Mid-Season Invitational (MSI) w League of Legends to spektakularny turniej, który od ponad dekady dostarcza nam najbardziej kultowych momentów w historii esportu. Mimo to, wciąż bywa momentami niedoceniany.
Doskonałym przykładem jest tegoroczna decyzja Koreańskiego Stowarzyszenia eSportu (KeSPA). Wybierając skład na Igrzyska Azjatyckie 2026 – imprezę rangi olimpijskiej, gdzie stawką są złote medale i zwolnienie z obowiązkowej służby wojskowej – KeSPA oparła się wyłącznie na czystych statystykach, całkowicie ignorując wyniki z MSI.
Część fanów zwraca uwagę, że to tak, jakby liczył się tylko triumf na Mistrzostwach Świata (Worlds). Tymczasem wygranie MSI jest równie morderczym wyzwaniem. Wielu ekspertów i kibiców twierdzi wręcz, że stosowany tam format podwójnej eliminacji (double elimination) znacznie sprawiedliwiej weryfikuje siłę drużyn niż bezlitosna faza pucharowa na Worldsach.
Wystarczy spojrzeć na tegoroczną listę uczestników. Kiedy w jednym turnieju mierzą się tytani pokroju T1, G2, BLG, HLE czy TES, nikt nie może mieć wątpliwości: wzniesienie pucharu MSI to absolutny pokaz mistrzostwa.
01
EDward Gaming przechytrzyło Fakera
Już podczas pierwszej edycji MSI kibice zobaczyli jedną z najbardziej szokujących serii w historii League of Legends – trzymający w napięciu, pięciomeczowy horror pomiędzy EDward Gaming (EDG) a SK Telecom T1.
EDG nie tylko zdobyło pierwsze międzynarodowe trofeum dla Chin i ligi LPL, ale zrobiło to w stylu, który udowodnił, że Lee „Faker” Sang-hyeok nie jest niezniszczalny.
Dla Fakera był to trudny rok – na środkowej alei grał na zmianę z Lee „Easyhoonem” Ji-hoonem. Jednak w decydującym, piątym starciu to właśnie „Król Demonów” wszedł na serwer. Kiedy EDG nie zbanowało LeBlanc – postaci, na której Faker miał wtedy nieskazitelny bilans 12-0 – większość fanów uznała, że losy meczu są już przesądzone.
SKT wpadło jednak w genialnie zastawioną pułapkę. EDG skontrowało LeBlanc wyborem Morgany na mida, całkowicie neutralizując jej atuty. Pozbawiony wczesnych zabójstw Faker nie mógł rotować, by pomóc cierpiącej dolnej alei, a w walkach drużynowych jego postać stała się bezużyteczna.
EDG wygrało serię, udowadniając światu, że potęgę z LCK można nie tylko pokonać, ale przede wszystkim – przechytrzyć taktycznie.
02
Nigdy nie wątp w CLG
Jeden z najbardziej spektakularnych powrotów i najbardziej kultowych komentarzy w historii League of Legends miał miejsce podczas MSI 2016 w Szanghaju. Wszystko za sprawą północnoamerykańskiej formacji Counter Logic Gaming (CLG).
Zgodnie z zakorzenioną w nazwie „kontrlogiką”, CLG potrafiło jako jedyne w turnieju przegrać z reprezentantami Turcji z SuperMassive, by chwilę później rzucić na kolana potężne i dotychczas niepokonane Royal Never Give Up. Formacja z NA dokonała tego na oczach chińskiej publiczności, odrabiając gigantyczną stratę wynoszącą 17 tysięcy sztuk złota.
Moment kulminacyjny całej gry przeszedł do legendy. CLG w niewiarygodny sposób wygrało walkę o Smoka, a następnie ruszyło środkową aleją. Desperacka próba flanki ze strony RNG zakończyła się dla nich katastrofą – Trevor „Stixxay” Hayes zgarnął potrójne zabójstwo, a CLG przypieczętowało czystego ace'a i sekundę później zniszczyło Nexus.
Oszalały z emocji komentator LCS, Sam „Kobe” Hartman-Kenzler, wykrzyknął wtedy do mikrofonu legendarne: „I never doubted them!” (Nigdy w nich nie wątpiłem!), tworząc jeden z najwspanialszych i najbardziej pamiętnych momentów w historii północnoamerykańskiej sceny LoLa.
03
Speedrun G2
MSI 2019 na zawsze pozostanie w pamięci europejskich fanów jako najważniejszy turniej w historii regionu. Wszystko za sprawą legendarnego składu G2 Esports. To wówczas też, aby zrobić miejsce dla najlepszego gracza w historii EMEA, Rasmusa „Capsa” Winthera, ikona G2 - Luka „Perkz” Perković - podjął szaloną decyzję o zmianie pozycji i przejściu na ADC.
Ta roszada przyniosła spektakularne efekty. W kultowym półfinale przeciwko T1, G2 przypieczętowało awans w piątym, decydującym meczu, w którym Martin „Wunder” Hansen zaszokował rywali, wybierając Pyke'a na górną aleję.
Przed wielkim finałem z Team Liquid, Wunder pewnie zapowiedział, że zdemolują swoich rywali z Ameryki Północnej w „najszybszej międzynarodowej serii Bo5 w historii”. I nie pomylił się ani trochę. G2 dosłownie przejechało się po TL, wygrywając 3:0 w łącznym czasie zaledwie 70 minut i 41 sekund.
Jako że wielu ekspertów nie bierze pod uwagę pierwszych Mistrzostw Świata z 2011 roku ze względu na raczkujący format, triumf G2 uznaje się za jedyne pełnoprawne międzynarodowe trofeum zdobyte przez drużynę z Zachodu. Był to kamień milowy w legendarnej karierze Capsa i narodziny potęgi tamtego G2.
04
Długo oczekiwana chwila triumfu Uziego
Jian „Uzi” Zihao od zawsze był uznawany za jednego z najbardziej utalentowanych mechanicznie graczy na świecie i do dziś pozostaje absolutną legendą League of Legends. To zresztą drugi – zaraz po Fakerze – zawodnik oficjalnie wprowadzony do prestiżowego Hall of Legends.
Przez lata nad Uzim ciążyła jednak klątwa „wiecznie drugiego” podczas międzynarodowych turniejów. Sytuacja zmieniła się diametralnie dopiero w 2018 roku. Po sześciu latach zawodowej kariery i dwóch bolesnych porażkach w finałach Worldsów, genialny strzelec w końcu sięgnął po upragnione międzynarodowe trofeum, triumfując na MSI w barwach Royal Never Give Up (RNG).
Uzi wręcz zdefiniował tamten turniej swoją widowiskową grą Kai'Są – bohaterką, która pojawiła się na Summoner's Rift zaledwie trzy miesiące wcześniej. W genialnym stylu poprowadził swoją drużynę po wyczekiwany tytuł.
O zwycięstwie w decydującym momencie zadecydował jego niesamowity zmysł taktyczny i chłodna głowa. Uzi idealnie wymierzył, że wrogiej Morganie skończył się czas odnowienia Quicksilver Sash (QSS) i dał sygnał do ataku. Ta jedna decyzja zapoczątkowała walkę drużynową, która zapewniła RNG puchar.
05
Chovy przełamuje klątwę
Ostatnim z trójki tytanów, którzy przełamali swoją klątwę i sięgnęli po upragnione złoto na MSI, jest Jeong „Chovy” Ji-hoon. Choć Faker pozostaje bezapelacyjnie największym graczem w historii League of Legends, to właśnie o Chovym od lat mówi się jako o zawodniku o najwyższym suficie umiejętności i potencjalnie najlepszym graczu na świecie.
Chovy zadebiutował na profesjonalnej scenie w 2017 roku i na swój pierwszy międzynarodowy puchar musiał czekać aż siedem lat – nawet dłużej niż Uzi.
Mając już na koncie cztery z rzędu tytuły mistrza LCK, Chovy w końcu poprowadził Gen.G do przełamania międzynarodowej niemocy podczas MSI 2024. Grał z kosmiczną wręcz regularnością, deklasując każdego midlanera, który odważył się rzucić mu wyzwanie. Rok później, podczas MSI 2025, Chovy udowodnił, że nie był to jednorazowy wyczyn, i obronił tytuł, po raz drugi wznosząc puchar tego turnieju.
Choć wciąż brakuje mu w kolekcji tego najważniejszego trofeum – Pucharu Przywoływacza za Mistrzostwo Świata – i wciąż daleko mu do monumentalnego dziedzictwa Fakera, nikt nie może już zaprzeczyć, że Chovy to absolutny fenomen naszych czasów.