Kitesurfing

Lewo, prawo i pływasz sam. Po co komu kitesurfingowy Pro Camp?

© Łukasz Ceran
Autor Ignacy Karczewski
Z Łukaszem „Księciem” Ceranem rozmawiamy o idei Pro Campów i rozwiewamy wszelkie wątpliwości dotyczące szkoleń dla kiteboarderów.
Wcieliliśmy się w rolę statystycznego kitesurfingowego kursanta, który bardzo by chciał, ale nie za bardzo wie z czym to się je i i wyciągnęliśmy od Łukasza Cerana wszystkie informacje na temat Pro Campów. Księciu prowadzi je od ponad 10 lat. Poniżej rozmowa z profesorem kiteboardingu.
Hals w lewo, hals w prawo. Załóżmy, że właśnie skończyłem kurs w szkółce na Helu, co powinienem teraz zrobić?
Łukasz Ceran: To zależy od poziomu jaki prezentujesz na wodzie. Niektóre osoby po kursie czują się pewnie i chcą skakać, a niektórzy potrzebują jeszcze wielu godzin pływania by poczuć się pewnie. Łatwiej jest powiedzieć, czego nie powinieneś robić. Nie powinieneś przeceniać swoich umiejętności, pływać samemu, ani „świrować” przy brzegu lub na płytkiej wodzie. Jeśli kite Cię kręci, to powinieneś dalej się rozwijać, najlepiej pływając z lepszymi od siebie. Mogą być to koledzy, rodzice lub instruktorzy, właściwie każdy, kto spojrzy na Ciebie, podpowie Ci co i jak, a przez to sprawi, że będziesz pływał pewniej i bezpieczniej.
"Najlepiej pływać z lepszymi od siebie"
"Najlepiej pływać z lepszymi od siebie"
Dostałem kartę IKO, nuży mnie pływanie lewo prawo, zdałem sobie sprawę, że nie wszystko jest łatwe jak na YouTubie – kiedy przychodzi idealny moment na wzięcie udziału w ProCampie?
Na Camp zapraszam wszystkich, którzy pływają lewo, prawo. Nie trzeba robić zwrotów, nie trzeba skakać.. Jeśli ktoś chce poprawić swoje umiejętności, spróbować różnych odmian kitesurfingu, pływać bezpieczniej, to XPC jest miejscem dla niego.
Porównuję Kite’a do jazdy samochodem. Kurs podstawowy w szkole kite, to jak jazda z instruktorem w samochodzie z „L-ką” na dachu - z kimś kto cały czas patrzy nam na ręce i uczy nas podstaw. ProCamp to coś jak szkoła bezpiecznej jazdy lub „Weekend z Kubicą”, czyli przychodzi doświadczony zawodnik/instrutor, który podpowie każdemu, niezależnie czy właśnie odebrał prawo jazdy, czy jeździ już 20 lat. Dlatego na ProCampie są osoby prawie od razu po kursie, pływający wiele lat, a także młodzi zawodnicy i zawodniczki. Każdy znajdzie coś dla siebie. Nauka z YouTuba bywa bolesna, o czym opowiadają mi sami kursanci.
PRO dotyczy mojego podejścia i zaangażowania do prowadzenia szkolenia. Uczestniczyć może każdy.
Nazwa ProCamp trochę kojarzy się z zajęciami dla zawodników, „prosów”. Nie wiem, czy się nadaję.
Trochę późno, żeby zmieniać nazwę, ProCampy organizuję od 2007 roku, ale można powiedzieć, że nazwa jest źle odbierana przez niektórych. Jak wspomniałem na Camp mogą przyjść osoby halsujące się. Nazwa PRO dotyczy mojego podejścia i zaangażowania do szkolenia. Mamy rozruch poranny, dwie sesje na wodzie, wolne pływanie, foto i videocoaching, wieczorne omówienia i analizy postępów. Kursanci mogą prezentować bardzo zróżnicowany poziom. Niezależnie, czy ktoś się szykuje do zawodów, czy szlifuje zwrot, czy uczy pierwszego skoku – każdy ma taką samą ilość treningów, czasu na wodzie, zdjęć i omówień.
Przekonałeś mnie - jadę z Tobą na wyjazd. Przeczytałem, że będę uczyć się elementów freestylu, wave i foil. Nie mam takiego sprzętu i nie wiem czy ten cały wave to dla mnie…
Mało osób wie po kursie jaką drogę i odmianę kajta wybierze. Na większość wyjazdów biorę twintipy, deski kierunkowe wave, czasem foila, deskę z wiązaniami wakeboardowymi i surfingową... akurat jestem w Brazylii i mam wszystko ze sobą!
Możesz nauczyć się wszystkiego, możesz skupić się na jednym
Możesz nauczyć się wszystkiego, możesz skupić się na jednym
Po rozmowach z kursantami, po zobaczeniu ich na wodzie pytam kto chciałby spróbować innych odmian kitesurfingu. Czasem muszę zmotywować ludzi, bo nie wierzą w siebie i swoje umiejętności. Bardzo dużo osób chce spróbować desek KiteWave i dlatego mam z SU2 zrobioną bardzo prostą deskę KiteWave, na której wszyscy jadą i są zachwyceni jazdą strapless. Jak ktoś radzi sobie na desce kierunkowej może próbować foila. Mam CyberFoila z krótkim masztem, który jest bardzo prosty i przewidywalny. Kto woli wakestyle próbuje jazdy w wiązaniach Ronixa’a. W czasie wyjazdów mam ze sobą różne modele latawców Ozone i też pokazuję je kursantom, uczę pływania na pompowanych i komorowych latawcach.
Jak nie ma wiatru, a jest wakepark to trenuję ludzi na wake’u. A jak nie ma wiatru, a są fale, to idziemy na surfing. Na jednym campie można spróbować wielu odmian kite’a i wybrać tę, która sprawia nam najwięcej radości, lub w każdej się doskonalić. Cały swój sprzęt udostępniam kursantom, ale jeśli ktoś wie, że cały czas będzie pływać na desce KiteWave, to może wziąć swoją deską i uczyć się na swoim sprzęcie.
Sprzętowo jestem przygotowany na wszystko
Sprzętowo jestem przygotowany na wszystko
Zapisał się też mój kolega, który robi już rejli. Ja nie umiem.
To żaden problem. Przeważnie mam na obozach grupy do 10-ciu osób o zróżnicowanym poziomie. Są początkujący i zawodnicy, czasem kilka osób trenuje ten sam manewr, wtedy tłumaczę go grupie. Jak manewr trenuje tylko jedna osoba, to indywidualnie omawiam z nią to zagadnienie. Mamy dużo czasu na wytłumaczenie, pokazanie triku, przećwiczenie - o ile to możliwe - na sucho, a następnie trening i doskonalenie na wodzie. Często na Campie jednej osobie tłumaczę podstawowy skok, a innej kiteloopa czy zwrot na desce kierunkowej. Wszyscy pływają i starają się jak najlepiej wykonać swoje manewry. A wieczorem wszyscy razem oglądamy zdjęcia, filmy i wspólnie nakręcamy się do działania.
Jak wygląda typowy dzień treningowy pod twoim okiem?
W zależności od wiatru i spotu. Przeważnie ok. 7-8 rano rozruch poranny około 30 minut, potem śniadanie, omówienie co robimy, rozgrzewka i pierwsza sesja treningowa 90 minut, później wolne pływanie, przerwa na obiad, następnie druga sesja treningowa 90 minut, wolne pływanie, odpoczynek, kolacja i omówienie zajęć około 60 minut.
Załoga XPC na rajskim Mauritiusie
Załoga XPC na rajskim Mauritiusie
Czasem znając prognozę np. rano wieje, a później nie, rano robimy treningi kite, a później inne zajęcia. Na Mauritiusie w ramach rozruchu porannego jest pływanie na surfingu, a w Brazylii często dzień kończymy downwindem. Na Sardynii jak tylko pojawiają się fale to jedziemy na surfa. Na Helu jak wstajemy na rozruch i wieje, to od razu idziemy na kajta, żeby więcej popływać. Modyfikujemy plan dnia na bieżąco, żeby najefektywniej wykorzystać warunki. Oczywiście do niczego nie zmuszam i plan dnia nie jest obowiązkowy. Jedynym czego wymagam na Campie jest krótka rozgrzewka przed wyjściem na wodę, aby minimalizować ryzyko kontuzji. W większości jednak wszyscy korzystają z zajęć na full!
Mam 2-tygodnie urlopu. Dokąd najlepiej polecieć? Widziałem, że szkolisz na całym świecie.
To zależy od oczekiwań, spotu i budżetu. Staramy się w każdym sezonie mieć wyjazdy w dalekie egzotyczne miejsca, a także bliższe, krótsze i tańsze wypady. Jeśli ktoś kocha fale, to polecam Mauritius. Jeśli ktoś chce jechać na laguny i idealnie płaską wodę plus downwindy to Brazylia i SurfVillage wygrywa. Jeśli ktoś chce bliżej popływać to uwielbiam Sardynię (polska baza SkyHigh) lub Hel (Kite.pl).
Nasze wyjazdy są opisane minimum na pół roku do przodu na stronie kite.pl/wyjazdy (TUTAJ) – te z opcją ProCamp w nazwie to wycieczki ze mną. W 2019 odwiedzimy Sri Lankę, Kubę, Fuerteventurę, Sardynię, Mauritius, Brazylię.
Nie piję alkoholu, nie palę papierosów. Moim jedynym nałogiem jest adrenalina
Teraz już wiem, że znasz się na rzeczy. Mówią, że wykładasz kitesurfing jak profesor. Długo się tym zajmujesz?
Pierwsze grupy windsurfingowe trenowałem w 1997, gdy brakowało mi pieniędzy w wakacje, szkoliłem, a potem jeździłem i dalej startowałem w zawodach. Od 2002 roku więcej pracuję jako instruktor kitesurfingu, a mniej więcej od 2007 roku szkolę na ProCamp’ach. Same umiejętności kitesurfingowe nie wystarczą, przydaje się doświadczenie, metodyka, praca z grupą. Mi pomaga wychowywanie moich córek Mai i Hani – czasem kursanci są jak małe dzieci i trzeba do nich odpowiednio przemówić.
Jak trzymasz formę? Na tych wyjazdach potrzebujesz dużo energii żeby opanować grupę? Nie męczy Cię to?
Ta praca to bajka, sporo podróżuję i mam możliwość pływać na najlepszych spotach na świecie. Jak coś jest pasją, nie traktujesz tego do końca jak pracę i nie odczuwasz aż tak zmęczenia, nawet jak ganiasz za grupą od 7 rano do 22. Jedyny minus wyjazdów to to, że tęsknię za moimi ukochanym dziewczynkami, ale czasem lecą ze mną na wyjazd. W domu sporo trenuję by mieć kondycję na wyjazdach. Trenuję w klubie UKS Niedźwiadek z Michałem Luto, albo biegam na treningi MDS (Mastro Defence System), które prowadzi Marcin Michalik-Lipka. Dodatkowo dużą dawkę energii dała mi zmiana nawyków żywieniowych. Moja żona Krysia jest trenerką odżywiania i dba o mnie, a ja tę wiedzę przekazuję dalej kursantom. Jestem teraz lepiej odżywiony i silniejszy, niż kiedy stawałem na podium Pucharu Świata. Nie piję alkoholu, nie palę papierosów, ani innych używek. Moim jedynym nałogiem jest adrenalina, którą wyzwalam w czasie sportów deskowych. I takie podejście do życia i zdrowia pokazuję i przekazuję moim podopiecznym.
Łukasz Ceran w akcji
Łukasz Ceran w akcji
Ok. Dzięki wielkie za rozmowę.
Dzięki i do zobaczenia na ProCampie!