Michał Gierlach
© Sebastian Marko / Red Bull Content Pool
Paralotniarstwo

Michał Gierlach: Red Bull X-Alps to gra błędów

Ponad 2000 km pieszo i na paralotni w niecałe dwa tygodnie. Polski paralotniarz był 9. w zakończonych niedawno zawodach Red Bull X-Alps – transalpejskim wyścigu w formule hike&fly.
Autor: Krystian Walczak
Dowiedz się więcej

10 lat Red Bull X-Alps

52 min
Zobacz film
W zakończonych niedawno, rozgrywanych co dwa lata, kultowych w środowisku paralotniowym zawodach Red Bull X-Alps, Michał Gierlach zajął 9. miejsce. Żeby dotrzeć do mety zabrakło mu zaledwie 88,1 km, z ponad 1200, które w linii prostej mierzyła najdłuższa trasa w historii wyścigu. Tradycyjnie już zwyciężył Szwajcar Chrigel Maurer – niepokonany od wielu lat. Po nim na metę zdołała dotrzeć zaledwie czwórka zawodników (z 33 szczęśliwców, którym mogli rywalizować w transalpejskim klasyku - o ich wyborze decydowało bowiem jury, które musiało ocenić, kto ze zgłoszonych potencjalnie da sobie radę). Michał był zawiedziony, że nie dane mu było lądować na stanowiącej linię mety platformie zacumowanej na wodach jeziora w Zell am See, ale z czasem zaczął dostrzegać więcej pozytywów. Porozmawialiśmy z nim o udziale w wydarzeniu nazywanym „najtrudniejszym rajdem przygodowym świata”.
Ochłonąłeś już?
Zdecydowanie. Już jestem w pracy. Właśnie siedzę na łące z kursantami i ćwiczymy starty.
W Polsce, czy we Włoszech?
We Włoszech. W tej chwili tutaj jest mój dom i tutaj bazuję.
Michał Gierlach wędruje podczas Red Bull X-Alps 2021
Michał Gierlach wędruje podczas Red Bull X-Alps 2021
Jak oceniasz tegoroczną trasę – najdłuższą w historii? Czy ona była za długa, czy w sam raz?
Jak pokazały wyniki, była OK. Pięć osób doleciało do mety, więc nie było tak źle. Na początku byłem sceptyczny. Uważałem, że trasa jest za długa i rzeczywiście, gdyby trafiła nam się gorsza pogoda, to nikt by do tej mety nie doleciał. Naszą grupę przytrzymał wchodzący od zachodu front. Gdyby prowadząca grupa też napotkała na takie warunki, to możliwe, że nikt nie doleciałby do mety. Ale pokazali, że jednak było to możliwe.
Decydowały warunki, no i szczęście. Być może jest też trochę tak jak w Tour de France, gdzie wysuwająca się przed peleton ucieczka, współpracując, jeśli trafi na lepszą pogodę, później może być nie do dogonienia?
To porównanie nie jest aż tak dobre, właśnie ze względu na to, że wpływ pogody jest decydujący. Były sytuacje na początku wyścigu, że grupa, która się odłączyła, została przytrzymana przez warunki, dzięki czemu zawodnicy z tyłu byli w stanie ich dojść. Z kolei na sam koniec kluczowym elementem był Mt Blanc. Pierwszej grupie udało się tę górę oblecieć, po czym warunki siadły. Reszta musiała włożyć ogrom pracy, żeby obejść masyw, co było bardzo czasochłonne.
Czy gdyby na trasie nie było Mt Blanc, rywalizacja mogłaby być bardziej wyrównana?
(Śmiech) To jest pytanie na następną edycję. Jeśli organizatorzy dadzą inny punkt zwrotny, zobaczymy. W końcu cała trasa to więcej niż Mt Blanc. Przez 11 pozostałych dni każdy z zawodników popełniał jakieś błędy – włącznie z Maurerem. Nikt nie poleciał idealnie. To wszystko jest grą błędów. Do mety dolatuje ten, kto popełni ich jak najmniej.
Dwóch paralotniarzy w dolinie
Red Bull X-Alps 2021
Wspominałeś o tym, że na początku była taka sytuacja, kiedy jedna grupa uciekła. Maurer na chwilę został z tyłu, a potem wykonał coś, co zostało okrzyknięte „magic move”, kiedy pod koniec dnia wzbił się w powietrze i błyskawicznie odrobił stratę. Co ten facet ma w sobie, że potrafi tak przewidzieć warun, że podczas Red Bull X-Alps praktycznie zawsze jest w stanie oblecieć wszystkich jak chce?
Gdyby reszta zawodników wiedziała, co to jest, to może udało by się komuś go dogonić. Przyznaję, że jest to niesamowicie utalentowany zawodnik, rozumiejący meteorologię w górach jak nikt inny. Wydaje mi się, że nie ma drugiego takiego pilota – nawet w innych dyscyplinach, takich jak lotniarstwo, czy szybownictwo. Maurer te góry rozumie doskonale. Jest w stanie doskonale wyczuć odpowiedni moment i wykorzystać nawet małe okna pogodowe, tak jak wtedy, kiedy odskoczył wszystkim w Szwajcarii, w swoim rodzinnym terenie. Poleciał dużym objazdem, ale przez tereny, gdzie zna dosłownie każdy kamień. Nadrobił stokilkadziesiąt kilometrów i utrzymał prowadzenie do mety. Talentu i umiejętności nie można mu odmówić. Na pewno nie jest to szczęście, bo nie można mieć go aż tyle, żeby wygrać po raz siódmy z rzędu.
Dowiedz się więcej o Red Bull X-Alps z filmu dokumentalnego:
Paralotniarstwo · 52 min
10 lat Red Bull X-Alps
Red Bull X-Alps to oczywiście hike&fly, czyli wspinanie się po górach i latanie, ale w tym roku tego latania było naprawdę dużo. Mimo to, że wiele czasu zawodnicy spędzali w powietrzu, kolejność na liście wyników w tych zawodach różni się od tego co dani piloci prezentują swoimi umiejętnościami na przykład w paralotniowym Pucharze Świata. Z czego to wynika?
To jest zupełnie inny styl latania. Sam startuję w Pucharach Świata i przyjeżdżając na zawody typu hike&fly trzeba totalnie zmienić swoje myślenie. Trzeba wykorzystywać to, że można podczas zawodów lądować. To nie jest błąd. Czasami nawet należy to zrobić i poczekać aż warunki się poprawią. W Pucharze Świata trzeba walczyć do samego końca, bo lądowanie oznacza koniec zabawy i porażkę, dlatego trzeba mieć zupełnie inne podejście mentalne do tego typu startów. Kluczowa jest też złożoność. Klasyczne wyścigi paralotniowe trwają 3-4 dni, podczas których lata się maksymalnie 5 godzin. Tutaj wyścig trwa prawie dwa tygodnie, od 5:00 rano do 22:30 i zawiera elementy takie jak chodzenie, bieganie, wybór startowisk i ocenę warunków meteorologicznych. Są to rzeczy, które w zawodach rangi Pucharu Świata odpadają, którymi zawodnicy nie muszą się martwić. Muszą latać doskonale technicznie, umieć wykorzystywać noszenia i ci wszyscy zawodnicy to umieją. Ale złożoność zawodów hike&fly jest dużo, dużo większa.
Red Bull X-Alps 2021
Michał Gierlach sprawdza swoją pozycję
Jak oceniasz swój start? W mojej ocenie było widać, że na ziemi trzymałeś równe tempo , a w powietrzu dawałeś z siebie wszystko. A jak to widzisz ze swojej perspektywy?
Im dalej od końca wyścigu, tym bardziej zaczynam zauważać, że nie było tak źle. Ten start był całkiem dobry. Tuż po zakończeniu wyścigu czułem pewien niedosyt, bo moim głównym celem było dotarcie do mety. Było wiadomo, że to zadanie samo w sobie jest bardzo trudne. Brakło naprawdę niewiele, bo raptem niecałe 90 km – z 1240 km, które mierzyła cała trasa. I choć był lekki niedosyt, z upływem czasu widzę, że cały team sprawił się bardzo dobrze. Ale jest też sporo nauki pod kątem ewentualnego kolejnego wyścigu za dwa lata. Już w stosunku do mojego startu sprzed czterech lat, to jest zupełnie inny level. Progres to jest najważniejszy wyznacznik tego, że nie było źle.
Red Bull X-Alps
Red Bull X-Alps
Jak atmosfera w teamie po zawodach? Równie dobra, jak przed?
Tak. Wiadomo, że zawody obnażają różne problemy. Pracuje się na ogromnym zmęczeniu. Monitorowaliśmy swój sen. Przez 12 dni spałem 4 do 5 godzin na dobę, a chłopaki średnio po 3, więc to zmęczenie było naprawdę olbrzymie. Ale dalej jesteśmy przyjaciółmi - cała nasza czwórka. Myślę, że tak zostanie również później. Póki co wszyscy wrócili do swoich zajęć, ale cały czas jesteśmy w kontakcie. Myślę, że było dobrze.
Wiesz już, czy wyślesz zgłoszenie na kolejną edycję, czy jeszcze o tym nie myślałeś?
Jeszcze o tym nie myślę. Jeszcze jest dużo czasu, żeby wysłać kolejne zgłoszenie – ponad rok. Teraz chcę się skupić na lataniu wyścigowym. Planuję na ten sezon jeszcze jakiś start w Pucharze Świata. Za dwa tygodnie wybieram się na mistrzostwa Włoch. Klasycznego ścigania się na paralotniach dość mocno mi brakowało w tym sezonie. Teraz skupię się właśnie na tym, a decyzję, czy będę chciał wystartować za dwa lata, zostawiam na przyszły sezon.
Dowiedz się więcej

10 lat Red Bull X-Alps

52 min
Zobacz film