Pol and Rock Festival w pełnej krasie
© Ola Drutkowska
Muzyka

Od Przystanku Woodstock do Pol And Rock Festival: 10 najlepszych momentów

Przypominamy 10 najlepszych momentów największego polskiego festiwalu. Ooodjaaazd!
Autor: Tomek Doksa
Przeczytasz w 8 minPublished on

I Przystanek Woodstock, Czymanowo, 1995

Rok wcześniej Jurek Owsiak poleciał zobaczyć, jak wygląda prawdziwy Woodstock. Wracając do Polski miał powiedzieć towarzyszom w podróży: „Zrobimy taki festiwal w Polsce”. Później w Polskim Radiu wspominał: „Dla człowieka z Polski, dla którego największym festiwalem, w którym dotąd uczestniczył, był Jarocin, Woodstock wydał się ogromny. Zajmował połać ziemi, a pokaz techniki i technologii rzucał na kolana”. Ale przeniesienie tego na polski grunt wydawało się marzeniem trudnym do osiągnięcia. Początek lat 90. to co prawda rozkwit polskiej muzyki rockowej, jednak 1995 rok zapowiadał się niepewnie – to w tym roku właśnie, po raz pierwszy od 25 lat, odwołano Jarocin. „Gazecie Krakowskiej” Owsiak powie potem, że „Ruszyliśmy pełni obaw. (…) Dla wielu dziennikarzy i przyjezdnych festiwal był ogromną niewiadomą”. Ostatecznie pierwsza, historyczna edycja Przystanku Woodstock odbyła się w miejscowości Czymanowo nad jeziorem Żarnowieckim. Przyjechało tam około 30 tys. osób, zachęconych hasłem przewodnim imprezy: Miłość, przyjaźń, muzyka.

I Akademia Sztuk Przepięknych, 2006 rok

Na przestrzeni kolejnych lat Przystanek Woodstock z festiwalu stricte muzycznego wyrósł na coroczne miejsce spotkań dziesiątek tysięcy Polaków. Jedni jeździli na niego, żeby posłuchać ulubionych zespołów, inni – mądrych ludzi, których zaczęto zapraszać do Akademii Sztuk Przepięknych, dziś jednego z najbardziej charakterystycznych punktów tej imprezy. W 2006 roku do ASP pod przywództwem Zbigniewa Hołdysa zawitali m.in. ks. Wojtek Drozdowicz, Kazimiera Szczuka, Janusz Głowacki i Piotr Łazarkiewicz, później – inni znani ludzie ze świata kultury, sportu, religii i polityki, zapraszani na specjalne panele dyskusyjne. Dla wielu z nich była to niepowtarzalna okazja uczestniczenia w czymś wyjątkowym. Reżyser kultowego „Rejsu”, Marek Piwowski w rozmowie z Onetem tak wspominał swoją wizytę na Przystanku, i na ASP, w 2010 roku: „Relacje medialne skupiały się na tarzaniu się w błocie czy innych wygłupach, a ja tam zobaczyłem nieprawdopodobną wręcz organizację. (…) Były namioty szpitalne, w których pomocy udzielali lekarze z różnych stron Polski. Niektórzy z irokezem. Ostatniego dnia szedł taki lekarz do pompy, moczył irokeza, robił przedziałek i wracał do swojego macierzystego szpitala”.

Koncert Papa Roach, 2010 rok

Pierwsze edycje Przystanku zdominowane były przez krajowych wykonawców. Ale też nic dziwnego – lata 90. obrodziły w fantastyczne zespoły i wykonawców, których Polacy chcieli widzieć i słuchać na festiwalach. Z czasem jednak coraz bardziej otwieraliśmy się na wielkie gwiazdy z zagranicy – pięć lat po inauguracji Przystanku, na imprezie zagrał popularny, numetalowy skład Papa Roach, chwilę później robiący i festiwalowi, i przy okazji Polsce, bardzo dobry PR. W wywiadach udzielanych już po koncercie na Woodstocku, muzycy mówili, że Przystanek przerósł ich najśmielsze oczekiwania. W rozmowie z „Newsweekiem” Jerry Horton podkreślił nawet: „Graliśmy przed wielkim tłumem. (…) Nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy czegoś podobnego. Graliśmy na bardzo wielu festiwalach, płatnych i darmowych. Ten był najlepszy!”.

Koncert The Prodigy, 2011 rok

Przystanek Woodstock jest już znany w świecie jako wielkie święto muzyki. By się o tym przekonać, rok po Papa Roach na imprezę przyjeżdża ekipa The Prodigy – najpopularniejszy zespół grający muzykę elektroniczną. Wita go ponad 700 tysięcy festiwalowiczów. Takiego rave’u jeszcze w Polsce nie było. Muzycy będą mówić potem, że „Przystanek Woodstock to najniebezpieczniejszy festiwal, bo brakowało pod sceną barierek”, ale do dziś mają na pewno w pamięci ten niesamowity widok ciągnącej się aż za horyzont publiczności, szalejącej do takich hitów jak „Firestarter” czy „Voodoo People”. Jurek Owsiak odpowie później na oświadczenie menedżera zespołu: „Wbrew temu, co napisał Karel Hamm, nikt nie został ranny. Nikt nie zginął. Uczestnicy koncertu są bezpieczni i szczęśliwi wrócili do domu. Pozostał w nich tylko niesmak po zmanierowanej i niegodnej sceny festiwalu postawie artysty”. Być może. Ale przede wszystkim doświadczenie udziału w czymś wyjątkowym. Drugiego TAKIEGO koncertu już potem nie było i – po ubiegłorocznej śmierci Keitha Flinta – więcej nie będzie.

Pożegnanie Budki Suflera, 2014 rok

Raz Papa Roach, raz The Prodigy, kiedy indziej Budka Suflera – Przystanek Woodstock to impreza przede wszystkim młodych ludzi, ale o wielopokoleniowych ambicjach. I na pewno ponad muzycznymi podziałami. Przekonał się o tym Krzysztof Cugowski z kolegami, zaproszeni do Kostrzyna nad Odrą, żeby zagrać pożegnalny koncert swojego zespołu. W wywiadzie dla Infomusic.pl mówił potem: „Sądzę, że dla przeważającej większości tych ludzi repertuar, który zagraliśmy, był niespodzianką. I na pewno takiej Budki Suflera nie znają. (…) Nie mówię oczywiście o piosence »Jolka, Jolka pamiętasz«, która jest przebojem znanym przez małych i dużych, ale np. suita »Szalony koń« to jest bardzo trudna muzyka. Komuś może się wydawać, że jest inaczej, natomiast jest to muzycznie i technicznie bardzo trudna muzyka. To, że oni to przyjęli, sprawia, że jestem pod ogromnym wrażeniem”. Pod wrażeniem byli też festiwalowicze, o czym pisali w relacjach i komentarzach na internetowych forach – wielu z nich, choć wcześniej nie było im z zespołem Cugowskiego po drodze, po powrocie do domów odgrzebywało stare nagrania Budki Suflera, a sam koncert pamiętało jako jedno z najlepszych wydarzeń na Woodstocku.

Koncert Flower Power, 2015 rok

A nawet nie tyle koncert, co jego fragment – uwieczniony fantastycznie na zdjęciu przez Bartka Murackiego. Widać na nim jak Ania Rusowicz i Natalia Przybysz, zaproszone do odśpiewania kultowych, rockowych numerów, całują się na scenie. „Flower power”, „one love”, „love, peace & rock’n’roll” – komentujcie to zdjęcie jak chcecie. Ale pewne jest jedno – fotografowi udało się na nim złapać kwintesencję Przystanku. Tu wszyscy się kochają.

Koncert Dream Theater, 2015

„To było nieporównywalne do czegokolwiek. Pomimo tylu lat bycia na scenie nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy czegoś podobnego!” – to już muzycy zespołu Dream Theater we fragmencie wywiadu dla „Teraz Rocka”. Ich też Przystanek Woodstock rzucił na kolana. I to nawet podwójnie, bo dzień po wizycie w Kostrzynie grali na słynnym niemieckim festiwalu Wacken – tam jednak dla „tylko” 75 tysięcy widzów. I to wtedy tak naprawdę do nich dotarło, czym był koncert na Woodstocku. W cytowanym wyżej wywiadzie mówili, że zdali sobie sprawę, że publiczność na Wacken to zaledwie dziesięć procent publiczności, którą mieli dzień wcześniej w Polsce. „To potrafi przestawić perspektywę. Nie ma na świecie drugiego takiego festiwalu jak Przystanek Woodstock!” – podkreślali.

GrubSon „na szczycie”, 2016 rok

Wspomina Jurek Owsiak: „To był koncert absolutnie wart płytowej dokumentacji [ukazał się potem na płycie DVD – przyp. red.]. Tym bardziej, że został zagrany na wyjątkowej edycji festiwalu, ze statusem podwyższonego ryzyka, z tonami deszczu na metr kwadratowy i z niesamowitą ludzką przyjaźnią w tle, która jeszcze mocniej pokazała, że nasz festiwal to miejsce do działań i czynów wyjątkowych”. Tak, wielki przebój Grubsona „Na szczycie”, mimo że na YouTube przebił już granicę 100 milionów odtworzeń, nigdzie nie zabrzmiał tak, jak na Przystanku. Jak mówił potem jeszcze Jurek Owsiak: „Niezwykle ważnym elementem koncertu jest chemia między artystą i publicznością. A od tej aż kipiało!”.

Koncert House Of Pain, 2017 rok

Z podobnymi wrażeniami wyjeżdżała z Polski ekipa House Of Pain – przy której muzyce bawili się w latach 90. zarówno fani hip-hopu, jak i rocka czy metalu. Jej koncert na Przystanku Woodstock był jednak nie tyle nostalgiczną wyprawą do przeszłości, co potwierdzeniem tezy, że ten festiwal łączy ludzi niezależnie od wieku i muzycznych upodobań. Czego najlepszym dowodem widok wielotysięcznego tłumu skaczącego do kultowego „Jump Around”. Kto nie skakał, ten za...

I edycja Pol And Rock Festival, 2018 rok

„Przez 23 lata, dzięki ogromnej życzliwości i przyjaźni organizatorów amerykańskiego Woodstock, korzystaliśmy z tej nazwy, konsekwentnie budując jednak swoją własną, niezależną wizję tego, jak nasza impreza ma wyglądać. Zbudowaliśmy festiwal niekomercyjny, nie nastawiony na zysk, za to nastawiony na ludzi, mający wymiar wydarzenia społecznego i obywatelskiego. Minione 23 lata wyczerpały możliwość korzystania z nazwy Woodstock w takim wymiarze. Dziś tę sprawę przejęła komercyjna agencja, która proponuje nowe zasady wykorzystania marki amerykańskiego festiwalu. A przecież siłą naszego spotkania w Kostrzynie nad Odrą jest niezależność! Przy okazji 24. edycji nadszedł więc czas na zmianę i na nową nazwę. Wróciliśmy do całkowicie swojej, autorskiej marki, do której mamy wszelkie prawa. Zapraszamy więc na jedyny w swoim rodzaju Pol And Rock Festival – w Kostrzynie nad Odrą, w Polsce!” – zachęcał Jurek Owsiak. Na jego apel przystali w 2018 roku m.in. grający wtedy na imprezie Judas Priest, Arch Enemy, Goo Goo Dolls, In Flames, Soulfly, Nocny Kochanek i Big Cyc. Oraz około 700 tysięcy osób, znowu ochoczo zjeżdżających na festiwal. Bo tego wielkiego święta muzyki, spotkań i przyjaźni nie da się ot tak zatrzymać.

Pol And Rock Festival 2021 – 29-31 lipca, Lotnisko Makowice - Płoty

Po rocznej przerwie (w 2020 festiwal był zrealizowany w podwarszawskim studiu telewizyjnym jako Najpiękniejsza Domówka Świata), Pol’and’Rock Festival wraca jako plenerowa impreza, tym razem w lokalizacji Lotnisko Makowice - Płoty.
Dodatkową atrakcję na festiwalu zapewnia Red Bull: szukaj na terenie imprezy Łukasza Czepieli i jego niesamowitego samolotu.

2 min

The Flying Bulls i Łukasz Czepiela nad Pol'and'Rock Festival

Zobacz samoloty The Flying Bulls i akrobacje Łukasza Czepieli nad Pol'and'Rock Festival.