Snowboard
Pionowe twarze masywu Mont Blanc
W takich miejscach nie ma miejsca na pomyłkę. Zobaczcie snowboardową jazdę w najwyższych Alpach.
Francuzi kochają wysokie masywy górskie. Jako posiadacze najwyższych masywów w Alpach wyspecjalizowali się w zdobywaniu najbardziej niedostępnych miejsc. Najwyższe szczyty znajdują się przy wschodniej granicy państwa, w pobliżu miejscowości Chamonix-Mont-Blanc. Za pioniera alpinizmu w tej części świata uznawany jest król Francji Karol VII. W 1356 roku nakazał on swoim ludziom zdobycie góry Aiguille, która wówczas uznawana była za najwyższą w regionie. Co ciekawe, pierwszym jej późniejszym zdobywcą był Polak, Antoni Malczewski. Poeta i prekursor romantyzmu wszedł na niebezpieczny szczyt w towarzystwie Jean-Michela Balmata. Na koncie naszego rodaka znalazł się również legendarny Mont Blanc, jednak pierwszymi w historii zdobywcami najwyższego grzbietu w Alpach byli Jacques Balmat i Michel Paccard.
Wróćmy na chwilę do teraźniejszych statystyk. Masyw Mont Blanc jest obecnie uznawany za duchową siedzibę wszystkich alpinistów. Każdego roku dziesiątki tysięcy pasjonatów zdobywa to miejsce, który z powodu wielu wypadków zyskało przydomek „Białego Zabójcy”. Co ciekawe, europejski szczyt szczytów pochłonął więcej ludzkich istnień niż Mont Everest.
Dodatkowym atutem tego miejsca jest najlepiej wytrenowana kadra przewodników. 240-osobowa ekipę uznaje się za elitę światowego alpinizmu. Aby dowieść swojej odwagi, dwóch z nich postanowiło zdobyć północną ścianę Le Triolet na snowboardach. Najtrudniejszy stok w masywie jest prawie niemożliwy do zdobycia. Wizja jazdy po nim na jakimkolwiek sprzęcie budzi przerażenie nawet u największego eksperta alpinizmu.
Jerome Ruby i Dedé Rhem zawsze wyróżniali się z całej ekipy przewodników po Chamonix. Główną cechą odróżniającą ich od reszty, był fakt jazdy na snowboardach. Gdy zaczynali pracę w 1995 roku wszyscy jeździli jedynie na nartach. Podczas próby zjechania z Le Triolet towarzyszył im fotograf Philippe Fragnol. Do tego typu zleceń potrzebny jest ktoś, kto oprócz wykonania zdjęć potrafi posługiwać się czekanami i innym sprzętem alpinistycznym. Spróbujcie wykonać dobre zdjęcie stojąc na zboczu o nachyleniu 60 stopni… Szacunek za całe przedsiewzięcie należy się snowboardowym przewodnikom, ale Fragnol również zasługuje na gromkie brawa.
Patrząc na powyższe zdjęcia można uznać, że Rhem i Ruby musieli być szaleni, żeby próbować podobnego wyczynu. Jednak dla osób dorastających u podnóża Aiguille du Midi podobne wyzwanie jest jak najbardziej naturalne. Ludziom żyjącym w pobliżu tak niesamowitych celów trudno zignorować głos natury, nakazujący pokonywać kolejne granice ludzkich możliwości. Obaj byli świadomi zagrożenia, a mimo wszystko podjęli się tego niebezpiecznego wyzwania.
Kilka lat później Rhem zginął pochłonięty przez lawinę w innym regionie Alp... Dla ludzi z tej części świata taka jest naturalna kolej rzeczy. Nikt nie ocenia ich osiągnięć pod kątem nieodpowiedzialnych zachcianek. Żeby to zrozumieć, trzeba żyć w sąsiedztwie najwyższych szczytów Europy.
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, zdjęciami i filmami o sporcie, który interesuje Cię najbardziej? Zapisz się na newslettera już teraz, a na pewno nie przegapisz najlepszych newsów!



