Voltage”, co mógł innego na niej wymyślić, jeśli nie właśnie błyskawicę od wysokiego napięcia?!).
Albo ten pomysł rzucony w latach 80. na wizytówkę dołączaną do nagrań demo zespołu, przez Jamesa Hetfielda. Trzydzieści lat później logo takie jak Metallica będzie chciał mieć u siebie Kanye West (ten jego YeezuS – co za inspiracja…), Taconafide („Metallica 808”) i niezliczona liczba , które przerabiają słynne znaczki na wszystkie sposoby. I choć na przestrzeni trzech dekad, scenę gitarową zalało morze nowych kapel, a każda chciała się na swój sposób na niej wyróżnić, nikt w tym Metalliki nie przebił. To wciąż najbardziej rozpoznawalny zespół…. znaczy muzyczne logo… na świecie.