Skoczek narciarski Eddie "Orzeł" Edwards skacze na sankach
© Sabine Matzeder
Saneczkarstwo

Wiesz, ile wynosi rekord świata w locie na sankach?

Co się stanie, kiedy olimpijczyk, były skoczek narciarski wsiądzie na sanki? Spróbuje na nich ustanowić rekord świata w lotach. I nie jest to żart z komiksu o „Kapitanie Wąsie”. Zobacz video.
Autor: Josh Sampiero, tłum. Krystian Walczak
Przeczytasz w 3 minPublished on

4 min

Rekord świata w skokach na sankach!

Zobacz jak Eddie "Orzeł" Edwards po raz kolejny przeszedł do historii sportów zimowych.

Nie trzeba interesować się skokami narciarskimi, żeby znać historię Eddie’ego „Orła” Edwardsa. Kilka lat temu powstał film z Hugh Jackmanem opisujący jego historię. Angielski robotnik budowlany, który początkowo trenował narciarstwo alpejskie, zdał sobie sprawę, że jedyną możliwością reprezentowania kraju na igrzyskach może być zmiana dyscypliny na taką, której nigdy nie uprawiał i to w dodatku dość niebezpieczną. Został więc pierwszym i ówcześnie jedynym reprezentantem Wielkiej Brytanii w skokach narciarskich. Nie trudno zgadnąć, że do olimpijskiego złota trochę mu zabrakło, a cała sprawa stała się tak głośna, że później zmieniono reguły kwalifikacji, aby uniemożliwić występy tych, których wiara w siebie znacznie przerastała umiejętności.
W 2016 roku, po wielu latach Michael (dop. bo tak ma naprawdę na imię) Edwards znów był pierwszy (i jedyny). Ale w video powyżej nie występuje Hugh Jackman, a film nie traktuje o skokach narciarskich. Chodzi o soki na sankach, w których Eddie „the Eagle” ustanowił rekord świata.
Kiedy powiedzieli, że to będzie rekord świata, wyobrażałem sobie dobre 100 metrów
Eddie Edwards

Jak do tego doszło?

Kiedy po raz pierwszy porozmawialiśmy z Eddiem o tym wyczynie, nie był do niego przekonany. Ale kiedy okazało się, że rekord nie istnieje, poszedł na to. W końcu to ten sam człowiek, który po raz pierwszy zjechał i skoczył z 90-metrowej skoczni narciarskiej podczas igrzysk w Calgary w 1988 roku.
„Kiedy powiedzieli, że to będzie rekord świata, wyobrażałem sobie dobre 100 metrów” – mówił Edwards. Niestety, albo stety, aż tak długi skok nie był potrzebny, ponieważ rolą Eddiego było ustanowić ten rekord. Od razu zastrzegamy, że być może ktoś skoczył dalej, ale do dnia próby nic o tym nie wiedzieliśmy. No i jesteśmy pewni, że przy jej rejestrowaniu mieliśmy więcej zabawy niż ktokolwiek inny.
Kiedy przedstawiliśmy nasz pomysł panu Edwardsowi, miał dwa pytania: „To na poważnie, czy żartujecie, bo nie jestem pewny?” Nasza odpowiedź? To i to! Potem zapytał o to, na jakich sankach będzie skakał. Odpowiedzieliśmy, że na pierwszych lepszych.

Wielka determinacja

Eddie Edwards pozuje do portretu z sankami w Flachauwinkl w Austrii

Determinacja to jego drugie imię

© Tom Zwerina

Pewnego dnia, w zaśnieżonej miejscowości Flachauwinkl w Austrii, Eddie pojawił się na miejscowej górce, aby po raz kolejny zapisać się w historii sportów zimowych. Zorganizowano najlepszy sprzęt, jaki można było sobie wymarzyć – jego sanki były piękne, ręcznie szlifowane i wyprodukowane w niewielkiej serii. „Ubrałem się w sprzęt narciarski i zaczęliśmy! Ekipa Absolut Parku zbudowała przecudowną skocznię z gładkim, 18-stopniowym wybiciem. Oszacowali, że maksymalnie będę leciał na wysokości 1,5 m nad ziemią, ale śnieg był tak miękki, że musieliśmy wydłużyć rozbieg aby nabrać odpowiedniej prędkości. Kontrolowanie sanek stało się o wiele cięższe!”

Wysokie loty

Eddie Edwards w akcji podczas bicia rekordu w skokach na sankach

Teraz to jest lot

© Sabine Matzeder

„Na początku przelatywałem zaledwie kilka metrów, ale zaczęliśmy podkręcać wynik. Dolatywałem coraz dalej i dalej” – opowiadał Eddie. W końcu osiągnął dystans 10 metrów – skacząc na sankach o wiele, wiele dalej, niż ktokolwiek przed nim.*
Siniaki? „Po 20 próbach zacząłem odczuwać ich skutki” – wyznał „Orzeł”. „Myślałem, że to się odbije na moich plecach, ale to wewnętrzna strona moich ud ucierpiała najbardziej – tak mocno trzymałem nimi sanki!”
Wiemy też, jakie pytanie Was gryzie. Czy Eddie dałby radę polecieć dalej? Jak twierdzi: „Z całą pewnością. Przy odpowiednich warunkach moglibyśmy naprawdę poszybować. Myślę, że dałbym radę zrobić na nich nawet 360º!” Może kiedyś się uda.
*Przynajmniej nam tak się wydaje.