Piotr "Miniuwa" Bronszkiewicz
© archiwum prywatne
Gry

Miniuwa: Wróciłem do Polski, bo mogę żyć ze streamowania

Z Piotrem "Miniuwą" Bronszkiewiczem, jednym z najpopularniejszych polskich streamerów Warzone'a, rozmawiamy o rozwoju jego kariery, ale także o życiu na emigracji i planach na przyszłość.
Autor: Bartłomiej Bukowski
Przeczytasz w 12 min
W ramach inicjatywy Red Bull Enjoy the Game zaangażowaliśmy kilkunastu streamerów z całkowicie różnych światów, by wspólnie z nimi czerpać radość z grania.
By jednak bliżej przybliżyć Wam sylwetki zaangażowanych osób, postanowiliśmy porozmawiać z nimi, jednak nie tylko o świecie streamingu i gier, ale również o nich samych i ich drodze do kariery na Twitchu.
Na pierwszy ogień idzie Piotr "Miniuwa" Bronszkiewicz, który od 5 lat niezmiennie zapewnia rozrywkę wszystkim fanom Call of Duty: Warzone, choć ostatnio wychodzi również poza tę bańkę, a plany na przyszłość są jeszcze ambitniejsze!
Bartłomiej Bukowski, redbull.com: Masz dziś 34 lata. Streamujesz full-time od pięciu. Późno zacząłeś. Co sprawiło, że mając 29 lat zdecydowałeś się jednak w pewien sposób wywrócić swoje życie do góry nogami i wejść w pełni na Twitcha?
Piotr "Miniuwa" Bronszkiewicz: Myślę, że złożyło się na to kilka czynników. Podejście mojej żony, wyjście Warzone’a, wypracowane przez lata znajomości… Bo choć streamować full time zacząłem w 2019 roku, to już wcześniej gdzieś tam zdarzało mi się przestreamować 2-3 godzinki po pracy. Doszedłem nawet do pułapu, jeszcze grając w PUBG, że miałem po około 100 osób na transmisję.
Wówczas jednak wyjechaliśmy z żoną na wakacje do Australii, które trwały 3 tygodnie i po powrocie wszystko się skończyło. Po tak długiej przerwie widownia nagle zleciała z setki do kilku osób. Mimo to nie poddałem się i nadal odpalałem sporadyczne streamy, jednak dopiero w 2019 roku stwierdziłem, że trzeba spróbować pójść na całość, albo dać sobie z tym spokój.
Nie żal Ci z dzisiejszej perspektywy, że nie spróbowałeś szybciej?
Szczerze mówiąc, trochę sobie z tego powodu pluję w brodę. Dlaczego jednak tak było? Po pierwsze nie interesowałem się aż tak tym światem, nie wydawało mi się realne, by zarabiać w ten sposób pieniądze i się z tego utrzymywać. Zawsze jednak mnie ku temu w pewien sposób ciągnęło.
Być może też nie potrafiłem tego połączyć z kobietą, albo po prostu nie miałem na tyle wyrozumiałej kobiety, która by mi pozwoliła legalnie grać po robocie i rozwijać swoje ambicje i hobby. Dużo więc na pewno zawdzięczam tu żonie, która była wyrozumiała i dała mi możliwość pójścia na całość.
Mówisz o braku wiary w zarobek ze streamerki. Ty bardzo szybko sfocusowałeś się na pracę zarobkową, wyjeżdżając zaraz po szkole do Anglii. Jak w ogóle się stało, że trafiłeś na Wyspy?
W Anglii po raz pierwszy byłem już w wieku 16 lat, za sprawą mojego “ojca”, choć nie lubię go tak nazywać, bo nas zostawił dawno temu. To był moment, gdy nagle się uaktywnił i próbował odnowić kontakt. A że przesiadywał w Anglii, to tak się złożyło, że mnie tam ściągnął na wakacje.
Trafiłem do miejscowości o nazwie Woodstock i tam przez dwa miesiące pracowałem na kuchni. Dzięki temu do Polski wróciłem ze sporym zapasem pieniędzy. Fakt jest jednak taki, że zostałem wówczas rzucony na głęboką wodę, zwłaszcza z moim kiepskim angielskim, ale dałem radę. Grając bowiem w gry komputerowe nauczyłem się języka pisanego, sporo rozumiałem, ale z mówieniem był gorzej.
To był pierwszy epizod w Anglii, kolejny trwał już kilkanaście lat.
Gdy skończyłem szkołę znów pojechałem na chwilę do ojca, po czym wynająłem sobie swój własny pokój. Poznałem też tam trochę ludzi. Na start mieszkaliśmy chyba w 6 osób w mieszkaniu. Później też ściągnąłem do siebie kumpli z Piły i działałem tam z nimi, razem szliśmy przez ten brytyjski świat.
Jak wyglądał ten Twój brytyjski świat? Czym się tam zajmowałeś?
Do Londynu pojechałem oczywiście za pieniądzem, jak wówczas każdy. I cały czas, przez 12 lat, pracowałem w jednym miejscu. Oczywiście nie robiłem jednak tylko jednej rzeczy. Zaczynałem w zasadzie od zera. Zresztą jak mówiłem, wyjeżdżając nie umiałem ani me ani be po angielsku, jedynie rozumiałem, z mową było ciężko.
Zaczynałem od zbierania szklanek, później awansowałem na kelnera, później barmana i tak się piąłem w górę, aż do team leadera i asystenta managera. Poznałem też jednak pracę “od drugiej strony” bo byłem na zmywaku i tam też od najniższego szczebla doszedłem do managera kuchni. I w sumie na tym się moja kariera skończyła. To był moment, gdy stwierdziłem, że czas spróbować full-time streamingu.
Z dnia na dzień wróciłeś do domu i stwierdziłeś od dziś na pełny etat gram w gry?
To był czas, gdy moja żona dobrze zarabiała, więc była taka możliwość. Powiedziałem: “Domi, skoro mam taki zapał, mam pewne znajomości, to może warto to spróbować pójść na całość”.
Dominika dała mi 3 miesiące. To było też chwilę przed covidem. Jakoś 2 miesiące po tym jak odszedłem z pracy zaczęła się pandemia. Z tego powodu też nieco sobie plułem w brodę, bo mogłem zostać jeszcze chwilę to by mi dodatkowo płacili.
Wspomniane 3 miesiące jednak minęły, a potem kolejne. Po pół roku Dominika już na mnie krzywo patrzyła, że tyle siedzę, a ogląda mnie po 12 osób, powoli jej się cierpliwość kończyła. Wówczas jednak wyszedł Warzone, pojawiło się pierwsze Twitch Rivals, gdzie też zaprocentowały moje znajomości. To bowiem UrQueeen i Łozo zaprosili mnie na pierwszy turniej. I to przede wszystkim dzięki szansie od nich na udział w Twitch Rivals wszystko ruszyło na dobre.
Mocno podkreślasz rolę swojej żony w rozwoju Twojej kariery. Jak długo się już znacie?
Żonę poznałem w Polsce, na imprezie, właśnie w Pile. Gdy byłem w Anglii wróciłem do Polski na weekend i tutaj poszedłem na imprezę. A że byłem wówczas sam… Nie no nie byłem, ale żona o wszystkim wie, więc możemy śmiało o tym wspomnieć (śmiech). Po prostu poznałem “lepszy model”. No i tak to już poszło. Ściągnąłem Dominikę do siebie, spędziła w Anglii ze mną chyba 8 lat. Początkowo mieszkaliśmy ze znajomymi, później poszliśmy na swoje, jednak koszta wynajmu w Londynie były tak ogromne, że postanowiliśmy się przeprowadzić razem ze szwagrem i jego narzeczoną do nowego mieszkania. Trochę tych przejść było, aż ostatecznie zjechaliśmy z powrotem do Piły.
Co było decydującym czynnikiem, że po 12 latach w Anglii wróciłeś do Polski? Ludzie często po takim okresie decydują się już osiedlić na obczyźnie na stałe.
Do Polski wróciłem już ponad 2 lata temu. Przede wszystkim dlatego, że mogę się śmiało utrzymywać ze streamowania, żona mogła odejść z pracy w Anglii i mogliśmy wrócić do rodziny. Początkowo po powrocie zamieszkaliśmy u teściów. Wstępnie miało to być na rok, po czym miałem wybudować dom, ale ostatecznie wyszły dwa lata. Teraz jednak, gdy żona zaszła w ciążę, a w czerwcu rodzi się nasz syn, to zdecydowaliśmy się wyprowadzić na “swoje”, a dokładniej wynajmowane, w mojej rodzinnej Pile.
No właśnie, wkrótce urodzi Ci się pierwsze dziecko. Będzie to miało istotny wpływ na Twoją karierę streamera?
Nie mam pojęcia. Wszyscy mówią, że życie się na pewno zmieni, że nie będę miał tyle czasu na granie, że już nie będzie takiego siedzenia. Z drugiej strony jest to jednak moja praca. Z tego utrzymuję rodzinę, więc na pewno będę swoje 6-8h grał, czasem może nieco mniej, gdy sytuacja będzie tego wymagać. Myślę, że mam na tyle elastyczną pracę, że za dużo się nie zmieni. Na pewno będzie inaczej, ale wciąż będę się starał robić te minimum 8 godzin streama.
6-8 godzin streama dzień w dzień, od kilku lat, w większości z jednej gry - Call of Duty: Warzone. Skąd akurat wybór tego tytułu, który też jak sam mówisz, pozwolił Ci się wybić?
Przede wszystkim grałem w gry battle royale Jednak gdy zaczynałem swoją przygodę z Warzone’em, to rynek w tym gatunku był dość wąski. Było PUBG, było H1Z1, później doszedł Apex no i Warzone. Fortnite bowiem nigdy do mnie nie przemawiał, gdyż jest z trzeciej osoby, a jeśli chce się grać bardziej competetive, to dla mnie Fortnite nie ma najmniejszego sensu. Chociażby dlatego, że możesz sobie stać za ścianką i widzieć co robią wszyscy dookoła. Nie czułem nigdy tej gry.
W PUBG przesiedziałem dużo godzin, jednak z czasem zacząłem potrzebować bardziej dynamicznej rozgrywki. I wtedy pojawił się Apex oraz Warzone i jakoś tak ten Warzone trafił w moje serce.
Jak dziś ocenisz kondycję Warzone’a w Polsce?
Kondycja Warzone’a w Polsce, nie ukrywajmy, jest marna. W zasadzie zawsze taka była. Ale też u nas żaden battle royale nigdy dobrze nie siadł prócz Fortnite’a. PUBG może miał swój moment, ale wówczas był w zasadzie bez konkurencji na rynku. Będąc w pełni szczerym myślę, że obecnie Warzone sięga dna. Zarówno w Polsce jak i na świecie.
Nie myślisz zatem o zmianie contentu?
Prawda jest taka, że z jednej strony nienawidzisz tej gry, a z drugiej non stop do niej wracasz, bo jednak rynek battle royale wciąż jest bardzo mały i nie ma do czego uciec. A chciałbym już od tego uciec. Pojawia się też strach. Bo o ile w czasach covidowych ta widownia była spora, z czasem nieco spadając i normując się powiedzmy w okolicach 350 widzów, to jednak wciąż patrzysz, jak Twoja gra umiera i to nie tylko na Twoim kanale.
Chciałbym uciec do escape looter shooterów jak np. Escape from Tarkov. Tylko wciąż szukam nieco bardziej dynamicznej rozgrywki. Pojawia się kilka ciekawych projektów. Aktualnie ogrywam Gray Zone Warfare czy Project L33t, który najbardziej do mnie trafia. W Project L33t mamy i strzelanie i lootowanie i jest ta adrenalinka, że musisz to wszystko wynieść. Mam nadzieję, że to fajnie się rozwinie.
Chętnie też sprawdziłbym się w Fortnicie, gdyby pojawiła się opcja pierwszej osoby. Tam scena competetive jest dużo bardziej rozwinięta i często można dostać zaproszenie na jakiś turniej. W Warzonie, choć tworzę content z tej gry już 5 lat, nigdy nie dostałem zaproszenia na turniej od Activision. W głębi duszy jednak chciałbym, aby Warzone się rozwijał, bo to jest gra, która pozwoliła mi zaistnieć.
Wspominasz o scenie competetive. Miałeś, bądź może wciąż masz, jakieś większe ambicje esportowe?
Wydaje mi się, że miałem bardzo duże ambicje, jednak z biegiem czasu one zanikały. Jednak odczuwam, że w strzelankach wiek gra rolę, zwłaszcza w tych dynamicznych, a mając 34 lata na karku, to refleks nie jest już ten sam. Chociaż do najgorszych też nie należę i wydaje mi się, że wciąż nie jednego młodszego gracza bym “zjadł”.
W Warzonie jednak dochodzi też kwestia kontrolera. Ja jestem przyzwyczajony grać na klawiaturze, tak grałem od zawsze, a jednak wszyscy przechodzą na pada, bo to daje przewagę. To również mnie ogranicza.
Oprócz streamowania, na Twoim Instagramie da się też znaleźć zdjęcia z wielu innych aktywności. Rower, wypad na ryby, grzyby… Widać, że nie ograniczasz się tylko do siedzenia przed komputerem
Prawda jest taka, że odkąd zacząłem streamować full-time, to tak naprawdę jestem tym w pełni pochłonięty i trudno dziś o inne zajawki. W przeszłości jednak bardzo dużo podróżowałem z moją żoną i naprawdę sporo udało nam się zwiedzić. Malezja, Indonezja, Filipiny, Australia, Kanada, do tego z 80 procent Europy… Naprawdę było tego dużo. Kiedyś też często jeździłem na snowboardzie.
Dziś lubię te wspomniane wypady na grzyby czy ryby… Nie wiem jednak jak to będzie dalej, jak pojawi się dziecko. Pierwszy okres pewnie będzie najtrudniejszy, ale później włączymy do tego wszystkiego naszego syna i będziemy wszystko robić razem.
Na Instagrama też nie wrzucam aż tak dużo contentu, bo no nie lubię za specjalnie robić sobie zdjęć. Czasem, jak mnie Dominika zmusi, to zapozuję, ale to głównie od niej zależy kiedy coś wstawię. Jednak jak już idę na te ryby czy grzyby to staram się coś zapostować, pokazać, że robię też coś innego, inaczej spędzam czas niż tylko przy komputerze.
W ostatnim czasie na Twitchu coraz popularniejszy jest jednak content IRL. Chociażby Tuszol bardzo promuje wędkarstwo. Nie myślałeś może o tym, by pójść w tę stronę ze swoim streamem?
Oj tak, myślałem o tym. Mam nawet cały sprzęt, plecak do IRL. Gadałem też z Tuszolem, zapraszał mnie w wakacje na ryby. Mam nadzieję, że tego lata uda mi się to ruszyć. Cały czas o tym myślę, ale najgorszy jest ten pierwszy raz, wyjście ze swojej strefy komfrotu.
Lubię też gotować, chciałem zrobić jakiś stream z kuchni. To mi cały czas chodzi po głowie, ale trochę tak… może wstydzę się tego zacząć. Mam jednak cały sprzęt i prędzej czy później to zrobię. Mam nawet łódeczkę, chciałem też z niej streamy robić. W końcu to odpalę
Poznaj też podstawy Warzone'a wraz z Miniuwą:

6 min

Akademia Miniuwy cz.1

Pierwsza część serii "Akademia Miniuwy", gdzie Piotr "Miniuwa" Bronszkiewicz krok po kroku objaśnia tajniki gry Call of Duty: Warzone