Eksploracja

Jaką najniższą i najwyższą temperaturę może znieść człowiek?

© Patryk Sandach / facebook.com/patryk.sandach
Valerjan Romanovski przez 24h jechał na rowerze stacjonarnym w temperaturze od -165°C do +75°C. Ustanowił kolejny rekord Guinnessa i opowiedział nam, jak to w ogóle możliwe.
Autor Krystian Walczak
Pod koniec lipca, w Pałacu w Kurozwękach ustanawiano rekord Guinnessa w 24-godzinnej jeździe na rowerze w jak największej różnicy temperatur. Niecodziennego wyczynu dokonał wielokrotny rekordzista i podróżnik Valerjan Romanovski. Zaczął w komorze kriogenicznej w temperaturze poniżej -165°C, a ukończył próbę w saunie przy +75°C. Temperatura co godzinę rosła o 10 stopni, a różnica wyniosła 240°C. W próbie Valerjanowi towarzyszył Piotr Marczewski, który za zadanie postawił sobie wprowadzenie ciała w stan hipotermii. Z kolei Patrycja Kubara (najmłodszy członek zespołu Oswajamy Żywioły) testowała śpiwory i ubrania, które zespół będzie wykorzystywał podczas wypraw w Jakucji, gdzie Romanovski już wielokrotnie podejmował się przeróżnych, związanych z mrozem i jazdą na rowerze wyzwań.
Potencjał ludzki jest nieograniczony i mało poznany
Valerjan Romanovski
Od dawna wraz z twoim kolegą Piotrem dokonujecie różnych prób na granicy możliwości ludzkiego organizmu. Co nowego było w tej próbie?
Eksperymentujemy z zimnem, z niskimi temperaturami w komorach termoklimatycznych i kriogenicznych – schładzanych ciekłym azotem. Mam też na koncie projekty w Jakucji na Syberii. Ten projekt różnił się tym, że był dosyć długi, ponieważ trwał całą dobę i jechałem w dwóch granicznych temperaturach, w których według naszego założenia, człowiek jest w stanie przeżyć. Wystartowałem w temperaturze -169,2°C, a potem doszliśmy do 75°C. Nigdy wcześniej, w tak długim czasie nie byliśmy w tak dużych różnicach temperatur. Trudność stanowiło to, że nie wiedzieliśmy jak ten czas wpłynie na organizm ludzki, jak również to, że spożywałem produkty w tych temperaturach. Początkowo jedzenie było zamarznięte, a do picia był lód. Jest też duża różnica, kiedy spożywamy zamrożony produkt przy -10, a przy -150°C, choćby w tym, jak przykleja się do ust i do języka. Takie rzeczy chcieliśmy przetestować. Nie wiedzieliśmy też, jak organizm zachowa się przy skrajnie wysokich temperaturach, kiedy będzie w nich przebywał kilka godzin, bo takiego doświadczenia jeszcze nie mieliśmy. Miałem krótsze treningi w temperaturze 70°C. Trwały godzinę i były przeprowadzane na wypoczętym organizmie. Tym razem było inaczej.
Morsowanie w Jakucji przy ponad 50 stopniowym mrozie
Valerjan Romanovski i Piotr Marczewski w Jakucji
Wcześniej już zaliczyłeś taką różnicę temperatur, ale w odwrotną stronę i w krótszym czasie, tak?
Wiadomo, że zanim zrealizowaliśmy taki projekt, musieliśmy wykonać szereg treningów. Tamta próba polegała na tym, że po saunie, gdzie było +100°C, od razu weszliśmy do zimnego powietrza, które miało -130, albo -140°C. Trwało to kilkadziesiąt minut.
Czy przy nagłych zmianach temperatur nic się nie dzieje na granicy ośrodków – na przykład na skórze? Nie występują odmrożenia, albo oparzenia?
Z Piotrem nie mamy żadnych odmrożeń, ani żadnych trwałych ubytków na ciele. Naszą podstawową dewizą jest, nie szkodzić własnemu ciału. Jeżeli realizujemy projekt i coś się przy tym wydarzy, uważamy to za porażkę. Kładziemy duży nacisk na to, żeby osiągnąć ponadprzeciętny rezultat, ale przy tym nie zaszkodzić sobie. Nie sztuką jest skończyć jakiś projekt bez palców, czy z odmrożeniami, ale nie tędy droga.
Valerjan Romanovski pedałuje na rowerze podczas próby bicia rekordu różnicy temperatur
Valerjan w trakcie próby przenosił się z komory kriogenicznej do sauny
W która jest trudniej zmieniać temperaturę otoczenia – z gorącej do lodowatej, czy odwrotnie?
Nie ma to większego znaczenia, ale przyjemniej jest wejść z gorącego do zimnego. A przede wszystkim łatwiej i bezpieczniej. Tutaj nie miałem takiego dylematu, ponieważ był czas na adaptację. Temperatura co godzinę zmieniała się o 10 stopni.
Wyzwanie trwało 24h. Oprócz tego, że była duża różnica temperatur, był też wysiłek w postaci jazdy na rowerze.
Rower po prostu trzeba było tutaj wykorzystać. Dzięki niemu mogłem wygenerować określoną ilość ciepła, którą mogłem wykorzystać. Tę ilość mogłem regulować intensywnością jazdy. To pozwalało mi się ogrzać. Tylko trzeba było uważać, aby się nie spocić, ponieważ jak mówią rodowici Jakuci, jak człowiek się spoci to zamarza i umiera. Trzeba też pamiętać, że oprócz butów i rękawic, nie miałem ubrań dostosowanych do niskich temperatur. Nie miałem też gogli. Przez cały czas miałem otwarte oczy, odkrytą skórę i oddychałem tym powietrzem, co też nie jest proste.
Podczas bicia rekordu w jeździe w największej różnicy temperatur Valerjan jadł zamarznięte jedzenie
Jedzenie Valerjana w komorze kriogenicznej
Przebywając w ekstremalnych dla ludzkiego ciała warunkach jednocześnie współpracujecie z naukowcami. Czy to jest tak, że zaczęliście to robić na potrzeby nauki, czy też najpierw zaczęliście testować swoje możliwości, a naukowcy zainteresowali się tym tematem później?
Od samego początku, od naszych pierwszych projektów związanych z zimnem, towarzyszyli nam naukowcy. Na Politechnice Krakowskiej, w komorze termoklimatycznej, do projektu były zaangażowane dwie uczelnie – PK i Akademia Wychowania Fizycznego w Krakowie. Byliśmy pierwszymi ludźmi, którzy weszli do komory termoklimatycznej. Ona była stworzonej do testowania sprzętu, między innymi wojskowego, a my pokazaliśmy, że można też przeprowadzać w tych komorach treningi. Spędziliśmy 100 godzin nie wychodząc z komory przy temperaturze odczuwalnej -70°C. Potem zaczęto wykorzystywać tę komorę do szkolenia ratowników.
Piotr Marczewski i Valerjan Romanovski morsują w Jakucji
Zimowa kąpiel w rzece w Jakucji
W nasze projekty w dużym stopniu angażują się naukowcy zajmujący się psychologią z GPE Psychotronics - z Aleksandrem i Wojciechem Korchutami na czele - ponieważ psychika ludzka ma w nich kluczowe znaczenie. Dzieje się tak, ponieważ to umysł decyduje na co nas stać – to on dyktuje warunki. Mocna głowa jest wyznacznikiem tego, czy się nam udaje, czy nie, dlatego co chwilę przechodzimy psychotesty. Będąc w Jakucji też mieliśmy ze sobą urządzenie, które pozwala przeanalizować, jak bardzo zmęczony jest ludzki umysł. Teraz też przy biciu rekordu byli psycholodzy, którzy analizowali, jaki jest mój stan psychiczny. Lekko się zdziwili, gdy wykonywałem test trwający 20 minut i okazało się, że moje tętno w ogóle nie reaguje na sytuacje stresowe. Byli zaskoczeni, że organizm jest spokojny i tak dobrze panuję nad sobą. Jesteśmy też zapraszani na konferencje naukowe, gdzie przedstawiamy nasze projekty. Wiedza idzie dalej, a zdobyte wyniki są wykorzystywane na bieżąco w opracowaniu nowatorskich technik szkoleń.
Valerjan Romanovski podczas bicia rekordu ekstremalnych temperatur podczas jazdy na rowerze
Jazda na rowerze w gorącej saunie
A jak to wszystko się zaczęło? Skąd się wzięła u ciebie chęć, czy potrzeba zbliżania się do granic ludzkiego organizmu?
Kiedyś zdobyłem medal na mistrzostwach Polski w kolarstwie, w kategorii masters. Miałem wtedy 25 lat i uświadomiłem sobie, że jestem za stary na sport zawodowy. Zaskoczyła mnie ta myśl. No bo jak to? Człowiek w tak młodym wieku już jest za stary? I zmieniłem dyscyplinę. Zacząłem startować w ultramaratonach – długich wyścigach kolarskich, gdzie decyduje doświadczenie i dojrzałość mentalna. Przez kilka lat uczyłem się ścigania pod okiem Cezarego Zamany. Wygrałem, co miałem wygrać i zacząłem bić rekordy Guinnessa na rowerze. Najpierw w 48-godzinnej jeździe na rowerze górskim. Rekord w 12-godzinnej jeździe biłem 5 razy, wymieniając się nim z innymi zawodnikami ze świata. Obecnie należy on do mnie. Z czasem postanowiłem rywalizować nie tylko z rekordami na rowerze i z samym sobą, ale też z naturą. Z żywiołami jest trudniej. Mróz nie odpuści! Nie będzie tak, że gdy zobaczy, że jestem w słabszej kondycji, to pofolguje. I tak, niedawno robiliśmy morsowanie w temperaturze -100°C – weszliśmy do balii z zimną wodą i po wyjściu byliśmy pod wpływem takiej temperatury. Okazało się, że da się to zrobić.
Są całe grupy ludzi, którzy uczą się wytrzymałości na niskie temperatury, odporności na zimno. Często posługują się Metodą Wima Hofa. W ramach tego, na przykład chodzą prawie nago po górach zimą. Czy wy jakoś sprawdzaliście tę metodę?
Z Piotrem nie stosujemy metody Wima Hofa, ale jej nie neguję. Uważam, że to niesamowity człowiek, który motywuje innych do badania granic własnych organizmów. Nasze podejście jest trochę inne. Skupiamy się na umysłach. Pokazujemy jak to się robi bezpiecznie. Taka osoba wie, jakie są zagrożenia i czuje spokój. Wtedy organizm pozwala na więcej. Stres nas blokuje i blokuje organizm na pewne wyzwania.
Romanovski i jedna z jego wielu udanych prób oswojenia mrozu
Valerjan Romanovski podczas jednego ze swoich wyjazdów do Jakucji
Nawet w Jakucji prowadziliśmy szkolenia z morsowania dla Jakutów, którzy normalnie tego nie robią. Wprowadzaliśmy do wody osoby przy temperaturze -57°C. Nasze doświadczenia przywozimy do Polski i pokazujemy ludziom jak obcować z zimnem. Na Politechnice Krakowskiej zorganizowaliśmy morsowanie w temperaturze odczuwalnej -70°C. Najpierw tłumaczymy ludziom, jak powinno się obcować z taką temperaturą. Takie osoby są bardziej świadome swoich możliwości. Wiedzą, gdzie jest granica, której nie powinni przekroczyć i nie robią sobie krzywdy. Każdy człowiek ma w sobie instynkt samozachowawczy. Nikt nie chce sobie zaszkodzić i świadomie odmrozić palców. Gorzej jest z osobami nieświadomymi, które ani nie wiedzą jaki mają potencjał, ani nie są w stanie wzajemnie zaobserwować u siebie hipotermii i to jest niebezpieczne.
Piotr Marczewski podczas próby wprowadzenia się w stan hipotermii
Piotr Marczewski
Podczas twojej próby, Piotr Marczewski dwukrotnie wprowadzał się w stan hipotermii. Specjalnie nie jadł i mało pił, żeby osłabić organizm, ażeby przyszło mu to łatwiej. Po co?
Mamy zespół ratowników Medyk Rescue Team, który na co dzień pracuje na Kazbeku. Jesteśmy dla nich takimi królikami doświadczalnymi. Mogą na nas zobaczyć dużo więcej i więcej się nauczyć. Robimy to, bo z Piotrkiem chcemy wiedzieć, gdzie jest granica naszych możliwości. Przy wchodzeniu w hipotermię, kiedy temperatura ciała zaczyna spadać, pojawiają się pewne objawy, które musimy znać. Gdy robimy projekty w Jakucji, albo w komorach, ta informacja jest dla nas istotna. Objawy to jedno. Drugie, jak dana osoba się czuje? A trzecie, jak z danej sytuacji wyjść? Po to są te badania. W Kurozwękach nagraliśmy też materiał edukacyjny pokazujący te objawy i metody wyprowadzania ludzi z tego stanu. Udostępnimy go innym „zimnolubnym”, żeby wiedzieli jak rozpoznać hipotermię i umieli w takim wypadku pomóc. Zarówno u mnie, jak i u Piotrka przy tym projekcie były analizowane różne parametry życiowe. One również będą przekazane do rożnych instytucji naukowych, które przeanalizują, co się zmienia w naszych organizmach. Na AWF w Krakowie powstała praca dyplomowa pod kierunkiem dr Łukasza Toty na temat reakcji mego organizmu na zimno oraz wysiłek fizyczny.
Ratownicy z Medyk Rescue Team obserwują Piotra Marczewskiego próbującego wprowadzić się w stan hipotermii
Nad Piotrem czuwali ratownicy

Czy na podstawie tych obserwacji udało się już wyciągnąć jakieś ciekawe wnioski?

W tych projektach widać, że potencjał ludzki jest nieograniczony i mało poznany - to nas fascynuje. Tych granic praktycznie nie ma, są w naszych umysłach. Kiedy Piotrek za pierwszym razem chciał obniżyć swoją temperaturę w tej komorze, w której jechałem na rowerze, w -150°C, spędził sześć godzin leżąc w śpiworze i mu się to nie udało. Ratownicy zaobserwowali, że jego temperatura nawet wzrasta zamiast się obniżać. Z tej próby wynika, że nasze organizmy są tak wytrenowane, że Piotrkowi się to nie udało. Przed tym projektem prawie przez tydzień nie jadł. W drugim dniu medycznie rozszerzał naczynie krwionośne przed wejściem do balii z zimną wodą, żeby straty ciepła były jeszcze większe i dopiero po półtora godziny udało mu się obniżyć temperaturę. Wtedy zapadła decyzja ratowników o zakończeniu próby i w ciągu pół godziny temperatura została przywrócona. A po godzinie Piotrek znów był w lodzie, bo z kimś morsował.
Sukces Valerjana Romanovskiego, który po raz kolejny pobił rekord Guinnessa
Zespół po ukończeniu 24-godzinnej próby
Czyli jednym z wniosków jest to, że to są rzeczy, które można trenować, a nie jest tak, że człowiek rodzi się z jakąś odpornością na mróz, czy ciepło, na co nie ma żadnego wpływu?
Jak najbardziej. My nie twierdzimy, że jesteśmy wyjątkowi. Po prostu mamy taką pasję. Analizujemy możliwości ludzkiego organizmu i z tym organizmem współpracujemy. Można powiedzieć, że jest to taka wewnętrzna rozmowa. Dla porównania, gdyby osoba bez przygotowania weszła do komory kriogenicznej na 5-6 godzin, tak jak Piotrek, wyszłaby bez palców – już nie mówię, co by się stało z jej twarzą. My widzimy kiedy organizm nas informuje o jakimś problemie. Umiemy te problemy zdefiniować i rozwiązywać. Dlatego możemy więcej aniżeli inni. Rozumiemy, jak to wszystko funkcjonuje. Nie przeszkadzamy organizmowi, a jak widzimy, że sobie nie radzi i potrzebuje naszej pomocy, to pomagamy.
Jedzenie zamarzniętych pokarmów
Valerjan Romanovski w komorze kriogenicznej jadł zamarznięte jedzenie
Czy coraz słabsze zimy w Polsce nie przeszkadzają w przygotowaniach do realizacji coraz śmielszych projektów?
W Polsce co roku od hipotermii umiera kilkaset osób. Aby to się stało, nie musi być 30-stopniowego mrozu. Wystarczy 0, albo plus 10 i już widzimy, jak społeczeństwo jest nieprzygotowane. Co do temperatur, przed wyjazdem do Jakucji trenowałem przygotowanie organizmu do niskich temperatur przez wchodzenie do sauny. Nie musi więc być mrozu, aby się przygotowywać. Zresztą teraz co roku zimą chcemy jeździć na Syberię do Jakucji. Mam nadzieję, że w tym uda się pojechać do Ojmiakonu, który jest najzimniejszym miejscem na Ziemi. Chcę tam zamieszkać na prawie 100 dni na zewnątrz, nie korzystając ze źródeł ciepła. Wodę pitną będę miał z rzeki, która nie zamarza, a spożywał będę produkty zamrożone. Chcę tak przeżyć całą zimę. Uważam, że jest to możliwe do zrobienia i potrafię to sobie wyobrazić i poukładać w głowie. A to jest dla mnie podstawowa informacja, że mogę spróbować.

Zobacz też:

Pływanie · 1 min
Leszek Naziemiec w mroźni