NOZ
© Paweł Zanio
Muzyka

Didżeje, jamniki i Myszka Miki

Czyli jak rodziła się miłość polskich DJ-ów do hip-hopu, zanim w domu podłączyli internet.
Autor: Tomek Doksa
Przeczytasz w 9 minPublished on
– Na początku lat 90. mieliśmy ogromny problem z muzyką do breakingu. Kochany czytelniku młodszej daty – oj, nie było tak łatwo... Nie było opcji wyszukaj-ściągnij-udostępnij – wspomina DJ Plash, jeden z uczestników pierwszych polskich finałów konkursu Red Bull 3Style w 2012 roku, znakomity didżej i członek składów Flue oraz Wu-Hae.
DJ Plash

DJ Plash

© Gniewko Głogowski / Red Bull Content Pool

– Ja swoje pierwsze breaki robiłem na... magnetofonie. Czyli puszczałem odpowiedni fragment, nagrywałem, przewijałem i tak w kółko. Byle równo! (...) W Krakowskim radiu Blue Fm odbywała się audycja o nazwie Master Plan i zawsze bardzo czekaliśmy na nią u mnie w pokoju, by posłuchać i potańczyć (po wysunięciu łóżka na korytarz) oraz nagrać muzę, którą chłopaki właśnie grają. Podczas jednej z tych audycji wpadł mi do głowy pomysł, żeby tam zadzwonić i poprosić o całą audycję z muzą tylko do breaka. O dziwo – a słabo w to wierzyłem – dodzwoniłem się do jakiejś pani, która przełączyła mnie dalej i dostałem się do chłopaków. Słuchawkę dostał DJ Krime i mogłem bezpośrednio poprosić go o muzykę tłumacząc: k... panowie, mamy tylu dobrych didżejów, a nie mamy do czego tańczyć. Krime bardzo chętnie się zgodził, po czym poszły pozdrówki w eter dla naszej ekipy i obietnica, że w przyszłym tygodniu audycja jest poświęcona tylko dla B-Boys & B-Girls! Byliśmy mega ucieszeni i z niecierpliwością czekaliśmy cały tydzień! W następny piątek audycja rozwaliła nas totalnie... Tańczyliśmy u mnie w pokoju, przez cały czas mega ciesząc się z każdego kolejnego kawałka, wszystko oczywiście nagrywając. Dzięki temu mieliśmy pierwszy naprawdę konkretny mix na trening, który katowaliśmy parę dobrych lat i który był dla nas świętym Graalem.
GAFO

GAFO

© Paweł Zanio

DJ Gafo, partyrocker z Lublina, w którego setach czarne rytmy mieszają się elektronicznymi brzmieniami. Uczestnik Red Bull 3Style 2017:

Z racji tego, że głównym założeniem rapu jest przekaz, zawsze wolałem polskie składy niż zagraniczne, bo lepiej mogłem je zrozumieć jako kilkunastolatek. Pierwsze płyty Kalibra 44, Molesty czy Volta to było coś, co mnie mocno zainteresowało i od tego czasu zawsze ciągnęło mnie do muzyki. Pamiętam do dziś jak mama zabierała mi kasety za przekleństwa w kawałkach i musiałem na nowo kombinować, skąd tu je przegrać. (śmiech) To nie były łatwe czasy, nie było internetu, pieniędzy, człowiek chodził do podstawówki… ledwo na baterie starczało z kieszonkowego do walkmana. Z biegiem lat pojawiły się jednak w domach komputery i w końcu miałem szansę sprawdzić, jak to jest robić ulubioną muzykę.
Przy pomocy domowej wieży i mikrofonu za 70 zł zacząłem nagrywać swoje teksty do instrumentali. Na forach poznawałem innych chłopaków, którzy też się tym interesowali i w ten sposób dołączyłem do lubelskiej sceny hiphopowej. Wraz z nowymi znajomościami uczyłem się nowych rzeczy, ciekawych programów muzycznych, cięcia sampli itd. Jako że bity lepiej mi wychodziły niż rapowanie, około 2003 roku skupiłem się głównie na tym i to mi otworzyło oczy jeszcze bardziej na muzykę. Na nowe gatunki, melodie, rytmiki oraz na osoby, które grały to już na imprezach. Nigdy nie planowałem być didżejem, ale miałem znajomych, którzy nimi byli i kiedy przytrafiła się okazja by spróbować swoich sił okazało się, że całkiem łatwo mi to przychodzi. Spodobało mi się to! Mogłem prezentować ludziom coś, co mnie interesuje, czyli muzykę, i to taką, którą naprawdę lubiłem! 11 lat później jestem z siebie dumny, że znalazłem się w czołówce didżejów w Polsce.
DJ Bleq podczas zawodów Red Bull Thre3Style

DJ Bleq podczas zawodów Red Bull Thre3Style

© Kin Marcin/Red Bull Content Pool

DJ Bleq, dwukrotny finalista RedBull 3Style (2012 i 2015), i – jak sam o sobie mówi – pasjonat dobrej muzyki, didżej, menedżer, entertainer:

Hip-hopem zacząłem się interesować bardziej za pośrednictwem innych zajawek. Pochodzę z mniejszego miasta, Miechowa, w którym w okolicach 1996 roku była nas grupka 20 osób, zajaranych wszystkim, co działo się wokół deskorolki, rolek i koszykówki ulicznej. Wtedy myśleliśmy, że to też elementy hip-hopu. Na skate filmach z Kareemem Kampbellem w tle zawsze leciał rap. Trochę później odpalaliśmy pierwsze mixtape'y AND 1 – też z rapem.
Godziny kręcenia trików na desce i godziny klepania piłki o asfalt mijały z uśmiechem na gębie przy akompaniamencie pierwszych naszych kaset rapowych. Każdy miał swoją wartę przy boomboxie na baterie i przewijał ulubione numery, które szły czasem w kółko godzinami. Oczywiście pierwszy był Liroy, Wzgórze i Trzycha… Jakimiś kryminalnymi szlakami dostawaliśmy chamsko spiracone kasety Tupaka i Wu Tang Clanu, a najśmieszniejsze w tym wszystkim było, że moje zainteresowanie muzyką było tak ogromne, że pomiędzy tymi rapowymi klasykami przewijały się też takie gnioty, jak Captain Jack czy Backstreet Boys. (śmiech)
Z miesiąca na miesiąc wszystko zaczęło się rozwijać – ziomki zaczęli rapować, zakładać zespoły rapowe, inni zaczęli tańczyć breaka, inni malować graffiti… Byłem zawsze blisko tego wszystkiego, ale za nic nie umiałem rapować, a przez wzgląd na mój wzrost (wtedy już miałem w okolicach 195 cm), koordynacja nie pozwalała mi zostać bboyem. Graffiti? Mama by mnie pogoniła kablem od prodiża, gdyby się dowiedziała, że komuś garaż pomalowałem, (śmiech) więc została mi koszykówka, obserwacja środowiska i... słuchanie muzyki. Od 1998 roku w Miechowie na większość wydarzeń „miejskich” zapraszane były ówczesne gwiazdy polskiego rapu, wiec można było spełniać swoje zapotrzebowania. (śmiech)
Z tego też wzięła się zajawka na didżejing, który w przywołanym temacie tego tekstu jest kluczowy. Chyba nawet wcześniej niż deskorolką nieświadomie zainteresowałem się puszczaniem piosenek, bo namiętnie obserwowałem to na „choinkach” [zabawach tanecznych – przyp. red.] w podstawówce. Na koloniach harcerskich, na które jeździłem, też było jakieś puszczanie kaset i wolniaków, żeby potańczyć z dziewczynami. (uśmiech)
Pierwsze „czufu czufu” zrobiłem w okolicach '98, u rodziców kolegi na gramofonie i profesjonalnym mikserze didżejskim. Niestety pochodzę z ubogiej rodziny, dlatego nie miałem kasy na rozwijanie tej bardzo kosztownej wtedy zajawki. W 2003 roku wyjechałem do pracy do Włoch, żeby zarobić na gramofony i mixer. Na miejscu okradli mnie, oszukali i po niespełna trzech miesiącach pracy na brudnym południu, przywiozłem do domu 500 złotych… Na szczęście los był dla mnie łaskawy, a karma, w którą wierzę obdarzyła mnie za straty. Kilka miesięcy później poznałem ziomka Tizza, którego z tego miejsca pozdrawiam i który przyniósł mi do domu cały sprzęt o jakim marzyłem, po czym powiedział: „Ćwicz i masz zostać zajebistym didżejem”. Jak powiedział, tak zrobiłem! (uśmiech)
NOZ

NOZ

© Paweł Zanio

DJ NOZ. Albo Agent eNOZet. Uczestnik Red Bull 3Style 2015, skupiony na tym, „by być oryginalnym i nietuzinkowym party djem”:

Moja pierwsza, pierwsza styczność z kulturą hip-hop w pełnym tego słowa znaczeniu to początek lat 90., kiedy w moim domu pojawił się odtwarzacz wideo i rodzice z różnych źródeł organizowali kasety z filmami. Znalazła się wśród nich też kaseta z przygodami Myszki Miki, Kaczora Donalda czy Toma i Jerry'ego. Na końcu tej kasety, żeby nie marnować taśmy, autor nagrał teledyski muzyczne. Jednym z nich, który totalnie pokochałem jako mały smyk, niemający pojęcia o świecie był klip Rock Steady Crew „UpRock”. Odtwarzałem go na okrągło. Byłem pod ogromnym wrażeniem rytmiki, dynamiki, strojów, kolorów. Absolutny Atom! Uwielbiam ten klip i numer do dziś. Wiele lat później udało mi się kupić ten utwór na winylu i zajmuje on teraz miejsce honorowe w mojej kolekcji.
Wartym wspomnienia tutaj jest epizod grania na dyskotekach szkolnych z kaset. Opracowaliśmy z kolegami ciekawy system. Głównym źródłem odtwarzania była wieża dwukasetowa z odłączanymi kolumnami. Potrzebne były dwie kieszenie, żeby robić w miarę płynne przejścia, a do ustawiania kasety we właściwym momencie potrzebny był drugi magnetofon. Do tego służył tzw. „jamnik”, którego dostałem na pierwszą komunię. Graliśmy wtedy sporo rapu, ale nie tylko. Pojawiały się też na przykład piosenki z filmu „Top Gun” dla fanów wolnych tańców, jakieś cukierkowe rzeczy dla dziewczyn, House Of Pain do skakania czy inne gitarowe tematy. Dopiero później pojawiły się winyle, gramofony. To też nie od razu był profesjonalny sprzęt. Zaczynałem na krajowych gramofonach Unitra z napędem paskowym, które miały płynną regulację prędkości. Szukaliśmy ich po lombardach czy ogłoszeniach z używanym sprzętem w gazetach. Do tego, co jest dzisiaj, była wtedy naprawdę długa droga...
DE LA ROCKA

DE LA ROCKA

© Materiały promocyjne

DJ De La Rocka, czyli miłośnik m.in. Gaslamp Killera i Mix Master Mike'a, Mistrz Polski IDA i uczestnik finałów Red Bull 3Style 2016:

Biorąc pod uwagę mój niski wiek i fakt, że dorastałem w tak odciętym miejscu, jakim jest Zakopane, mój kontakt z hip-hopem był mocno ograniczony oraz odsunięty w czasie.
Pierwsze świadome ruchy w jego kierunku wykonałem jakieś 13 lat temu, po położeniu rąk na moich pierwszych kopiach freeride’owych filmów rowerowych, które, jak to filmy tego typu, w swoich soundtrackach łączą wiele różnych gatunków. Był tam też hip-hop, pojawiający się najczęściej przy sekcjach streetowych, którymi, jako streetowiec, jarałem się najbardziej, dlatego zachęcony nimi szukałem dalej i więcej. Niedługo potem, podjarany didżejką, dostałem możliwość wkroczenia do owego świata i automatycznie rozpocząłem jeszcze intensywniejszy digging, a z nim pozyskiwanie coraz to większej wiedzy w temacie. Najbardziej jednak miłość do hip-hopu rozkwitła we mnie wraz z zagłębianiem się w turntablizm, który, jakby na to nie patrzeć, jest jego fundamentem. A swoje korzenie znać trzeba.
DJ Trakmajster

DJ Trakmajster

© Kin Marcin/Red Bull Content Pool

DJ Trakmajster – jeden z pierwszych finalistów Red Bull 3Style w Polsce, specjalista od wszelkiej maści klubowych mash-upów:

Od początku w hip-hopie najbardziej interesowało mnie skreczowanie i wszystko, co związane z didżejingiem. W związku z tym moje początki to nierówna walka młodego elektronika z wszelakimi amatorskimi gramofonami, wzmacniaczami czy magnetofonami. To były naprawdę karkołomne, ale pełne wiary próby stworzenia domowych konstrukcji do odtwarzania, wytwarzania i przetwarzania dźwięku, których podstawą było przerabianie takich polskich adapterów, jak Artur czy Adam i wpinanie ich pod nienadające się do didżejingu miksery. Efekty były mierne, ale przynajmniej nauczyłem się lutować.

5 min

Wielki finał Red Bull 3Style w Krakowie: zobacz najlepsze ujęcia!

Dowiedz się więcej

Red Bull 3Style 2017

Międzynarodowy konkurs dla didżejów, którzy nie tylko chcą się pochwalić umiejętnościami technicznymi, ale też są specjalistami od rozkręcania klubowych imprez.

Polska

RED BULL 3STYLE WORLD FINALS VIII

Poland