Marcel Korkuś
Nurkowanie

Padł nowy rekord Guinnessa! Marcel Korkuś zanurkował najwyżej na świecie

© facebook.com/marcelkorkusofficial
Polski nurek dokonał zanurzenia w zbiorniku wodnym, położonym na wysokości 6395 m n.p.m. Najprawdopodobniej wyżej już się nie da.
Autor Krystian Walczak
13 grudnia Marcel Korkuś, po ponad trzech latach odzyskał rekord Guinnessa w wysokości nurkowania. Dokonał tego podczas trwającej 15 dni wyprawy, prowadzonej na zboczach aktywnego wulkanu Ojos del Salado (6893 m n.p.m.) - drugiego co do wysokości szczytu Ameryki Południowej. W wodzie o temperaturze 3 stopni Celsjusza, w zbiorniku na wysokości 6395 m n.p.m. zanurzył się dwukrotnie. Najpierw na wstrzymanym oddechu, a następnie z pełnym wyposażeniem nurkowym. W wysokogórskiej wyprawie towarzyszyli mu: Uli Kusnezov, Eduardo Salas i Martin Alderete.
Zespół Marcel Korkusia podczas wypraw na Ojos del Salado
Ekipa Marcela
„To była moja czwarta wysokogórska wyprawa. Pierwsza się powiodła. Nurkowałem wtedy na wulkanie Cazadero” - wspomina Marcel, który wtedy również ustanowił rekord, pobity niedługo potem, po obniżeniu wymogów stawianych przez Guinnessa, przez Węgra Erno Tosokiego. „Później podejmowałem kolejne próby, ale już na Ojos del Salado. Poprzednie dwa podejścia nie powiodły się ze względu na warunki pogodowe. Podczas pierwszego z nich popełniłem błąd w przygotowaniach stawiając na masę mięśniową, która wymaga jednak większej ilości tlenu, przez co paradoksalnie moja kondycja w górach była gorsza. Za drugim razem mieliśmy do czynienia ze zbyt dużą ilością śniegu i udało nam się dotrzeć na 6300 m n.p.m. Do samego zbiornika zabrakło 100 metrów w pionie, a ja odmroziłem oba kciuki. Zostawiliśmy tam wtedy płetwy i butle do nurkowania, które zniknęły. Ktoś inny schodząc z góry albo je sobie wziął, bo taki sprzęt, jak butle na tlen jest tam pożądany, albo sprzątnął. Odnaleźliśmy jednak świder do lodu, który nam się przydał”.
Marcel Korkuś przygotowuje się do próby bicia rekordu w nurkowaniu wysokogórskim.
Nurkowanie nie było łatwe
Nie było łatwo. Choć Marcel był na Ojosie dwa razy, dalej była to wyprawa w nieznane. „Mieliśmy informacje od Grzegorza Gawlika o istnieniu zbiorników położonych wyżej (informowaliśmy o tych doniesieniach – dop.). Na miejscu okazało się jednak, że ten najwyżej położony wysechł, a w innym znajdowała się sięgająca dna warstwa lodu o grubości około 30 centymetrów. Możliwe, że przy wyższej temperaturze ta zmarzlina się rozpuści, ale będzie to kałuża, w której nie będzie dało się zanurkować. Jedynym miejscem, które umożliwiło jakąkolwiek próbę, był zbiornik położony na wysokości 6395 metrów. Wcześniej nie znaliśmy głębokości żadnego z nich” - opowiada Marcel Korkuś.
Marcel Korkuś podczas bicia rekordu w nurkowaniu wysokościowym.
Aby zanurkować trzeba było wywiercić 1,5 metrowej głębokości przerębel
„Ten zbiornik również, prawie całkowicie był skuty lodem, a grubość pokrywy wynosiła 1,3 m. Wykuliśmy w niej przerębel i podjęliśmy dwie próby. Podczas pierwszej nurkowałem na wstrzymanym oddechu, a po krótkiej przerwie powtórzyłem wszystko w pełnym sprzęcie nurkowym. Spodziewaliśmy się, że zbiornik będzie głębszy, a mi zależało na tym, żeby wykonać głębokie nurkowanie, a nie tylko się zamoczyć. Ostatecznie okazało się, że jak zrobiliśmy przerębel w części środkowej zbiornika, a poziom wody wyrównał się z taflą lodu, to jego całkowita głębokość wynosiła 1,8 m. Wychodziło na to, że po przedostaniu się przez przerębel zostało mi jedynie 50 centymetrów prześwitu pomiędzy dnem a warstwą lodu. Nie wpływałem pod spód, ponieważ istniało ryzyko zaklinowania się pomiędzy lodem, a dnem. Samo nurkowanie ze sprzętem odbyłem na tlenie medycznym”.
Marcel Korkuś podczas próby bicia rekordu świata w nurkowaniu wysokościowym.
Przygotowanie do nurkowania na wysokości 6395 m n.p.m.
Do trzech razy sztuka! „Wyprawa trwała 15 dni. Większość akcji górskiej to proces aklimatyzacji. Wydawałoby się, że Ojos nie jest trudny, wręcz trekkingowy, ale jak widać, ze względu na panujące warunki, nawet prosta technicznie góra nie zawsze jest osiągalna. Niektórzy uważają, że jest trudniejsza od Aconcagui, ponieważ nie ma tam aż tak wielu możliwość otrzymania pomocy medycznej. Na górze przebywa dużo mniej osób, które mogą pomóc nie tylko przy chorobie wysokogórskiej, ale również w przypadku powikłań, jakie mogą wystąpić po samym nurkowaniu. Gdyby na Ojosie wystąpiła potrzeba nagłej ewakuacji, nie moglibyśmy liczyć ani na pomoc lekarza, ani na udział w akcji helikoptera, ponieważ ten dolatuje z tak daleka, że po drodze musi zostać dotankowany” - wyjaśnia niebezpieczeństwa czyhające na nurka Marcel.
Marcel Korkuś i jego zespół podczas bicia rekordu Guinnessa w nurkowaniu wysokościowym na Ojos del Salado, 13 grudnia 2019
Wszystko OK!
I dodaje: „Pomijając samą akcję górską, podstawą przy wykonywaniu tego rodzaju nurkowań na dużej wysokości jest posiadanie doskonałej aklimatyzacji. Jeśli ona jest słaba, ktoś ma ból głowy, czy obrzęk płuc, są to czynniki, które wykluczają, a bynajmniej powinny wykluczać wchodzenie do wody” - tłumaczy, ponieważ samo wejście na górę, choć samo w sobie jest niezłą przygodą, nie jest najbardziej wymagającym elementem wyprawy. „To nurkowanie eksperymentalne, ponieważ nikt do tej pory nie nurkował na takiej wysokości, a tabele nurkowań wysokogórskich kończą się na znacznie mniejszej wysokości. Przy tego typu nurkowaniach ważne jest opracowanie procedur bezpieczeństwa - na wypadek wystąpienia jakichkolwiek powikłań. Trudność polega na tym, że czas nurkowania bezdekompresyjnego, czyli pozostawania pod powierzchnią bez konieczności wykonywania dekompresji, nawet przy schodzeniu na niewielką głębokość, jest o wiele krótszy, niż na poziomie morza. Istnieje większe ryzyko narkozy azotowej i zachwiania procesów poznawczych, pod wodą i na powierzchni oraz duże ryzyko choroby dekompresyjnej, nawet w przypadku nurkowania na tlenie, pogorszenie procesów desaturacji azotu z powodu pogorszenia procesu krążenia krwi pod wpływem niskiej temperatury”.
Marcel Korkuś podczas nurkowania na wulkanie Ojos del Salado
Nurkowanie zakończyło się sukcesem
Nurkowanie ze sprzętem trwało 7 minut. „Chciałem dłużej być pod wodą, ale osoby, które przebywały na zewnątrz zaczęły się bać, czy nie zaklinowałem się pod lodem i zaczęły dawać mi sygnały liną, żebym wypływał” - opowiada Marcel, który miał nieco bardziej ambitny plan. „Według reguł, które obowiązywały podczas mojego pierwszego bicia rekordu, musiało to być minimum 5 metrów głębokości, z minimalnym czasem pod wodą wynoszącym 20 minut. Obecnie nie jest wymagana ani określona głębokość, ani czas nurkowania. Dlatego ten czas był wystarczający”
Marcel Korkuś podczas bicia rekordu Guinnessa w nurkowaniu wysokościowym
Nurkowanie na dużej wysokości niesie ze sobą szereg niebezpieczeństw
Marcel czeka na akceptację rekordu przez Guinnessa i już snuje kolejne plany: „Teraz ponurkuję trochę głębiej. Zbiorniki wysokogórskie są fajne, ale nie dają wiele możliwości długiego przebywania pod wodą. Dlatego mój kolejny projekt będzie dotyczył odkrywania najgłębszej zatopionej jaskini na świecie”.