Najlepsze czarne charaktery w historii gier

© Blizzard Entertainment
Autor Bartosz Chichłowski
Przerażający, charyzmatyczni i źli do szpiku kości… które postaci najbardziej zapadły nam w pamięć?
W branży filmowej często używa się stwierdzenia, że “film jest tak dobry, jak jego antagonista”. I jest w tym wiele prawdy. Jedne z najwybitniejszych obrazów w historii to właśnie czarne charaktery zadecydowały o tym, że widzowie nie są w stanie zapomnieć o sensie w kinie czy przed telewizorem. Postaci takie jak Darth Vader, Joker Heatha Ledgera, Hannibal Lecter Anthony’ego Hopkinsa czy Hans Landa Christopha Waltza są prawdziwymi ikonami kina i legendami popkultury. Nie inaczej jest z branżą gier video, wobec której również można zastosować powyższe stwierdzenie. Kogo ze świata gamingu więc można postawić w tym samym szeregu, co Vadera czy Jokera?
Tworząc to zestawienie podzieliliśmy postaci na pięć kategorii: przebiegłość, motywacja, strach, humor i charyzma. Skupiamy się więc na najlepszych z najlepszych, w ramach określonej klasyfikacji, choć oczywiście wiele czarnych charakterów mogłoby walczyć o tytuł w więcej, niż tylko jednej kategorii.

Przebiegłość

Jedną z głównych cech wielu czarnych charakterów jest przebiegłość. Oczywiście, są postaci, które nie knują za plecami innych bohaterów, nie manipulują nimi i nie udają kogoś, kim nie są. Inni jednak wykorzystują swój spryt, by osiągnąć konkretny cel. Mowa tu o czarnych charakterach, które cały czas są o krok przed protagonistą (lub innymi przeciwnikami) i którzy są totalnie nieobliczalni. Możemy do nich zaliczyć m.in. Franka Fontaine’a z Bioshock, który od samego początku manipuluje głównym bohaterem, albo Alberta Weskera będącego głównym prowodyrem wydarzeń w serii Resident Evil. Warto też wspomnieć o niezwykle tajemniczym, bawiącym się cudzym nieszczęściem Gaunterze O’Dimmie z Wiedźmina 3, którego poznajemy jako pozornie nieistotnego “statystę”. Palma pierwszeństwa należy jednak do…
Sary Kerrigan ze StarCrafta. Jej historia jest iście tragiczna. Jako dziecko doprowadziła do śmierci swojej rodziny, w efekcie czego została poddana morderczemu treningowi, by stać się maszyną do zabijania w rękach Dominium. Przez całe życie manipulowana i zmuszona do zamordowania Angusa Mengska, po upadku Dominium, wbrew swojej woli, stanęła po drugiej stronie barykady. Jej nowy przywódca, Arcturus Mengsk (syn Angusa) miał tylko jeden cel wobec Kerrigan: wykorzystać ją, jako narzędzie, a następnie zostawić na pastwę losu. Nic więc dziwnego, że Sarah Kerrigan, już po transformacji w zergowską hybrydę, przyjęła dokładnie taką strategię, jak jej liczni oprawcy. Królowa Ostrzy manipuluje wszystkimi: zarówno przeciwnikami, jak i sojusznikami, którzy albo już wcześniej byli jej wrogami, albo dopiero się nimi staną… Nie hamuje się nawet przed wbiciem noża w plecy ostatniej osobie, której na niej zależało: Jimowi Raynorowi. Niestety, postać Sary Kerrigan została bardzo spłycona w historii opowiedzianej w StarCraft 2, ale pozwolimy sobie to przemilczeć skupić się na Kerrigan na takiej, jaką poznaliśmy w pierwszej części serii.

Motywacja

Najlepsze czarne charaktery w historii książek, kina czy gier, mają zazwyczaj jeden wspólny mianownik: odpowiednia motywacja. Mało kogo interesują już jednowymiarowe postaci, czynią zło dla samego czynienia zła. W końcu każdy musi mieć jakiś powód, by stać się taką, a nie inną osobą. Motywacja czarnych charakterów może sprawić, że gracz nie tylko zrozumie ich zachowanie, ale wręcz… zastanowi się, czy aby nie mają racji? Może jednak to nie oni są tymi “bad guys”, a to protagonista stoi po niewłaściwej stronie barykady? Do takich postaci zaliczymy Illusive Mana z serii Mass Effect, który pierwotnie chciał wyłącznie dobra dla rasy ludzkiej, ale ostatecznie został nieświadomie skorumpowany przez znacznie potężniejsze od niego. Letho z Wiedźmina 2 wykonywał rozkazy Nilfgaardu tylko dlatego, że chciał powstrzymać wyginięcie niesłusznie gardzonej przez cały świat kasty Wiedźminów. Andrew Ryan z Bioshocka stawił sobie za cel powstrzymanie bezmyślnego zła i przemocy, za którą nienawidził ludzkość, a podwodne miasto Rapture miało stać się Idyllą dla tych, którzy miłują pokój, naukę i filozofię. Doktor Wallace Breen z Half-Life natomiast nie miał innego wyjścia, niż “wynegocjować” pokój z kosmicznymi najeźdźcami w obawie, że gdyby tego nie zrobił, to cała Ziemię czekałaby zagłada. Pod względem motywacji nikt jednak nie może się równać z…
Arthasem Menethilem. Księcia Lordaeronu poznajemy jako młodego, honorowego i kochanego Paladyna, w którym wszyscy upatrują najwspanialszego władcę krainy. Wydawać by się mogło, że Arthas będzie największym bohaterem i zbawcą uniwersum Warcrafta, ale nic bardziej mylnego. Paladyn, walcząc z siłami Chaosu, sam stopniowo był konsumowany przez zło. Wiedział, że nie pokona największego wroga ludzkości bez zrzucenia opończy dobra, a cel musiał uświęcać środki. W pewnym momencie nie było jednak odwrotu, aż w końcu bohater stał się ucieleśnieniem zagłady. Głodny potęgi i manipulowany przez chaos, Arthas odrzucił swoje dawne idee i stał się Królem Liszem… choć i tak w świetle tego, co działo się w uniwersum, można było go uznać za symboliczne mniejsze zło. Historia Arthasa jest od początku do końca tragiczna, przez co gracz zwyczajnie nie może go nienawidzić, a zazwyczaj wręcz jest mu żal niedoszłego władcy Lordaeronu. Uważny odbiorca wychwyci także bardzo dużo wspólnych mianowników, jakie ma z bodaj najbardziej ikonicznym czarnym charakterem w historii, Darth Vaderem.

Strach

Niektóre czarne charaktery opierają swoją “wielkość” głównie na strachu, jaki wywołują wśród graczy. Cel ten twórcy mogą osiągnąć na wiele różnych sposobów, a najlepsi scenarzyści potrafią połączyć wiele cech w jedną, większą całość, przez którą użytkownicy nie mogą spać po nocach. W tej kategorii należy wspomnieć m.in. o bardzo klasycznej, typowej dla filmowych horrorów Almie Wade z F.E.A.R. czy… Xenomorphie z Alien: Isolation (który niby nie jest “prawdziwą” postacią, ale jednak przyprawia o ciarki na plecach). Nietypowym straszakiem jest G-Man z Half-Life: enigmatyczny, o niemożliwych do odgadnięcia celach i motywacjach, z tylnego siedzenia wprawiający w ruch całą fabułę serii… no i nie można zapomnieć tego charakterystycznego, straszliwie nienaturalnego głosu połączonego ze stoicką postawą. Przerażająca jest też Matka z iście absurdalnego i abstrakcyjnego The Binding of Isaac. Jest jednak jedna postać, przy której wszystkie powyższe razem wzięte są równie straszne, co mały, wesoły szczeniaczek. Jest to oczywiście…
SHODAN. Dla fanów literatury science-fiction SHODAN może wydawać się mało interesująca i mało oryginalna. I jest w tym wiele prawdy, przynajmniej na papierze. W końcu w tym gatunku co i rusz natrafiamy na sztuczną inteligencję, która wyrwała się spod kontroli i rozpoczęła zagładę “gorszych” istot, wręcz “bezmózgich robaków”, jakimi są ludzie. SHODAN jednak jest na zdecydowanie wyższym poziomie jeśli chodzi o sam strach. W głównej mierze zawdzięcza to niedoścignionej do dziś grze aktorskiej i efektom dźwiękowym towarzyszącym jej zniekształconym, nienaturalnym monologom. Przesiąknięta złem oraz pozbawiona jakichkolwiek skrupułów i moralności (dosłownie – to właśnie to było powodem jej wymknięcia się spod kontroli w pierwszym System Shock) nie cofnie się przed niczym. Na każdym kroku drwi z protagonisty, którego zmusza do współpracy, ale nie zawaha się przed zagładą bohatera, gdy ten stanie się już niepotrzebny. Nie ma żadnych wątpliwości, że SHODAN to najbardziej przerażająca postać w historii gier video. Trzeba jednak honorowo wspomnieć o… Wielu, czyli kreacji samej SHODAN. Gdyby nie ona, to być może właśnie tę zmutowaną, telepatyczną formę świadomości zbiorowej umieścilibyśmy na pierwszym miejscu. Należy jednak uznać Wielu za “przedłużenie” czystego zła sztucznej inteligencji.

Humor

Nie każdy czarny charakter musi być przerażający. Są takie postaci, które wywołują u odbiorców śmiech, nawet mimo świadomości, że mają do czynienia z przesiąkniętymi złem i niemożliwymi do odratowania bestiami. Humor sprawia, że przez chwilę zapominamy o ich grzechach i czujemy, że w wyjaśniony sposób kąciki naszych ust wędrują ku górze. Czarne charaktery, które zabijają śmiechem, są raczej rzadkością, ale za to przejawiają się w różnych formach. Mogą to być totalne niezdary, które nawet ze szkoły zła wyleciały za kiepskie oceny – do tej kategorii możemy zaliczyć praktycznie połowę antagonistów z platformówek, zwłaszcza tych ze stajni Nintendo. Inni są nieco bardziej subtelni i mniej slapstickowi. Może to być mistrz czarnego i makabrycznego humoru, czyli Joker z serii Batman: Arkham. Może to być nieumarły pirat, Le Chuck, będący absolutnym megalomaniakiem o ciętym języku i masie przezabawnych one-linerów. Jednak nawet on musi uznać wyższość Wheatleya z Portal 2, czyli sztucznej inteligencji złożonej z wielu różnych osobowości i o charakterystycznym, brytyjskim akcencie. Ale jednak pierwsze miejsce w tej kategorii musi powędrować do jego “starszej siostry”, czyli…
GLaDOS. Przez wielu uznawana za najlepszy czarny charakter w historii gier i nie można się dziwić temu podejściu. GLaDoS jest zdecydowanie oryginalna, gdyż łączy w sobie bardzo, bardzo złe zamiary i brak skrupułów z sympatycznym głosem i ogólnie dość zabawną atmosferą całej gry. Im dalej w las, tym bardziej gracz zdaje sobie sprawę, że miła przewodniczka jest w rzeczywistości potworem, ale z drugiej strony trzeba przyznać, że GLaDOS miała dość dobre motywacje, by stać się czarnym charakterem. Fenomenalnie napisane monologi pełne pasywno-agresywnego humoru stanowią doskonałe przeciwieństwo niecnych zamiarów sztucznej inteligencji, która wprost czerpała z HAL 9000 z Odysei Kosmicznej i SHODAN z System Shock.

Charyzma

Czasami bywa tak, że gracz, widz czy czytelnik nie są w stanie skupić się na czymkolwiek innym, niż na czarnym charakterze. Gdy tylko pojawia się na kartce lub na ekranie, to cała uwaga skupia się wyłącznie na nich, a odbiorca chłonie każdą sekundę jej obecności, by wkrótce potem zatęsknić za kolejną sceną z jej udziałem. Jest to jednak efekt dość trudny do osiągnięcia w grach video z bardzo prostej przyczyny: charyzmę bardzo ciężko jest wytłumaczyć, a najczęściej używa się w tym kontekście powiedzenia “mieć to coś”. W przypadku książek, opartych przede wszystkim na pobudzaniu wyobraźni i “dopowiadania” sobie szczegółów, charyzma postaci ograniczona jest najwyżej kreatywnością czytelnika, ale to praktycznie niemożliwe zjawisko w medium, takim jak gra video. W filmach charyzmę opiera się głównie na grze aktorskiej… a to już da się osiągnąć w grach! Potrzebna jest jednak dobra animacja starannie oddająca subtelną mimikę twarzy, doskonale napisana postać i, ostatecznie, świetna gra aktorska w studio nagraniowym. Jest to zadanie bardzo trudne, ale wykonalne. Pierwszym przykładem jest Handsome Jack z Borderlands – egoistyczny, szalony i psychopatyczny antagonista będący połączeniem kreskówkowej animacji i świetnej gry głosem. Jeszcze lepiej sprawdzają się Pagan Min i Vaas Montenegro w serii Far Cry, którzy powstali dzięki “realistycznej” grafice i animacjom nagranym w trakcie sesji mo-cap z udziałem samych aktorów. Obaj są ucieleśnieniem szaleństwa, ale jednocześnie trudnego do wytłumaczenia magnetyzmu, dzięki któremu skradli wszystkie sceny. Wejdźmy jednak na najwyższy poziom… czyli cofnijmy się do najprostszych i oldskulowych metod: umieśćmy aktora w kostiumie, na planie zdjęciowym, przed kamerami i pozwólmy mu działać cuda, by potem nagrany film wstawić do gry. Technika ta nazywana jest Full Motion Video. Od razu na myśl nasuwają się gry strategiczne od Westwood oraz Yuri z Red Alerta 2 (który, nota bene, również jest przerażający, a to za sprawą niesamowitego, głębokiego głosu Udo Kiera), ale nawet on musi uznać wyższość prawdziwego boga techniki FMV i ikony czarnych charakterów…
Kane’a. Nikt nie wie kim, a właściwie czym, jest Kane. Prawdopodobnie jest istotą pozaziemską, która ludzkości towarzyszyła od zarania dziejów (znana wcześniej m.in. jako biblijny Kain) i której cel jest równie niejasny, co pochodzenie. Wiemy tylko, że dąży do “wniebowstąpienia”, cokolwiek to oznacza w świecie Tyberium. Kane zbudował obejmujące cały świat Bractwo NOD, przez przeciwników uznawane za organizację terrorystyczną, stworzył wokół siebie fanatyczny kult i obiecał, że każdego, kto go poprze, czeka wybawienie. Nie cofnie się nawet przed użyciem broni masowej zagłady zagrażającej całej, i tak już rzuconej na kolana, ludzkości. Brzmi jak najgorszy zbrodniarz w dziejach, prawda? A jednak Joe Kucan wcielający się w Kane’a sprawił, że gracze zaczęli kwestionować swoją moralność, a nawet byli gotowi stanąć po jego stronie. Nie oszukujmy się jednak: wielkość postaci Kane’a jest w pewnym sensie efektem przypadku. Bo chyba nikt nie sądził, że taka prosta, przerysowana wręcz postać może wywołać wśród odbiorców dylematy filozoficzne. Nikt nie miał też złudzeń, że gra aktorska w produkcjach Westwood oscylowała w granicach od fatalnej do najwyżej średniej. A sam Kucan nigdy aktorem nie był. Technika FMV nawet w tamtych czasach (końcówka lat 90) trąciła już myszką. Poza tym, gry strategiczne przecież nie były znane z wciągającej fabuły i interesujących bohaterów? W magiczny sposób jednak udało się dokonać niemożliwego, a zabójczo charyzmatyczny Kane to postać, za powrót której miliony graczy na całym świecie gotowi byliby zapłacić każde pieniądze. Szkoda tylko, że seria Command and Conquer doczekała się tak niegodnego końca… ale cytując powyższą scenę: Kane lives in death!