Nowa Toyota GR86 Kuby Przygońskiego
© Marcin Kin
Drift

Diabeł, który spadł z nieba. Premiera nowego auta Kuby Przygońskiego

960 koni mechanicznych, zmieniony układ wydechowy i powrót do nitro – oto nowa Toyota GR86, którą Kuba będzie startował w tym sezonie w zawodach driftingowych.
Autor: Jan Bykowski
Przeczytasz w 8 minPublished on
Jak co roku zachwyciłeś kibiców kolejną produkcją z efektami specjalnymi…
Kuba Przygoński: Mogę powiedzieć, że to już tradycja. Od początku mojej kariery w drifcie, a to już kilka ładnych lat, staram się pokazać nowy samochód w niebanalny sposób. Trochę tych szalonych pomysłów się uzbierało – był wjazd na jadącą lawetę, przejazd przez ścianę, czy jazda po rondzie połączona z graficznym nakładaniem elementów nowego malowania. W tym roku postanowiłem, że chcę mierzyć wysoko. Naprawdę wysoko! Stąd pomysł ze śmigłowcem, skrzynią transportową na linie i wyjazdem z kontenera. Cieszę się, że udało się namówić do współpracy fajnych ludzi i osiągnęliśmy założony efekt.
To nie jest twoje pierwsze połączenie driftu ze śmigłowcem. Dekadę wcześniej, wspólnie z Felixem Baumgartnerem, zrealizowałeś słynny projekt Heli Drift. Ciągnie cię do śmigieł?
Trochę tak. Nie ukrywam, że tego typu maszyny i ich możliwości budzą we mnie pewną mieszankę fascynacji i respektu. To, że Felixa już z nami nie ma, jest bardzo przykre. W jakimś sensie to ponowne wejście w konwencję helikopterową jest ważnym wspomnieniem, symbolicznym odniesieniem do niego i tego, co wspólnie zrobiliśmy. Tym razem ekipę tworzyli wyłącznie Polacy, fachowcy z Heli Solutions. Obaj piloci, Maciej Dominiak i Dawid Walas, wykonali świetną pracę i wiem, że cały projekt był dla nich ciekawym i cennym doświadczeniem. Uniesienie kontenera z autem w środku, przetransportowanie go i bezpieczne opuszczenie w wyznaczonym punkcie, to nie jest prosta sprawa. Podobno z dołu wyglądało to naprawdę przerażająco! Chłopaki spisali się znakomicie i jestem im bardzo wdzięczny, że w ogóle zdecydowali się na to szaleństwo.
Nowa Toyota GR86 Kuby Przygońskiego

Nowa Toyota GR86 Kuby Przygońskiego

© Marcin Kin

Nowa Toyota GR86 Kuby Przygońskiego

Nowa Toyota GR86 Kuby Przygońskiego

© Marcin Kin

Kto i kiedy je wymyślił?
Nie pamiętam, kiedy dokładnie zapadła ostateczna decyzja odnośnie scenariusza. Z pomysłami różnie bywa. Każdy w moim otoczeniu może coś zaproponować, zbieramy te koncepcje i w pewnym momencie robimy burzę mózgów. Czasami dyskusje są długie i burzliwe, a niekiedy wszyscy podskórnie czujemy, że jakiś projekt przebija pozostałe i na nim się skupiamy. Ostatni filmik przeforsowali tak naprawdę Piotrek Turuk i Jacek Jabłoński. Oni od początku byli pewni, że to wypali i na każdym etapie nakręcali ekipę do pracy. Myślę, że efekt końcowy jest naprawdę spoko. Po sekwencji lotniczej mamy pokaz tego, co w drifcie najważniejsze – kunsztu precyzyjnej jazdy, szybkości i dynamiki. Uważam, że to połączenie filmowych konwencji i światów – samochodowego oraz śmigłowcowego – wypadło znakomicie.

Zobacz video z premiery auta Kuby na Instagramie:

Przejdźmy do najważniejszej sprawy, czyli auta, które wyjechało z kontenera. Jaki jest nowy „Diabeł”?
Mocniejszy! Samochód ma 100 koni mechanicznych więcej, niż jego poprzednik i generuje ich dokładnie 960. Zmienił się też dość mocno układ wydechowy. Otwiera to szereg nowych możliwości, bo od zaopatrzenia tlenowego zależy wiele naprawdę znaczących elementów. No i po kilku latach wracam do nitro. Przez jakiś czas nie korzystałem z podtlenku azotu, ale po głębokiej analizie, uznaliśmy z zespołem, że to jest ten czas, kiedy trzeba znów wykorzystać tę substancję. To najważniejsze, ale oczywiście nie wszystkie zmiany. Chodzi o to, by ten szeroki wachlarz modyfikacji sprawił, że auto, a przez to także ja, będziemy bardziej konkurencyjni w serii Drift Masters i Driftingowych Mistrzostwach Polski.
Co roku sporo zmieniasz w samochodzie. I co roku wprowadzasz szereg nowinek. Za każdym razem jesteś przekonany, że szykujesz do sezonu najlepszą możliwą wersję swojego sprzętu?
Bezapelacyjnie tak. Zawsze szykuję auto najlepiej, jak potrafię i w oparciu o całą zgromadzoną wiedzę. Tylko, że… to wcale nie gwarantuje sukcesu. Tu otwieramy bardzo szeroki temat. Motorsport jest tak nieprzewidywalny i zależy od tak wielu detali, że nie sposób rozgryźć go od początku do końca. To zawsze będzie poszukiwanie optymalnych rozwiązań, chęć technologicznego wyprzedzenia konkurencji choćby o krok, nieustanne testowanie i sprawdzanie teorii w zawodach. Moje intencje zawsze są takie same – w oparciu o posiadane informacje i zgromadzone przez lata doświadczenie chcę przygotować możliwie najlepszy samochód.
Zdarza ci się nie trafić z koncepcją?
Każdemu to się zdarza. Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. A w naszym sporcie, jak stoisz w miejscu, to się cofasz. Wygrywają ci, którzy próbują, ryzykują, walczą. Czasem zmiany są pewne i bezdyskusyjne, ale innym razem waham się i czekam, bo na przykład nie jestem pewien, czy dany komponent da się usprawnić w czasie, jaki pozostał do pierwszych zawodów. Bywa, że praktyka bezlitośnie weryfikuje wszelkie teoretyczne założenia. W ostatnim sezonie byłem przekonany, że samochód ma wystarczająco dużo mocy, ale okazało się, że na niektórych, długich i szybkich torach, jednak jej brakowało. Stąd zmiana w najnowszym modelu. W tej dyscyplinie cały czas trzeba być czujnym i stale reagować na wszelkie zmienne czynniki. Ja preferuję dochodzenie do finalnego efektu małymi krokami, stopniowo. Wolę ewolucję od rewolucji. To pozwala nie tylko lepiej rozumieć charakter i konsekwencje wszystkich modyfikacji, ale też pozwala wycisnąć maksimum z mniejszych zmian. A tych małych, detalicznych adaptacji jest mnóstwo. Czasem nie są widowiskowe i nawet się o nich nie wspomina, a tak naprawdę mają wielkie znaczenie – poprawiają prowadzenie auta, albo usprawniają serwis. Albo choćby zmniejszają koszty tego serwisu, a to otwiera kolejne możliwości.
Nowa Toyota GR86 Kuby Przygońskiego

Nowa Toyota GR86 Kuby Przygońskiego

© Marcin Kin

Brzmi, jak niekończąca się opowieść…
Bo tak jest. Wydaje ci się, że wszystko jest już ogarnięte i została jedna, mała szufladka. Otwierasz ją, a w środku są trzy wielkie szafy – w każdej dwa rzędy po dziesięć takich szufladek, od której się zaczęło. Taki jest motorsport. Wyścig technologiczny nie polega wyłącznie na wymyślaniu nowych rozwiązań. Gdyby tak było – każdy w miarę szybko by je adaptował w swoim sprzęcie i szanse by się wyrównywały. Ale to tak nie działa. Bo chodzi o to, by te zmiany robić mądrze i z uwzględnieniem sowich preferencji oraz możliwości. Bo coś, co działa u jednego zawodnika, niekoniecznie sprawdzi się u mnie, przy moim silniku, moim podwoziu, moim stylu jazdy itd. Każde auto to nowa historia.
To jest zawsze progres i rozwój wprowadzonych wcześniej modyfikacji, czy zdarza się, że opłacalny jest krok wstecz?
Zdarza się. Wracam do poprzedniego wątku – ślepe kopiowanie tego, co ma w garażu aktualny zwycięzca jakiejś serii, nigdy się nie sprawdzi. Czasem testy wykazują, że dane rozwiązanie nie jest dla mnie i kropka. To jest ciągłe poszukiwanie. Podglądanie rywali też - no jasne - ale nie po to, by kserować, ale żeby nieustannie badać siebie w perspektywie najważniejszych przeciwników. Przyglądam się, analizuję i planuję, którym patentom warto się przyjrzeć, a które odpuszczam. Nigdy jednak z góry nie zamykam się na żaden pomysł. Muszę być na bieżąco i uważnie śledzić wszystkie trendy w tej dyscyplinie.
Nowa Toyota GR86 Kuby Przygońskiego

Nowa Toyota GR86 Kuby Przygońskiego

© Marcin Kin

Nowa Toyota GR86 Kuby Przygońskiego

Nowa Toyota GR86 Kuby Przygońskiego

© Marcin Kin

Wspomniałeś, że wolisz ewolucję. A które z ostatnich aut bliższe było rewolucyjnym zmianom?
Myślę, że zmiana silnika i przejście na toyotę GR86 było takim kamieniem milowym. I znów – to nie tak, że ta zmiana nastąpiła i koniec. Wydarzyło się to trzy lata temu i nadal „docieram” się z tym samochodem, ewolucja stale postępuje. Mam bazę i na jej podstawie pracuję, doskonaląc wszelkie możliwe podzespoły. Taki proces długo trwa i dzieje się tak z różnych powodów. Samo poznawanie możliwości technicznych i opcji ich rozwoju jest bardzo skomplikowane i wymaga wielu godzin spędzonych w warsztacie oraz na treningach. Ale są też bardziej prozaiczne przyczyny – dorabianie części, wycinanie, drukowanie, to wszystko zajmuje czas! Do tego nie zawsze wiemy, czy zdążymy zrealizować jakiś pomysł, bo jego implementacja może być zbyt skomplikowana lub czasochłonna i ryzyko wydaje się za duże. Bo jak nie zdążymy, to będzie mniej testów – jak będzie mniej testów, to automatycznie później zaczną się treningi. Mniej treningów to mniejsze szanse na dobry wynik. I koło się zamyka. Jak wspomniałem, mnóstwo niuansów ma znaczenie.
Możemy się zatem domyślać, że nieprędko znów zmienisz silnik albo główną konstrukcję?
Na razie tego nie planuję. Zbyt wiele czasu i zaangażowania poświęciliśmy na rozgryzienie silnika, na którym obecnie pracujemy. Mieliśmy z nim sporo przygód, ale walczymy dalej, bo kolejne postawienie wszystkiego na głowie i praca od podstaw nie jest mi teraz potrzebna. Dopóki nie ma kompletnej masakry, walczymy tym, co mamy (śmiech). I wiem, że będzie dobrze! Widzę to choćby po tym, że coraz mniejsze zmiany dają coraz większe efekty, a to świadczy o tym, że już naprawdę dobrze rozumiemy to auto. Serwis jest teraz łatwiejszy. I tańszy, a to też ma niebagatelne znaczenie. Dzięki temu mogę zaplanować więcej testów i godzin spędzonych na torze, co jest piekielnie ważne. System naczyń połączonych.