Gracze League of Legends całują trofeum MSI.
© Riot Games
esport

Za to kochamy MSI. Zobacz kultowe momenty w historii imprezy

Worldsy mogą być szczytem esportowych osiągnięć w League of Legends, ale turniej Mid-Season Invitational niewiele im ustępuje. Także, jeżeli chodzi o epickie momenty i niezapomniane historie.
Autor: Jack Stewart tłum. Bartłomiej Bukowski
Przeczytasz w 6 minPublished on
Mid-Season Invitational (MSI) w League of Legends to spektakularny turniej, który od ponad dekady dostarcza nam najbardziej kultowych momentów w historii esportu. Mimo to, wciąż bywa momentami niedoceniany.
Doskonałym przykładem jest tegoroczna decyzja Koreańskiego Stowarzyszenia eSportu (KeSPA). Wybierając skład na Igrzyska Azjatyckie 2026 – imprezę rangi olimpijskiej, gdzie stawką są złote medale i zwolnienie z obowiązkowej służby wojskowej – KeSPA oparła się wyłącznie na czystych statystykach, całkowicie ignorując wyniki z MSI.

Oryginalny Red Bull

Red Bull Energy Drink

Red Bull Energy Drink
Część fanów zwraca uwagę, że to tak, jakby liczył się tylko triumf na Mistrzostwach Świata (Worlds). Tymczasem wygranie MSI jest równie morderczym wyzwaniem. Wielu ekspertów i kibiców twierdzi wręcz, że stosowany tam format podwójnej eliminacji (double elimination) znacznie sprawiedliwiej weryfikuje siłę drużyn niż bezlitosna faza pucharowa na Worldsach.
Wystarczy spojrzeć na tegoroczną listę uczestników. Kiedy w jednym turnieju mierzą się tytani pokroju T1, G2, BLG, HLE czy TES, nikt nie może mieć wątpliwości: wzniesienie pucharu MSI to absolutny pokaz mistrzostwa.
01

EDward Gaming przechytrzyło Fakera

EDward Gaming (EDG) świętuje zwycięstwo nad SK Telecom T1 na MSI 2015.

W 2015 roku EDG zaskoczyło SKT i cały świat

© Riot Games

Już podczas pierwszej edycji MSI kibice zobaczyli jedną z najbardziej szokujących serii w historii League of Legends – trzymający w napięciu, pięciomeczowy horror pomiędzy EDward Gaming (EDG) a SK Telecom T1.
EDG nie tylko zdobyło pierwsze międzynarodowe trofeum dla Chin i ligi LPL, ale zrobiło to w stylu, który udowodnił, że Lee „Faker” Sang-hyeok nie jest niezniszczalny.
Dla Fakera był to trudny rok – na środkowej alei grał na zmianę z Lee „Easyhoonem” Ji-hoonem. Jednak w decydującym, piątym starciu to właśnie „Król Demonów” wszedł na serwer. Kiedy EDG nie zbanowało LeBlanc – postaci, na której Faker miał wtedy nieskazitelny bilans 12-0 – większość fanów uznała, że losy meczu są już przesądzone.
SKT wpadło jednak w genialnie zastawioną pułapkę. EDG skontrowało LeBlanc wyborem Morgany na mida, całkowicie neutralizując jej atuty. Pozbawiony wczesnych zabójstw Faker nie mógł rotować, by pomóc cierpiącej dolnej alei, a w walkach drużynowych jego postać stała się bezużyteczna.
EDG wygrało serię, udowadniając światu, że potęgę z LCK można nie tylko pokonać, ale przede wszystkim – przechytrzyć taktycznie.
02

Nigdy nie wątp w CLG

Jeden z najbardziej spektakularnych powrotów i najbardziej kultowych komentarzy w historii League of Legends miał miejsce podczas MSI 2016 w Szanghaju. Wszystko za sprawą północnoamerykańskiej formacji Counter Logic Gaming (CLG).
Zgodnie z zakorzenioną w nazwie „kontrlogiką”, CLG potrafiło jako jedyne w turnieju przegrać z reprezentantami Turcji z SuperMassive, by chwilę później rzucić na kolana potężne i dotychczas niepokonane Royal Never Give Up. Formacja z NA dokonała tego na oczach chińskiej publiczności, odrabiając gigantyczną stratę wynoszącą 17 tysięcy sztuk złota.
Moment kulminacyjny całej gry przeszedł do legendy. CLG w niewiarygodny sposób wygrało walkę o Smoka, a następnie ruszyło środkową aleją. Desperacka próba flanki ze strony RNG zakończyła się dla nich katastrofą – Trevor „Stixxay” Hayes zgarnął potrójne zabójstwo, a CLG przypieczętowało czystego ace'a i sekundę później zniszczyło Nexus.
Oszalały z emocji komentator LCS, Sam „Kobe” Hartman-Kenzler, wykrzyknął wtedy do mikrofonu legendarne: „I never doubted them!” (Nigdy w nich nie wątpiłem!), tworząc jeden z najwspanialszych i najbardziej pamiętnych momentów w historii północnoamerykańskiej sceny LoLa.
03

Speedrun G2

G2 Esports świętuje sukces na MSI.

Najbardziej utytułowana europejska drużyna LoLa w historii

© Riot Games

MSI 2019 na zawsze pozostanie w pamięci europejskich fanów jako najważniejszy turniej w historii regionu. Wszystko za sprawą legendarnego składu G2 Esports. To wówczas też, aby zrobić miejsce dla najlepszego gracza w historii EMEA, Rasmusa „Capsa” Winthera, ikona G2 - Luka „Perkz” Perković - podjął szaloną decyzję o zmianie pozycji i przejściu na ADC.
Ta roszada przyniosła spektakularne efekty. W kultowym półfinale przeciwko T1, G2 przypieczętowało awans w piątym, decydującym meczu, w którym Martin „Wunder” Hansen zaszokował rywali, wybierając Pyke'a na górną aleję.
Przed wielkim finałem z Team Liquid, Wunder pewnie zapowiedział, że zdemolują swoich rywali z Ameryki Północnej w „najszybszej międzynarodowej serii Bo5 w historii”. I nie pomylił się ani trochę. G2 dosłownie przejechało się po TL, wygrywając 3:0 w łącznym czasie zaledwie 70 minut i 41 sekund.
Jako że wielu ekspertów nie bierze pod uwagę pierwszych Mistrzostw Świata z 2011 roku ze względu na raczkujący format, triumf G2 uznaje się za jedyne pełnoprawne międzynarodowe trofeum zdobyte przez drużynę z Zachodu. Był to kamień milowy w legendarnej karierze Capsa i narodziny potęgi tamtego G2.
04

Długo oczekiwana chwila triumfu Uziego

Jian „Uzi” Zihao od zawsze był uznawany za jednego z najbardziej utalentowanych mechanicznie graczy na świecie i do dziś pozostaje absolutną legendą League of Legends. To zresztą drugi – zaraz po Fakerze – zawodnik oficjalnie wprowadzony do prestiżowego Hall of Legends.
Przez lata nad Uzim ciążyła jednak klątwa „wiecznie drugiego” podczas międzynarodowych turniejów. Sytuacja zmieniła się diametralnie dopiero w 2018 roku. Po sześciu latach zawodowej kariery i dwóch bolesnych porażkach w finałach Worldsów, genialny strzelec w końcu sięgnął po upragnione międzynarodowe trofeum, triumfując na MSI w barwach Royal Never Give Up (RNG).
Uzi z trofeum MSI

W 2018 roku Uzi stał się legendą

© Riot Games

Uzi wręcz zdefiniował tamten turniej swoją widowiskową grą Kai'Są – bohaterką, która pojawiła się na Summoner's Rift zaledwie trzy miesiące wcześniej. W genialnym stylu poprowadził swoją drużynę po wyczekiwany tytuł.
O zwycięstwie w decydującym momencie zadecydował jego niesamowity zmysł taktyczny i chłodna głowa. Uzi idealnie wymierzył, że wrogiej Morganie skończył się czas odnowienia Quicksilver Sash (QSS) i dał sygnał do ataku. Ta jedna decyzja zapoczątkowała walkę drużynową, która zapewniła RNG puchar.
05

Chovy przełamuje klątwę

Chovy i GenG świętują zdobycie tytułu MSI.

Chovy pokonał swój przydomek „Chokey”, zdobywając dwa tytuły MSI z rzędu

© Riot Games

Ostatnim z trójki tytanów, którzy przełamali swoją klątwę i sięgnęli po upragnione złoto na MSI, jest Jeong „Chovy” Ji-hoon. Choć Faker pozostaje bezapelacyjnie największym graczem w historii League of Legends, to właśnie o Chovym od lat mówi się jako o zawodniku o najwyższym suficie umiejętności i potencjalnie najlepszym graczu na świecie.
Chovy zadebiutował na profesjonalnej scenie w 2017 roku i na swój pierwszy międzynarodowy puchar musiał czekać aż siedem lat – nawet dłużej niż Uzi.
Mając już na koncie cztery z rzędu tytuły mistrza LCK, Chovy w końcu poprowadził Gen.G do przełamania międzynarodowej niemocy podczas MSI 2024. Grał z kosmiczną wręcz regularnością, deklasując każdego midlanera, który odważył się rzucić mu wyzwanie. Rok później, podczas MSI 2025, Chovy udowodnił, że nie był to jednorazowy wyczyn, i obronił tytuł, po raz drugi wznosząc puchar tego turnieju.
Choć wciąż brakuje mu w kolekcji tego najważniejszego trofeum – Pucharu Przywoływacza za Mistrzostwo Świata – i wciąż daleko mu do monumentalnego dziedzictwa Fakera, nikt nie może już zaprzeczyć, że Chovy to absolutny fenomen naszych czasów.