Aleksandra "Olaczka" Tarnowska
© Olaczka
Gry

Olaczka: Brak internetowej przeszłości może być atutem na Twitchu

"Zanim zaczęłam streamować w ogóle nie siedziałam w internecie, nic nie wiedziałem o tym świecie" - przyznaje Aleksandra "Olaczka" Tarnowska. Mimo to widzowie bardzo szybko ją pokochali.
Autor: Bartłomiej Bukowski
Przeczytasz w 11 min
W ramach inicjatywy Red Bull Enjoy the Game zaangażowaliśmy kilkunastu streamerów z całkowicie różnych światów, by wspólnie z nimi czerpać radość z grania.
By przybliżyć Wam sylwetki zaangażowanych osób, postanowiliśmy porozmawiać z nimi, jednak nie tylko o świecie streamingu i gier, ale również o nich samych i ich drodze do kariery na Twitchu.
Po Piotrze "Miniuwie" Bronszkiewiczu, z którym rozmowę przeczytać możecie TUTAJ, nadszedł czas na Aleksandrę "Olaczkę" Tarnowską, z którą rozmawiamy m.in. o tym, jak zacząć przygodę z Twitchem, wcześniej w ogóle nie śledząc internetu, a także o tym, dlaczego ostatecznie nie zdecydowała się na profesjonalną karierę szachistki, choć w młodości nie miała sobie równych.
Bartłomiej Bukowski, redbull.com: Ostatnio widziałem u Ciebie na streamie oglądanie z widzami “13 Posterunku”. Nie powiem, dość nietypowy content.
Aleksandra "Olaczka" Tarnowska: To wyszło tak naprawdę przypadkiem. “13 Posterunek” to banalnie proste poczucie humoru, które albo dla kogoś będzie żenujące, albo bardzo zabawne. No i dla mnie jest to bardzo zabawne. Ostatecznie jednak wydaje mi się, że dużo osób, które wchodzą na mojego streama, po prostu chce się po pracy zrelaksować, pośmiać.
Inna sprawa, że z tym serialem trzeba uważać, bo niektóre odcinki, w obecnych czasach, mogą być różnie odebrane, zwłaszcza na Twitchu.
Oglądanie starych polskich seriali nie należy do najpopularniejszych zajęć wśród streamerów.
To prawda. Inna sprawa, że ja poza własnym streamem, nie spędzam jakoś dużo czasu na Twitchu, nie śledzę tego co robią inni. Może po prostu czasem ktoś musi wpaść na coś nowego, innego. Dziś też klika się tylko to, co jest nowe, a dla mnie powrót do tych starych seriali też jest fajny. Może to też kwestia tego, że jestem tą twitchową “ciocią”.
No właśnie, “ciocia”, Twoje wejście na Twitcha było skokiem na wyjątkowo głęboką wodę.
Sam pomysł żeby spróbować swoich sił na Twitchu zrodził się z tego, że poznałam się z Bartkiem [xntentacion, przyp. red.] na jednym z turniejów szachowych. On już wówczas streamował, a ja byłam świeżo po skończeniu studiów i zaczynałam pracę w zawodzie.
Wówczas wiadomo, siłą rzeczy, zaczęłam się przewijać na jego streamach i któregoś razu stwierdziliśmy, że może i ja spróbuję. I jakoś tak poszło.
Wcześniej natomiast byłam bardzo antykomputerowa i antyinternetowa. Ja w ogóle nie siedziałam w internecie, nic nie wiedziałem o tym świecie, dla mnie to było zderzenie z całkowicie nową rzeczywistością.
Jak zatem wyglądał ten Twój pierwszy kontakt z Twitchem, który nie ukrywajmy, jest dość specyficznym miejscem w internecie?
Na samym początku moje największe zdziwienie wywołał fakt, że ktoś dobrowolnie zostawia subskrypcje skoro nie musi. Miałam takie “ale po co?”. Tak samo nie rozumiałam, kto może chcieć oglądać jak ktoś inny gra, kto ma na to czas? Dla mnie to był absurd.
Dodatkowo też sam język Twitcha, którego uczę się do dziś… Dlatego też widzowie się ze mnie śmieją nazywając mnie “ciocią Olą”.
Może jednak to właśnie ten brak “internetowej przeszłości” sprawia, że masz na to świeże spojrzenie i nieszablonowe pomysły na stream?
Wydaje mi się, że tak może być. Tak też mówi Bartek i moi widzowie, że to jest mój atut.
Dla mnie streamowanie to wciąż zabawa. Może jest to też spowodowane tym, że mam z tyłu głowy, że zawsze mogę wrócić do pracy w zawodzie i spokojnie się z tego utrzymywać? Może to jest ten komfort psychiczny, który mam, że streaming jest super, dobrze się bawię, ale nie traktuję tego jako trudnej pracy czy mojego “być albo nie być”.
Uchylisz rąbka tajemnicy na temat tego jaka to w zasadzie praca, jeżeli chodzi o Twój zawód?
Nigdy tego nie mówiłam, choć jest kilka osób, które to wiedzą. Mogę powiedzieć, że był to kierunek medyczny.
Wciąż w zasadzie nie poruszyliśmy tematu szachów, czyli tego, co Cię na Twitcha sprowadziło i z czego jesteś najbardziej znana. Jak w ogóle rozpoczęła się Twoja kariera szachowa?
Wszystko zaczęło się jeszcze w przedszkolu. Pewnego dnia przyszła pani, która spytała, czy ktoś chciałby pójść na zajęcia z szachów. Pamiętam doskonale moment, jak tego samego dnia, wieczorem, przyszłam do mamy mówiąc: “bo pani pytała, czy ktoś jest chętny na zajęcia szachowe”. Na to mama odparła: “tak tak dziecko, jak chcesz to idź na te szachy”. No i tak to się zaczęło.
Później trafiłam do szkoły sportowej, gdzie była klasa szachowa i tam już tych zajęć było naprawdę dużo. To już nie były godziny tygodniowo, ale godziny dziennie. To był naprawdę profesjonalny trening i to wówczas zaczęły pojawiać się też pewne osiągnięcia
Osiągnięcia "Olaczki" w szachach
  • 1. miejsce mistrzostw Polski juniorek u-8 (szachy szybkie)
  • 2. miejsce mistrzostw Polski juniorek u-12 (szachy szybkie)
  • 3. miejsce mistrzostw Polski juniorek u-12 (szachy szybkie)
  • 3. miejsce mistrzostw Europy juniorek u-16 (szachy szybkie)
  • 2. miejsce mistrzostw Polski juniorek u-12 (szachy błyskawiczne)
  • 3. miejsce mistrzostw Europy juniorek u-16 (szachy błyskawiczne)
  • 1. miejsce mistrzostw Polski juniorek u-10
  • 3. miejsce mistrzostw świata amatorów (kategoria 1701-2000 kobiet)
  • 4. miejsce mistrzostw Polski juniorek u-14
  • 4. miejsce mistrzostw Polski juniorek u-18
  • 10. miejsce szkolnych mistrzostw świata juniorek u-15
  • 15. miejsce mistrzostw świata juniorek u-10
Jak wygląda taka klasa szachowa i same treningi? Ludzie mogą nieco lekceważąco podchodzić do szachów jako sportu, bo to jednak głównie siedzenie przy stoliku, a nie klasyczna aktywność fizyczna.
Trening szachowy sam w sobie jest ciężki. Potrzeba dużo samodyscypliny. Niektórzy zawodnicy próbują najpierw sami swoich sił, a dopiero później decydują się na pomoc trenera. Ja jednak miałam takie szczęście, że miałam wspaniałego trenera i jednocześnie pedagoga, który uczył u nas w szkole.
Jeżeli chodzi o szkołę, to tygodniowo miałam 3h lekcyjne szachów, jednak codziennie zostawałam w szkole do 15:15, niezależnie od tego o której kończyłam lekcje, a nierzadko była to 11:30-12:00. I potem do tej 15:15 zostawałam na szachach, to się nazywało “dodatki”. Dodatkowe zajęcia z trenerem miałam też w weekendy.
Sam trening składa się z różnych elementów. Jest trening debiutów, do których mieliśmy specjalne książki, później jest trening gry środkowej, gdzie można przerabiać różne taktyki, lub też trener prowadził zajęcia na tablicy szachowej, gdzie miał przygotowaną jakąś partię i wszyscy po kolei zgadywaliśmy posunięcia, co w danej sytuacji byśmy zagrali. Były też końcówki, które moim zdaniem są najtrudniejszym elementem. Tutaj także wszystko bazowało na książkach szachowych, które zresztą pisał mój trener. Na koniec szło się do osoby “lepszej” na tzw. zaliczenie i ona nas sprawdzała, poprzez rozegranie z nami danej końcówki, czy będziemy w stanie z nią wygrać lub zremisować.
W którym momencie miałaś peak swoich umiejętności w szachach?
Powiedziałabym, że swój peak osiągnęłam około 10. roku życia. Wówczas trenowałam przynajmniej z dwa razy więcej niż moje wszystkie rywalki, więc rywalizacja z dziewczynkami na moim poziomie nie stanowiła dla mnie problemu. Przywoziłam wtedy w zasadzie medale ze wszystkich turniejów. Pamiętam, że wygrałam nawet open, gdzie rywalizowałam także z chłopcami.
Dlaczego zatem z czasem te szachy zeszły nieco na drugi plan?
Przede wszystkim z powodu szkoły. U mnie zawsze rodzice kładli duży nacisk na naukę. Mogłam trenować szachy, ale szkoła też musiała być na dobrym poziomie i nie było możliwości, abym z tego powodu ją zawalała.
Często też było tak, że patrzyłam jak moi znajomi kończą lekcje, a ja zostawałam na szachach. Oni szli na jakieś wspólne wyjścia, a ja siedziałam w takiej piwnicy szachowej i trenowałam. To też było demotywujące.
Później przyszło liceum, przygotowania do matury, tak więc nacisk na szkołę był coraz większy, Przede wszystkim jednak bałam się iść w te szachy profesjonalnie. Jednak tylko niewielka część osób ma szansę się z tego utrzymywać. To nie jest tak dochodowy sport jak na przykład piłka nożna.
Wspomniałaś o tym, że w młodości pokonywałaś w swojej kategorii nawet chłopców. Czy jednak w szachach ten podział na płcie faktycznie jest potrzebny?
To odwieczny dylemat i temat dyskusji w świecie szachów. Są osoby, które mówią, że nie powinno być tego podziału, bo i dlaczego, gdzie jest ta różnica? Była przecież kobieta, która ogrywała najlepszych mężczyzn i była w topce na świecie. Tylko ona od małego trenowała i grała przeciwko mężczyznom.
Gdy gram z chłopakiem, który jest mojego rankingu, to gra mi się łatwiej, mam większe predyspozycje by wygrać, niż z dziewczyną
Olaczka
Jak ja jednak to widzę po sobie? Szczerze, to gdy gram z chłopakiem, który jest mojego rankingu, to gra mi się łatwiej, mam większe predyspozycje by wygrać, niż z dziewczyną na moim poziomie. Powiedziałabym, że szachy kobiece, przynajmniej na moim poziomie, są bardziej chaotyczne. Trudno przewidzieć co się wydarzy w partii. Grając z mężczyznami łatwiej jest o to przewidywanie.
Szachy największy rozkwit popularności przeżywały w momencie premiery serialu “Gambit Królowej”. Czy dziś, 4 lata od tego momentu, czuć znaczący spadek zainteresowania tym tematem wśród ludzi?
Powiedziałabym, że szachy przeżywały rozkwit, przynajmniej w Polsce, zarówno przez ten serial, jak i przez to, że Bartek wyciągnął je do tak szerokiej publiki pokazując, że to naprawdę gra dla każdego.
Z tego co wiem jednak, wciąż polski jest drugim językiem, po angielskim, jeżeli chodzi o liczbę osób oglądających szachy. Powiedziałabym więc, że wciąż duża część osób została, zajawiła się tym i jeździ nawet po turniejach. Wiadomo, że im mniej się przy tych szachach dzieje, im mniej jest eventów, jakichś szalonych wyzwań, to to zainteresowanie spada, ale wciąż są osoby, które uwielbiają szachy.
Czy jednak Ty sama niejako nie uciekasz od tej gry? Na Twoich streamach, poza wspomnianym “13 Posterunkiem”, można też zobaczyć m.in. GeoGuessr czy Counter-Strike’a.
Na streamach staram się przede wszystkim robić coś, co mi samej sprawia przyjemność. Bo jeżeli robię coś wbrew sobie, to od razu to widać.
Co do szachów - ja je kocham, kochałam je całe życie. Jeżeli jednak non stop gra się w to samo to przychodzi pewne znużenie. Tak jak czasem czuję, że mam takie flow na dobre myślenie w grze, tak teraz czuje się słabiej i trochę faktycznie od tego uciekam.
Wciąż jednak streamuję szachy co wtorek. Gram wówczas arenę “Titled Tuesday” i wówczas gram z najlepszymi zawodnikami z całego świata jak Hikaru, Carlsen czy Duda. Tam mogę sobie porywalizować. Jeżeli zatem ktoś lubi u mnie przede wszystkim szachy, to przychodzi we wtorki.
A skąd wybór akurat GeoGuessr i CS’a? Zwłaszcza, że są to dwie gry dość mocno od siebie odbiegające.
Osobiście mam problem z graniem w gry. Większość z nich mnie w ogóle nie interesuje. Gra robi się dla mnie interesująca, gdy trzeba w niej trochę myśleć. I tak też jest w przypadku GeoGuessra.
Natomiast CS… też trzeba na pewno coś tam myśleć, ale jest to po prostu fajna odskocznia. Jakoś tak mi się fajnie przyjął, w przeciwieństwie na przykład do Ligi Legend, która jakoś nie jest w moich klimatach. Nie wiem czy to jest kwestia tego, że w CS’ie jest większa adrenalina, większa losowość. Nie umiem tego dokładnie wytłumaczyć, ale daje mi naprawdę dużo funu.
W Twoim życiu, poza szachami i streamami, nie brakuje jednak też aktywności fizycznej. Na jakie sporty stawiasz najmocniej?
Przede wszystkim są to snowboard i piłka nożna
Piłka z perspektywy widza, czy również aktywnie?
Ja piłkę nożną jakiś czas trenowałam. Wydaje mi się, że przez te szachy, które wymagały mnóstwo siedzenia, myślenia i skupienia przy szachownicy, mój organizm potrzebował jakoś to odreagować. I tak jak mogę pograć w siatkówkę czy koszykówkę, tak piłkę nożną po prostu uwielbiam. Zawsze byłam pierwsza do gry. Nawet jeszcze podczas studiów trenowałam halówkę. I choć na ten moment skończyłam z treningami, bo odkąd przeprowadziłam się do Warszawy odeszłam od mojej drużyny, to wciąż chodzę co tydzień na piłkę. Jest to bardziej rekreacyjnie. Gramy sobie między innymi z innymi szachistami, tutaj, w Warszawie. Przyjeżdżają zarówno arcymistrzowie jak i inni zawodnicy.
Uwielbiam ruch i sport. Od zawsze, jeżeli chodzi o cokolwiek co związane z aktywnością fizyczną to jestem na tak. Uwielbiam, kocham i dobrze się przy tym bawię.
A skąd snowbaord?
Tę pasję od małego zaszczepili we mnie rodzice. Początkowo zaczęłam od nart, ale odkąd miałam 7-8 lat wskoczyłam na snowboard i od tego się zaczęło. Adrenalina, szybka jazda… to chyba jakieś zbalansowanie tych szachów.